Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ladies' Code. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ladies' Code. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 lutego 2014

Ladies' Code - So Wonderful

Na pierwszy rzut oka świat kpopowych teledysków jest bardzo niesprawiedliwy i nie mówię tu o samej fikcji wyświetlanej na ekranie, a o niejawnych zasadach, które dyktują kształt, ale także jakość poszczególnych projektów. Jeżeli wgryźć się głębiej w problem, to oczywiście z łatwością zauważy się logikę i chłodną klakulację stojące za poszczególnymi procesami. Jednak dla oka nieuzbrojonego w odpowiednią wiedzę, w oczy rzuca się pewien oczywisty fakt - teledyski grup żeńskich oscylują wokół poprawności i są zdecydowanie najmniej ciekawe w branży.

Dlaczego tak się dzieje? Przede wszystkim chodzi o pieniądze. Wiadomo, że budżety poszczególnych projektów nie są z gumy, koszty poniesione przez wytwórnię muszą znaleźć wielokrotne przebicie w perspektywach przychodu. Dlatego najlepsze teledyski mają soliści, którzy gwarantują przychody swoją ugruntowaną pozycją na rynku - w kpopie, żeby występować solo, trzeba mieć nie tylko talent, ale przeważnie także wyrobioną markę.

Niesprawiedliwość ma też związek z płcią wykonawców, bo grupy męskie mają znaczącą przewagę nad koleżankami w temacie teledysków. Znów kluczowe są pieniądze, bo płeć piękna jest w tej branży siłą nabywczą i to jej gusta decydują o tym, w co pieniądze inwestują wytwórnie. Panie najwyraźniej wolą oglądać swoje obiekty westchnień (s)prezentowane na bogato, podczas gdy taka otoczka nie ma już znaczenia, gdy oglądają girlsbandy.

Oczywiście męska część publiczności nie jest tu także bez "winy". Nam, chłopom wiele do szczęścia nie potrzeba, wiadomo, że najważniejsze żeby gazele rączo pomykały przez sawannę, dekoracja może być z dykty. Jeżeli miałbym się czegokolwiek czepiać, to pewnego braku subtelności, który odróżnia większość projektów girlsbandowych od teledysków ich kolegów. Bo jak takie EXO maniakalnie łapało się za krocza w teledysku do "Growl" (>>TUTAJ<<) to jednak było to wszystko tłem dla świetnie pomyślanego i wykonanego klipu, a nie sednem samym w sobie. Jak zestawię to sobie z AOA i ich "Miniskirt" (>>TUTAJ<<) czy klipem do nowej piosenki Stellar, który czeka abym go zbeształ, to jednak różnica klas bije po oczach.

Ale dzisiaj nie będzie besztania, bo dzisiaj bohaterkami wpisu jest Ladies' Code - najlepszy girlsbandowy debiut minionego roku, nie tylko moim zdaniem - dziewczyny właśnie zgarnęły statuetkę na gali Gaonu. Ladies' Code od samego początku imponowało profesjonalnie przygotowanym, dopracowanym wizerunkiem, niezłym muzycznym stylem i dużym potencjałem grupy, w której wszystkie członkinie dają sobie radę tak ze śpiewem, jak i z wyglądem, co wcale nie jest tak powszechne.

Do tej pory największe zastrzeżenia miałem do teledysków grupy - nie dlatego, że były złe, a dlatego, że mogły być lepsze. Przede wszystkim debiutanckie "Bad Girl" (>>TUTAJ<<) uderzało zmarnowanym potencjałem, bo sam koncept wizualny był niezwykle atrakcyjny, ale kilka pomysłów czyniło ten klip... Dziwnym. Bardzo dziwnym. "Hate You" (>>TUTAJ<<) było zdecydowanie bardziej spójne, było też ciekawsze, ale pozostawiało pewien niedosyt. Dopiero teledysk do "Pretty, Pretty" (>>TUTAJ<<) mogłem uczciwie nazwać bardzo dobrym, chociaż nie wybitnym.

Dziewczyny utrzymują tendencję wzrostową z teledyskami, bo klip do "So Wonderful" jest po prostu "wonderful".



Trochę czasu minęło od kiedy oglądanie teledysku sprawiło mi aż tyle frajdy, szczególnie jeżeli miałbym skupić się wyłącznie na żeńskiej części sceny. Tak, "Missing You" (>>TUTAJ<<) 2NE1 było przejmująco dobrze wykonane, ale brakowało mi tam tego pomysłu, który jest w najnowszym klipie Ladies' Code. Wyłączając męską część wykonawców, dla mnie to najlepszy klip od kilkunastu miesięcy.

Aż trudno mi wyróżnić jedną cechę tego teledysku, której mógłbym przypisać moje zauroczenie, czy choćby wyróżnić na tle pozostałych atutów. Zacznijmy może od tego, że lubię kiedy teledysk jest nieco odrealniony albo chociaż ujmuje prawdopodobne wydarzenia w mniej dosłowne i oczywiste kadry. Patrząc szerzej, lubię żeby film był filmem, a nie paradokumentem. "So Wonderful" pod tym względem odnosi sukces na wielu polach.

Najbardziej oczywistym elementem układanki jest fantastyczna natura samej fabuły, w której dziewczyny są żywymi manekinami wzdychającymi do pracującego przy nich mężczyzny. To samo w sobie nie byłoby dla mnie może aż tak urzekające, gdyby nie znacznie bardziej fantastyczny, poruszający się na granicy baśni i horroru, motyw zamiany ról, gdzie manekin faktycznie ożywa, a mężczyzna zastyga w bezruchu.

Idąc dalej mamy scenografię, która wykorzystuje dosyć rozpowszechniony motyw "teatralny" dla połączenia kilku różnych scen. O co chodzi, powinniście zobaczyć patrząc na miniaturkę klipu (chyba, że ją podmienią). W skrócie, teledysk nie kryje się z tym, że poszczególne dekoracje nie są osadzone w żadnej większej całości i bez skrupułów pokazuje je obok siebie, puste przesztrzenie w posczególnych scenach wypełniając teatralną czernią, co jeszcze bardziej odejmuje dosłowności prezentowanym obrazom.

Powyższe aspekty składają się na szerszy plan projektu, do którego należy zaliczyć jeszcze aspekt retro, który wiąże muzykę z obrazem i dodaje całości specyficznego uroku. Ta sama koncepcja przedstawiona w bardziej dzisiejszych fatałaszkach, nie byłaby tak urzekająca, straciłaby ten swój magiczny dystans.

Nie mniej znaczące jest tutaj samo wykonanie, śmiem nawet twierdzić, że to dopiero ono pozwala sprzedać magię tego obrazu. Oczywistym walorem są pieczołowicie dopracowane stylizacje, które - ku mojemu zdumieniu - wydobyły z dziewczyn jeszcze więcej uroku. Strona wizualna, jak już wspominałem, zawsze była mocnym punktem tej grupy, ale w "So Wonderful" dziewczyny wyglądają nieziemsko - co nie tylko jest atutem samo w sobie, ale jeszcze idzie w parze z pomysłem na teledysk.

Nie mogę nie napomknąć w tym miejscu, że teledysk sprzedaje odpowiednią dawkę seksapilu w żaden sposób nie uciekająć się do niskich, ostentacyjnych zagrywek, które ostatnio po cichu zaczynają psuć rynek. Miło dla odmiany zobaczyć teledysk, który nie usiłuje wybić mi oka piersiami, czy też tyłkiem którejś z pań.

Wyżej wspomniałem, że trudno mi wynieść ponad resztę którykolwiek z elementów tego projektu i choć wciąż trzymam się tego zdania, to gdyby uciec się do sztuczki i w pewien sposób pogrupować aspekty tej produkcji, to zatriumfowałby aspekt produkcyjny w osobach kamery, swiatła i montażu. Nie dlatego, że trzyma wyraźnie lepszy poziom od reszty, ale dlatego, ze na innych polach spotyka się produkcje równie dobre, ale w tym konkretnym elemencie "So Wonderful" jest dla mnie bezkonkurencyjne.

Te wszystkie zabawy klatkażem, które nie tylko podkreślają tempo piosenki, ale także uwypuklają baśniowy charakter obrazu, te niesamowite zagrywki głębią ostrości, godne wielkiego, kinowego ekranu, a nie mojego skromnego monitora, te niebanalnie dobrane kadry, które godzą ujmująco zaprezentowane detale z szerszymi planami dającymi większy pogląd na całość sytuacji. A wszystko wykończone oświetleniem, które każdej scenie nadaje charakeru. Jak już wspomniałem, teledysk do "So Wonderful" jest "wonderful".

Troszkę mniej entuzjazmu zachowałem dla piosenki, choć wciąż przyznaję, że słucha mi się jej z dużą przyjemnością, a refren zaskakująco łatwo wbił mi się w głowę. Moj problem sprowadza się do dwóch kwestii, które śa niejako powiązane.

Po pierwsze piosenka troszeczkę kłóci się wewnętrznie. Rozumiem, w co mierzyli autorzy, przyznam nawet, że pod pewnymi względami jest to zabieg udany, a jednak podskórnie nie umiem się do niego przekonać. Chodzi o to, że muzyczne sedno piosenki jest dosyć smutne, rzewne nawet, oparte o instrumentalne retro. Jednak na wierzchu ktoś zdecydował się wrzucić dużo sampli dających piosence dużo świeżości, bardziej nowoczesne brzmienie i ładunek energii, który czyni ją bardziej przebojową. Sęk w tym, że nie obyło się bez ofiar, bo w niektórych momentach - choć efekt pozostaje osiągnięty -wyraźnie słychać, że połączono ze sobą elementy, które do siebie nie pasują.

Te rysy są tym bardziej widoczne, kiedy zwróci się uwagę na fakt, że większość z tych ożywczych sampli brzmi jakby wyrwano je z poprzedniego singla grupy "Pretty, Pretty". W ogóle cała piosenka, pomimo oczywistych różnic, wydaje się skrojona przez tego samego krawca, co poprzedniczka - akcenty w refrenie działają identycznie, most jest wręcz ułożony z tych samych cegiełek, co poprzednio - nawet w kwestii tekstu. Przy okazji wspomnę, że tekst właśnie jest najsłabszym punktem tego projektu - ładnie wspólgra z muzyką i obrazem, ale jest też rozczarowująco płytki. Angielskiew tłumaczenie znajdziecie >>TUTAJ<<.

Wracając do muzyki, bardzo podoba mi się instrumentalne serce utworu. Dużo tutaj ładnych wstawek na smyczkach, dużym atutem jest akompaniament sekcji dętej, która po mału staje się znakiem rozpoznawczym piosenek tej grupy. Jednak absolutną rewelacją jest tu dla mnie linia bassu. Ciągła, gęsta, przez to trudna do wychwycenia przy pierwszym kontakcie, a jednak odgrywająca olbrzymią rolę, przez cały czas regulując nastrój i emocje budowane przez muzykę. Biorąc pod uwagę, że wokale idą bardziej w parze właśnie ze stroną instrumentalną projektu, ciekaw jestem, jakby zabrzmiał bez tych elektronicznych wstawek na wierzchu.

No i dobrnąłem do najgorszej części tekstu - do podsumowania. Bardzo chciałbym napisać, ze to murowany hit, że piosenka jest przebojowa, a rewelacyjny teledysk musi wynieść ją na absolutny top. I napisałbym to gdyby nie to, co rynek szykuje w najbliższych tygodniach. Jeszcze w lutym doczekamy się wyczekiwanych powrotów dwóch największych girlsbandów na rynku - SNSD i 2NE1. Jakby tego było mało, na dniach na scenę powróci Sunmi, której debiutanckie "24 hours" (>>TUTAJ<<) było jedną z rewelacji minionego roku. Tydzień wcześniej i Ladies' Code mogłoby zaliczyć poważny sukces, a tak dziewczyny z kolejnym bardzo dobrym projektem zostaną przyćmione przez wysyp gwiazd.

czwartek, 5 września 2013

Ladies' Code - Pretty, Pretty

Ten rok przyniósł już całkiem sporo debiutów żeńskich formacji, jednak niemal wszystkie do tej pory były co najwyżej rozczarowaniami lub w ogóle nie zasługiwały na wzmiankę. Jest jednak jeden chlubny wyjątek - grupa Ladies' Code. Z jednej strony zdaję sobie sprawę, że mogę wydawać się nieobiektywny - ich urokowi uległem właściwie z miejsca. Z drugiej strony jestem święcie przekonany, że każdy kto da im szansę, szybko stanie po mojej stronie barykady.

Kpop to specyficzna branża, w której o sukcesie decyduje bardzo dużo czynników. Kluczowa wydaje się być piosenka - z jednej strony muzyczna kompozycja, którą dostarcza wytwórnia, z drugiej strony możliwości wokalne wykonawcy, który piosenkę śpiewa. Jednak to nie do końca tak.

Bardzo ważnym elementem jest wizerunek, na który składają się kostiumy, stylizacje, charakter prezentowany przez grupę i to do jakich odbiorców stara się trafić. Nieprawdopodobną wagę ma kwestia całkiem prozaiczna - uroda wykonawców.

Żeby nie było za prosto, w kpopie w zasadzie wszyscy tańczą, więc w szczególności grupy muszą być przygotowane także w tym względzie. No i na koniec pozostaje jeszcze kwestia medialnej obecności, popularności budowanej inną działalnością publiczną - występami w serialach, programach rozrywkowych etc.

Często jest tak, że grupa wykonawców jest pewną mieszanką pożądanych cech. Jedna osoba jest twarzą grupy, inna odpowiada za sceniczną charyzmę, jeszcze inna wyróżnia się umiejętnościami tanecznymi, a kolejna umiejętnościami wokalnymi - w pozostałych elementach nikt nie spodziewa się po wykonawcach niczego ponad przeciętność.

I teoretycznie podobny format przyjęto tworząc Ladies' Code. Sojung to wokal, RiSe to twarz, Ashley to liderka, EunB ma robić rap a Zuny, jako najmłodsza, ma robić ludziom wodę z mózgu tym jaka jest urocza... Sęk w tym, że imiona - czy raczej sceniczne pseudonimy - w powyższym zdaniu mógłbym w zasadzie stosować całkiem wymiennie. Urok Ladies' Code sprowadza się do tego, że dziewczyny mają wszystko.

Wokalnie teoretycznie przoduje Sojung, ale głosy Ashley, Zuny i EunB też się wyróżniają, nawet RiSe w tym względzie wypada ponadprzeciętnie, podczas gdy jej odpowiedniczki w innych grupach z przypiętą łatką "visual" przeważnie nie odważą się otworzyć ust bez Autotune'a.

Jeśli idzie o taniec, odsyłam >>TUTAJ<<, bo te kilka klipów z występami do piosenki "Bad Girl" (teledysk >>TUTAJ<<) powiedzą o umiejętnościach dziewczyn więcej niż ja mógłbym napisać poświęcając na to kilka akapitów. Przodują Ashley i RiSe, które w ten sposób wkręciły się do show-biznesu. Zresztą przy okazji pre-releasowego "Hate You" pisałem >>TUTAJ<< już o tym, że trzy dziewczyny z Ladies' Code nie są żadnymi medialnymi anonimami - jeszcze przed wstąpieniem do grupy stały się z takich czy innych względów znane i rozpoznawalne w kpopowym światku.

Jakby tego było mało, wytwórnia nie szczędzi grosza na produkcję. Od samego początku cała otoczka wokół Ladies' Code wygląda bardzo profesjonalnie. Sesje zdjęciowe, stylizacje, czy nawet teledyski - o których więcej dalej - to wszystko trzyma bardzo wysoki poziom, ale jeszcze lepiej wypadają same piosenki przygotowywane dla grupy. Nie dość, że robią dobry użytek z głosów dziewczyn, to jeszcze potrafią wyróżnić się na tle konkurencji.

Ale dla mnie i tak najważniejsze jest to, że... Dziewczyny są po prostu bardzo ładne. I o tym m.in. jest ta piosenka.



Widać, że ten comeback to przemyślana sprawa, bo choć przez kilka powyższych akapitów rozpływałem się w zachwytach nad tą formacją, to prawda jest taka, że przed dziewczynami jeszcze daleka droga na szczyt. Widać jednak, że Polaris Entertainment gotowe jest tę drogę przebyć, bo bardzo wyraźnie inwestuje w stworzenie pewnego spójnego wizerunku grupy.

Zacznijmy od piosenki. Choć title-tracki z dwóch pierwszych mini-albumów to całkiem różne bestie, to jednak nawet tu widać pewną spójność. Chodzi przede wszystkim o podejście do kompozycji. Autorzy muzyki w obydwu wypadkach postawili na silnie instrumentalne brzmienie, które z racji liczby wykorzystanych instrumentów i wyraźnej roli sekcji dętej można nawet podciągać pod big band. Różnica sprowadza się do tego, że "Bad Girl" pachniało disco i latami 60-tymi, podczas gdy "Pretty, Pretty" ma znacznie bardziej funkowe brzmienie z wyeksponowanym rytmem i gitarą.

Samo brzmienie piosenki zdecydowanie do mnie trafia. Nie dość, że efektowne, chwytliwe, dynamiczne i głośne, to jeszcze w żadnym razie nie wtórne - piosenka wyraźnie odcina się na tle tego, co proponowano na kpopowych scenach w ostatnich miesiącach. Jednak niestety nie jest to róża bez kolców. Utwór zaczyna może nie dosłownie z wysokiego C, ale "z przytupem", przez to muzycznie kawałek niespecjalnie ma się jak rozwijać. Przy pierwszym przesłuchaniu złapałem się na tym, że po dwóch minutach zacząłem wypatrywać końca, bo nagranie zrobiło się monotonne.

Na ratunek przychodzi most, który przynosi tak potrzebne wyciszenie i zmianę brzmienia, choć osobiście mam wrażenie, że jego pojawienie się jest spóźnione o kilkanaście sekund. Kiedy słuchacz dochodzi do mostu, najpewniej już zdążył zwrócić uwagę na to, że piosenka jest dość monotonna. Niestety także tekst utworu nie dostarcza potrzebnej dynamiki - sam w sobie nie jest zły, ale przyjęty format muzyczny powoduje, że przydałoby się coś bardziej urozmaicającego piosenkę. Angielskie tłumaczenie znajdziecie >>TUTAJ<<.

Na pewno dobrym posunięciem jest wrzucenie imion dwóch dziewczyn w tekst - przez to formacja zyskuje na tak potrzebnej rozpoznawalności. Ciekawie wypada też sam pomysł tekstu. Ladies' Code z założenia miało celować w żeńską demografię, ale nie poprzez łzawą tematykę, a właśnie "girl power". Nie jestem w stanie ocenić na ile grupa docelowa jest w stanie utożsamiać się z samymi idolkami, ale sam koncept piosenki wpasowuje się w szerszy pomysł na formację.

Od strony wizualnej Ladies' Code, a raczej fachowcy stojący za grupą, trzymają formę. Grupie od początku wybrano niezwykle trudny wizerunek, a jednak już na przestrzeni trzech teledysków udaje się go utrzymać. Dziewczyny mają być seksowne, kobiece, ale przy tym zachować sporo z młodzieńczej niewinności i to jak na razie w wytwórni udaje się znakomicie.

Trudność tego wizerunku polega na zręcznym balansowaniu na granicy dwóch stylów. Po jednej stronie mamy aegyo, gdzie wokalistki nierzadko wyglądają jakby ktoś im wyciął płat czołowy mózgu, a potem jeszcze przebrał za małe dziewczynki. Z drugiej strony mamy wizerunki epatujące seksapilem, gdzie dziewczyny prezentują się albo jako wampy, albo jako żywe meble w salonie jakiegoś playboya. Wiele prób pogodzenia obydwu tych aspektów kończy się wizerunkową klapą płynącą z połączenia słabych punktów obydwu stylów. Za dużo aegyo może komuś przypiąć łatkę idiotki, za dużo seksapilu łatkę... łatwej, pustej albo i gorzej. Niezręczna mieszanka może skończyć się tragedią. Dlatego jestem pod wielkim wrażenie speców od wizerunku z Polaris Entertainment, że tak dobrze radzą sobie z tym trudnym konceptem.

Co do samego teledysku, to jest on głupkowaty, ale w przeciwieństwie do teledysku do "Bad Girl", jest to głupkowatość jak najbardziej pozytywna. Jest tu sporo aegyo, ale bardzo udanego - dziewczyny wypadają uroczo, ale nie wychodzą na idiotki, za idiotów w tym teledysku robią faceci, którzy kręcą się wokół nich jak pszczoły przy wonnych kwiatach. Dorzućmy do tego dzieci w przebraniach, facetów robiących za skrzaty, chórek w stylu "YMCA" (minus gay-appeal) i koty - siłą rzeczy dostaniemy obraz, na widok którego nie sposób się nie uśmiechnąć.

Osobną kwestią jest kolorystyka teledysku. Mógłbym to podciągnąć pod stylistykę aegyo, ale to chyba byłby błąd. Od samego początku Ladies' Code w videoklipach kojarzą bardzo ciekawie dobrane odcienie, które już na poziomie barw nie pozwalają pozostać obojętnym wobec klipów tej grupy. O ile "Bad Girl" było mieszanym pakietem - scena w salonie fryzjerskim to niewypał na wielu poziomach - o tyle "Hate You" i "Pretty, Pretty" od tej strony wyglądają naprawdę ciekawie i myślę, że zyskają więcej pozytywnego odzewu.

Choreografię do tego kawałka zostawię na osobny tekst, kiedy zbierze się więcej występów, ale już teraz mogę napisać, że bardzo przypadła mi do gustu i moim zdaniem idealnie wpasowuje się w klimat nagrania.

I tylko jedno mnie smuci. Dziewczyny mają znikome szanse na większy sukces z tą piosenką - nie dlatego, że nagranie jest złe, a dlatego, że konkurencja w tym miesiącu jest przerażająca. Już powróciła KARA, już dwa teledyski ujawnił G-Dragon, za moment na scenę powróci sam JYP, następny mini-album zapowiedziała też jedna z najlepszych tegorocznych debiutantek - Lim Kim. Ale to nie wszystko. Na listach świetnie trzyma się EXO i ich "Growl" (>>TUTAJ<<) oraz Crayon Pop i ich "Bar, Bar, Bar" (>>TUTAJ<<). Mało tego, za kilka dni dziewczyny zaprezentują "Bar, Bar, Bar 2.0"... A przecież na ten miesiąc zapowiedziana jest też następna piosenka 2NE1 oraz powroty IU i PSY'a.

środa, 14 sierpnia 2013

Ladies' Code - Hate You

Ladies' Code to chyba mój ulubiony tegoroczny debiut. Dziewczyny świetnie śpiewają, świetnie wyglądają i świetnie się ruszają. Widać, że wytwórnia Polaris Entertainment zdaje sobie sprawę, jak trudnym zadaniem będzie wypromować kolejną żeńską formację na już bogatym koreańskim rynku i podchodzi do rzeczy bardzo poważnie.

Trzon zespołu stanowią twarze z takich czy innych względów już rozpoznawalne w koreańskich mediach. Za wokalny "power" odpowiada Sojung, jedna z najlepszych uczestniczek pierwszej edycji programu "The Voice of Korea". Z kolei Ashley - liderka grupy - przed włączeniem do zespołu publikowała na YT swoje taneczne covery kpopowych przebojów. No i na dodatek, dziewczyna jest nawet uzdolniona wokalnie. Najwięcej celebryckiej sławy niesie ze sobą RiSe - twarz zespołu. Dziewczyna startowała w finałach Miss Korea 2009, tańczyła w programie "Birth of a Great Star", a na fali zdobytej popularności zdołała nawet załapać się do popularnego, celebryckiego reality show "We Got Married".

Skład domykają mniej znane Zuny i EunB - młode, ładne, zgrabne, do tego nieźle rapują i rokują na przyszłość jako wokalistki - ewidentnie brak im szkoły, ale w głosach mają coś ciekawego. Do dziewczyn wytwórnia dołożyła bardzo dobre stylizacje - seksowne, ale zdecydowanie w dobrym guście. Choćby po promocyjnych sesjach zdjęciowych widać, że wytwórnia nie szczędziła środków na aspekt wizualny przedsięwzięcia.

Ale także muzycznie przygotowano materiał godny mocnej wokalnie grupy. Wszystkie cztery piosenki na debiutanckim mini-albumie są co najmniej dobre. Każda ma swój klimat, jest dopracowana od strony kompozycyjnej, aranżacyjnej i produkcyjnej i pozwala dziewczynom zaprezentować swoje walory. Na dokładkę title-track "Bad Girl" opatrzono efektowną choreografią.

Dwie piosenki z mini-albumu znajdziecie >>TUTAJ<< i >>TUTAJ<<, natomiast więcej miejsca choreografii i występom z "Bad Girl" poświęciłem >>TUTAJ<<. Co do teledysku do "Bad Girl"... Teledysk jest chyba jedynym elementem całej układanki, który szwankował. Wykonanie było okej, ale sam pomysł wydawał się głupkowaty i zwyczajnie zły. Klip znajdziecie >>TUTAJ<<, na końcu tekstu powinna wisieć też ostatnia, czwarta piosenka z mini-albumu.

Koniec końców dziewczyny chyba nie odniosły aż tak dużego sukcesu, jak planowano. Na pewno zaznaczyły swoją obecność i w jakimś stopniu zostały dostrzeżone, a jednak pozostał niedosyt.  Dlatego wytwórnia postanowila dość szybko zorganizować comeback grupy, by nie podzielić losu dziesiątek pomniejszych girls bandów, które promując raz do roku nie mają szans przebić się do świadomości masowego odbiorcy - nawet z dobrze opracowanym materiałem.



Muzycznie Ladies' Code trzyma poziom. O ile sama kompozycja nie jest może przesadnie bogata, to dostatecznie złożona, by nie razić uszu. Jednocześnie zastosowane dźwięki brzmią interesująco i na swój sposób przyjemnie. Akustyczna gitara połączona z elektroniczną wstawką z refrenu i celowo monotonną konstrukcją podkładu sprawiają, że utwór wkręca się w głowę.

Jednak tym, co wyróżnia to nagranie, są zdecydowanie wokale. Po raz kolejny Ladies' Code przekonuje, że pod tym względem zasługują na miejsce w ścisłej czołówce branży. Lwią część zasług oczywiście należy przydzielić Sojung i Ashley, które odpowiadają za świetnie brzmiący refren i jego okolice. Jednak pozostałe dziewczyny bez zarzutu wykonują swoje zadania. Nawet jeżeli weźmiemy poprawkę na to, że w różnych miejscach wspiera je elektronika, to i tak nie ma się do czego przyczepić. W przeciwieństwie do wielu konkurencyjnych nagrań, słychać, że te bajery dodane zostały dla bajeru właśnie, a nie by coś zamaskować.

Ponadto przeprodukowane wokale jestem gotów tym razem przeboleć z jeszcze jednego względu. Jak rozumiem, to nie jest piosenka przeznaczona na scenę, a przynajmniej nie jako danie główne. Nie widziałem choreografii, nic nie słyszałem o występach, natomiast wyczytałem, że jest to jedynie pre-release z nadchodzącego mini-albumu.

Co do teledysku to jest to bomba-niewypał. Klip wygląda bardzo dobrze, choć i tu znajdzie się kilka zastrzeżeń, jednak treściowo to mały deszcz z dużej chmury. Te lalki i ich okaleczanie wygląda intrygująco, ale metafora za nimi sprowadza się do tego, że dziewczyna nienawidzi kogoś innego, ale swoimi czynami rani samą siebie. Podobnie ciekawie zapowiadającym się pomysłem jest dodanie tych podprogowych napisów i obrazów, ale ponownie ich znaczenie jest znikome, wiąże się raczej z monotonną naturą samej piosenki, która z kolei ma sugerować jakieś mentalne wypaczenie, niż z tekstem piosenki, który niesie ze sobą niewiele treści. Angielskie tłumaczenie >>TUTAJ<<.

Co do strony stricte wizualnej, jest zdecydowanie ciekawie. Stylizacje dziewczyn wypadają rewelacyjnie - kolorystyka, fasony, materiały i detale, a także zastosowany makijaż. Wszystko to składa się na mroczny, niepokojący, lekko obłąkany obraz. Mocnym punktem są także scenografie. Bardzo ciekawa jest zastosowana kolorystyka i same pomysły na poszczególne plany.

Moim faworytem jest kwiecisty ogród, zaciemniony jak w środku nocy, jednak nawet ten prosty plan z kątem pokoju plastycznie wypada ciekawie. Raz, wygląda ciekawie choćby ze względu na zastosowany odcień fioletu. Dwa, kąt pokoju niesie ze sobą także pewien ładunek znaczeniowy.,Do kąta odsyła się niegrzeczne dzieci, w kącie pokoju często też odkłada się niepotrzebne rzeczy. To ta cześć pokoju, która w nieoczywisty sposób bywa zapominana, czy też nieużytkowana.

Jeżeli miałbym się czegoś przyczepić to rekwizytów. Scena przy stole starała się uderzać w nieco specyficzny, filmowy wygląd, mam nawet wrażenie, że jest tam zastosowany jakiś filtr obrazu. Jednak nie wszystkie rekwizyty trzymają poziom - są po prostu zbyt nijakie. Ani stare, ani złowrogie, ani czyste w formie - po prostu obłe dla wzroku. Coś tu nie wypaliło, bo podskórnie czuję w jaki wizerunek mierzyli autorzy, jednak zamierzony klimat jestem w stanie wyczuć jedynie przez kilka sekund. Gdzieś to wszystko ucieka.

Z drugiej strony, nie ma się co przesadnie czepiać. Jeżeli faktycznie jest to jedynie przedsmak nadchodzącego wydawnictwa, to w takim razie nie mogę się doczekać całości.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Ladies' Code - I Won't Cry (안울래)

Tematów chwilowo pod dostatkiem, ale czasu i sił trochę mniej, więc temat po najmniejszej linii oporu - Ladies' Code. Jeżeli ktoś wnikliwie śledzi mojego bloga, zapewne zauważył już, że strasznie przypadł mi do gustu debiut tej formacji. Od tamtej pory przy każdej nadarzającej się okazji, i bez okazji zresztą też, rozpisuję się o ich piosenkach i występach. Wcześniejsze wpisy znajdziecie >>TUTAJ<<, >>TUTAJ<< i >>TUTAJ<<.

Niestety wszystko ma swój kres i dziewczyny właśnie zakończyły promowanie swojego debiutanckiego mini-albumu "CODE#01" (ciekaw jestem czy wytrwają przy takim nazewnictwie). Oznacza to, że znikną trochę z telewizji i innych mediów i prawdoopdobnie aż do następnego wydawnictwa będzie o nich ciszej. No chyba, że wytwórnia postanowi promować dziewczyny poprzez jakieś programy rozrywkowe/reality tv.

Osobiście liczę na szybkie pójście za ciosem, bo debiut wypadł interesująco, spójnie i bardzo, bardzo obiecująco. Od samego początku dziewczyny pokazują dobre (jak na popowe standardy) umiejętności wokalne. W dodatku wytwórnia dostarczyła im już na starcie rozpoznawalne, dobre jakościowo piosenki i wydaje się stawiać na promowanie piątki dziewczyn właśnie poprzez muzykę. Choć trzeba przyznać, że od strony wizualnej i tanecznej Ladies' Code również prezentuje się dobrze.

Trzeba też przyznać, że Polaris Music dba o fanów swojej nowej formacji. Przez profil YT opublikowała już kilka ciekawych bonusowych materiałów. Najnowszym, niejako pożegnalnym, jest klip do piosenki "I Won't Cry", która jest jednym z 4 utworów, które wylądowały na debiutanckim kompakcie. Tak się ładnie złożyło, że jest to jedyna piosenka z tego wydawnictwa, której jeszcze nie prezentowałem na łamach tego bloga.



Tak, wiem, nic nadzwyczajnego, ale na dziewczyny zawsze miło popatrzeć, a i piosenka w swoim rodzaju daje radę. Ot taka łagodna, choć wcale nie rozwleczona balladka porozstaniowa. Może nawet byłaby to idealna piosenka na pożegnanie z fanami, gdyby nie to, że dziewczyny śpiewają o tym, że płakać nie zamierzają i po rozstaniu będzie im lepiej. Angielskie tłumaczenie znajdziecie >>TUTAJ<<, chociaż niczego szczególnego się nie spodziewajcie.

Piosenki słucha się przyjemnie. W wokalach prym wiedzie oczywiście Sojung, ale i jej koleżanki dostają trochę więcej miejsca do pokazania umiejętności i swoich bardzo miłych dla ucha barw. Od strony kompozycji jest dosyć sztampowo, choć to raczej nie zarzut. Z jednej strony te wzmocnione refreny to w tego typu nagraniach oklepany standard, ale z drugiej strony trzeba przyznać, że korzystnie wpływa na odbiór piosenki, dodając jej życia, no i pasuje do jej wydźwięku.

Jeżeli miałbym się czegoś czepiać to pewnego braku równowagi między wokalami i muzyką. Ladies' Code ma w swoich szeregach pięć dziewczyn, które radzą sobie ze śpiewaniem, a w tym nagraniu produceńci postanowili dać każdej z nich okazję do wykazania się. Przez to piosenka jest wypełniona po brzegi wokalem i brakuje miejsca dla instrumentów. W efekcie akompaniament schodzi bardzo głęboko w tło i nawet kiedy stanowi jakąś dodaną wartość muzyczną, to ma to nieduży wpływ na odbiór utworu. Można nawet odnieść wrażenie, że kompozycja jest bardzo prosta, a to nieprawda. Może nie ma tu zbyt wielu pomysłów, które chwytałyby za serce, ale jednak różnorodność dźwięków i całych muzycznych fraz jest naprawdę duża, a sama warstwa instrumentalna jest bardzo daleka od monotonii.

Cóż, wypada chyba pożegnać się na trochę z dziewczynami z Ladies' Code, choć jak znam życie, pewnie znajdę jeszcze jakiś pretekst, żeby do nich nawiązać. Prawdę mówiąc, jeden temat mam już odłożony, więc spodziewajcie się dalszego ciągu.

piątek, 19 kwietnia 2013

Ladies' Code - Dada La

Nie będę krył się z tym, że debiut Ladies' Code strasznie przypadł mi do gustu i po kryjomu szukałem pretekstu żeby napisać o nich jakiś następny tekścik. Wydumane preteksty będą musiały poczekac na swoją kolej, bo dziewczyny właśnie dały autentyczny powód do klepnięcia paru linijek tekstu. Nie jest to może powód wybitnie poważny, ale mnie wystarczy.

Przy okazji debiutu z piosenką "Bad Girl" (>>TUTAJ<<) wspomniałem, że pozostałe piosenki na debiutanckim minialbumie nie są w żadnym razie zapychaczami i zdecydowanie trzymają poziom. Z biznesowego punktu widzenia nie opłaca się promować minialbumu więcej niż jedną piosenką, bo koszty włożone w dodatkowe występy czy teledysk nie przełożą się na wydatne zwiększenie sprzedaży krążka. Nie oznacza to jednak, że b-side'owe nagrania należy ukrywać przed ludzkością, szczególnie kiedy przyjemnie się ich słucha. Dlatego też ktoś w wytwórni zdecydował się sprezentować fanom formacji takie oto sympatyczne nagranie.



Zacznijmy od kwestii mniej interesującej, czyli od aranżacji. Jest w niej coś knajpianego. W oryginalnej wersji ta piosenka jest podlana mocno burleskowym sosem, tu ton akompaniamentu jest znacznie obniżony i bardziej pasuje właśnie do zadymionej, nocnej knajpy. Może to kwestia znacznie ograniczonej liczby towarzyszących intrumentów, w oryginale dziewczynom przygrywa cały band, który pozwala choćby na ciekawe wstawki sekcji dętej. Ale mnie tu jednak coś nie pasuje z fortepianem, i nie chodzi o jego skąpe wsparcie, a raczej to jak ten fortepian wykorzystano.

To wykonanie miało przede wszystkim uwypuklić talenty wokalne jakimi dysponuje formacja, a jednak fortepian gdzieś w tym wszystkim wpycha się na afisz jednocześnie nie mając samemu do zaoferowania nic ponad chwyty trącące banałem. Może to kwestia całkiem osobista, ale mnie klawisze w tym wykonaniu jednak nie podchodzą. Dlatego mimo wszystko wolę oryginalne nagranie.



Wróćmy jednak do wersji, którą zaprezentowałem jako pierwszą i zajmijmy się wokalami. Tak, wokale to inna historia. Jak na razie Ladies' Code prezentuje się jako jedna z lepszych pod tym względem grup. Nie mówię, że wszystkie dziewczyny świetnie śpiewają, ale właściwie każda ma to coś w głosie. Dodajmy, że już teraz mają pewne umiejętności techniczne, a przecież to młodziutkie debiutantki z dopiero co skleconej formacji, które muzycznych szlifów mają jeszcze wiele do zebrania.

Absolutnie na pierwszy plan wybija się tutaj głos Sojung, ale nic w tym dziwnego, bo w zasadzie wokół niej skonstruowano tę grupę. Sojung występowała w pierwszym sezonie "The Voice of Korea" i choć do ścisłego finału się nie dostała (była bodaj w topowej ósemce) to przykuła uwagę wytwórni Polaris Music. Nic dziwnego, bo nie dość, że ma duży zasięg głosu, muzyczne czucie i już ponadprzeciętną technikę, to jeszcze dochodzi do tego świetna barwa, która wyróżnia ją w tłumie wokalistek.

Na drugi głos Ladies' Code wyrasta Ashley. Co ciekawe do grupy trafiła ona poprzez youtube, gdzie dziewczyna zdobyła sporą popularnośc wykonując covery... Taneczne covery. Jak widać ze śpiewem też sobie radzi. Mnie bardzo ciekawi rozwój Zuny, która jest najmłodsza w zespole (rocznik '94). Technicznie słychać, ze jeszcze nad swoim głosem nie panuje, gdzieś coś jej ucieknie, ale barwę również ma ciekawą i charakterystyczną. Wydaje się także, że głos ma podparty przynajmniej jakimś rozsądnym zakresem mocy.

Największy medialny dorobek ma RiSe, która wygrała telewizyjny talent show "Birth of a Great Star", gdzie wokalnie może nie błyszczała, ale dawała świetne taneczne popisy. Potem występowała także w programie rozrywkowym "We Got Married". Poza tym startowała w jednym z konkursów na miss czegośtam i ma niesamowitą talię. Na drugim biegunie jest EunB. Tzn. nie sugeruję, że boki się jej wylewają (wręcz przeciwnie) tylko, że na razie najmniej można o niej najmniej powiedzieć, choć to, że na tle utalentowanych koleżanek nie wyróżnia się na minus też jest dobrym świadectwem.

To jeszcze tak na zakończenie nie odmówię sobie przyjemności wrzucenia jeszcze jednego telewizyjnego wykonania "Bad Girl" (więcej wrzuciłem już >>TUTAJ<<). Oczywiście trochę jest w tym playbacku, bo tego wymagają telewizje, ale jednak dziewczyny sporą część piosenki starają się uciągnąć na żywo. Słychać to chociażby kiedy Sojung myli tekst i zamiast "no, no, no, no, no more" zaczyna śpiewać "bad, bad, bad, bad, bad girl". W ogóle podoba mi się, że dziewczyny, pomimo oczywistych atutów wizualnych, koncentrują się na promowaniu się poprzez muzykę.


czwartek, 21 marca 2013

Ladies' Code - Bad Girl [ występy ]

Okej, o muzycznej stronie debiutu grupy Ladies' Code, jak i o ich pierwszym teledysku, napisałem już sporo >>TUTAJ<<. A jednak czuję, że temat tej formacji nie został wyczerpany nawet tymczasowo. Nie będę ukrywał, że piosenki grupy cały czas krążą mi gdzieś po playliście, a jednak dzisiaj mniej będzie o muzyce, bo nie tylko ona składa się na ewentualny sukces grupy. Równie ważny jest wizerunek formacji i jej występy w telewizji. Np. Sistar, pomimo rozlicznych walorów - także muzycznych - nie było bardzo popularne do czasu, kiedy przebrało się w nieco bardziej gustowne fatałaszki.

Teledysk do "Bad Girl" wizerunkowo miał trochę zgrzytów. W moim odczuciu nieco zbyt mocno odwoływał się do męskiej części widowni, szczególnie jak na grupę, która przedstawia się jako reprezentująca kobiecy punkt widzenia. Bo umówmy się, że na Zuny z cekaemem i przezroczystą kurteczką patrzy się bardzo przyjemnie, ale nie jest to zbytnio wyszukana przynęta. Ponadto cały ten segment u fryzjera nie jest szczególnie udany estetycznie. Choć muszę przyznać, że - może z drobnymi zastrzeżeniami - kostiumy w teledysku były trafione. A jak grupa prezentuje się w telewizji?



Oj tak, zdecydowanie lepiej. Może nie wszystkie kreacje nadają się do założenia na ulicę, ale przecież o to właśnie chodzi - dziewczyny występują na scenie, a nie idą na zakupy. Stroje są mocno zróżnicowane i przez to ciekawe, choć udaje się utrzymać pewną jednorodną stylistykę. Bardzo dobrym pomysłem jest też wyszczególnienie poprzez ubiór osoby Sojung. Ten konkretny występ był zorientowany na uwypuklenie jej walorów wokalnych - stąd inny mikrofon - a strój, z dominującą czerwienią i spodniami, pozwalał jej się dodatkowo wyróżnić na tle koleżanek.

Wokalnie, choć oczywiście spora część tego nagrania to playback, słychać, że Sojung zdecydowanie ma potencjał - jest i przyjemna, charakterystyczna barwa, jest moc i jest też przynajmniej trochę techniki (tyle przynajmniej można wnieść z dotychczasowych nagrań). Jednak sam występ nieco szwankował, dziewczyny nie do końca porwały. Z ich strony jedyna wina to drobne niedociągnięcia w choreografii. Więcej zarzutów mam do realizacji nagrania. Scena była zupełnie bezpłciowa i pozbawiona dodatkowych bajerów, a kamera pracowała dosyć chaotycznie, nie służąc pokazaniu układu. Dlatego trzeba rzucić okiem na kolejny występ.



No, to było zdecydowanie bardziej przemyślane. O ile stroje piosenkarek mnie tutaj nie porwały, bo nie można powiedzieć o nich nic ponad to, że były schludne, o tyle scena i sposób zaprezentowania występu były o niebo lepsze. Przede wszystkim doskonale dobrano kadry, oferując sporą ilość detali, ale jednocześnie nie zakłócając odbioru całości. No i patrzenie na nogi Ladies Code' w tańcu to zdecydowanie przyjemność.

Można też nareszcie powiedzieć nieco więcej o choreografii. W teledysku było kilka efektownych wstawek, ale to zbyt mały materiał, by powiedzieć coś o całości. W tym występie widać jeszcze więcej ciekawych, silnych i dynamicznych figur, które bardzo mocno akcentują rytm. Ponadto nie rozumiem jak finał tanecznej solówki RiSe mógł się nie zmieścić w teledysku.

Patrząc na całość, jest w tym wszystkim sporo śmiałego, burleskowego posmaku, ale jest on raczej dodatkiem do klasycznie wyglądającego układu, który silnie kojarzy się z dawnymi żeńskimi zespołami. W ruchu dziewczyn raczej nie ma niczego, co by należało nazwać gorszącym, czy nawet szczególnie prowakacyjnym. Tak, wokalistki wyginają śmiało ciało, ale więcej w tym pokazu sprawności i zgrania niż bezczelnego wabienia samczych oczu.

Jednak jeśli chcecie zobaczyć coś naprawdę imponującego, zapraszam poniżej. To nagranie choreografii przygotowane przez wytwórnię w warunkach treningowych. Jedna rzecz to taniec i niesamowita synchronizacja. Rozumiem, że to pewnie nie było pierwsze podejście, ale i tak - wow. Druga sprawa - już po teledysku było widać, że dziewczyny są atrakcyjne i bardzo zgrabne. Ale tutaj, bez scenicznej tapety, widać też, że są autentycznie bardzo ładne.



Na zakończenie mógłbym wrzucić coś z zakulisowych materiałów, które można znaleźć na oficjalnych podstronach zespołu i wytwórni na YT. Sęk w tym, że wszystko jest po koreańsku i nie ma nawet angielskich napisów. W sumie to standard, ale i tak czuję się rozczarowany, bo grupa na starcie swojego kanału przywitała się z widzami... w aż czterech językach - koreańskim, japońskim, angielskim i hiszpańskim. Szkoda, że wytwórnia nie powiedziała "B" i nie przetłumaczyła dodatkowych materiałów, choćby na angielski. Ale żeby jakoś zamknąć temat, wrzucę angielskie powitanie grupy, z którego dowiecie się, który pseudonim przyporządkować do której twarzy.


piątek, 8 marca 2013

Ladies' Code - Bad Girl

Około dwóch tygodni temu zaczęło robić się głośno o debiucie nowej żeńskiej formacji nie znajdującej się pod skrzydłami żadnej z dużych wytwórni. Biorąc to pod uwagę, wokół dziewczyn zrobił się całkiem spory szum medialny. Ja jednak do tematu nie podchodziłem zbyt entuzjastycznie, bo spora część tegorocznych debiutów to mniejsze i większe rozczarowania.

Normalnie nie śledzę też teaserów do teledysków, ale tak się złożyło, że na teaser grupy Ladies' Code po prostu się napatoczyłem.



Cóż... Jestem podłym, brudnym samcem, któremu tylko jedno w głowie, więc dziewczyny natychmiast zyskały nieco więcej mojej sympatii. Tym bardziej, że oprócz oczywistych atutów w postaci laski trzymającej miotacz płomieni, te kilkadziesiąt sekund nagrania ma też nieco internetowego uroku spod znaku "Co ja pacze?!". Jeszcze lepiej widać to w następnym teaserze...



Okej, w tym momencie zaczęło to wszystko bardziej przypominać zapowiedź nowego numeru jakiegoś nomen omen "CKM-u", a nie koreańskiego teledysku, ale kim ja jestem, żeby narzekać. Teasery ewidentnie celowały w męską część publiki, choć poza tym nie można im odmówić intrygującej stylizacji, która na pewno w jakimś stopniu także zwróciła moją uwagę na tę premierę.

Ponieważ grupa liczy sobie 5 dziewczyn, więc wypuszczono 5 takich teaserów, plus jeden grupowy dla całego wideoklipu. Mógłbym coś tu jeszcze dorzucić, ale szczerze powiedziawszy nie chce mi się, bo - o zgrozo - mam jeszcze sporo do napisania nie tylko o samym klipie, ale i muzyce grupy. Dlatego przejdę już do teledysku.



Dobra, co my tu mamy? Ładne, zgrabne (te talie!) dziewczyny, które dobrze śpiewają. To wbrew pozorom wcale nie jest standard. Ale zanim zajmę się muzyką, najpierw pomęczę wideoklip, który wbrew mojemu początkowemu entuzjazmowi, jest chyba słabszą częścią układanki.

Już w teaserach estetyka opierająca się bardziej na kolorach i akcentowaniu prostych kształtów, niż na bogatych zdobieniach i mnogości detali, bardzo mi się spodobała, więc problem klipu na pewno nie leży po tej stronie. Wręcz przeciwnie, to raczej mocna strona nagrania, która klimatem nawiązuje do kinematografii lat 60-tych i początku 70-tych, bondowskich klimatów (które osobiście tak bardzo cenię), co z kolei jest silnym łącznikiem z estetyką tej piosenki, która także wędruje właśnie w tym kierunku.

Mam kilka drobnych zarzutów stricte wizualnych jak np. biżuteria w bodaj pierwszej grupowej scenie. Nawet pomimo "spranych kolorów", te wszystkie bransoletki odcinają się na tle czarno-białej stylizacji. Może gdyby każda dziewczyna miała przydzielony detal w jednym, góra dwóch kolorach, ale w tym wypadku jest tych wszystkich ustrojstw zbyt wiele, w dodatku są zbytnio rozstrzelone kolorystycznie. Drugi zarzut to kompozycja sceny u fryzjera - coś mi tam nie gra, coś jest niespójne. Może to te czarno-białe zdjęcia rozwieszone bez ładu, składu i wyraźnego powodu.

A może to po prostu kwestia tego, że cały teledysk zaczyna się rozjeżdżać właśnie od sceny u fryzjera? Coraz gorzej komponuje się z muzyką, co więcej zaczyna walczyć z nią o uwagę widza. Motyw z usypianiem klientów a następnie malowaniem ich jest głupkowaty i... Bogowie, nie o takim celowaniu w męską część publiczności pisałem... Dlaczego to zawsze się dzieje? W tym tempie, koreańskie wokalistki będą miały na koncie body count lepszy niż John Rambo. O tym strzelaniu i mordowaniu chyba muszę w końcu napisać jakiś większy tekst...

Ale zostawiając jęki, a wracając do konkretów. W scenie u fryzjera chyba szwankuje oświetlenie. Z jednej strony plan sugeruje kilka źródeł światła w postaci lamp, a przede wszystkim na wpół przesłoniętych okien, przez które ewidentnie wdziera się sporo oświetlenia. A jednak w wielu kadrach to klimatyczne oświetlenie jest całkowicie gubione poprzez zastosowanie jakiegoś głównego rozproszonego źródła światła nad całą sceną. To tworzy na podświadomym poziomie wrażenie niespójności i dodatkowo odziera scenę z potencjalnego klimatu, w zamian dając jedynie komfort jasności. Można to chyba było lepiej rozwiązać.

Trzeba jednak przyznać, że po scenie sugerowanej masakry, klip wraca na właściwe tory i znów przyjemnie się na niego patrzy. Nie tylko dlatego, że dziewczyny mają procentowo większy udział w obrazie. Tak sobie myślę, że zanim przejdę do rozpisywania się o piosence, wrzucę tu wersję pozbawioną teledysku, bo przynajmniej dla mnie z początku klip był jedną z przeszkód w docenieniu tego utworu.



Drugą z przeszkód było uderzające podobieństwo do muzyki formacji Miss A. W niektórych momentach z automatu w głowie uzupełniałem melodię fragmentami piosenek (głównie "Goodbye Baby" i nomen omen "Bad girl, good girl") tej bardziej znanej grupy i nie potrafiłem skoncentrować się na tym, co faktycznie dobiegało do moich uszu. Na szczęście udało mi się przezwyciężyć to uprzedzenie, bo Ladies' Code ze wszech miar zasługuje by pracować na swoją własną renomę.

Zacznijmy od tego, że dziewczyny mają ciekawe, barwne i zróżnicowane głosy, które sprawiają, że siłą rzeczy ich piosenki będą bogate w brzmienie. W dodatku słychać po nich przynajmniej pewne podstawowe umiejętności muzyczne, co sprawia, że brzmienie retro wypływając z ich gardeł nie jest jakąś niedorobioną namiastką, nieudolną imitacją, tylko brzmi bardzo autentycznie. Jest w tym oczywiście nieco świeższego, bardziej nowoczesnego brzmienia, ale przecież nie chodzi o to, aby dokładnie kopiować standardy muzyczne sprzed pół wieku. (>>TUTAJ<< znajdziecie tłumaczenie słów)

Od strony podkładu też jest i ciekawie, i bogato, i dobrze technicznie. Uwielbiam szeroko zastosowaną w tej piosence sekcję dętą z uwzględnieniem trąbek - tego w ostatnich latach nigdzie nie słyszy się za dużo, a przecież ten utwór to żywy dowód, że przy dobrej kompozycji i aranżacji można w ten sposób stworzyć żywą, atrakcyjną piosenkę o niebanalnym brzmieniu.

To własnie sekcja dęta nadaje piosence sporo z tego filmowego, bondowego klimatu, o którym wspominałem wyżej, ale przecież to tylko jeden aspekt tej kompozycji. Równie istotne dla "filmowości" brzmienia są subtelnie wplecione w tło smyczki. Jednak ta piosenka to nie tylko umiejętna stylizacja, ale także spora dawka energii i dynamiki poparta bardzo szerokim zapleczem instrumentalnym. Oczywiście trąbki znów wiodą prym, ale równie ważny jest bardzo zgrabny beat i sporo dodatkowych dźwięków dodanych dla wzbogacenia brzmienia. Gdzieś tam na progu słyszalności w refrenie przemykają akcenty na elektrycznej gitarze, jest trochę wstawek klawiszowych, z tą najbardziej oczywistą w intrze piosenki na czele. Słychać też trochę elektroniki, ale głównie zorientowanej na potęgowanie retro-odczuć.

"Bad Girl" to od strony muzycznej bardzo udany debiut, nie mam co do tego wątpliwości. Ale zanim skończę z tym tekstem, mam jeszcze kilka słów do napisania. "Bad Girl" to tytuł, który promuje mini-album grupy, na którym znalazły się jeszcze 3 inne piosenki. I tu należy podkreślić, że wszystkie 3 są równie dobre - przebojowo brzmiące, dobrze wyprodukowane, bogate kompozycje, które świetnie wykorzystują dobre głosy wokalistek. Piosenki są w nieco różnych klimatach muzycznych. "Dada La" trąci nieco jeśli nie burleską, to klubem nocnym w starym stylu. "I Won't Cry" to z kolei wolniejsza balladka. Ja na zakończenie zostawię tutaj trzecie z nagrań - bardzo klimatycznie brzmiący, bardziej elektroniczny kawałek pod tytułem "SuperGirl".

Aha, no i liczę, że koreańska publika doceni muzykę tej grupy, bo dziewczyny z Ladies' Code stanowczo na to zasługują.

BONUS
Ladies' Code - "SuperGirl" ==> angielskie tłumaczenie >>TUTAJ<<