Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IU. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IU. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 października 2013

IU - The Red Shoes

Zbieram się do tego tekstu już dobry tydzień i wciąż nie wiem jak go ugryźć. Z jednej strony powrót IU to duże muzyczne wydarzenie - z wielu różnych względów. Z drugiej strony - przy całej swojej niezwykłości - album, a w szczególności piosenka promująca wydawnictwo, nie wywarły na mnie tak dużego wrażenia jak się spodziewałem. Zanim mnie zabijecie, spróbujcie przebrnąć przez ten tekst.

Miałem nawet pomysł jak zgrabnie przedstawić tu pewną historię, którą spodziewałem się usłyszeć na tym albumie. Więcej, historię, którą wydawało mi się, że słyszę. Jednak im więcej słucham promującego album nagrania "The Red Shoes", tym więcej mam tego nieprzyjemnego uczucia, które czasem nawiedza mnie po przebudzeniu. Uczucia straty czegoś, co tak naprawdę mi się przyśniło. Im bardziej skupiam się na tym, co miałem napisać, tym sam mniej zaczynam wierzyć, że mam rację.

Chyba jednak zabiorę się za ten tekst normalnie, bo zbyt wiele mam wątpliwości co do własnego toku rozumowania, by móc przedstawić go bez znaków zapytania. Ujmując sedno problemu - ta piosenka może być bardzo subtelną ironią na przebieg kariery IU. Może, ale nie musi. Całość rozbija się o te felerne czerwone buty z tytułu piosenki promującej najnowszy album wokalistki - "Modern Times". Ale może najpierw trochę tła, bo bez pewnego kontekstu, ten podtekst jest niemożliwy do wychwycenia.

IU to niezwykle utalentowana i wciąż jeszcze bardzo młoda (rocznik '93) koreańska wokalistka, ciesząca się olbrzymią popularnością wśród rodaków. Jak dużą? >>TUTAJ<< znajdziecie screeny najważniejszych list sprzedaży w kilka godzin po wydaniu jej nowego albumu. W pierwszych dziesiątkach notowań próżno szukać piosenek spoza tego wydawnictwa. Ale ta popularność nie przyszła darmo.

Ceną za tak oszałamiającą karierę w tak młodym wieku jest pewien wizerunek, który przylgnął do wokalistki. IU przez lata nazywano Młodszą Siostrą Narodu i tak też na nią patrzono - nie dla niej były śmielsze kreacje, nie dla niej były dojrzałe piosenki, w których miłość to nie tylko ckliwe uczucie narysowane świecowymi kredkami. Dziewczyna próbowała od tego uciec. Nagrała nieco mroczniejszą piosenkę, stanowczo mroczniejszy teledysk, a przed rokiem głośno zrobiło się o jej zdjęciu z prawdopodobnie rozebranym kolegą (o wszystkim przeczytacie >>TUTAJ<<)

Ale na tym problemy wizerunkowe wcale się nie kończą. Kpop to kpop - tańcz albo giń. Siłą rzeczy, aby stać się tak popularną, IU musiała też tańczyć. Taniec, warunki głosowe wokalistki i ten niewinny wizerunek - to wszystko pchało jej twórczość w bardzo dziwnym kierunku, który najłatwiej przyrównać chyba do musicali.

I to jest chyba dobry moment, żeby wstawić teledysk do "The Red Shoes". Nie martwcie się, piosenka nie trwa 8 minut, duża część klipu to napisy końcowe (poważnie).



Tak... I jak tu to teraz ugryźć? Zacznijmy od tego, co jest normalne - od piosenki. Może przesadziłem ze słowem normalne, bo gdzie poza Koreą, 20-letnia idolka tłumów wychodzi na scenę i śpiewa w takt  swingu? I to swingu w niemal najczystszej postaci. Ale już po samej serii muzycznych zwiastunów tego albumu, to nagranie nie mogło zabrzmieć zaskakująco, bo cała płyta "Modern Times" utrzymana jest w podobnym klimacie - swing, jazz, bossa nova - dominują lata 20-ste, 30-ste minionego stulecia. I tylko zbrodnią wydaje się, że kompakt nie może zatrzeszczeć winylem.

Reprezentatywna dla albumu stylistyka to jeden, mniej istotny aspekt "normalności" tego nagrania. Drugi aspekt to to specyficzne "coś", które każdego fana dotychczasowych przebojów IU jak "U & I" czy "Good Day" utwierdzi w przekonaniu, że oto powraca ich IU - młoda, niewinna wokalistka, która o uczuciach śpiewa z dziecięcą naiwnością. Choć to swing, wciąż gdzieś pobrzmiewają te specyficzne, tak charakterystyczne dla jej dotychczasowych nagrań łuki, szczególnie tyczy się to refrenów i partii ze słowami "Summer Time". W dodatku wszystko wydaje się brzmieć jakby było skrojone pod układ taneczny.



I tu przechodzimy powoli do moich podłych podejrzeń. IU w wywiadzie (filmik z występami przeplatany wywiadem osadzę na końcu tekstu) twierdzi, że długo zastanawiano się, która z piosenek ma promować nowy album. Wierzę, że dziewczyna chciała postawić na swoim, ale jestem też przekonany, że nie istniały argumenty, które przekonałyby wytwórnię do zastąpienia "The Red Shoes" jakimś innym tytułem.



Powód jest dosyć prosty, dwie pozostałe piosenki, które IU wykonała w trakcie showcase'u i które wykonuje w programach telewizyjnych, a które myślę też, że bezpiecznie można nazwać najciekawszymi a zarazem najprzystępniejszymi na całym kompakcie - "Modern Times" i "Between The Lips" - nie nadają się na podkład pod choreografię. O ile w "Modern Times" IU dodano obstawę tancerzy, to sama wokalistka oba kawałki wykonuje na stojąco/siedząco.



W dodatku "Between The Lips" nie nadawało się do firmowania albumu z jeszcze jednego względu. Jeżeli IU miała na tym albumie pokazać swoją dojrzalszą twarz, to zrobiła to właśnie tym, ociekającym namiętnością kawałkiem. A jestem przekonany, że wytwórnia jak ognia chciała uniknąć - póki co - jakiegoś drastycznego odejścia od doytychczasowego wizerunku, przynajmniej w kwestii piosenki promującej album. I to słychać, bo tylko głuchy nie zauważy, że "The Red Shoes" swoją formułą i tanecznym charkterem, spójnością z dotychczasową twórczością piosenkarki - odcina się od reszty tego albumu. Na całym kompakcie nie ma drugiej takiej piosenki i trudno nie podejrzewać, że została przygotowana celowo z myślą o takim jej wykorzystaniu.

Ale takie podejrzenia to jedno, a sugerowanie, że ktoś gdzieś tutaj przemycił ironiczny komentarz na temat takich właśnie posunięć, to co innego. Ta retro stylistyka nie jest tu dodatkiem do kompozycji, a jej integralną częścią, co sprawia, że piosenka jednak ma swoje miejsce na albumie i nie wyskakuje na słuchacza jak diabeł z pudełka. W tekście też trudno doszukać się jakichś jawnych tropów przemawiających na korzyść mojej teorii. Ot kolejny, ckliwy kawałek o miłości - nie ma w nim nic złego, ale nastrojowo wydaje się klonem poprzednich przebojów piosenkarki.

Skąd więc te moje podejrzenia? Czemu twierdzę, że gdzieś tu czai się ironia? Tytuł. Nie potrafię uwierzyć, że ktoś te czerwone trzewiki wplótł w piosenkę tylko po to, żeby dać IU pretekst do tańca i nie dostrzegł ironii całej sytuacji. Czerwone trzewiki są bardzo negatywnie kojarzącym się symbolem. Są pokutą, a może nawet karą wyznaczoną za nadmierną dumę, pychę. Czerwone trzewiki są źródłem źle rozumianego porządania, w niektórych inkarnacjach zawiści, a także chorobliwej ambicji, która popycha człowieka do wiary w to, że jest wart więcej niż naprawdę jest.

Czerwone trzewiki są uniwersalnie złe. I używam tutaj słowa uniwersalnie całkiem naumyślnie. Ich koncepcja zrodziła się w Europie. Oryginalnie pojawiły się w bajce Andersena pod tym samym tytułem. Dziewczynka kilkukrotnie napotyka na swojej życiowej drodze czerwone trzewiki, za każdym razem przyjmując je jako dobro najwyższe, ceniąc noszenie ich ponad wszelkie inne wartości - rodzinę, szacunek publiczny, majestat Boga i kościoła. I zostaje ukarana. Buty zaczynają tańczyć wbrew jej woli - nie może ich zdjąć, nie może przestać tańczyć, w końcu zrozpaczona każe uciąć sobie stopy... Jednak gdziekolwiek by nie poszła, buty (ze stopami w środku, a jakże) tańczą przed nią. Dopiero szczera pokora, uznanie się za gorszą od innych, zyskuje jej przebaczenie i wyzwala od klątwy.

Bajka doczekała się dwóch istotnych produkcji inspirowanych motywem, które musiały być dostrzeżone w Korei. Jedną jest brytyjski film "The Red Shoes" z 1948 roku, który zdobył dwa Oscary. Nie widziałem tego filmu, raczej nie moje klimaty, więc nie jestem w stanie ocenić na ile piosenka, czy teledysk, nawiązują do tej produkcji. Jedno wiem na pewno - film był kolorowy, a nie czarno-biały.

Drugą jest koreański film pod tym samym tytułem z 2005 roku. Ten akurat pod wpływem piosenki obejrzałem i niewiele mi to pomogło. Koreańskie "Czerwone trzewiki" to horror - dobry, jeżeli ktoś lubi atmosferę napięcia, niejasną fabułę i sporo fabularnego dramatu, dla którego paranormalne zdarzenia są tylko urozmaiceniem. Na pewno warto obejrzeć go dla zdjęć, które są mieszanką bardzo plastycznych, świetnie oświetlonych kadrów dla części fabularnej oraz specyficznych, celowo odrealnionych sekwencji grozy, które nawiązują wizualnie do klasyki gatunku jak "Egzorcysta".

Jedyne podobieństwo, które dostrzegam między tymi dwiema koreańskimi produkcjami to buty, a raczej ich kolor. Filmowe czerwone trzewiki były tak naprawdę różowe (jeżeli ktoś nie łapie - czerwonymi czyniła je krew, a nie ich naturalny kolor) i w teledysku też pojawia się para różowych butów, zresztą podobnego kroju. Ale nie sądzę by było to coś ponad delikatny ukłon.

Wracając jednak do teledysku, piosenki i czerwonych trzewików, które już zdążyłem okrzyknąć ironicznymi. Cóż, jak napisałem we wstępie - sam nie jestem przekonany do swojego zdania. Tzn. jestem przekonany, że trzewiki wypadają ironicznie, ale trudno znaleźć mi dostateczne dowody, by uznać tę ironię za zamierzoną. Czy uznamy, że buty są tylko pretekstem, żeby IU tańczyła, elementem wizualnego konceptu, czy też dołożymy do tego ten prztyczek w nos wytwórni - sugestię, że IU chce przestać tańczyć, uwolnić się od dotychczasowego wizerunku, ale nie może - nieważne. W każdym z tych dwóch wypadków cała reszta znaczenia oryginalnej baśni zostaje nie tyle spłycona, co pominięta, a samo nawiązanie wypada bardzo powierzchownie.

Sam teledysk nie przypadł mi do gustu. Wizualnie jest naprawdę solidny, ale poprzednie klipy IU już do tego mnie przyzwyczaiły. Natomiast ten zdaje się być pozbawiony treści - od samego początku brnie donikąd. Tak, jest tu jakaś namiastka fabuły. Dziewczyna z czarno-białego filmu przenosi się do prawdziwego świata, tam zostaje wyzwolona od czerwonych butów i dostaje parę różowych, zaznaje trochę wytchnienia od tańca. Jednak czerwone buty dalej ją prześladują i w końcu dopadają, znów zmuszając do tańca. Ja jednak tego nie kupuję.

Cały ten sielankowy klimat kompletnie do mnie nie trafia, wizualnie podoba mi się tylko finał z efektowną panoramą i nieliczne przebitki na parkiet, na którym tańczy IU. Zdecydowanie wolę samą piosenkę, która bez teledysku chyba broni się nawet odrobinę lepiej. Co prawda uważam, że wstawki hołdujące dotychczasowym nagraniom IU szkodzą kompozycji i wypadają nieco blado na tle reszty utworu, jednak jestem w stanie zrozumieć dlaczego wylądowały w tym utworze i jestem też w stanie pogodzić się z ich istnieniem, tak jak pogodziłem się z faktem, że na tej płycie są zdecydowanie lepsze piosenki.

Jednak całemu albumowi postaram się poświęcić kilka(naście) akapitów w osobnym tekście, bo myślę, że warto. Na zakończenie jeszcze obiecany showcase przeplatany wywiadem. Są napisy.

środa, 27 lutego 2013

IU - Cruel Fairy Tale

Ha, kiedy zaczynałem pisać tego bloga, spodziewałem się, że sporo miejsca poświęcę bohaterce dzisiejszego wpisu. Powód? Prosty - młoda (rocznik 1993, debiutowała w 2008 roku) wokalistka jest bardzo utalentowana. W dodatku, pomimo młodego wieku, jest jedną z bardziej znanych solowych artystek na koreańskiej scenie muzycznej. A jednak, o jej twórczość do tej pory zahaczyłem tylko raz - >>TUTAJ<<.

Pora to naprawić. Tekst podlinkowany wyżej traktuje nie tylko o aferze wokół wokalistki, ale przede wszystkim o świetnej piosence "Only I Didn't Know" która promowała singiel "Real+". Na kompakcie znalazło się jeszcze jedno, moim zdaniem nawet lepsze, premierowe nagranie - "Cruel Fairy Tale". Zresztą, co ja będę zachwalał na sucho? Posłuchajcie.



Szkoda, że ta piosenka nie została wybrana na A-side, jednak rozumiem ten wybór. Na pierwszym planie jest tu bowiem nie wokal IU, a genialna kompozycja, w której wokal zostaje niemal zdegradowany do rangi kolejnego instrumentu. Z jednej strony mamy skromniutkie partie wokalne ze zwrotek, akompaniowane przez smyczki i dzwonki, które budują nastrój subtelności, może nawet bezpieczeństwa, kojarzony z idyllicznymi scenami nie tyle z baśni, co z bajek. Jednak z drugiej strony mamy silne wokale z refrenu, poparte tajemniczo brzmiącym chórem i elektronicznym, nieco mrocznym beatem. Dopiero te elementy uzupełniają baśniowy obraz, który muzyka maluje przed oczami. Bo baśń to nie tylko piękne fantazje, ale także nierozerwalnie wplątane w całość życiowe morały, nierzadko gorzkie lub okrutne. W podobnym tonie utrzymane są słowa piosenki, które znajdziecie >>TUTAJ<<.

Ucieknę teraz od tego, co dźwięk sprzedaje naszej wyobraźni, a skoncentruję się na samej warstwie technicznej. Ta dwoista natura utworu - subtelne zwrotki i silne refreny, potężny beat i sugestywne akcenty - to wszystko służy także czysto muzycznemu wzmocnieniu utworu, który bez tych kontrastów byłby pewnie nudny. Zachwycam się kompozycją, ale kilka ciepłych słów należy się także IU.Jest tu i siła, i delikatność, i zrozumienie słów, które śpiewa, jest sprzedawanie emocji głosem. Jednak najbardziej podoba mi się to, że młoda dziewczyna, ze wszech stron rozpieszczana przez krytyków i opinię publiczną ze względu na walory swojego głosu, zgodziła się umniejszyć swoją rolę dla dobra kompozycji. W kilku momentach piosenki to podkład bierze górę nad ściszonym wokalem, a jednak IU nie próbuje wyskoczyć przed szereg. Nie mogę wyjść z podziwu, jak dojrzała muzycznie musi być ta dziewczyna, skoro singiel "Real+" nagrywała w wieku osiemnastu lat. Zresztą nie chodzi nawet o wiek... To jest w gruncie rzeczy celebrytka - występuje w serialach, współprowadzi programy telewizyjne, a publika przynajmniej do niedawna nazywała ją młodszą siostrą narodu. Kiedy zestawiam ją z rodzimymi gwiazdami i gwiazdkami, czy nawet z tymi zza oceanu... Ech, lepiej tego nie zestawiać.

Żeby zakończyć pozytywnie... Co prawda piosenka nie doczekała się wideoklipu, ale w jednym z programów telewizyjnych wykonano ją w ten sposób...


wtorek, 13 listopada 2012

IU - Only I Didn't Know

Od dawna chciałem przedstawić którąś z piosenek tej młodej artystki, ale nie potrafiłem zdecydować, którą wybrać na początek. Zacząć od jej debiutu w wieku lat 15? Może od B-side'owej (szczerze wątpię żeby to było prawdziwe słowo) piosenki, którą mnie do siebie przekonała? A może zacząć od jej fenomenalnych akustycznych coverów piosenek innych wykonawców?

Koniec końców stanęło na czymś innym - na jej chyba najdojrzalszym nagraniu jak do tej pory. Nie chodzi tu o dojrzałość muzyczną, bo tego typu utwory wokalistka wykonuje właściwie od początku swojej kariery. Dojrzałość w tym wypadku bardziej odnosi się do warstwy lirycznej i emocjonalnej utworu, ale także do warstwy wizualnej - do wideoklipu.

Powody takiego wyboru są dwa. Jeden to oczywiste skojarzenie z poprzednim klipem, który tu opisywałem - "Dripping Tears" w wykonaniu Son Dam Bi (>>TUTAJ<<). Przy czym podobieństwo bynajmniej nie jest muzyczne, oba utwory to zupełnie różne ligi. Drugi powód to pewna sytuacja, która ostatnio wyniknęła wokół wokalistki. Patrząc przez pryzmat jej twórczości, zastanawiam się, czy czasem owej sytuacji sama celowo nie zaaranżowała.

Ale na chwilę pozostawmy tematy poboczne i zajmijmy się samym utworem i teledyskiem, bo zdecydowanie są tego warte. Piosenka pochodzi z singla "Real+" wydanego w 2011 roku. IU miała wtedy niespełna 18 lat, tym bardziej imponuje sposób, w jaki poradziła sobie z tą nastrojową balladą.

Poniżej znajdziecie osadzony teledysk w pierwotnej, sfabularyzowanej, formie. Ten wariant jest po prostu lepszy, zarówno technicznie - od strony montażu - jak i bardziej artystycznie - pod względem oddawania emocji. Jednak dla osoby niewładającej językiem koreańskim ma też minus w postaci przegadanego intra - dosyć istotnego dla teledysku, nieistotnego dla piosenki.

Zachęcam do przecierpienia tego fragmentu, ale jeżeli ktoś koniecznie chce go przeskoczyć, to kończy się on w okolicach 0:50. Właściwa piosenka zaczyna się po 1:20, ale odradzam skakanie tak daleko, bo wyrywa teledysk całkowicie z kontekstu.

Jeżeli kogoś stanowczo nie interesuje teledysk, może poszukać niżej w tekście drugiego osadzonego wideo z klipem wyedytowanym tak, by nie zawierał fabuły i skróconym do długości trwania piosenki. Odradzam takie rozwiązanie, ale jeśli ktoś bardzo chce, informuję o takiej możliwości.

Co do pełnej wersji klipu - jedna uwaga. W trakcie wywiadu w intrze bohaterka klipu mówi o dziwnej pogodzie, która ma panować za oknem i o tym, że zazwyczaj przy takiej pogodzie ktoś ją odwiedza. Co mówi na końcu klipu? To napiszę po teledysku.



Zamykanie zakochanych dziewczyn w zakładach psychiatrycznych najwyraźniej musi być całkiem popularne w Korei, bo to już drugi taki teledysk, który widzę. Ale żarty na bok. Piosenka całkiem zgrabnie i niebanalnie opowiada historię udawanej miłości i złamanego serca, która jest w stanie żyć własnym życiem wyjęta z kontekstu teledysku. Jeżeli kogoś interesują konkrety >>TUTAJ<< wersja z polskimi napisami (tylko do piosenki).

Nawet bez znajomości słów, w uszy rzuca się ilość emocji sprzedawanych przez IU. Nieważne czy porusza się po niskich rejestrach, czy przechodzi w te wyższe, gdzieś w tych wyśpiewywanych przez nią słowach czai się ładunek, który trafia dalej niż narząd słuchu i wywołuje ciarki na plecach. Efekt jest jeszcze silniejszy, kiedy widzę o czym śpiewa, a to przecież jeszcze nastolatka. Siła jej ekspresji w tej piosence jest naprawdę zdumiewająca.

Sama kompozycja pełni swoją funkcję. Jest dobra - melodyjna, spójna, a przy tym zróżnicowana. Choć pomaga akcentować pewne fragmenty piosenki, nigdy nie wyrasta przed wokal, co wydaje się całkiem rozsądne.

A co z teledyskiem? Bohaterka jest w szpitalu psychiatrycznym i nawyraźniej cierpi na jakieś przywidzenia - prześladuje ją widmo jakiegoś starszego mężczyzny. Lekarze są przekonani, że to jej ojciec. Na zakończenie klipu pada pytanie - Zdajesz sobie sprawę, że Twój ojciec odszedł (umarł)?  - Ale on jeszcze do mnie wróci - odpowiada dziewczyna - Co ciekawe, wszyscy myślą, że ten mężczyzna to mój ojciec. Ale to nie jest mój ojciec.

I w ten piękny sposób teledysk wywołał niemałą burzę. Wielu ludzi sugerowało nawet, że chodzi o kazirodztwo. Wytwórnia szybko to zdementowała, utrzymując że szalona dziewczyna z teledysku akurat w tym aspekcie trzyma się rzeczywistości i że nie należy doszukiwać się tak dalekoidących interpretacji.

Jednak niewiele to pomogło. Mówimy o Korei - kraju, w którym może i kobiety nie noszą bezkształtnych worków po ziemniakach, ani nawet zjednoczone kolory moheru nie cieszą się aż taką popularnością jak u nas, ale jednak kraju mocno konserwatywnym w tematach obyczajowości. Interpretacja "to nie jest jej ojciec, tylko jakiś inny starszy facet" jest tam niewiele lepsza, bo na związki z dużą różnicą wieku jednak wciąż krzywo się tam patrzy.

Zestawiając ten teledysk z osobą piosenkarki - bądź co bądź jeszcze nastolatki, w dodatku usilnie stylizowanej przez wytwórnię na niewinną (przylgnęło nawet do niej miano "młodszej siostry narodu") - można sobie wyobrazić, że reakcja była tym głośniejsza.

Wytwórnia wybrnęła z tego nawet zgrabnie, wypuszczając drugą wersję teledysku, o której wspominałem już wyżej. Całkiem pozbawioną wątku fabularnego. Było to wyjście o tyle zręczne, że w wypadku rozszerzonych fabularnie teledysków dosyć powszechną praktyką jest wypuszczanie wersji okrojonej do wykonania piosenki. Inna sprawa, że dotyczy głównie utworów tanecznych, gdzie alternatywny teledysk ma lepiej pokazywać przygotowaną choreografię. Tutaj mamy do czynienia z nie do końca sprawnym montażem już istniejących ujęć.



Na początku wspomniałem też o pewnej sytuacji, która wyniknęła wokół wokalistki. Wg naszych standardów jest to sytuacja, wg standardów koreańskich coś na miarę skandalu. Na krótko na twitterze wokalistki mignęła fotka, na której... Nie za dużo widać. Jest część twarzy wokalistki, po ramionach można by spekulować, że ubranej w piżamę. Obok niej widać jednego z K-popowych wokalistów, od dawna podejrzanego o związek z IU. Prawdopodobnie bez piżamy, możliwe nawet, że bez niczego, ale poprzestać można na tym, że wygląda jakby nie miał na sobie żadnej koszuli.

Twarde, ani nawet miękkie, porno to to nie jest - ale kontekst łóżkowy jest mocno wyczuwalny. Zdjęcie szybko zniknęło, ale wiatr zasiano. Pytanie - kto zbierze burzę? Jak wspomniałem, Korea to kraj konserwatywny, seks pozamałżeński - nie to, że nie istnieje - ale pozostaje wyrugowany, przynajmniej ze sfery życia publicznego. Tym bardziej w kontekście 19-letniej wokalistki, stylizowanej na bardziej niewinną niż jest, takie zdjęcie musiało wywołać dyskusję.

Wytwórnia piosenkarki wystosowała jakieś bzdurne oświadczenie, że zdjęcie wykonano latem zeszłego roku, kiedy wokalista odwiedzał chorą IU w domu. Nie dość, że przekombinowane, to jeszcze niczego nie tłumaczy. Wytwórnia piosenkarza ograniczyła się do przytaknięcia kolegom po fachu. A ja się zastanawiam, czy IU nie zrobiła tego wszystkiego celowo?

Piosenkarka debiutowała w młodym wieku, więc siłą rzeczy startowała z dziewczęcym wizerunkiem, który przez lata funkcjonowania nie tylko jako piosenkarka, ale także aktorka, stał się jej drugą skórą. Tymczasem dziewczyna wydoroślała, ma nieprzeciętny talent wokalny, który już dostrzeżono na świecie. W tym roku IU dała koncert z orkiestrą symfoniczną w Orchard Hall tokijskiego kompleksu Bunkamura - jednej z bardziej prestiżowych scen na kontynencie.

Czy dziwne byłoby, gdyby chciała uciec od wizerunku wiecznej dziewczynki, owej "młodszej siostry narodu" i poprowadzić dojrzalszą karierę. Nierzadko show-biznes porównywany jest do niewolnictwa. Artyści przez większość czasu chałturzą pod dyktando wytwórni, które z kolei patrzą na zyski, a nie na sztukę. Jak długo jakieś podejście się sprawdza, tak długo będzie eksploatowane i nikt nie pomyśli o zmianie. Jeżeli IU chciałaby zerwać z wizerunkiem grzecznej dziewczynki, to tylko poprzez samodzielne jego zniszczenie. Taka fotka to mało radykalny, ale skuteczny krok w tym kierunku.