Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lutego 2014

Various Artists - Let It Go (Frozen OST)

Prawdopodobnie wiecie, że niedawno Disney wypuścił nową hitową animację zatytułowaną "Frozen". W wypadku tej wytwórni filmowej jest to równoznaczne także z wypuszczeniem przynajmniej jednej hitowej piosenki. Tym utworem w wypadku "Frozen" jest "Let It Go" i... Przyznam, że nie jestem fanem amerykańskich wersji tego utworu. Jednak Korea najwyraźniej zakochała się w tej piosence, więc ostatnie tygodnie przyniosły prawdziwy wysyp coverów w wykonaniu najlepszych głosów koreańskiej sceny. Kilka wersji jest naprawdę ciekawych, kilka bije na głowę oryginał, już na wstępie odsyłam Was do wersji męskiej w wykonaniu Hana Dongguena, która znajdzie się gdzieś pod koniec tego wpisu.

Nie wiem, czy jestem właściwą osobą, by opowiadać o czym jest ten film, bo sam nie wybrałem się do kina - co prawdopodobnie jest błędem, disneyowska produkcja zbiewra świetne recenzje - jednak wypadałoby wstawić tu nieco kontekstu. Jedną z bohaterek filmu jest Elsa, córka królewskiej pary, która ma nietypowy dar, bardziej pasujący do komiksu Marvela niż filmu Disneya - włada śniegiem i lodem. Nie będę zagłębiał się w detale fabuły, ale kluczowy jest tutaj strach przed tymi mocami - jej otoczenie krzywo patrzy na jej dar, traktuje go czy to z obawą, czy to jako powód do wstydu...

Nastoletnia dziewczyna odkrywa w sobie magiczne moce, przez co ma problemy w kontaktach z otoczeniem... To nie jest nowy motyw, w literaturzejest popularny od dekad, a istnieje prawdopodobnie od stuleci i zawsze był czymś w rodzaju metafory na kobiece dojrzewanie -"Carrie" Kinga, "Kwestia ceny" Sapkowskiego. Tak czy inaczej "Let It Go" jest piosenką, która towarzyszy przemianie Elsy, która decyduje się odrzucić jarzmo społeczne i poddać się swojej magii zostając królową lodu.

No to tło z grubsza wyjaśniłem, pora zająć się piosenkami. Zacznę od filmowego oryginału w wykonaniu Idiny Menzel - piosenkarki i aktorki, powiązanej głównie z Broadwayem.



Nie ulega wątpliwości, że Idina Menzel wie jak zaśpiewać taką piosenkę i trudno do czegokolwiek w jej wykonaniu się przyczepić. A jednak ja nie przepadam za tą wersją z dwóch względów. Po pierwsze mam wrażenie, że w wielu momentach głos został całkiem niepotrzebnie zwielokrotniony czy w inny sposób obrobiony. Możliwe, że to świadomy zabieg wytwórni, który w jakiś sposób podkreślić magiczny charkter sceny itd., ale ja tego nie kupuję i mnie to po prostu razi.

Druga kwestia to sam dobór wokalistki. Tak, pani Menzel świetnie śpiewa, jest doświadczona, ale jest już dojrzałą kobietą. O ile finał piosenki w jej wykonaniu brzmi świetnie i bardzo przekonywująco, to początek, śpiewany jeszcze jako dziewczyna, a nie kobieta - ten fragment mnie nie przekonuje. Nie dlatego, że jest źle zaśpiewany, a dlatego, że sam głos piosenkarki - jego barwa - nie odpowiada moim oczekiwaniom.

Koreańscy wykonawcy w większości na warsztat biorą właśnie powyższą, filmową wersję tego utworu, ale istnieje także wersja popowa w wykonaniu Demi Lovato. Tu otwarcie przyznaję, że tej wersji po prostu nie lubię i zamieszczam ją bardziej dla zachowania pełnego obrazu, bo gdyby miała decydować osobista ocena, to tej wersji by tutaj nie było.



Może winny jest wizerunek pani śpiewającej ten kawałek, ale dla mnie jest to wersja - przepraszam, jeżeli komuś się podoba i proszę nie brać tego do siebie - kmiocka. Mnóstwo tu pretensjonalnych ozdobników, wrzuconych bez wyczucia, natomiast samo mięso kompozycji zostaje wykonane słabiutko z szczególnie rozczarowującymi refrenami, którym wyraźnie brakuje mocy i którym nie pomagają nawet postprodukcyjne zabiegi mistrzów konsolety. Fuj.

Popowe "Let It Go" ma swoją oficjalną koreańską wersję, śpiewaną przez samą Hyorin.



I choć znów mamy natłok ozdobników, to tym razem jest to moja bodaj ulubiona wersja tej piosenki, bo wszystko czemuś służy, jest wkomponowane i podporządkowane muzyce, a nie wrzucone, żeby pokazać - Hej, umiem tak zrobić z głosem. W wykonaniu Hyorin po prostu słychać emocje, słychać energię, słychać radość, a o to chodzi w tej piosence. Poza tym to jak Hyorin kończy tytułową frazę jest nieziemskie, chociaż obawiam się, że przekreśla ją jako królową lodu - wszystko by tym głosem stopiła.



Jakoś tak się utarło, że jak Hyorin wykona jakiś cover, to za moment musi go także wykonać Ailee i na odwrót. W tym wypadku niestety mam trochę zastrzeżeń. Główny tyczy się aranżacji i sposobu wykonania piosenki. Ailee postanowiła zaśpiewać "Let It Go" po swojemu i normalnie pochwalam tego typu decyzje, sęk w tym, że ta piosenka jest bardzo specyficzna, typowo musicalowa i nie nadaje się do takiej przeróbki. Piosenkarce nie udało się sprzedać swoich muzycznych klimatów, ale nie oddała także nastroju oryginału. W efekcie sprzeczność aż kłuje po uszach, a że ku mojemu zdziwieniu Ailee raz czy dwa razy się sypnęła, to jestem trochę rozczarowany tym wykonaniem.

Odnotuję jeszcze, że Ailee urodziła się i dorastała w USA, stąd jej świetny angielski, natomiast kolejne wykonania będą zawierały mniej lub więcej "engrish" - odnotowuję to tutaj, zbiorczo, bo nie ma sensu żebym powtarzał się w każdym kolejnym akapicie.



Następna na rozkładzie jest Kim Bohyung czyli najlepszy(?) głos niezwykle utalentowanej wokalnie formacji Spica. Bohyung także zaśpieała ten kawałek nieco po swojemu, nie szczędząc swojej charakterystycznej barwy i mocy, ale w jej wypadku ten patent się sprawdził, bo sama ranżacja pozostaje wierna oryginałowi, a choć sam głos wokalistki nie jest typowo musicalowy, to sprawdza się w tej konwencji, jednocześnie dodając nieco kolorytu. Jedyne czego mógłbym się tutaj przyczepić, to tego samego, co w wykonaniu Idiny Menzel- całą piosenkę śpiewa kobieta, nie ma tej transformacji. Co i tak nie przeszkadza mi słuchać tego wykonania z przyjemnością.



"Let It Go" na tapetę wzięła także DIA, wokalistka do niedawna występująca solo, obecnie będąca sercem i strunami głosowymi nowego girlsbandu Kiss&Cry. To wykonanie jest jeszcze bliższe oryginałowi, ma jeszcze silniej wyczuwalny pierwiastek musicalowy. Choć warsztatowo jest po prostu bardzo dobrze, ale nie wybitnie, to jednak cenię sobie tę wersję ze względu na barwę głosu wokalistki, która pasuje i do dziewczyny, i do młodej kobiety, przez co jeśli idzie o dopasowanie się do odgrywanej postaci, wypada niezwykle naturalnie i autentycznie.

Następne wykonanie to prawdziwa bomba, radzę nie sugerowac się wstępem jeśli idzie o dostosowywanie poziomu głośności w słuchawkach - jak przesadzicie, to czeka Was wizyta u laryngologa.



손승연 vel Sonnet Son - nie wiem, czym ją karmili rodzice w dzieciństwie, ale moja dzieciarnia dostanie to samo. To zdecydowanie najlepsze wykonanie tej piosenki jakie słyszałem. Naraz potężne, imponujące, ale i lekkie i niezwykle naturalne. Dziewczyna wyciąga dźwięki z niewiarygodną łatwością. Za chwilę pęknie jej 2,5 mln wyświetleń na YT, ale moim zdaniem to i tak mało, zasługuje na zdecydowanie więcej - więc, śmiało dzielcie się tym wykonaniem ze znajomymi.



Nikt nie spodziewa saię hiszpańskiej inkwizycji powrotu trotu. Mnet ostatnio usiłuje wskrzesić ten popularny przede wszystkim przed demokratyzacją gatunek swoim programem muzycznym - nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, ale to wykonanie mnie po prostu zabiło. Jeżeli ktoś nie zauważył, facet śpiewający piosenkę nazywa się Park Hyun Bin - tak, ma to napisane na koszulce. I - żeby nikt nie myślał, że tu ludzi oszukuję - to nie jest męskie wykonanie, o którym wspominałem na wstępie, tamto jeszcze czeka na swoją kolej.



Ale najpierw więcej trotu :) Nie jest może aż tak zabawnie, bo Hong Jinyong śpiewa bez tak wyraźnej maniery i na dodatek ma kawał głosu, ale za to jest ładna, więc i tak jesteśmy na plusie ;)



To jeszcze w temacie ładnych dziewczyn. Inkigayo ma nową gospodynię - Lee Yoobi - i ktoś pomyślał, że dobrym pomysłem na zaprezentowanie jej publiczności będzie wystawienie jej na scenę z popularną aktualnie piosenką. W całym tym pomyśle ktoś na pewnym etapie zlekceważył pewien istotny szczegół - że dziewczyna jest aktorką, a nie piosenkarką, więc wykonanie to jeden wielki playback. Ale nie o to przecież chodzi ;) .



W Show Champion też postanowiono szarpnąć się na ładną dziewczynę wykonującą zagraniczny przebój, choć tam wybrano kogoś trochę bardziej ogarniętego wokalnie, czyli DIA, której wykonanie studyjne linkowałem już wyżej. Możecie sobie porównać obie wersje, ja wolę tę studyjną, ale ta telewizyjna też mnie nie rozczarowała.



To jest ta męska wersja, o której pisałem. Świetny głos o wyrazistej barwie i dużej mocy, nic dziwnego, że Han Donggeun wygrał trzecią edycję "Birth of a Great Star". Teraz szykuje się do debiutu pod skrzydłami Pledis Entertainment. Moim zdaniem tym wykonaniem zrobił sobie kawał reklamy i ja czekam z niecierpliwością na więcej jego piosenek.



Na zakończenie, nie mogłem się powstrzymać - wersja japońska. Nie mam pojęcia kto śpiewa - nie umiem czytać kany, tym bardziej kanji. Jednak sam język japoński zawsze wydawał mi się niezwykle śpiewny, więc japońskie wykonanie musiało zagościć w tym zestawienia.

sobota, 25 stycznia 2014

Kiss&Cry - Domino Game

Trzeba przyznać, że rok 2013 nie był szczególnie udany pod względem debiutów. Nie dość, że nie było ich zbyt wiele, to i jakość debiutów pozostawiała sporo do życzenia. Tam gdzie był pomysł, brakowało wykonania, tam gdzie było wykonanie, brakowało pomysłu. Oczywiście były chlubne wyjątki jak choćby Lim Kim czy Ladies' Code, ale patrząc szerzej, zeszłoroczne debiuty rozczarowały.

Czy jest to trend, który zostanie podtrzymany w roku 2014? Czy kpop to już tak zapchany rynek, że dla debiutantów z tortu nie został nawet malutki kawałek, a jedynie okruszki? Czy rynkowi potentaci naprawdę tak bardzo odjechali już konkurencji? A może jest odwrotnie, może to wciąż bogaty rynek przyciąga coraz większą liczbę ludzi, którzy chcą z tej wielkiej puli pieniędzy ugrać coś dla siebie, choć niekoniecznie są na to przygotowani?

Ja skłaniam się ku tej drugiej opcji, a na poparcie swojego poglądu mam choćby najnowsze debiutantki, czyli kwartet Kiss&Cry, który pracuje pod skrzydłami wytwórni Winning Insight. Już ich debiutanckie nagranie "Domino Game" pokazuje, że w grupie drzemie spory potencjał, ale jest też dowodem na to, że wytwórnia niekoniecznie wie, jak ten potencjał wykorzystać.



Zacznijmy od tego, co zostało zrobione dobrze, od piosenki. Już sam muzyczny kierunek jest ciekawym wyborem, bo brzmienie utworu jest zainspirowane nie tyle latynoskimi klimatami, co amerykańskim popem inspirowanym latynoską kulturą. Sporo tego typu nagrań wydano w Stanach na przełomie wieku (hm, zabrzmiało trochę poważniej niż by chciał).

Tak czy inaczej podoba mi się klimat, podoba mi się żywiołowośc piosenki, podoba mi się instrumentarium i moc bijąca z nagrania. Jednak przede wszystkim podobają mi się głosy. Wszystkie wydają się trzymać dosyć wysoki poziom, a przynajmniej jedna z dziewczyn jest obdarzona nie tylko wielką silą w płucach, ale także wyjątkową jak na kpop barwą. Od strony muzyczanej jest to zdecydowanie udana propozycja, a wokale dziewczyn są dostatecznym powodem, by wypatrywać kolejnych nagrań tego zespołu.

Sęk w tym, że w kpopie chodzi nie tylko o muzykę i tutaj projekt zaczyna się sypać. Zacznijmy od wizerunku grupy. Póki co - nie istnieje. Tak, dziewczyny wyglądają sympatycznie, ale to w tej branży norma. Gorzej, że teledysk nie tylko nie pomaga ustanowić wizerunku poszczególnych członkiń, ale wręcz w tym przeszkadza uprawiając jawny sabotaż.

Z początku myślałem, że wiem, która dziewczyna śpiewa którą partię, ale po pierwszej zwrotce zupełnie się pogubiłem, bo zaczęły się przebitki i nagle głos, który z początku kojarzyłem z jedną twarzą, teraz towarzyszył innej. To naprawdę poważny strzał w stopę, bo do czasu obejrzenia występu telewizyjnego nie rozwikłam tej zagadki. Sęk w tym, że mnie grupa zainteresowała talentem wokalnym i dlatego chce mi się sprawdzić który z głosów należy do której dziewczyny. Jednak jestem pewien, że wiele z osób nie jest tym debiutem aż tak zainteresowanych i zupełnie odpuszczą sobie takie śledztwa. Ten teledysk naprawdę utrudnia grupie dotarcie do odbiorców.

Sam klip - już nie patrząc przez pryzmat wizerunkowy, czy marketingowy - jest dosyć dziwny. Właściwie każdy jego element jest zbyt dobry, by go zrugać, ale też zbyt słaby, aby go chwalić. Weźmy dekoracje. Z jednej strony nie mogę powiedzieć, żeby były przygotowane i dobrane absolutnie bez wyczucia, ale pozostawiają wrażenie wizualnego ubóstwa i kręcenia klipu po kosztach. A jednak ten aspekt klipu jest równoważony przez bardzo dobry montaż i pracę kamery, które szczególnie dobrze eksponują co ciekawsze elementy choreografii. I już, kiedy jestem gotów chwalić kamerzystę i reżysera, gdzieś na progu dostrzegalności widzę coś niedorobionego w obrazie - jakąś taką jakość kojarzącą mi się z polskimi serialami, względnie brazylijskimi telenowelami - brzydką dosłowność, zupełnie jakby ktoś kręcił wesele albo pierwszą komunię.

Po tym wszystkim, co napisałem, wydawałoby się, że teledysk mi się nie podoba. A jednak to nie do końca tak. Pomimo tego, że jestem świadom jego wszystkich wad, niedoróbek i problemów, to jednak nie mogę oderwać od niego oczu. To nawet nie chodzi o to, że mi się podoba. Po prostu, kiedy go oglądam, to pochłania moją uwagę do tego stopnia, że nie jestem w stanie śledzić napisów do piosenki. Nie wiem czy to kwestia dziewczyn rozpraszających moją uwagę, agresywnego montażu i żywej kamery, może to wina przebojowej natury samej piosenki, ale ten teledysk naprawdę mnie wciąga - nawet nieco wbrew mojej woli.

Na początku tego wpisu stwierdziłem, że "Domino Game" jest przykładem niewykorzystanego potencjału i to zdanie podtrzymuję. Piosenka jest przebojowa, dziewczyny i śpiewają, i tańczą, i wyglądają, a jednak teledysk robi napawdę niewiele by sprzedać je tak jako grupę, jak i z osobna. W dodatku sam klip, pomimo tych wszystkich plusów ma jednak w sobie coś taniego i pozostawia uczucie jakby projekt nie był do końca profesjonalny, choć wiele elementów trzyma tu naprawdę wysoki poziom. Przy nieco większym nakładzie sił i środków ze strony wytwórni, to mógł być naprawdę znaczący debiut. A tak, ja odhaczam sobie w pamięci, że grupa jest obiecująca, ale jak duża będzie rzesza faktycznych konsumentów tego produktu, naprawdę trudno mi wyrokować.