Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EXO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EXO. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 stycznia 2014

[2013] [TOP 10 MV] [GRUPY MĘSKIE]

Część trzecia rankingu teledysków, tym razem zajmujemy się grupami męskimi. Z początku chciałem poświęcić ten segment jedynie boysbandom, a dla grup takich jak Dynamic Duo czy Bae Chi Gi znaleźć odrębną kategorię, ale po zastanowieniu stwierdziłem, że nie warto dla "uratowania" kilku sympatycznych, ale przeciętnych teledysków, tworzyć listę, którą trudno będzie mi zapełnić. Przy czym nie oznacza to, że kilku pozycji z tej niedoszłej listy nie zobaczycie w tym zestawieniu. Cięcia odbyły się kosztem słabszych pozycji na obydwu notowaniach.

Przypomnę, że ranking to dziesięć pozycji ułożonych od miejsca ostatniego do pierwszego. Choć staram się być obiektywny, to jednak taki ranking zawsze będzie nieco osobisty i nie zdziwię się, jeśli Wasz okaże się całkiem odmienny od mojego. Podkreślę, też jeszcze raz, że dziś chodzi o teledyski, muzyka jest na drugim planie - oczywiście biorę pod uwagę jak zgrywa się ona w czasie i w nastroju z obrazem, ale nie biorę pod uwagę samej jakości kompozycji. Podobnie staram się nie przeceniać roli samego układu tanecznego, bo one także doczekają się własnego rankingu.

Zaczynamy!

Numer 10 

Tytuł: "Insane"
Wykonawca: A-jax



Uzasadnienie:
Z perspektywy czasu ten teledysk nie wydaje mi się, aż tak dobry jak przy pierwszym obejrzeniu, ale wciąż ciekawy i godny wyróżnienia. Jednak nic w tym dziwnego, bo taka jest natura tego klipu. Jego głównymi atutami jest pomysł, dowcip i to jak w pierwszej chwili atakuje on zmysły widza paletą kolorów i szalonym montażem. Kiedy odbiorca już wie, czego się spodziewać, siłą rzeczy efekt nie może być już tak silny. Mimo to klip załapał się do dziesiątki kosztem m.in. "Snake" tej samej grupy ze względu na swoje bardzo solidne wykonanie, dobre połączenie obrazu z muzyką, ale przede wszystkim za wrażenie, które wywołuje przy pierwszym kontakcie.
Szerszy wpis o piosence i teledysku znajdziecie >>TUTAJ<<.

Numer 9

Tytuł: "One Shot"
Wykonawca: B.A.P



Uzasadnienie:
Ciekawy pomysł na teledysk. Przeważnie fabularne teledyski rodem z Korei to ckliwe historyjki miłosne, tym razem coś bardziej męskiego z wątkiem kryminalnym w tle. Bardzo podoba mi się rozwiązanie z podwójnym zakończeniem. Gdyby klip kończył się tylko ujawnieniem, policyjnej prowokacji, finał byłby mało satysfakcjonujący, gdyby teledysk kończył się stosem trupów na podłodze, mógłby się komuś nie spodobać. A tak wilk syty i owca cała. Wykonanie jest ogólnie rzecz biorąc trzyma bardzo wysoki poziom - teledysk przez większośćczasu wygląda jak film sensacyjny. Mam jednak zastrzeżenia do pewnych niuansów, które psują ogólne odczucia - jak choćby sztucznie dodany refleks na matowej lufie czołgu. W ogóle dekorację w postaci czołgu, można było sopbie darować. Summa summarum teledysk dobry, efektowny, na pewno także kosztowny, ale były w tym roku propozycje bardziej udane.
Szerszy wpis o piosence i teledysku znajdziecie >>TUTAJ<<.

Numer 8

Tytuł: "Tarzan"
Wykonawca: WonderBoyz



Uzasadnienie:
Znów sednem klipu jest pomysł. Tarzan to nieco zakurzony koncept, który nie przemawia do obecnej generacji, dlatego zrobienie klipu wprost o Tarzanie prawdopodobnie skończyłoby się klapą. Dlatego też przeniesienie Tarzana na karty komiksu, czy taśmę ze starym filmem jest zdecydowanie strzałem w dziesiątkę. Stylizacja nie jest idealnym odwzorowaniem materiałów, którymi się inspirowano, ale jest przy tym na tyle zgrabna i autentyczna w swoim jawnym imitowaniu, że zupełnie nie przeszkadza w oglądaniu, wręcz przeciwnie, pozwala spojrzeć na całość konceptu z przymrużeniem oka.
Szerszy wpis o piosence i teledysku znajdziecie >>TUTAJ<<.

Numer 7

Tytuł: "Very Good"
Wykonawca: Block B



Uzasadnienie:
Krótki poradnik jak pajacować nie robiąc z siebie pajaca. Szalony, trochę głupkowaty, niezmiernie dynamiczny teledysk, który musi robić wrażenie. Wadą może wydawać się brak poważniejszej struktury, czy szerszego pomysłu wykraczającego, poza efektownie wykonane sceny i łączący je motyw wygłupów, jednak z drugiej strony jest to też wyróżnikiem tego teledysku. Poza tym nie mogę wyzbyć się wrażenia, że jeśli jest to swojego rodzaju odpowiedź na "One of a Kind" (>>TUTAJ<<) G-Dragona - za dużo scen powtarza motywy z tamtego klipu.
Szerszy wpis o piosence i teledysku znajdziecie >>TUTAJ<<.

Numer 6

Tytuł: "Hot Wings"
Wykonawca: Dynamic Duo feat. Hyorin



Uzasadnienie:
Nic nie poradzę, bardzo lubię ten teledysk. Szczególnie do gustu przypada mi wystylizowana na przełom lat 70-tych i 80-tych srkwencja z finału, ale nie oszukujmy się - pani z teledysku też odgrywa tutaj niebagatelną rolę. Jednak główny atut to spokojny montaż i elegancja samego obrazu, które idealnie dopasowują się do brzmienia muzyki, a jednak nie czynią teledysku nadmiernie spokojnym, czy nudnym - to wbrew pozorom spora sztuka. Jeżeli się nad tym zastanowicie, sami przyznacie, że stworzenie efektownego klipu do takiej piosenki jak "Very Good" to znacznie prostsze zadanie.
Szerszy wpis o piosence i teledysku znajdziecie >>TUTAJ<<.

Numer 5

Tytuł: "Shower of Tears"
Wykonawca: Bae Chi Gi feat. Ailee / Jiwon



Uzasadnienie:
Od strony technicznej ten klip to starszy, przystojniejszy brat "Tarzana". Tutaj te wszystkie sztuczki z wplataniem postaci w sztuczne tła wskakują na wyższy poziom. Nie tylko są znacznie bardziej wiarygodnie wykonane, ale także zachowują pewien pierwiastek sztuczności, dopasowany do retro-styylizacji całego klipu, co z kolei potęguje klimat budowany przez całokształt teledysku. Ponadto sztuczka z gadającymi plakatami, czy małym ja na stole służy także prowadzeniu narracji, podkreśla, że tak naprawdę oglądamy wizualizację wewnętrznych rozterek bohaterów. Przy tym, klip ma też nieco dystansu do siebie, przez co nie staje się nadmiernie patetyczny. Tak dobry teledysk tak nisko? Strach się bać, co będzie dalej.
Szerszy wpis o piosence i teledysku znajdziecie >>TUTAJ<<.

Numer 4

Tytuł: "That's My Fault (Drama Version)"
Wykonawca: SPEED feat. Kang Min Kyung



Uzasadnienie:
W tym roku nie było zbyt wiele udanych teledysków w formule drama - czyli krótkometrażowego filmu fabularnego opatrzonego muzyką. "That's My Fault" to chlubny wyjątek. Wielki budżet poszedł na zatrudnienie topowych aktorów i przygotowanie scenografii oddającej realia Korei sprzed trzech dekad. Akcja klipu ma miejsce w trakcie powstania ludności cywilnej w mieście Gwangju, wymierzonego przeciwko dyktaturze. Powstanie miało bogate tło historyczne, a jego krwawe stłumienie miało wpływ na pozycję prezydenta Korei w relacjach międzynarodowych, jednak teledysk koncentruje sięj na ludzkiej, a nie politycznej stronie tych wydarzeń. Efektem jest prosty fabularnie, ale całkiem przejmujący obraz młodych ludzi wplątanych w tragiczne wydarzenia. Klip ma też drugą część, która jest wyraźnie słabsza, w dużej mierze powtarzając sceny z pierwszego teledysku, ciekawi znajdą ją >>TUTAJ<<.
Szerszy wpis o piosence, teledysku i tle historycznym znajdziecie >>TUTAJ<<.

Numer 3

Tytuł: "Voodoo Doll"
Wykonawca: VIXX



Uzasadnienie:
To jeden z tych teledysków, które wyglądają zupełnie inaczej na pełnym ekranie. Rzecz sprowadza się do świetnej stylizacji obrazu. Przy czym nie chodzi o to, co kamera łapie swoim okiem, ale jak łapie. Oświetlenie, filtry obrazu - to wszystko wydaje się - nomen omen - żywcem wyjęte ze starych horrorów o żywych trupach. Oprócz tego teledysk ma kilka innych asów w rękawie w postaci świetnego montażu, sympatycznie wykonanych efektów gore, które wyglądają dostatecznie obleśnie, ale nie fotorealistycznie pogłębiając skojarzenie z filmami, o których wspominałem. No i układ taneczny jest tutaj integralną cześcią teledysku, więc trudno nie docenić całej tej zabawy z gigantyczną szpilką, ale także widowiskowej pracy kamery, która uwydatnia poszczególne punkty układu tanecznego.

Numer 2

Tytuł: "Growl"
Wykonawca: EXO



Uzasadnienie:
Prędzej czy później ten klip doczeka się rzeszy naśladowców. Z jednej strony jest banalnie prosty w swojej formule, z drugiej nieprawdopodobnie efektowny. Jego siłą jest wykonanie. Układ taneczny został zaprojektowany z myślą o takim właśnie poprowadzeniu kamery, przez co poszczególne przejścia wydają się bardzo naturalne. Jednocześnie pomyślano o miejscach, w których potencjalnie można skleić dwa odrębne ujęcia, by nadać złudzenia kręcenia master-shotem. Na to nakada się perfekcja w wykonaniu układu przez grupę, dodatkowo dopieszczona przez nadwornych grafików w ramach postprodukcji. Wisienką na torcie jest mrugające światło, które sprawia, że nie tylko sylwetki tancerzy stają się bardziej uwypuklone, ale na dodatek nikt nie zwraca uwagi na to, jak pusta jest scenografia.
Szerszy wpis o piosence i teledysku znajdziecie >>TUTAJ<<.

Numer 1

Tytuł: "Badman"
Wykonawca: B.A.P



Uzasadnienie:
Próbowałem wgryźć się w treść tego teledysku, bo widzę w nim trochę symboliki i choć to, do czego doszedłem, nie do końca mnie przekonuje, to nawet bez tego dodatkowego znaczenia, ten klip jest po prostu niesamowity ze względu na samo wykonanie. Praca kamery, oświetlenie, montaż, plener w mającym niepowtarzalny urok Detroit i tłum statystów doskonale odgrywających swoje role. Brzmi jak opis hollywoodzkiej superprodukcji... Cóż, ten teledysk trzyma taki właśnie poziom
Szerszy wpis o piosence i teledysku znajdziecie >>TUTAJ<<.


Coś pominąłem, kogoś nie doceniłem?
A może po prostu macie swoją własną listę?
Zapraszam do komentowania.

środa, 31 lipca 2013

EXO - Growl

SM Entertainment trochę mnie przeraża. Tym razem nie chodzi o ich mroczne machinacje, o których pisałem >>TUTAJ<<. Przeraża mnie coś innego. SM Entertainment już dawno mogłoby osiąść na laurach. Mogłoby nawet wydawać płyty zapełnione nagraniami jęków zarzynanych cielaków. Jak długo firmowaliby to idole z tej stajni, płyty i tak by się sprzedawały.

A jednak w SM Entertainment wydaje się pracować inny, być może o wiele gorszy, kaliber psychopatów. Perefekcjoniści. Dopiero co podrasowali f(x). Grupa była już znana, była już ceniona, była już szalenie popularna - a jednak ktoś w SM Entertainment postanowił dalej przy nich grzebać i nagrania z nowego albumu wypieścił do tego stopnia, że nawet mnie urzekły, choć wcześniej grupa była mi całkiem obojętna.

A teraz wzięli na rozkład EXO. Boys band, który tak mocno trafił do mnie swoim ostatnim układem tanecznym, że zdołałem nawet polubić ich całkiem przeciętną piosenkę. Dwa miesiące temu na listy przebojów trafiła piosenka "Wolf" (>>TUTAJ<<), a na sklepowe półki album "XOXO". Występy z piosenką "Wolf" nie znudziły się publice do tej pory, a album jest najlepiej sprzedającym się wydawnictwem tego roku. Co więcej, ich album wciąż rozchodzi się jak świeże bułeczki.

Na dobrą sprawę nie trzeba było robić nic, album dalej by zarabiał. Ba, wydawanie czegoś w tym momencie wydaje się nawet nieco wbrew logice, przecież fani wciąż kupują to, co już jest na półkach, a nowe wydawnictwo - szczególnie repackaging albumu - może stłumić ten trend. Mimo to stało się - EXO wydaje przepakowany album "XOXO".

Najwyraźniej ktoś w wytwórni zaczął zastanawiać się, co z najwierniejszymi, najbardziej maniakalnymi fanami - przecież oni kupili już album i to zapewne we wszystkich możliwych wersjach. Jak na nich zarobić? Repackage albumu jest gwarantem kolejnego zastrzyku gotówki. W skrócie proces polega na przepakowaniu starego wydawnictwa w nowe opakowanie, przy jednoczesnym dorzuceniu nowego title-tracku. Typowy skok na kasę.

A jednak nie do końca. SM Entertainment z niewiadomych powodów zdecydowało się dorzucić trzy nowe piosenki zamiast jednej - to swobodnie mógł być jeden dodatkowy singiel, choćby elektroniczny. Czy ilość przekłada się na jakość, tego nie wiem - albumu jeszcze nie ma. Jest za to nowy title-track "Growl" i tu dopiero zaczyna robić się ciekawie.

Powyżej napisałem, że głównym atutem "Wolf" była choreografia, która potrafiła wyciągnąć za uszy samą kompozycję - ciekawą, ale nazbyt rozstrzeloną i dziwaczną, by bronić się jako samodzielny twór. Cóż, szaleńcy z SM Entertainment tym razem poszli dalej. Do kolejnego świetnego układu tym razem dorzucili piosenkę, która od pierwszego przesłuchania broni się sama.



Goście ruszają się niesamowicie - połączenie gracji z siłą, dynamiką i ekspresją. No i ta synchronizacja. Jednak tutaj trzeba też pochwalić nie tylko samych wykonawców, ale osobę odpowiedzialną za przygotowanie układu. Choreografia jest dopasowana do piosenki, różnorodna, efektowna i ma kilka figur łatwo zapadających w pamięć - jest po prostu imponująca.

Ale jak już wspomniałem, tym razem EXO serwuje też bardzo dobrą piosenkę. Chyba jej największym atutem jest zręczność z jaką połączono poszczególne elementy. Dwa główne motywy przewodnie różnią się od siebie dosyć znacznie - jeden silnie rytmiczny i trochę zawadiacki, drugi melodyjny i grzeczniutki. A jednak przeplatają się niezwykle płynnie. Ponadto w tę grę dwóch brzmień zdołano jeszcze wtłoczyć sekwencję rapu i kilka wydłużeń służących pokazaniu co lepszych głosów formacji. I znów włączenie tych elementów w kompozycję wypada niezwykle naturalnie - zmiana brzmienia w ogóle nie razi w uszy, za to jeszcze bardziej zaciekawia słuchacza.

A to dopiero połowa historii, bo równie ważne w tej kompozycji są same zastosowane dźwięki. To dzięki nim brzmienie utworu jest tak charakterystyczne i tak łatwo zapada w pamięć. Jest tu miejsce na elektronikę ze specyficznym motywem przewodnim na czele. Jest też pole do popisu dla instrumentów, ze szczególnym uwzględnieniem wstawki na gitarze elektrycznej. Do tego dochodzi cała masa wstawek nawet nie tyle kompozycyjnych, co produkcyjnych - jak ten specjalnie zmiękczony, by nie razić uszu, przeciągły dźwięk, który pojawia się podczas haczyka, gdzieś tam na progu słyszalności.

Od strony głosów EXO daje radę. Jestem nawet w stanie przecierpieć te cyfrowe ozdobniki na wokalach i pojedyncze linijki potraktowane Auto-tune'm.  Nie słyszę też w tym zbyt wiele boys bandowej maniery, która przeważnie mnie odrzuca. Oczywiście ta maniera na pewno gdzieś tam jest, ale nie razi, bo głosy zostały podporządkowane pod kompozycję. Normalnie w boys bandach kompozycje i podział partii wokalnych podporządkowuje się pod wizerunki poszczególnych osobników. Nierzadko z totalnym olaniem kwestii muzycznych.

Nie chcę zaczynać jakiegoś konfliktu, ale w girls bandach dziewczyny, które tylko wyglądają, nie są przymuszane do katowania siebie i innych swoim śpiewem, przynajmniej nie w jakimś nadmiernym stopniu. W grupach męskich wokalne beztalencia z rozbudowanymi rolami lub eksponowanie głosów, które zupełnie nie pasują do danej piosenki, to niestety chleb powszedni. Dlatego tym bardziej warto tutaj pochwalić EXO.

Zostaje jeszcze kwestia tekstu, który pod pewnymi względami przypomina tekst do "Wolf". Przynajmniej w tym sensie, że jest to receptura na kisiel w majtkach przeciętnej nastolatki, ale jednocześnie tak zgrabnie sformułowana receptura, że facet nie będzie od tego rzygał tęczą. Jest to po prostu możliwie męskie - nawet jeżeli ciuteczek niedojrzałe i znów zalatujące teenage angstem. Biorąc pod uwagę fakt, że faceci podobno nigdy tak do końca nie dorastają, nie wykluczałbym nawet, że właśnie przez tę delikatną niedojrzałość tekst jest tak łatwy do strawienia. Co prawda, kiedy piszę te słowa nie ma oficjalnego koreańskiego tekstu (pojawi się wraz z wydaniem albumu), ale w sieci natychmiast pojawiły się tłumaczenia. >>TUTAJ<< znajdziecie tłumaczenie angielskie, a >>TUTAJ<< teledysk z wplecionymi polskimi napisami.

Co do teledysku to jest to na swój sposób majstersztyk. Chyba nikt tak jak ludzie z SM Entertainment nie potrafi pokazywać swoich układów tanecznych. Klip jest do bólu prosty i poza tańcem nie dzieje się w nim prawie nic, a jednak przykuwa uwagę. Od strony estetycznej bardzo podoba mi się stylizacja planu. Sam zespół został ubrany mało pretensjonalnie, a mimo to atrakcyjnie wizualnie, choćby ze względu na detale.

Poza samymi chłopakami z EXO, klip ma jeszcze trzech cichych bohaterów. Dwóch pierwszych, odgrywających nieco mniej znaczącą rolę, jest zbiorowych. Jednym są czapki z daszkiem przewijające się przez cały teledysk, dodające całości nieco więcej życia. Drugim jest oświetlenie, które kolejnymi rozbłyskami i przyciemnieniami znacznie urozmaica obraz.

Jednak najważniejszym z tych cichych bohaterów jest kamera. Jeśli przy którymś z obrotów nie wpleciono jakiegoś bardzo zręcznego cięcia, to klip został nakręcony master shotem - czyli w jednym ujęciu. Nadaje to całości niesamowitej spójności. A przy tym kamera jest przecież bardzo żywa, nieustannie się porusza - czy to oddając charakterystyczne bujanie w piosence, czy to eksponując któregoś z bohaterów.

Ciekawe jest też samo podejście twórców do kamery. Jest w tym coś z wyburzania czwartej ściany, bo kamera w żadnym razie nie próbuje naśladować ruchów człowieka, a i wokaliści zachowują się wobec niej jak... no cóż, wobec kamery. A przy tym kamera jest jednak gdzieś tam w samym centrum tego ... kółeczka (miałem napisać gangbangu, ale zrezygnowałem) - dokładnie tam, gdzie chciałaby się znaleźć każda z fanek. Więc kisielek powinien być podwójny.

Ech, ja tu coś piszę o kisielkach, a sam się nie mogę od tego oderwać :(

piątek, 31 maja 2013

EXO - Wolf

Nie ma we mnie zbyt wiele sympatii do boys-bandów, ale jednak od czasu do czasu pojawi się coś, czego nawet ja nie mogę przemilczeć i co nawet ja muszę docenić. Nowe nagranie  Nowy występ grupy EXO jest po prostu powalający. Niesamowite "show", które sam chętnie zobaczyłbym na żywo.

O samej formacji nie będę się rozpisywał, bo wiem o niej niewiele i szczerze powiedziawszy nie chce mi się dowiadywać więcej. Najważniejszy wydaje się fakt, że należą do stajni SM Entertainment (m.in. Girls' Generation i f(x)), jednego z trzech największych graczy na koreańskim rynku, a biorąc pod uwagę ostatni rok, grono potentatów można w zasadzie zawęzić do dwójki, w której oprócz SM znalazłoby się jeszcze miejsce dla YG Entertainment (m.in. PSY, Big Bang, G-Dragon, 2NE1 i Lee Hi). Tłumacząc na język polski - zasoby finansowo-organizacyjne za ich plecami wydają się nieograniczone.

Coś jeszcze? "Wolf" to ich pierwszy comeback, debiutowali jakoś w zeszłym roku. Chłopaków jest całkiem pokaźna grupka, bo aż dwunastu. Poprzednią piosenkę promowali podzieleni na szóstki, ale tym razem wydaje się, że będą współdzielili jedną scenę. Chyba starczy tych wstępów, pora na teledysk. Tu jeszcze tylko jedna uwaga, nawet jeżeli klip nie przypadnie wam do gustu - bo to boys-band - warto spojrzeć na nagranie z występu, które ma mniej boys-bandowej otoczki. Całość jest po prostu tego warta.



Pierwsza rzecz, która przykuła moją uwagę, to oczywiście intrygujące wprowadzenie z tą niesamowitą figurą-cieniem ułożoną z tancerzy i fantastyczny pomysł na otwarcie z rękami wyłaniającymi się u podstawy i "ryjącymi" parkiet na podobieństwo łap dzikiej bestii. Ale potem, nim układ taneczny na dobre się rozkręci, mamy chwilę dosyć standardowego, boys-bandowego rapu i nieco rzemieślniczej roboty operatorskiej, a jednak teledysk wciąż zachwyca...

Bo wtedy dopiero można się przyjrzeć niesamowitej scenografii, która śmiało nadaje się na wystawę w muzeum sztuki nowoczesnej. To jest jeden z powodów, dla których tak bardzo cenię koreańskie teledyski. W dobie wszechobecnego CGI, gdzie już nie tylko "Avatar", ale takie hollywoodzkie produkcje jak ekranizacja "Wielkiego Gatsby" przypominają bardziej film animowany niż tradycyjne kino - w takich czasach w Korei wciąż buduje się spektakularne scenografie.

Mówcie co chcecie, ale dla mnie te wszystkie cyfrowe gadżety wciąż nie wyglądają dość autentycznie, by zastępować prawdziwe scenografie, rekwizyty i pojazdy. Poza tym zastępowanie podobnych planów zdjęciowych zwykłymi greenscreenami to tak jakby architekt poprzestawał na przygotowaniu planów budynku i ewentualnie oprowadzał ludzi po pustym polu, opowiadając co gdzie jest. Komputery są wspaniałym narzędziem, ale sztuka - także ta filmowa - w jakimś stopniu powinna pozostawać namacalna.

Ale zostawmy już scenografię. W szczegóły samej piosenki też jeszcze na razie nie będę wchodził. Chcę jeszcze przez chwilę zająć się układem tanecznym, który jest kolejną perełką i kolejnym elementem, który - patrząc szerzej - przyciąga mnie do k-popu. To, co prezentuje w tym utworze grupa EXO, to nie są jakieś śmieszne podrygi czy sztampowe machanie kończynami. To kolejny element tego nagrania, który śmiało można podciągać pod kategorie sztuki, bo jest to choreografia przemyślana, pomysłowa, która sama w sobie ma oddziaływać na wyobraźnię widza. To coś więcej niż efektowne widowisko, to - krótki, bo taka jego forma - ale jednak rodzaj tanecznego spektaklu.

Jednym z mocniejszych punktów układu jest dynamika, którą zapewnia podzielenie zespołu na dwie części. Dzięki temu większe sceny z kompletem tancerzy zyskują na wizualnym rozmachu w stosunku do tych bardziej kameralnych. Jednocześnie ciągłe zmiany występujących na scenie tancerzy, zejścia jednej grupy, wejścia drugiej - to wymusza ruch po całej powierzchni sceny i wnosi olbrzymią ilość życia do całego układu, a przy tym pozostaje niezwykle zręcznie wplecione w ogólną stylistykę prezentowanego tańca. No i pomysł na ludzką jaskinię z wypadającym z niej wilkiem jest rewelacyjny.

Patrząc na taniec szerzej, w pierwszej kolejności w oczy rzucają się zwierzęca natura ruchów tancerzy i elementy choreografii w oczywisty sposób nawiązujące do tytułowego wilka - kłapanie paszczą, wycie do księżyca, itp. Jednak w tym układzie tkwi coś więcej. Warto zwrócić uwagę na bardzo zróżnicowaną piosenkę, której towarzyszy. Im więcej patrzę na ten układ, tym silniejsze odnoszę wrażenie, że piosenkę tak bardzo rozrzucono brzmieniowo nie dla wzbogacenia doznań słuchowych, ale by dać pretekst dla bardziej zróżnicowanego repertuaru ruchów. Dzięki temu mamy okazję oglądać niezwykle płynne, pełne zwierzęcej gracji ruchy imitujące skradanie się, ale także energiczne wymachy kojarzące się z prymitywną energią emanującą z dzikiej bestii.

A najlepsze w tym wszystkim jest dla mnie to, że EXO swój numer wykonuje jeszcze lepiej na żywo, niż na planie zdjęciowym.



Od strony piosenki mam już troszkę problem z tym kawałkiem. W towarzystwie numeru tanecznego sprawdza się rewelacyjnie, natomiast mam pewne wątpliwości, na ile broni się jako samodzielny produkt. Wszystko jest tu niby na miejscu i trzyma pewien przyjęty w branży poziom, przynajmniej dla tej konwencji, ale jednak to chaotyczne przemieszanie wątków i tematów sprawia, że niekoniecznie chciałbym aby ten utwór atakował mnie z radioodbiornika. Haczyk "kure wolf, nega wolf, auuuu" działa (swoją drogą, angielskie tłumaczenie tekstu >>TUTAJ<<), melodyjny refren też, most przed finałem z rozpędzającym się podkładem to bardzo dobry pomysł, a sam podkład to też kawał dobrej roboty.

Elektroniczne brzmienie, które nie sili się na przesadną oryginalność i korzysta raczej ze standardowych chwytów, ale zręcznie i pomysłowo przemieszanych. W efekcie podkład może nieszczególnie zapada w pamięć, ale też nie będzie nikomu zawadzał, a w trakcie słuchania piosenki zwyczajnie czuć, że trzyma poziom.

Problemem są wokale. Pal licho, że w trakcie występu większość to playback, przy tym nakładzie sił wkładanych w taniec, można to zrozumieć. Zresztą zauważyłem, że z początku większośc grup zaczyna grubym playbackiem, a wraz z kolejnymi występami coraz więcej jest śpiewania na żywo. Sęk w tym, że niektórych partii, nawet jakby chcieli, wokaliści nie odratują - w oryginale zostały strasznie przeprodukowane i nie ma możliwości, żeby zaśpiewane na żywo wypadły chociaż blisko studyjnego oryginału.

Niestety ta przesadna produkcja na wokalu rzutuje także na nagranie studyjne, bo w wielu sytuacjach nie jestem w stanie stwierdzić czy dany gość faktycznie umie coś zaśpiewać, czy tylko jakiś magik dobrze go zakręcił za konsoletą. W dodatku piosence daje w kość także fakt, że śpiewa ją dwunastu chłopa. Nudniejsze, mniej obrobione partie rapu są przez to bardzo rozrzucone, podczas gdy bardziej melodyjne, ale przy tym także bardziej obrobione fragmenty zaczynają zlewać się w nieco mało charakterystyczną papkę. Może efekt końcowy nie jest bardzo zły, może nawet nie psuje piosenki, ale z pewnością zawadza.

Na koniec jeszcze ciekawostka. Piosenka ma także wersję chińską, która od koreańskiej różni się nie tylko językiem, ale także podziałem partii pomiędzy podgrupy i samych wykonawców, siłą rzeczy pociąga to za sobą także drobne zmiany w choreografii i teledysku.