Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narae. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narae. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 stycznia 2014

Spica - You Don't Love Me

Najlepszy wokalnie girlsband w kpopie pracujący pod skrzydłami najpopularniejszej solistki minionej dekady, która niedawno okazała się być także obiecującą tekściarką i kompozytorką, czerpiącą inspiracje z niestandardowych źródeł. Czy coś mogło pójść nie tak?

Zaskoczę Was odpowiedzią. Tak, mogło i moim zdaniem nawet poszło. W żadnym razie nie oznacza to, że piosenka mi się nie podoba, ale znów czuję pewien niedosyt - niedosyt wywołany z całą pewnością wysokimi oczekiwaniami. Dlatego, jeżeli nie wiecie jak śpiewają dziewczyny ze Spica, jeżeli nie znacie ostatniego albumu Lee Hyori, odpuśćcie sobie ten wstęp i najpierw posłuchajcie piosenki, a dopiero potem tu wróćcie, bo w ten sposób podejdziecie do utworu bez pewnych wyobrażeń.

W kpopie dużo jest niezwykle utalentowanych wokalistek, jednak przeważnie są one rozsiane po różnych formacjach. Oczywiście rywalizacja na rynku sprawia, że debiutantki muszą być coraz lepsze i ogólny poziom idzie w górę, ale wciąż nie jest tak, że formacje składają się tylko z wybitnych głosów. Wyjątkiem jest Spica, która zebrała dziewczyny które od innych grup odbiły się ze względów raczej nie muzycznych. W ten sposób narodził się girlsband, który brzmi bardziej jak specjalny występ kilku gwiazd estrady, a nie zbieranina dziewczyn, które próbują stać się sławne. Nieco więcej o przeszłości poszczególnych członkiń napisałem >>TUTAJ<<, tam też znajdziecie moją ulubioną piosenkę tej grupy - "Painkiller".

Sęk w tym, że rynek kpopowy to nie tylko muzyka, to przede wszystkim konkurs popularności, bo to popularność zamienia się w wony na koncie wytwórni. Doskonale wie o tym Lee Hyori, która zrobiła wielką solową karierę, choć nikt nie ukrywa, że wokalnie bardziej polega na doświadczeniu i wyszkoleniu niż talencie. Miniona dekada zdecydowanie należała do niej, jednak kiedy powróciła na sceny w zeszłym roku, nieco zszokowała odbiorców.

Popowy blichtr i lekkie przebojowe nutki niemal zupełnie zniknęły z jej repertuaru. Zamiast tego jej płyta "Monochrome" (>>TUTAJ<<) jest wypełniona po brzegi akustycznym, stylowym brzmieniem i zabawą muzycznymi konwencjami, czerpiącą garściami przede wszystkim z muzyki amerykańskiej, ale takiej, jaką pamiętają wasze babcie - albo i starszej. Na szczególną uwagę zasługuje kawałek "Miss Korea" (>>TUTAJ<<), który jest pierwszą kompozycją wokalistki (którą zdecydowała się wydać).

Ponieważ tak Lee Hyori jak i Spica pracują obecnie pod skrzydłami B2M Entertainment, wytwórnia postanowiła użyczyć trochę blasku gwiazdy jej młodszym koleżankom. Przygotowano specjalny program telewizyjny, w którym Lee Hyori dokonywała metamorfozy scenicznego wizerunku grupy, a także pomagała jej w produkcji piosenki "Tonight" (>>TUTAJ<<). Wyszła z tego ciekawa propozycja, która na pewno popchnęła Spicę na właściwe tory kariery, ale do prawdziwego przeboju było jeszcze daleko.

Dlatego w wytwórni postanowiono jeszcze zwiększyć rolę Lee Hyori w nowym projekcie Spici i oddano jej pełną kontrolę nad muzyczną stroną tego przedsięwzięcia. Tak narodziło się "You Don't Love Me", które łączy nowy muzyczny styl Hyori z wokalnym talentem Spica.



Zacznijmy od tego, co jest moim zdaniem nie tak. Ten projekt po prostu mnie niczym nie zaskoczył. Dziewczyny śpiewają rewelacyjnie, ale ja to już wiem. Hyori lubi tamten okres w muzyce, ale to też wiem i nawet gdybym miał jakieś wątpliwości, to rozwiały je teasery, które ewidentnie wiązały się z tymi czasami i pin-upową stylizacją. Byłem gotowy na wszystko, co zobaczyłem i usłyszałem, bo filmowy zwiastun zapowiedział nawet te sztuczne pupy, które dziewczyny noszą w jednej ze stylizacji.

A kiedy człowiek wie, czego się spodziiewać, to ani piosenka, ani teledysk nie robią już takiego wrażenia. Tak, są bardzo dobrze pomyślane i chyba nawet jeszcze lepiej wykonane, ale nie robijają szczęki o podłogę - a tego Spica potrzebuje by wreszcie przebić się do topu żeńskich grup, gdzie jest jej miejsce. W moich oczach jest to kolejny projekt tej grupy, który docenią fani, i który może nawet zjednać formacji więcej sympatyków, a jednak nie wydaje się dość przebojowy, by stać się numerem jeden na listach - choć chciałbym się w tym względzie mylić.

W ogóle to jest dosyć dziwna piosenka. Trzyma klimat, ale wbrew pozorom - poza pewnymi akcentami wplecionymi w główny motyw - nie jest wybitnie retro. Tzn. oczywiście, nawiązuje do dawnego brzmienia, ale brakuje jej trochę sfingowanego trzasku winylu, czegoś, co jednoznacznie podkreśliłoby jej charakter. Tak, wstawki sekcji dętej są przeurocze, niektóre motywy są niemal żywcem wyjęte z epoki, a instrumentarium jest dobrane idealnie. A jednak ja bym chciał usłyszeć ten projekt posunięty o krok dalej w stronę naśladowania dawnego brzmienia.

Mam też wrażenie, że kompozycja jest kapeńkę za długa, biorąc pod uwagę, że refren nie jest ani szczególnie szybki, ani lekki, ale za to bardzo mocny i głośny, piosenka potrafi się trochę dłużyć przy n-tym przesłuchaniu. Możliwe nawet, że ta moc wokali Spici jest powodem, dla którego ta konwencja lepiej leżała samej Hyori. Tam głos towarzyszył zabawie muzyką, a tutaj wokale wyraźnie ją dominują. Mimo tego całego narzekania, piosenka bardzo mi się podoba i jestem przekonany, że jeszcze bardziej przypadnie mi do gustu wykonywana na żywo.

Jeszcze jedną rzecz odnośnie piosenki muszę tutaj odnotować. Cieszę się, że Juhyun nie dostała w tym kawałku tylko rapu. To naprawdę dobra wokalistka i ograniczanie jej roli do tych w gruncie rzeczy nieszczególnie potrzebnych, rapowanych wstawek było dla mnie rozczarowaniem. Jakkolwiek jej rap w tej piosence nie jest zły i nawet fajnie zrobiono całą tą sekcję piosenki, to ja zamiast tego wolałbym jeszcze jeden fragment zwrotki oddany w struny głosowe Juhyun. Przede wszystkim dlatego, że ten rap wydaje się tutaj dodany nieco na autopilocie - bo girlsbandowa piosenka z jakichś względów musi mieć rapowaną sekwencję...

Teledysk to bardzo prosta sprawa - świetnie zrobiony, przyjemny dla oka, ale wciąż dosyć standardowy, pozbawiony jakiegoś głębszego pomysłu. Ot poprzebierane dziewczyny wygłupiające się przed kamerami. Tak, wszystko jest dopasowane do retro-konwencji - nie tylko stroje ale sam ruch sceniczny, który parodiuje gesty wykonywane przez żeńskie grupy tamtego okresu. Tak, dziewczyny świetnie wypadają przed obiektywem. Tak, pin-upowe stylizacje (w większości) przekonują nawet mnie, a ja za pin-upem nie przepadam. Tak, to prawdopodobnie maks, co można wydobyć z teledysku w formacie boksowym. Jednak wciąż nie jest to teledysk z gatunku tych, o których pamięta się latami.

Jeżeli miałbym coś wyróżnić, to jest to segment w jasnym, pustym pokoju. Bardzo podoba mi się oświetlenie wpadające przez okno, które dodatkowo podkreśla pustkę pomieszczenia. Moje oko przykuł też strój Bohyung - ten w czarne paski. Dziewczyna rewelacyjnie w nim wygląda, a przy okazji mam wrażenie, że coś bardzo podobnego miała na sobie w zeszłym roku Lee Hyori, czy to w jakimś teledysku, czy to przy okazji któregoś z występów.

Coś jeszcze? Angielskie tłumaczenie tekstu piosenki znajdziecie >>TUTAJ<<. Nic szczególnego - ot dopasowany do charakteru piosenki popowy tekścik, ale może ktoś jest zainteresowany.

Czas to wszystko podsumować. Dziwna sprawa. Ze sporą przyjemnością wracam tak do piosenki, jak i teledysku, podoba mi się pomysł, podoba mi się wykonanie, a jednak... Nie tylko czuję się nieco rozczarowany, ale też mam problemy z puszczaniem tego kawałka na zapętleniu. Mam wrażenie, że ta piosenka aż za bardzo eksponuje świetne głosy wokalistek, ale przez to nie jest tak spójna i przebojowa, jak mogłaby być. Wolałbym też gdyby poszła nawet trochę dalej w kierunku retro, ale to już osobista preferencja.

Myślę, że ta premiera na pewno zostanie dostrzeżona na koreańskiej scenie, natomiast nie jestem przekonany co do jej sukcesu mierzonego wysokimi lokatami w programach muzycznych. Dużo zależy od konkurencji, która wobec chwilowego przestoju związanego z Księżycowym Nowym Rokiem jest dużą niewiadomą - może być znikoma, ale równie dobrze lada moment mogą pojawić się długo wyczekiwane premiery topowych wykonawców.

czwartek, 14 listopada 2013

Spica - Painkiller

Gdybym miał wskazać najlepszy - niekoniecznie mój ulubiony, ale najlepszy wokalnie - girls band w Korei, raczej nie zastanawiałbym się długo. Odpowiedź nasuwa się sama - Spica. Formacja liczy sobie pięć dziewczyn i każda śpiewa na tyle dobrze, że jest gotowa, by odnieść sukces jako solistka.

Sęk w tym, że branża nie działa w ten sposób - to, że dobrze śpiewasz, to wciąż za mało. Przy tak bogatym rynku musisz się wyróżniać, musisz przykuwać uwagę, najlepiej żebyś w momencie debiutu już miał rzeszę fanów. Dlatego nowe zespoły często budowane są w oparciu o uczestników muzycznych talent show, czy też wykonawców działających na Youtubie.

Na dobrą sprawę sama idea zespołu - czy to żeńskiego, czy to męskiego - też sprowadza się do promocji pojedynczych wykonawców. Niektórzy przyjmują to za następny szczebel na drabinie kariery, inni za kolejne sito odsiewające ziarno od plew. Bo o ile w mniejszych grupach wszyscy członkowi mogą łudzić się, że będą mieli jeszcze jakieś życie sceniczne po rozpadzie formacji, o tyle jestem przekonany, że niektórzy członkowie nawet tak popularnych, ale też bardzo licznych grup, jak SNSD i EXO, po prostu przepadną - przynajmniej jeśli idzie o występy na estradzie.

W sumie to moje błądzenie palcami po klawiaturze brnie trochę donikąd. Za tym tekstem nie stoi żadna głębsza myśl, nie jest to też żadna podbudowa pod dalsze przemyślenia. Ot, niedawno Youtube przypomniał mi zeszłoroczne nagranie Spici pod tytułem "Painkiller" i od tamtej pory nie mogę się od niego oderwać. Po części dlatego, że jest po prostu bardzo dobre, po części dlatego, bo odczuwam ciśnienie, żeby podzielić się nim ze wszystkimi, którzy go jeszcze nie słyszeli.



Zew jest na tyle silny, że pomimo wysypu aktualnych tematów, nie potrafiłem sobie odpuścić tego tekstu. Nie łudzę się, że w ten sposób spopularyzuję twórczość grupy, ale - hej, to przecież mój blog. I do what I want - jakby powiedział pewien grubokościsty chłopiec w czerwonej kurteczce.

Niedawno pisałem >>TUTAJ<< o "Hush" Miss A, że to nie minimalistyczna kompozycja, a muzyczny pustostan. Prawdziwego, pozytywnie rozumianego minimalizmu możecie posłuchać powyżej. Potężny, bardzo wyraźnie zarysowany beat, do tego prosty, jednowątkowy akompaniament częściami klawiszowy, częściami elektroniczny - i to w zasadzie wszystko. No, oczywiście rolę pierwszoplanową grają wokale, ale też dosyć gołe - mało przeprodukowane. Mimo to piosenka jest różnorodna brzmieniowo, buduje nastrój, a nawet na swój sposób ma w sobie rozmach.



To tak, jakby ktoś miał wątpliwości, jak dziewczyny radzą sobie na żywo. Prym wiodą oczywiście Bohyung i Boa. Pierwsza to niedoszła członkini 2NE1, niedawno zadebiutowała solo z piosenką "Crazy Girl" (>>TUTAJ<< - warto zerknąć, bo to bardzo solidny kawałek opatrzony mocnym teledyskiem). Druga ma nieszczęście przedstawiać się tak samo jak najpopularniejsza solistka w Korei i jedna z większych muzycznych gwiazd tamtej części świata - BoA. Ale Boa ze Spici też nie powinna wstydzić się swojego CV, przed włączeniem do grupy pracowała dla Sweetune, m.in. będąc wokalną mentorką dla członków grup KARA, Infinite i Rainbow.

We wstępie wspominałem o budowaniu zespołów w oparciu o uczestników muzycznych talent show. W wypadku Spica trudno mówić o opieraniu formacji o Narae, ale dziewczyna właśnie w ten sposób utorowała sobie drogę do angażu przez B2M Entertainment. W tej piosence nie ma aż tak dużej roli, ale to kolejny niezły głos, a jeżeli ktoś chce się jej przyjrzeć, polecam podlinkowany wyżej teledysk do "Crazy Girl". Pewnym zaskoczeniem może być natomiast Juhyun, czyli wielkooka dziewczyna, która w ostatnich nagraniach formacji pełni rolę raperki. W "Painkiller" pokazuje, że ze śpiewem radzi sobie nie gorzej niż koleżanki.

Trochę w cieniu pozostaje natomiast Jiwon. Dziewczyna ma problem tego rodzaju, że nie do końca pasuje do brzmienia koleżanek - ma inną tonację i mniej mocy, co utrudnia jej przebicie się ze swoim głosem. A szkoda, bo technicznie wcale nie jest słabsza, w dodatku ma bardzo ciekawą barwę. To nie przypadek, że była jedną z wokalistek promujących wraz z Bae Chi Gi ich tegoroczny przebój "Shower of Tears" (>>TUTAJ<<). Na dodatek to kolejna ładna buzia, więc załapała się też do teledysku.

Z ciekawostek, warto wspomnieć, że Jiwon to kolejna "pechowa dziewczyna". Najpierw miała debiutować w grupie Five Girls z Uee (After School), Hyosung (liderka Secret), Yubin (Wonder Girls) i G.NA (solistka). Na jej nieszczęście, wytwórnia stojąca za projektem okazała się całkiem niepoważna i splajtowała jeszcze przed debiutem. Potem Jiwon była w oryginalnym składzie T-ara, ale odpadła tuż przed debiutem, oficjalnie ze względu na muzyczne niedopasowanie - szkoda, bo moim zdaniem jednak by pasowała.



Napisałem już chyba wszystko, co miałem do napisania, bo nie ma większego sensu rozwodzić się na temat wizerunku grupy. Dziewczyny zdążyły go już kilka razy zmienić i wcale nie zdziwiłbym się gdyby przy okazji kolejnego powrotu zaliczyły jeszcze inną stylizację. To chyba najsłabszy punkt tej grupy - poza wyrazistymi wokalami, brak tu jakiegoś znaku rozpoznawczego, a jak napisałem we wstępie - nie tylko o wokale w popie chodzi. Cóż, pozostaje trzymać kciuki za dziewczyny, żeby osiągnęły sukces na miarę swoich talentów.

czwartek, 24 października 2013

Kim Bohyung - 내가 미친년이야 / Crazy Girl

Czuję się pokonany. Siadając do tego tekstu tak naprawdę nie wiem, co napiszę, bo ten teledysk wciąż pozostaje dla mnie zagadką. Obraz zrobił na mnie duże wrażenie, ale do tej pory nie potrafię wgryźć się w jego znaczenie. Może jak już zacznę pisać, najdzie mnie olśnienie, ale na ten moment spodziewam się zetrzeć nadruk ze znaku zapytania na mojej klawiaturze.

No, ale zanim do tego dojdzie, powinienem chyba sklecić kilka zdań wstępu. Choćby dlatego, że pewnie nie wszyscy kojarzą kim jest Kim Bohyung, w końcu - jeśli się nie mylę - jest to jej solowy debiut. Bohyung to jedna z utalentowanych wokalistek z żeńskiej grupy Spica. Nie śmiem napisać, że to ona jest w tym gronie najlepsza, bo konkurencję ma niezwykle silną, ale faktem jest, że początkowo przymierzano ją do 2NE1 i odpadła ze względu na niedopasowany wizerunek, a nie braki wokalne.

Wytwórnia B2M Entertainment wydaje się w ostatnim czasie silnie eksperymentować, tak muzycznie, jak i w temacie wizerunku. Najpierw to oni zdecydowali się współtworzyć najnowszy album Lee Hyori - "Monochrome" (>>TUTAJ<<), który odkrywa całkiem nową twarz królowej popu, twarz... jazzującą . Potem zabrali się za Spicę, która z końcem lata przybrała pop-rockowy wizerunek i ze swoim "Tonight" (>>TUTAJ<<) wprowadziła trochę zamieszania na listach. A teraz to...



Chyba już wiem, o co tutaj może chodzić, choć stuprocentowej pewności wciąż nie mam. Jednak najpierw kilka słów o piosence, bo to pójdzie sprawniej i jest poniekąd potrzebne do napisania dalszej części tekstu. To bardzo nietypowa piosenka i dlatego teledysk też jest nietypowy.

Zacznijmy od samego brzmienia - ciężkiego, wytłumionego, w pewnym sensie głuchego - jest tu dużo miejsca pomiędzy dźwiękami, jest przestrzeń na to, by każde pojedyncze uderzenie w beacie wybrzmiało do końca niezakłócone. Tworzy to specyficzną, gęstą, ale zarazem bardzo zimną atmosferę niechęci. Oddaje to poczucie pustej przestrzeni pomiędzy dwiema osobami.

Specyficzny jest też sam wokal. Osadzony bardzo nisko jak na kpopowe standardy, które faworyzują tonacje wysokie, czasem wręcz nieprzyjemnie wysokie. Bohyung w tej piosence błyszczy - tonacją dźwięków, barwą, ale przede wszystkim tym, jak uwalnia emocje śpiewając. Może to nawet dobry moment, żeby wstawić wersję z Bohyung za fortepianem.



Ma dziewczyna czucie i umie to sprzedać. W zasadzie wszystkie wokalistki ze Spica to materiał na solistki, ale Bohyung pokazuje, że jest gotowa tu i teraz. Trzeba pochwalić B2M Ent. za śmiałą, ale słuszną decyzję co do debiutu i co do repertuaru.

Śmiałą tym bardziej, że najbardziej specyficzną decyzję podjęto w wypadku tekstu. Angielskie tłumaczenie znajdziecie >>TUTAJ<<. Ekspiacja kobiety, która niesłusznie porzuciła swojego mężczyznę - to nie jest typowy motyw kpopowych nagrań i nie mam pojęcia jak to się sprzeda. Trzeba pamiętać, że rynek napędzają głównie ludzie młodzi i bardzo młodzi, w dodatku przyzwyczajeni do paszy o konkretnym smaku.

A ja głupi zupełnie zignorowałem jak bardzo nietypowy jest ten tekst i poszedłem typową drogą zabierając się za teledysk. Śpiewa dziewczyna? Śpiewa. Jest dziewczyna w teledysku? Jest, co prawda nie Bohyung tylko Narae (też ze Spica), ale jest. Kto jest głównym bohaterem klipu? Dziewczyna. Błąd!

Patrząc na teledysk widziałem dziewczynę, której facet coś robi, z którą coś się dzieje. Zagubiłem się w tych wszystkich pytaniach o powiązanie zniszczonego pokoju z pożarem. Szukałem jakiegoś fabularnego spoiwa, jakichś śladów, które pozwoliłyby poskładać fragmenty potłuczonej całości. To kompletnie nie tak. Olśnienie naszło mnie patrząc na scenę z lampą, która od początku wydawała mi się kluczowa, choćby dlatego, że oddziela dwie fazy teledysku.

Przed zgaszeniem światła kobieta doznaje miłosnych uniesień, choć nie wygląda na to, by ktoś jej towarzyszył. Z drugiej strony ujęcia przedstawione są tak, że obecności drugiej osoby nie można całkiem wykluczuć. Kiedy światło wraca, dziewczyna staje się ofiarą przemocy, a facet wpada w szał. Co dzieje się pomiędzy? W świetle stoi dziewczyna, a z mroku wyłania się mężczyzna, obejmuje ją, po czym znika, ponownie wyłania się, by po chwili zniknąć raz na zawsze i zostawić ją samą.

Tak to może wyglądać, kiedy patrzy się na to ze złej perspektywy. Jedno proste pytanie - kto gasi i zapala światło? Mężczyzna. Czyje jest więc widzenie zawarte pomiędzy tymi dwoma momentami? Też mężczyzny. Tak jak i w całej reszcie teledysku, tak i tu bohaterem jest mężczyzna, a sceny z kobietą są czymś pomiędzy symboliką a wyobraźnią bohatera.

Z grubsza, pierwsza część - do zgaszenia światła - pokazuje porzuconego faceta, któremu każdy drobny detal przypomina o kobiecie. Ponieważ to on został porzucony, z początku odczuwa przede wszystkim stratę i wzmożone pożądanie do tego, co stracił. Próbuje zrozumieć czemu to się stało, ale wciąż nie może przestać kochać.

Wystarczy spojrzeć na to jak widzi ją w swoich marzeniach - nawet jeżeli jest smutna, to wciąż czysta, piękna. Same dręczące go myśli można interpretować na dwa sposoby. Ponieważ sceny z kobietą są tak wykadrowane, że nie widać kto jest przy niej, bohater może marzyć o niej, ale równie dobrze może mu ona stawać przed oczami z tym, dla którego go porzuciła.

W końcu bohater gasi światło i oddaje się zupełnie swoim myślom. Marzy o niej, lgnie do niej jak ćma do światła, ale jednocześnie kiedy tylko jej dotyka coś jakby go odpychało, parzyło. Walczy sam ze sobą zastanawiając się, czy kochać ją dalej pomimo tego, co zrobiła. Ostatecznie decyduje się ją zostawić i zniknąć w mroku, co jest równoznaczne z wyrzeczeniem się tej miłości.

Zapala światło. Decyzja została podjęta - decyzja, która otwiera drzwi wszystkim złym emocjom, które do tej pory były tłumione przez miłość, którą czuł. Przed chwilą ją kochał, teraz nienawidzi. W amoku niszczy wszystko, co należało do niej, bo to przynosi mu wizję zniszczenia jej samej, wierzy, że to pozwoli mu zniszczyć wspomnienia o niej. Warto zwrócić uwagę, że teraz w jego marzeniach sama dziewczyna wygląda inaczej - jest brudna, upokorzona, a pokój wokół niej jest znacznie bardziej mroczny.

W przypływie szału, a może szalonej konsekwencji, bohater porywa się sam na siebie - w końcu też do niej należał. Zaciska pętlę wokół własnej szyi przedstawiając sobie, że tak naprawdę wyciska resztki życia ze swojej byłej. Ale to też nie przynosi ukojenia. Każdy zadawany cios przynosi cierpienie jemu samemu, ale przynajmniej pozwala rozładować gniew - dzieło zniszczenia nie przynosi mu ukojenia, a jedynie nieco spokoju.

Scena z papierosem jest niejednoznaczna, bo trudno stwierdzić czy jest trzecim aktem tego dramatu, czy jedynie dokończeniem poprzedniego? Możliwe, że jest to symbol chwili przemyślenia, podjęcia ostatecznej decyzji, czy też znalezienia skutecznego sposobu na zabicie wspomnienia o kobiecie, ale może to być też zwieńczenie dzieła zniszczenia, bo nie od dziś wiadomo, że zemsta najlepiej smakuje na chłodno.

Najciekawsze jest jednak zwieńczenie samego teledysku - głowa dziewczyny zaglądająca przez drzwi i obraz wycieńczonego, zdruzgotanego mężczyzny. Tu dopiero jest pole do popisu przy interpretacji. Czy to próba pokazania, że to wszystko jest wizją w głowie kobiety, a może ma symbolizować coś zgodnego ze słowami piosenki, czyli kobietę widzącą spustoszenie jakie poczyniła i "bezgłośnie" przepraszającą? Przychylałbym się do tej drugiej opcji, choć jest też trzecia. Ten obraz może też symbolizować, że choć mężczyźnie wydaje się, że zniszczył wspomnienie, że się uwolnił, to jej widmo wciąż gdzieś tam czyha za drzwiami i nadal będzie go truć.

Tak czy inaczej to kawał dobrego teledysku. Powyżej skupiłem się na treści tego obrazu, ale trzeba przyznać, że sama forma jest równie dobra, a może nawet lepsza. Obraz sam w sobie jest po prostu intrygujący i nakręcony w sposób misterny, z wielką dbałością o detale i ich ekspozycję. Przynajmniej w kilku sekwencjach olśniewa mnie oświetlenie zastosowane na planie, które wydobywa tak dużo głębi z monochromatycznej palety. Do tego naprawdę inteligentna praca kamery i świetna mimika aktorów sprawiają, że obraz jest urzekająco klimatyczny.

Jakby tego było mało, obraz jest zgrany z dźwiękiem poprzez montaż, także kolejne przebitki i przejścia dodatkowo akcentują - lub są akcentowane, zależy jak spojrzeć - dźwięki i wersy piosenki. A że sam utwór to bardzo dobra kompozycja w równie dobrym wykonaniu, całość jest jedną z ciekawszych tegorocznych produkcji. Choć muszę też przyznać, że we wszystkich aspektach tego projektu dostrzegam coś jakby naumyślnie niszowego, co z jednej strony pomaga budować klimat całości, ale z drugiej ogranicza "wow factor" tak ważny w popie.

poniedziałek, 2 września 2013

Spica - Tonight

Spisek! Ledwie kilka dni temu upierałem się, że lato chyli się ku końcowi i oto nadchodzi panowanie pory deszczowej - także na kpopowych scenach - kiedy sprzymierzone siły pogody i żeńskiej formacji Spica postanowiły ostentacyjnie pokazać mi środkowy palec. Nie dość, że za oknem słupki rtęci powędrowały wyraźnie w górę, to jeszcze piątka Koreanek wypuściła piosenkę pachnącą latem.

Wyraźnie ktoś chciał mnie przechytrzyć, ja jednak się nie dałem. Zagraliśmy w grę na przetrzymanie i nie muszę chyba dodawać kto zwyciężył. Wystarczy wyjrzeć za okno. Szaro, zimno i wietrznie - mój triumf jest kompletny i niepodważalny. Teraz mogę z czystym sumieniem napisać kilka zdań o piosence.

Aha, i w żadnym wypadku nie jest to z mojej strony dorabianie ideologii do mojego lenistwa. Na pewno. Z całą pewnością. Trudno wskazać osobę bardziej pracowitą i bardziej energiczną ode mnie. Wulkan energii i wół roboczy - to cały ja.

Dobra, a trochę poważniej. Czekałem z pewną niecierpliwością i jeszcze większą niepewnością na nowe nagranie grupy Spica. Dziewczyny debiutowały w zeszłym roku i z jednej strony przykuły moją uwagę świetnymi wokalami, z drugiej drażniły rozstrzelonym wizerunkiem i niespójnym repertuarem.

"Russian Rulette" to dość dziwna i oryginalna piosenka - jeżeli porównywać ją do czegokolwiek to chyba do repertuaru Brown Eyed Girls. "Painkiller" to potężna ballada inspirowana amerykańskim brzmieniem z początku tego stulecia, dająca piosenkarkom możliwość wokalnego wyżycia się. Z kolei "I'll Be There" to lekki kawałek mocno przypominający nagrania Spice Girls z najlepszych lat. I na dokładkę dziewczyny zamknęły miniony rok retro kawałkiem zatytułowanym "Lonely" (>>TUTAJ<<).

W efekcie o dziewczynach można powiedzieć tyle, że dobrze śpiewają. Wokalnie Spica to materiał na gwiazdy, ale wizerunkowo czarna dziura w przepastnym wszechświecie koreańskiego popu (gwiezdne porównanie w tekście o grupie, która nazywa się Spica - ależ jestem przebiegły). Poniżej próbka tego, co dziewczyny potrafią.



Wytwórnia chyba dostrzegła tę dysproporcję między potencjałem i faktycznym statusem ich formacji i postanowiła dziewczyny trochę podpromować. W tym celu Spicę zaproszono do programu "Lee Hyori's XUnni" gdzie niezwykle popularna Lee Hyori pomagała dziewczynom w przygotowaniach do comebacku. Służyła radą jako weteranka koreańskiej sceny, ale także pomagała w wizerunkowej przemianie, jaką miała przejść grupa.

Przyznaję się bez bicia, programu nie oglądałem, ale każdy kolejny odcinek przynosił garść doniesień w k-popowych mediach. Finalny przekaz? Medialny cyrk, bo jak inaczej nazwać sytuację, w której Boa popłakała się słysząc, że Lee Hyori nie będzie osobiście nadzorowała muzycznie ich albumu. Nie dość, że Boa to dorosła kobieta, to jeszcze - z całym szacunkiem i sympatią do Lee Hyori, którą wyjątkowo cenię po jej ostatnim, fenomenalnym albumie "Monochrome" (>>TUTAJ<<) - Boa jest nieporównanie lepszą wokalistką od swojej bardziej znanej koleżanki (co zresztą Lee Hyori sama otwarcie przyznała). Taka sytuacja mająca miejsce poza kadrem kamery po prostu nie mieściłaby mi się w głowie.

Więc jak poszła ta przemiana Spica?



Po pierwsze słychać, że kompozycja jest europejska, co może samo w sobie nie jest niczym złym, ale mnie akurat ta konwencja jakoś średnio przypada do gustu. Po drugie ja tu nie widzę nowego pomysłu na wizerunek grupy. Widzę pomysł na wizerunek dopasowany do piosenki, dopasowany do teledysku, ale także pomysł który poszerza garderobę Spica, nie wnosząc nic w temacie charakteru grupy. To po prostu kolejny zestaw przebrań dopasowany do potrzeb chwili.

Piosenka wypada atrakcyjnie, ale bardziej ze względu na silne wokale grupy niż ze względu na atuty samej kompozycji. Dziewczynom akompaniuje dosyć bezpłciowe, pop-rockowe szarpidructwo, które tworzy bezkształtne tło pod popisowe, choć nieszczególnie pomysłowo rozpisane linie głosów. Tzn. niektóre fragmenty brzmią ciekawie, ale całościowo piosenka jest dość monotonnie skonstruowana.

Ta piosenka ma swój klimat, dobrze wpasowuje się w ostatnie dni lata. Szczególnie podparta kolorowym, pogodnym teledyskiem, który ze względu na wieczorno-nocną scenerię tworzy atmosferę finału, zwieńczenia jakiegoś okresu. Podobnie jest ze słowami i samą naturą piosenki. Energia podkładu, moc głosów - to zabiegi normalnie zarezerwowane dla finałowych części utworu, tu wbijają się w uszy słuchacza niemal od samego początku.

Sęk w tym, że ta piosenka na dłuższą metę jest nudna. Skoro cała energia zostaje wyzwolona już na wstępie, to jak tu budować napięcie, jak budować muzyczną historię? Oczywiście to jest wykonalne, ale wymaga wyjątkowo zręcznej kompozycji, która choć powierzchownie wyłamie się z konwencji zwrotka-refren-zwrotka-refren, która dołoży tu i ówdzie jakąś zmianę w temacie i uatrakcyjni całe muzyczne przedsięwzięcie. Niestety ta piosenka wydaje się być nagrana w całości na jedno kopyto i przez to raczej trudno będzie się jej przebić. Tym bardziej, że pierwsze dni września to zalew muzycznych Potęg - pisanych przez duże "P".

Dziewczyny mają po swojej stronie poważnego zawodnika - Lee Hyori - jednak jej udział w projekcie wydaje się zbyt skromny, by utrzymać tę piosenkę na powierzchni. Co prawda Hyori nie tylko pomagała dziewczynom poprzez swój program, ale także zagościła w teledysku i wespół z Boą napisała całkiem niezłe słowa do tej piosenki, ale jednak nie zrobiła najważniejszego - nie zaśpiewała. Gdyby Hyori dostała tu chociaż pół zwrotki, gdyby chociaż raz wystąpiła w telewizji razem z grupą - pewnie całość znacznie lepiej by chwyciła. A tak, niby nie jest źle, niby dziewczyny wciąż świetnie śpiewają, ale jakoś nie widzę, żeby tym kawałkiem zyskały na popularności.

O ile ta piosenka raczej nie będzie zbyt często gościła w moim odtwarzaczu, to muszę przyznać, że ma jeden niezaprzeczalny walor. Świetnie sprawdza się na scenie. Jeżeli Spica kiedyś dorobi się takiej sławy, by organizować solowe koncerty, to na pewno będzie jedna z bardziej wyczekiwanych piosenek.



I jeszcze na zakończenie drobny bonus - krótkie, akustyczne wykonanie tego utworu.


środa, 21 listopada 2012

Spica - Lonely

Na początku tego roku, na już bogatym koreańskim rynku, debiutowała kolejna żeńska formacja - Spica. Już sama nazwa sugeruje, że rynek jest nieco zatłoczony - nie starczyło nazw na oczywiste kobiece referencje, więc sięgnięto do astronomii. Spica to najjaśniejsza gwiazda w gwiazdozbiorze Panny. Czy same wokalistki osiągnęły status gwiazd?

Raczej nie. Choć grupa zdążyła wydać w sumie już dwa minialbumy i aż cztery teledyski (co wiąże się z czterema singlami - dwoma fizycznymi i dwoma cyfrowymi) to na szczyty list przebojów nie dotarł żaden z nich. Inaczej może być z ich nowym nagraniem promującym trzeci kompakt grupy.

Do tej pory grupa silnie wzorowała się muzycznie i wizualnie na Europie i Stanach. Np. "I'll Be There" brzmi i wygląda jak Spice Girls. Inspiracje są tak wyraźne, że momentami ocierają się o plagiat. Jednak, choć wokalistki dysponują solidnymi głosami, to dostarczone im kompozycje były, choć nieźle wyprodukowane, to jednak nijakie lub mało chwytliwe i sukcesu zapewnić nie mogły.

Zdecydowanie tego samego nie można powiedzieć o utworze "Lonely". Wciąż gdzieś w tym wszystkim pobrzmiewa więcej inspiracji niż autorskiego pomysłu, ale jest już zdecydowanie bardziej wyraziście. Piosenka to mieszanka retro - w wielu jego aspektach, od warstwy kompozycji, poprzez estetykę, aż po sam koncept wizerunku żeńskiej grupy wokalnej - z bardziej nowoczesnym podejściem. Całość wieńczy rytmiczny, ale i melodyjny, a przy tym bardzo chwytliwy refren.



Najsłabszym punktem piosenki jest dla mnie podkład. Nie mam nic do jego kompozycji, ale użyte dźwięki jakoś nie brzmią w moich uszach. Z jednej strony są oryginalne, różnorodne, ale z drugiej strony nieco zbytnio udziwnione i przekombinowane. Kilka efektów mniej, albo chociaż ich subtelniejsze aplikowanie i pewnie podkład brzmiałby solidniej.

Tym bardziej, że podkład nie powinien w tym utworze tak bardzo wybijać się na pierwszy plan. Siłą piosenki zdecydowanie są wokale. Dziewczyny mają silne, dobrze współbrzmiące głosy. Do tego nawet sekcje rapowane są jak najbardziej strawne, bo pobrzmiewa w nich pewna doza charyzmy. To nie nijaka melorecytacja. Sam tekst też jest niezły, niebanalnie sformułowany (tłumaczenie znajdziecie >>TUTAJ<<).

Od strony wizualnej też nie ma się do czego przyczepić. Teledysk może nie porywa, ale choć monotematyczny i dosyć prosty, to wizualnie jest dostatecznie bogaty i umiejętnie wystylizowany, by móc obejrzeć go bez znudzenia. Fajnie dobrana kolorystyka, stylistyczna spójność, dużo rekwizytów i tylko roślinność kiepsko się w tym wszystkim prezentuje. Nawet jeżeli nie jest sztuczna, to na taką wygląda.

Piosenka ma wszystkie zadatki, by zostać przebojem, ale ma także jeden feler - czas wydania. W tej chwili w Korei króluje Lee Hi z utworem "1, 2, 3, 4" (więcej o piosenkarce i piosence >>TUTAJ<<). Młodziutka wokalistka urzekła naród swoim soulowym przebojem i od 3 tygodni nie opuszcza pierwszych miejsc list przebojów.