Nie oszukujmy się, kpop w swojej obecnej postaci istnieje przede wszystkim dlatego, że ludzie lubią sobie popatrzeć na dobrze wyglądających przedstawicieli płci przeciwnej. Co wielokrotnie już tutaj podkreślałem, ja też dałem się złapać na ten haczyk i nie będę udawał, że w jakiś sposób jestem ponad to zjawisko.
Tym bardziej dziwi mnie dlaczego pozostaję tak obojętny w stosunku do KARA - jednej z atrakcyjniejszych żeńskich formacji na koreańskim rynku. Dziewczynom wizualnie niczego nie brakuje, od strony talentu też nie prezentują się najgorzej. Nagrały już kilka przebojowych kawałków i świetnie sprzedają się nie tylko w Korei, ale może przede wszystkim w Japonii.
Może to właśnie kwestia tej nieszczęsnej Japonii? Grupa ostatnio promuje głównie w Kraju Kwitnącej Wiśni, w ojczyźnie pokazując się sporadycznie i bez oszałamiających efektów. Jednocześnie ja sam nie siedzę w kpopie dość długo, by załapać się na ich największe przeboje jak "Step", które poznałem długo po fakcie wydania.
Ale przecież teraz KARA atakuje widza z każdego zakamarka koreańskich mediów. Dziewczyny już od dwóch tygodni piosenkami "Runaway" i "Damaged Lady" promują najnowszy, czwarty koreański album "Full Bloom", a ja... Jak byłem niewzruszony, tak jestem nadal.
Weźmy powyższy title-track "Damaged Lady". Niby piosenka jest żwawa, momentami nawet przyjemnie melodyjna, nieźle wykonana i opatrzona całkiem przyzwoitą wizualizacją, a jednak... Ja po prostu nie widzę tutaj żadnych powodów do zachwytu. I tu chyba zaczyna działać moja przekorność.
KARA jest niesamowicie popularna w mediach. Nawet, kiedy dziewczyny promowały w Japonii, media zajmujące się kpopem co rusz rozpisywały się o Harze, o Gyuri i ogólnie o formacji. A że ja nie widzę powodu dla aż tak dużej popularnośći tej grupy, zaczynam przekornie wyrównywać stan gry. Zamiast poświęcać im tyle uwagi, na ile faktyucznie w moich oczach zasługują, instynktownie zaczynam przesuwać je jeszcze niżej w prywatnej hierarchii.
W ten sposób "Damaged Lady" - dla mnie - z przyzwoitego nagrania, które trochę sobie pobrzdąka i pewnie nieźle poradzi sobie na listach, obsunęło się do rangi nic nie znaczącego zapychacza. W tej chwili jestem skłonny przyznać, że dwie główne tegoroczne piosenki Girl's Day - "Expectation" (>>TUTAJ<<) i "Female President" (>>TUTAJ<<) są zdecydowanie lepsze od "Damaged Lady", choć w chwili premiery nie uważałem ich za nic wybitnego - i nadal nie uważam.
I coś jest w tym porównaniu, bo obie grupy starają się swoimi piosenkami trafić głównie do żeńskiej części widowni - tak przynajmniej sugeruje tematyka i obrany punkt widzenia - z kobietą w centrum. I nie ma w tym nic złego, tylko - jak wspomniałem na wstępie - w kpopie liczy się wygląd i trafianie w gusta płci przeciwnej.
O ile Girl's Day w teledysku do "Female President" przegięło z seksapilem, o tyle w kwestii występów - co tu dużo kryć - wypada znacznie bardziej apetycznie od koleżanek z KARA. Z kolei bohaterki dzisiejszego wpisu mógłbym nawet posądzić o pewną niespotykaną konsekwencję - o odrzucenie tej seksualnej otoczki, by całość lepiej komponowała się z tekstem piosenki.
Sęk w tym, że tak po prostu nie jest. Ktoś w DSP Media chciał zapalić Bogu świeczkę i diabłu ogarek, a wyszedł taki dziwny miszmasz, który nie do końca spełnia swoją funkcję. Dziewczyny ubrane są stylowo a jednak wciąż pod męskie gusta. W teledysku dużo jest też wszelakiego kręcenia biodrami i tęsknych spojrzeń do kamery... Tylko to wszystko nie działa.
I mam takie niejasne wrażenie, że to wszystko - piosenka, teledysk, występ - jest cholernie anachroniczne. Kpop w moim odczuciu strasznie szybko się rozwija - nawet mniejszych wykonawców i mniejsze wytwórnie stać na profesjonalne i ciekawe teledyski, na rynku muzycznym udziela się coraz większa liczba producentów, a Ci z największym stażem wyraźnie się rozwijają. Wobec samych wykonawców także rosną oczekiwania, bo coraz więcej jest niezwykle utalentowanych debiutantów, a morze wykonawców solidnie przeciętnych wydaje się szerokie i głębokie, przez co bardzo łatwo w nim utonąć.
Tymczasem KARA zaprezentowała piosenkę, która brzmieniem jest jakieś dwa lata do tyłu - niby skoczne, niby zróżnicowane, niby ma fajne akcenty - choćby w postaci gitarowych wstawek - a jednak całość wydaje się jakaś taka niepoukładana, niewypolerowana i mało zajmująca. Chociaż w wypadku piosenki mogą po prostu działać moje uprzedzenia do lat 80-tych, do których brzmieniowo nawiązuje utwór.
Co do wizualizacji nie mam wątpliwości, że teledysk nie dość, że jest przestarzały, to jeszcze kiepsko nakręcony. Przez większość czasu kamera jest martwa, a nawet jeżeli próbuje wnieść trochę ożywienia, to trudno oprzeć się wrażeniu, że są to elementy wprowadzone na siłę i bez pomysłu. Niektóre kadry są wręcz fatalne - nie dość, że do bólu sztampowe, to jeszcze bardzo zręcznie zakrywające największe atuty poszczególnych scenografii.
Właściwie tylko scena w garderobie sprzedaje swój klimat. Taneczne pudełka są niesamowicie puste i nudne - a ja zaliczam się do wielbicieli "pudełkowych" teledysków. Tylko scenografie muszą być dobrze wykonane - charakterystyczne i zapadajace w pamięć - lub tworzyć spójną całość z piosenką, choreografią i stylizacją. Po przykłady dobrych pudełek odsyłam >>TUTAJ<< i >>TUTAJ<<. W wypadku KARA rażą puste przestrzenie, razi brak detali, a liczba przebitek nie pozwala na zbudowanie jakiegokolwiek klimatu. No i ten finał teledysku ze spryskiwaczami i karabino-gaśnicą...
A i tak teledysk do "Damaged Lady jest lepszy niż teledysk do pre-releasowego "Runaway".
Ja rozumiem, wytwórnia chciała podpromować nadchodzącą mini-dramę z udziałem swoich gwiazd. Nie ma w tym nic szczególnie złego. Sęk w tym, że sam obraz pasuje do tej piosenki jak pięść do nosa. Utwór jak na balladę jest całkiem żwawy, ma też jakąś treść, tymczasem dołączony obraz to zlepek zupełnie przypadkowych przebitek z serialu, może i dramatycznych, ale także łzawo rozmydlonych już na poziomie samej kolorystyki, na dodatek wykadrowanych i zmontowanych w sposób, który po prostu nie może dopasować się do brzmienia tego całkiem niezłego utworu.
Sama piosenka jest oczywiście dłuższa. Nie wiem dlaczego zdecydowano się ją skrócić w teledysku. Jeżeli nie mieli dość materiału video, to nie najlepiej wróży to dramom. W każdym razie utwór całkiem fajnie wypada w programach telewizyjnych i biorąc pod uwagę, że "Damaged Lady" jest bardziej głośne niż przebojowe, zastanawiam się, czemu "Runaway" nie zostało title-trackiem.
To jeszcze - wyczerpując temat - wrzucę występ z "Damaged Lady".
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jiyoung. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jiyoung. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 16 września 2013
sobota, 16 lutego 2013
KARA Solo Collection
"KARA Solo Collection" to dosyć ciekawe wydawnictwo, które ukazało się pod koniec zeszłego roku w Korei, a jeszcze wcześniej trafiło na półki sklepowe w Japonii jako "KARA Collection". Co szczególnego jest w tym kompakcie? Sam pomysł. KARA to pięcioosobowa żeńska formacja złożona z Jiyoung, Nicole, Gyuri, Seungyeon i Hary, jednak na tym albumie dziewczyny nie występują razem, zamiast tego prezentują swoje solowe piosenki. W dodatku są to utwory wyraźnie odbiegające od dotychczasowego wizerunku i repertuaru grupy.
Od razu zaznaczę, że dla mnie jest to raczej mieszany pakiet. Naprawdę spodobała mi się tylko jedna piosenka, pozostałe cztery to plusy i minusy rozprowadzone w różnych proporcjach. I choć chyba o żadnym utworze nie mogę powiedzieć, że jest naprawdę zły, to od samego początku miałem problem z tym, jak zabrać się za ten materiał. Napisać pięć osobnych tekstów? A może opisać tylko te piosenki, w których plusy przeważają? Ostatecznie stanęło na jednym zbiorczym tekście dla wszystkich utworów, który w dodatku powstaje ze sporym poślizgiem i po części z powodu braku lepszych aktualnych tematów.
Nicole feat. Jinwoon (2AM) - "Lost"
Zaczniemy od piosenki dobrej, ale nieporywającej. Aha, warto zauważyć, że wszystkie utwory doczekały się teledysków.
Wszystko w tej piosence jest na swoim miejscu. Zwrotki są spokojne, ale jest w nich dostatecznie dużo ekspresji, by nie były nudne. Refreny są wyraźnie wzmocnione i przyjemnie się bujają. Podkład jest bogaty w różnorodne dźwięki, ale nie zaburza to jego spójności czy melodii. Nawet słowa piosenki, które możecie znaleźć >>TUTAJ<< - choć proste, to nie trącą banałem.
Sęk wtym, że wszystko jest solidne, profesjonalnie zaplanowane i wykonane, a jednak nie ma w tym za grosz ducha. Duet jest przyjemny dla ucha, ale nie czuć żadnej chemii. Ekspresja jest wbudowana w projekt piosenki, ale nie czuć w niej prawdziwego ładunku emocjonalnego. Refren jest przyjemny dla ucha, ale nieszczególnie chwytliwy, a spośród wszystkich dźwięków użytych w podkładzie, w pamięć zapadł mi tylko ten, który nie przypadł mi do gustu - nieprzyjemnie banalna, elektroniczna wstawka po refrenach, która przypomina mi koszmary kreskówki "Inspektor Gadżet".
Teledysk również wpisuje się w tę solidną nijakość, będąc estetycznie bardzo przystępnym i nastrojowo dopasowanym do towarzyszących mu dźwięków, a jednak wizualnie mało interesującym, pozbawionym jakichkolwiek wyróżników i raczej skąpym w faktyczne walory. Fajnie, że wizualizacje wspomnień są tutaj naraz pastelowe i lekko wyblakłe - wychłodzone kolorystycznie, podczas gdy rzeczywistość jest znacznie ciemniejsza, ale i bogatsza w ciepłe źródła swiatła i wykontrastowana. Fajnie, że niektóre ujęcia są naprawdę ładnie skomponowane. Jednak trudno te nieliczne atuty wyciągać za uszy i wynosić ponad rangę dobrego warsztatu.
HARA - "Secret Love"
Uwaga - tu czai się aegyo. Jednocześnie jest to bodaj najsłabsze nagranie z piątki i jedyne, przy którym napiszę - możecie je sobie odpuścić, przynajmniej jeżeli macie alergię na aegyo.
Pomińmy na chwilę klip, bo tutaj muzycznie poszło coś nie tak. Melodia jest nawet fajna, kompozycja niezła, a i Hara nie śpiewa źle. A jednak jest niewiarygodnie miałko i nieporywająco. Albo nawet prościej - od strony dźwiękowej jest zwyczajnie cicho i nudno. Gdzieś tu może nawet był potencjał, ale ostatecznie piosence zabrakło energii i przez to bardzo trudno zwrócić na nią uwagę. Jak łatwo się domyślić, tekst tego utworu nie uratuje, choć jak na standardy aegyo i tak nie jest najgorszy, znajdziecie go >>TUTAJ<<.
Co do klipu... Aegyo ma różne oblicza, ale tu jest po prostu brzydko i w złym guście. Nawalone oczojebnych kolorów bez ładu i składu, z dominacją potwornego różu. Co z tego, że pomysł na poszczególne sceny nie jest najgorszy, że motyw z wielkim kartonowym pudłem autentycznie bawi? Co po tym wszystkim, kiedy klip odtrasza widza samymi kolorami? Piosenka jest żywiołowa jak flegmatyk na własnym pogrzebie, a klip tylko dodatkowo odwraca od niej uwagę. Jeszcze żeby zyskiwał na tym punkty dla całości, ale on je traci... Ech, dam już temu spokój.
Gyuri - "Daydream"
Przy tym utworze wielokrotnie zastanawiałem się, czy nie zrobić o nim osobnego tekstu, bo jest autentycznie dobry i godny polecenia.
Nie jest to może materiał na pierwsze miejsca list przebojów, ale muzycznie jest bardzo przyjemnie. Tango, wtłoczone w konwencję nieco bardziej popowego nagrania, z nastrojowymi, nieco przyczajonymi i pełnymi napięcia zwrotkami, które poprzez mosty z wyciągniętymi, nieco bardziej dramatycznymi dźwiękami, przechodzą w bardzo silne refreny o pełnym brzmieniu. Kompozycja jest ciekawa, wokal dobry. Jedyne - drobne - zastrzeżenia mam do pojedynczych dźwięków wygrywanych na instrumentach, które czasami brzmią nieco zbyt prosto, zbyt błacho.
Jednocześnie piosenka wespół ze swoim tekstem i teledyskiem serwuje pełen pakiet doznań, bo wszystkie elementy bardzo zgrabnie się przeplatają i tym samym potęgują budowany nastrój. Słowa piosenki są wyraźnie gorzkie i dostatecznie mocne, by brzmieć autentycznie. Bo trzeba przyznać, że tekst nie jest ani szczególnie pojemny, ani szczególnie skomplikowany, ale właśnie poprzez zdecydowane sformułowania, trącące nieco teatralnym patosem, powiązanie pomiędzy muzyką, treścią i obrazem jest tym silniejsze. Słowa przetłumaczone na angielski znajdziecie >>TUTAJ<<.
Wizualizacja zdecydowanie na plus. Niemała jest tu zasługa samej Gyuri, która wyraźnie uatrakcyjnia produkcję swoją urodą, ale i bez tego jest interesująco, a może - co ważniejsze - nastrojowo. Duża w tym rola kamery, która w wielu ujęciach zachowuje się jak skryty obserwator, ktoś podglądający te sceny z ukrycia. Do tego dochodzi subtelne zastosowanie efektów takich jak utrata ostrości, które podkreślają senny charakter obrazu. Pochwalić muszę też pomysł na kostiumy postaci, w których kluczową rolę odgrywa kolor. Coś, co normalnie byłoby pretensjonalnym banałem, w tej na poły teatralnej, na poły sennej wizji sprawdza się wyśmienicie, dodatkowo wzmacniając stworzoną estetykę.
Jiyoung - "Wanna Do"
W moim prywatnym rankingu jest to piosenka druga od końca. Ktoś próbował zrobić coś ambitniejszego, ale potem wtłoczył to w bardzo sztampową konwencję. Efekt końcowy jest nieco banalny i mało oryginalny. Piosenka nie jest brzydka, ale podobnych, przynajmniej na zachodzie, jest na tony. Posiadanie młodszej siostry nauczyło mnie, że dyskografia samej Avril Lavigne w większości składa się z podobnych kawałków. W dodatku piosenka Jiyoung nie ma tego "czegoś", co sprawiałoby, że chciałbym do niej wracać. Brzmienie przyjemne, ale wtórne, nudne i niewyróżniające się.
Piosenka zestawiona z teledyskiem niby ma zyskiwać na wartości, bo słowa są o tym, że dziewczyna chce zapomnieć o facecie, który ją zostawił (całość znajdziecie >>TUTAJ<<), a z teledysku dowiadujemy się, że on zostawia ją, by nie cierpiała z powodu jego choroby. Okej, za pierwszym razem jestem nawet w stanie to kupić. Ale realizacja jest tak do bólu standardowa, tak mało twórcza. Pewnie mogliby zmontować coś podobnego z fragmentów innych teledysków, czy seriali, i nikt by nie zuważył. Sam klip, jeśli idzie o wykonanie, to zwykła chałtura, odbębniona wg podręcznika i nic więcej.
Seungyeon - "Guilty"
Znów mamy przykład pop-u z rockowym zacięciem, a jednak tym razem mój odbiór piosenki jest inny. Powód prosty, utwór Seungyeon, choć wciąż łatwy do zaszufladkowania, jest o wiele ciekawszy od nagrania Jiyoung. Rockową kapelę popierają dodatkowe instrumenty, tworząc o wiele bogatszą kompozycję. Piosenka w zwrotkach buduje napięcie zbierając energię, którą bardzo ekspresyjnie uwalnia w trakcie refrenów. Nawet jeżeli Seungyeon nie w pełni wykorzystuje potencjał tego utworu (ktoś z mocniejszym głosem, mógłby ciekawiej powyciągać te refrenowe góry), to i tak dostarcza spore spectrum dźwięków, a nawet emocji sprzedawanych głosem. Efekt końcowy jest może nie olśniewający, ale dostatecznie ciekawy, by dawać powód do wracania do tej piosenki.
Wizualnie trudno mówić o jakiejś spójności, mamy raczej zbiór planów luźno powiązanych nastrojem i treścią ze słowami (>>TUTAJ<<) i muzyką. Teledysk znów należy do tych sztampowych. No bo każdy rockowy teledysk dziejący się na pustkowiu musi mieć, jeśli nie wybuchy, to chociaż płomienie i niszczone instrumenty. Jednak same plany sa bardzo ciekawe. Wyschnięte pustkowie z popękanym podłożem i błękitnym niebem wygląda bardzo plastycznie i nieco intrygująco. Podobnie wnętrze bogatego, ale zrujnowanego domu. Wszędzie roi się od interesujących detali, rekwizytów i dekoracji. Słowem sztampa, ale bardzo ładnie wykonana.
Na koniec napiszę jeszcze, że zakończenia nie będzie, bo mi się nie chce. No dobra wysilę się i rzucę krótkie podsumowanie. Jeżeli miałbym ułożyć te piosenki od najgorszej do najlepszej, to wyglądałoby to tak: HARA, Jiyoung, Nicole, Seungyeon, Gyuri. Przy czym piosenka Hary to kompletnie nie moja bajka, a nagranie Jiyoung nie jest złe, ale łatwo o nim zapomnieć. Pozostałe piosenki lądują z pozytywnej strony skali, szczególnie utwór Gyuri, do którego z przyjemnością wracam.
Od razu zaznaczę, że dla mnie jest to raczej mieszany pakiet. Naprawdę spodobała mi się tylko jedna piosenka, pozostałe cztery to plusy i minusy rozprowadzone w różnych proporcjach. I choć chyba o żadnym utworze nie mogę powiedzieć, że jest naprawdę zły, to od samego początku miałem problem z tym, jak zabrać się za ten materiał. Napisać pięć osobnych tekstów? A może opisać tylko te piosenki, w których plusy przeważają? Ostatecznie stanęło na jednym zbiorczym tekście dla wszystkich utworów, który w dodatku powstaje ze sporym poślizgiem i po części z powodu braku lepszych aktualnych tematów.
Nicole feat. Jinwoon (2AM) - "Lost"
Zaczniemy od piosenki dobrej, ale nieporywającej. Aha, warto zauważyć, że wszystkie utwory doczekały się teledysków.
Wszystko w tej piosence jest na swoim miejscu. Zwrotki są spokojne, ale jest w nich dostatecznie dużo ekspresji, by nie były nudne. Refreny są wyraźnie wzmocnione i przyjemnie się bujają. Podkład jest bogaty w różnorodne dźwięki, ale nie zaburza to jego spójności czy melodii. Nawet słowa piosenki, które możecie znaleźć >>TUTAJ<< - choć proste, to nie trącą banałem.
Sęk wtym, że wszystko jest solidne, profesjonalnie zaplanowane i wykonane, a jednak nie ma w tym za grosz ducha. Duet jest przyjemny dla ucha, ale nie czuć żadnej chemii. Ekspresja jest wbudowana w projekt piosenki, ale nie czuć w niej prawdziwego ładunku emocjonalnego. Refren jest przyjemny dla ucha, ale nieszczególnie chwytliwy, a spośród wszystkich dźwięków użytych w podkładzie, w pamięć zapadł mi tylko ten, który nie przypadł mi do gustu - nieprzyjemnie banalna, elektroniczna wstawka po refrenach, która przypomina mi koszmary kreskówki "Inspektor Gadżet".
Teledysk również wpisuje się w tę solidną nijakość, będąc estetycznie bardzo przystępnym i nastrojowo dopasowanym do towarzyszących mu dźwięków, a jednak wizualnie mało interesującym, pozbawionym jakichkolwiek wyróżników i raczej skąpym w faktyczne walory. Fajnie, że wizualizacje wspomnień są tutaj naraz pastelowe i lekko wyblakłe - wychłodzone kolorystycznie, podczas gdy rzeczywistość jest znacznie ciemniejsza, ale i bogatsza w ciepłe źródła swiatła i wykontrastowana. Fajnie, że niektóre ujęcia są naprawdę ładnie skomponowane. Jednak trudno te nieliczne atuty wyciągać za uszy i wynosić ponad rangę dobrego warsztatu.
HARA - "Secret Love"
Uwaga - tu czai się aegyo. Jednocześnie jest to bodaj najsłabsze nagranie z piątki i jedyne, przy którym napiszę - możecie je sobie odpuścić, przynajmniej jeżeli macie alergię na aegyo.
Pomińmy na chwilę klip, bo tutaj muzycznie poszło coś nie tak. Melodia jest nawet fajna, kompozycja niezła, a i Hara nie śpiewa źle. A jednak jest niewiarygodnie miałko i nieporywająco. Albo nawet prościej - od strony dźwiękowej jest zwyczajnie cicho i nudno. Gdzieś tu może nawet był potencjał, ale ostatecznie piosence zabrakło energii i przez to bardzo trudno zwrócić na nią uwagę. Jak łatwo się domyślić, tekst tego utworu nie uratuje, choć jak na standardy aegyo i tak nie jest najgorszy, znajdziecie go >>TUTAJ<<.
Co do klipu... Aegyo ma różne oblicza, ale tu jest po prostu brzydko i w złym guście. Nawalone oczojebnych kolorów bez ładu i składu, z dominacją potwornego różu. Co z tego, że pomysł na poszczególne sceny nie jest najgorszy, że motyw z wielkim kartonowym pudłem autentycznie bawi? Co po tym wszystkim, kiedy klip odtrasza widza samymi kolorami? Piosenka jest żywiołowa jak flegmatyk na własnym pogrzebie, a klip tylko dodatkowo odwraca od niej uwagę. Jeszcze żeby zyskiwał na tym punkty dla całości, ale on je traci... Ech, dam już temu spokój.
Gyuri - "Daydream"
Przy tym utworze wielokrotnie zastanawiałem się, czy nie zrobić o nim osobnego tekstu, bo jest autentycznie dobry i godny polecenia.
Nie jest to może materiał na pierwsze miejsca list przebojów, ale muzycznie jest bardzo przyjemnie. Tango, wtłoczone w konwencję nieco bardziej popowego nagrania, z nastrojowymi, nieco przyczajonymi i pełnymi napięcia zwrotkami, które poprzez mosty z wyciągniętymi, nieco bardziej dramatycznymi dźwiękami, przechodzą w bardzo silne refreny o pełnym brzmieniu. Kompozycja jest ciekawa, wokal dobry. Jedyne - drobne - zastrzeżenia mam do pojedynczych dźwięków wygrywanych na instrumentach, które czasami brzmią nieco zbyt prosto, zbyt błacho.
Jednocześnie piosenka wespół ze swoim tekstem i teledyskiem serwuje pełen pakiet doznań, bo wszystkie elementy bardzo zgrabnie się przeplatają i tym samym potęgują budowany nastrój. Słowa piosenki są wyraźnie gorzkie i dostatecznie mocne, by brzmieć autentycznie. Bo trzeba przyznać, że tekst nie jest ani szczególnie pojemny, ani szczególnie skomplikowany, ale właśnie poprzez zdecydowane sformułowania, trącące nieco teatralnym patosem, powiązanie pomiędzy muzyką, treścią i obrazem jest tym silniejsze. Słowa przetłumaczone na angielski znajdziecie >>TUTAJ<<.
Wizualizacja zdecydowanie na plus. Niemała jest tu zasługa samej Gyuri, która wyraźnie uatrakcyjnia produkcję swoją urodą, ale i bez tego jest interesująco, a może - co ważniejsze - nastrojowo. Duża w tym rola kamery, która w wielu ujęciach zachowuje się jak skryty obserwator, ktoś podglądający te sceny z ukrycia. Do tego dochodzi subtelne zastosowanie efektów takich jak utrata ostrości, które podkreślają senny charakter obrazu. Pochwalić muszę też pomysł na kostiumy postaci, w których kluczową rolę odgrywa kolor. Coś, co normalnie byłoby pretensjonalnym banałem, w tej na poły teatralnej, na poły sennej wizji sprawdza się wyśmienicie, dodatkowo wzmacniając stworzoną estetykę.
Jiyoung - "Wanna Do"
W moim prywatnym rankingu jest to piosenka druga od końca. Ktoś próbował zrobić coś ambitniejszego, ale potem wtłoczył to w bardzo sztampową konwencję. Efekt końcowy jest nieco banalny i mało oryginalny. Piosenka nie jest brzydka, ale podobnych, przynajmniej na zachodzie, jest na tony. Posiadanie młodszej siostry nauczyło mnie, że dyskografia samej Avril Lavigne w większości składa się z podobnych kawałków. W dodatku piosenka Jiyoung nie ma tego "czegoś", co sprawiałoby, że chciałbym do niej wracać. Brzmienie przyjemne, ale wtórne, nudne i niewyróżniające się.
Piosenka zestawiona z teledyskiem niby ma zyskiwać na wartości, bo słowa są o tym, że dziewczyna chce zapomnieć o facecie, który ją zostawił (całość znajdziecie >>TUTAJ<<), a z teledysku dowiadujemy się, że on zostawia ją, by nie cierpiała z powodu jego choroby. Okej, za pierwszym razem jestem nawet w stanie to kupić. Ale realizacja jest tak do bólu standardowa, tak mało twórcza. Pewnie mogliby zmontować coś podobnego z fragmentów innych teledysków, czy seriali, i nikt by nie zuważył. Sam klip, jeśli idzie o wykonanie, to zwykła chałtura, odbębniona wg podręcznika i nic więcej.
Seungyeon - "Guilty"
Znów mamy przykład pop-u z rockowym zacięciem, a jednak tym razem mój odbiór piosenki jest inny. Powód prosty, utwór Seungyeon, choć wciąż łatwy do zaszufladkowania, jest o wiele ciekawszy od nagrania Jiyoung. Rockową kapelę popierają dodatkowe instrumenty, tworząc o wiele bogatszą kompozycję. Piosenka w zwrotkach buduje napięcie zbierając energię, którą bardzo ekspresyjnie uwalnia w trakcie refrenów. Nawet jeżeli Seungyeon nie w pełni wykorzystuje potencjał tego utworu (ktoś z mocniejszym głosem, mógłby ciekawiej powyciągać te refrenowe góry), to i tak dostarcza spore spectrum dźwięków, a nawet emocji sprzedawanych głosem. Efekt końcowy jest może nie olśniewający, ale dostatecznie ciekawy, by dawać powód do wracania do tej piosenki.
Wizualnie trudno mówić o jakiejś spójności, mamy raczej zbiór planów luźno powiązanych nastrojem i treścią ze słowami (>>TUTAJ<<) i muzyką. Teledysk znów należy do tych sztampowych. No bo każdy rockowy teledysk dziejący się na pustkowiu musi mieć, jeśli nie wybuchy, to chociaż płomienie i niszczone instrumenty. Jednak same plany sa bardzo ciekawe. Wyschnięte pustkowie z popękanym podłożem i błękitnym niebem wygląda bardzo plastycznie i nieco intrygująco. Podobnie wnętrze bogatego, ale zrujnowanego domu. Wszędzie roi się od interesujących detali, rekwizytów i dekoracji. Słowem sztampa, ale bardzo ładnie wykonana.
Na koniec napiszę jeszcze, że zakończenia nie będzie, bo mi się nie chce. No dobra wysilę się i rzucę krótkie podsumowanie. Jeżeli miałbym ułożyć te piosenki od najgorszej do najlepszej, to wyglądałoby to tak: HARA, Jiyoung, Nicole, Seungyeon, Gyuri. Przy czym piosenka Hary to kompletnie nie moja bajka, a nagranie Jiyoung nie jest złe, ale łatwo o nim zapomnieć. Pozostałe piosenki lądują z pozytywnej strony skali, szczególnie utwór Gyuri, do którego z przyjemnością wracam.
niedziela, 30 grudnia 2012
Mystic White - Mermaid vs Dazzling Red - This Person
Okej, powiedziałem A, pora powiedzieć B. W poprzednim wpisie przedstawiłem grupę Dazzling Red i jej kawałek "This Person", kto nie czytał, a ma zamiar przebrnąć przez dzisiejszy tekst, odsyłam >>TUTAJ<<. Teraz pora na konkurencję w postaci Mystic White i porównanie obydwu występów.
Zarówno Mystic White, jak i Dazzling Red, są częścią większego projektu nazwanego "The Color Of K-Pop", który z grubsza wyjaśniłem właśnie przy okazji poprzedniego wpisu. W skład Mystic White wchodzą Jiyoung (KARA), Bora (Sistar), Lizzy (After School / Orange Caramel), Sunhwa (Secret) oraz Gayoon (4Minute). W porównaniu do Dazzling Red, zestawienie grupy wydaje się nieco bardziej drugoplanowe, co nie oznacza, że wylądowały tu anonimy czy złe wokalistki. Paradoksalnie przemówi to na korzyść grupy, ale o tym później.
Zacznijmy od samej piosenki. Nie wiem kto jest jej producentem i nie chce mi się tej informacji szukać. Z pewnością jest to jakaś tuza koreańskiego rynku, marką nie ustępująca Brave Brothers czy Shinsadongowi Tigerowi (może to nawet on, ale raczej nie), którzy także brali udział w tym projekcie. Kto by to nie był, podołał zadaniu, bo pomimo kilku zastrzeżeń, piosenka wyszła niezła, szczególnie chwytliwy jest refren. Niestety momentami atakują mnie połączone siły koreańskiego-angielskiego i aegyo, ale czego innego spodziewać się po piosence zatytułowanej "Syrenka" (albo nawet "Królewna syrenek").
Zaskakująco, piosenka nie jest o syrence. Syrenka to tylko niezłe porównanie powtarzające się w refrenie "przyjdź po mnie, zanim jak królewna syrenek stanę się falami". Niestety tekst ten ląduje gdzieś pomiędzy "kiss me, oh kiss me" i "I know you know love me you know I know kiss me", które to słowa, nawet po zaaplikowaniu rozsądnej interpunkcji, brzmią jak brednie kogoś tuż przed, tuż po albo będącego właśnie w trakcie lobotomii.
Co gorsza, głupie słowa są dodatkowo akcentowane przez bardziej banalne brzmienie tych segmentów. Cóż - aegyo. Ale jeżeli przecierpieć azjatycką, wielkooką słodycz, piosenka jest naprawdę niezła. Całość już od pierwszych dźwięków pachnie morzem, świetna jest wstawka na saksofonie pod koniec piosenki i poprzedzające ją przejście, a refren może nie nazbyt skomplikowany, ale szalenie chwytliwy, nie pozwala piosence utonąć, nieważne jak zła byłaby jej reszta.
Ale te nagrania to dopiero połowa historii. Podczas tegorocznego "SBS Gayo Daejun" grupy zaprezentowały się na żywo i cóż, w moim odczuciu Mystic White wypadło zdecydowanie najlepiej. Dynamic Black dało chyba nieco lepsze show, ale zdecydowanie gorzej mi się ich słuchało. Tymczasem u Mystic White zadziałało niemal wszystko.
Wejście dziewczyny miały spektakularne, do tego w trakcie piosenki też fajnie wykorzystano system platform. Całość wykończyło przejście na frontową część sceny, a prosta piosenka brzmiała bardzo podobnie do wersji studyjnej. Do tego dochodzi sympatyczny, naładowany pozytywną energią wizerunek grupy, z Lizzy na czele, który pozwalał przymknąć oko na wszelkie drobne nieporadności. Połączenie uroku i subtelnej zmysłowości, dodatkowo zaakcentowane bardzo dobrymi, dopasowanymi kostiumami, które dość wyraźnie różniły się między sobą detalami, jednak utrzymane były w jednorodnej stylizacji. Wszystko zlewało się w spójną, może nie porywającą, ale pozytywną całość.
A jak poradziło sobie Dazzling Red, które w moim odczuciu piosenkę ma zdecydowanie lepszą? No cóż, może nie kiepsko, ale zdecydowanie poniżej oczekiwań.
Zacznijmy od intra. Segment wideo jest dobry - fajnie pomyślany, klimatycznie zrealizowany i co najwyżej ciutek za długi. No i realizatorzy nie podarowali sobie przyjemności wyeksponowania nóg Nany, które to nogi są zresztą źródłem pewnych kłopotów, o czym dalej. Sęk w tym, że intro sceniczne tak dobre już nie jest. Mało zajmujące, za długie i zwiastujące największy problem całego występu - absolutny brak scenicznej chemii pomiędzy wokalistkami.
Ten utwór to energetyczna bomba, ale żeby ją detonować na scenie, trzeba najpierw zebrać sporo energii w jednym miejscu. Tymczasem cały występ został przeprowadzony tak, że tę energię tłumił i rozpraszał. Coś szwankowało z audio, prawdopodobnie playback, i w piosenkę wdzierał się wyraźny metaliczny pogłos. Przez sporą część występu dziewczyny były rozproszone po scenie, zamiast stać jak najbliżej siebie. Zamiast ze sobą współdziałąć, co narzuca sam sposób podziału wersów między wokalistki, każda stała gdzieś tam sama, klepiąc swoją partię, nie patrząc na resztę.
Rozumiem, że to był jeden z powodów, dla których wokalistki tak chętnie rozdzielano.
Wspominałem przed chwilą o nogach Nany. Ona, oprócz bycia piosenkarką, jest także modelką - koleżanki nie. W After School i Orange Caramel nie ma z tym problemu, bo tam celowo dobrano wysokie dziewczyny, ale w Dazzling Red większość ma do niej 7 cm straty, a Hyosung z dobre 10, jak nie więcej. Na scenie było to strasznie widać, szczególnie że w przeciwieństwie do Mystic White, Dazzling Red wystąpiło w takich samych sukienkach, które różnie leżały na poszczególnych wokalistkach.
Następna sprawa to choreografia. Tutaj bym nie winił nikogo, bo "The Color Of K-Pop" to projekt poboczny, składy zespołów ustalono miesiąc temu, a przecież to nie wyglądało tak, że grupy spędziły cały miniony miesiąc na wspólnych treningach. KARA aktualnie wciąż promuje album "KARA's solo collection" (więcej o nim >>TUTAJ<<), Orange Caramel promowało drugi japoński singiel (>>TUTAJ<<) i przedświąteczne nagranie w ramach Happy Pledis (>>TUTAJ<<), a Secret... Secret miało promować singiel "Talk That", ale miało wypadek samochodowy i na scenę wróciło dopiero w ostatnich dniach. Skończyło się niegroźnie, ale Zinger wciąż nie może uczestniczyć w występach, bo doznała urazu żeber (więcej na ten temat w >>TUTAJ<<) .
Wobec takiej sytuacji, czasu na przygotowania było niewiele, więc i choreografia musiała być siłą rzeczy minimalistyczna, a i to wiązało się z pewnymi niedopracowaniami. Żywa piosenka Dazzling Red potrzebowała dobrej choreografii, podczas gdy skromne pląsania Mystic White były wystarczające do ich utworu. W dodatku Mystic White mogło salwować się przebitkami na twarze dobrze wystylizowanych wokalistek, podczas gdy w Dazzling Red ta stylizacja wypaliła w stu procentach tylko w wypadku Hyorin.
W dodatku oba zespoły to na dobrą sprawę zlepki indywidualności. Mystic White przypadło w udziale więcej postaci drugoplanowych, przez co nie miało się wrażenia, że wokalistki pogryzą się o miejsce przed kamerą i powodowało, że łatwiej było kupić ten przyjazny wizerunek. W wypadku Dazzling Red Hyorin i HyunA wyraźnie dominują pod względem popularności w swoich macierzystych formacjach, Nana z oczywistych względów skupia dużo uwagi, a Hyosung jest liderką Secret. To tylko potęgowało odczucie bariery między wokalistkami.
Teraz jestem tylko ciekaw, czy na tym projekt zostanie zamknięty, czy jednak ktoś zrobi klipy do tych piosenek? Jeżeli to już koniec, to w moich oczach, pomimo tego, że to Dazzling Red ma lepszą piosenkę, to Mystic White wygrało rywalizację. No tak, są jeszcze grupy męskie, ale one w ogóle mnie nie porwały, choć trzeba przyznać, że show dały przyzwoite. Dla ciekawych.
Dramatic Blue
Dynamic Black
Swoją drogą, wytłumaczy mi ktoś, dlaczego to zawsze Londyn jest w ruinach? To taki nowożytny Rzym. Że Big Ben się wali, to znak końca czasu, upadku człowieka? Amfiteatr Flawiuszów w dwadzieścia wieków od powstania można nazwać ruderą, a jednak ludzkość ma się całkiem nieźle.
Zarówno Mystic White, jak i Dazzling Red, są częścią większego projektu nazwanego "The Color Of K-Pop", który z grubsza wyjaśniłem właśnie przy okazji poprzedniego wpisu. W skład Mystic White wchodzą Jiyoung (KARA), Bora (Sistar), Lizzy (After School / Orange Caramel), Sunhwa (Secret) oraz Gayoon (4Minute). W porównaniu do Dazzling Red, zestawienie grupy wydaje się nieco bardziej drugoplanowe, co nie oznacza, że wylądowały tu anonimy czy złe wokalistki. Paradoksalnie przemówi to na korzyść grupy, ale o tym później.
Zacznijmy od samej piosenki. Nie wiem kto jest jej producentem i nie chce mi się tej informacji szukać. Z pewnością jest to jakaś tuza koreańskiego rynku, marką nie ustępująca Brave Brothers czy Shinsadongowi Tigerowi (może to nawet on, ale raczej nie), którzy także brali udział w tym projekcie. Kto by to nie był, podołał zadaniu, bo pomimo kilku zastrzeżeń, piosenka wyszła niezła, szczególnie chwytliwy jest refren. Niestety momentami atakują mnie połączone siły koreańskiego-angielskiego i aegyo, ale czego innego spodziewać się po piosence zatytułowanej "Syrenka" (albo nawet "Królewna syrenek").
Zaskakująco, piosenka nie jest o syrence. Syrenka to tylko niezłe porównanie powtarzające się w refrenie "przyjdź po mnie, zanim jak królewna syrenek stanę się falami". Niestety tekst ten ląduje gdzieś pomiędzy "kiss me, oh kiss me" i "I know you know love me you know I know kiss me", które to słowa, nawet po zaaplikowaniu rozsądnej interpunkcji, brzmią jak brednie kogoś tuż przed, tuż po albo będącego właśnie w trakcie lobotomii.
Co gorsza, głupie słowa są dodatkowo akcentowane przez bardziej banalne brzmienie tych segmentów. Cóż - aegyo. Ale jeżeli przecierpieć azjatycką, wielkooką słodycz, piosenka jest naprawdę niezła. Całość już od pierwszych dźwięków pachnie morzem, świetna jest wstawka na saksofonie pod koniec piosenki i poprzedzające ją przejście, a refren może nie nazbyt skomplikowany, ale szalenie chwytliwy, nie pozwala piosence utonąć, nieważne jak zła byłaby jej reszta.
Ale te nagrania to dopiero połowa historii. Podczas tegorocznego "SBS Gayo Daejun" grupy zaprezentowały się na żywo i cóż, w moim odczuciu Mystic White wypadło zdecydowanie najlepiej. Dynamic Black dało chyba nieco lepsze show, ale zdecydowanie gorzej mi się ich słuchało. Tymczasem u Mystic White zadziałało niemal wszystko.
Wejście dziewczyny miały spektakularne, do tego w trakcie piosenki też fajnie wykorzystano system platform. Całość wykończyło przejście na frontową część sceny, a prosta piosenka brzmiała bardzo podobnie do wersji studyjnej. Do tego dochodzi sympatyczny, naładowany pozytywną energią wizerunek grupy, z Lizzy na czele, który pozwalał przymknąć oko na wszelkie drobne nieporadności. Połączenie uroku i subtelnej zmysłowości, dodatkowo zaakcentowane bardzo dobrymi, dopasowanymi kostiumami, które dość wyraźnie różniły się między sobą detalami, jednak utrzymane były w jednorodnej stylizacji. Wszystko zlewało się w spójną, może nie porywającą, ale pozytywną całość.
A jak poradziło sobie Dazzling Red, które w moim odczuciu piosenkę ma zdecydowanie lepszą? No cóż, może nie kiepsko, ale zdecydowanie poniżej oczekiwań.
Zacznijmy od intra. Segment wideo jest dobry - fajnie pomyślany, klimatycznie zrealizowany i co najwyżej ciutek za długi. No i realizatorzy nie podarowali sobie przyjemności wyeksponowania nóg Nany, które to nogi są zresztą źródłem pewnych kłopotów, o czym dalej. Sęk w tym, że intro sceniczne tak dobre już nie jest. Mało zajmujące, za długie i zwiastujące największy problem całego występu - absolutny brak scenicznej chemii pomiędzy wokalistkami.
Ten utwór to energetyczna bomba, ale żeby ją detonować na scenie, trzeba najpierw zebrać sporo energii w jednym miejscu. Tymczasem cały występ został przeprowadzony tak, że tę energię tłumił i rozpraszał. Coś szwankowało z audio, prawdopodobnie playback, i w piosenkę wdzierał się wyraźny metaliczny pogłos. Przez sporą część występu dziewczyny były rozproszone po scenie, zamiast stać jak najbliżej siebie. Zamiast ze sobą współdziałąć, co narzuca sam sposób podziału wersów między wokalistki, każda stała gdzieś tam sama, klepiąc swoją partię, nie patrząc na resztę.
Rozumiem, że to był jeden z powodów, dla których wokalistki tak chętnie rozdzielano.
Kadr z materiałów zakulisowych via allkpop.com
Wspominałem przed chwilą o nogach Nany. Ona, oprócz bycia piosenkarką, jest także modelką - koleżanki nie. W After School i Orange Caramel nie ma z tym problemu, bo tam celowo dobrano wysokie dziewczyny, ale w Dazzling Red większość ma do niej 7 cm straty, a Hyosung z dobre 10, jak nie więcej. Na scenie było to strasznie widać, szczególnie że w przeciwieństwie do Mystic White, Dazzling Red wystąpiło w takich samych sukienkach, które różnie leżały na poszczególnych wokalistkach.
Następna sprawa to choreografia. Tutaj bym nie winił nikogo, bo "The Color Of K-Pop" to projekt poboczny, składy zespołów ustalono miesiąc temu, a przecież to nie wyglądało tak, że grupy spędziły cały miniony miesiąc na wspólnych treningach. KARA aktualnie wciąż promuje album "KARA's solo collection" (więcej o nim >>TUTAJ<<), Orange Caramel promowało drugi japoński singiel (>>TUTAJ<<) i przedświąteczne nagranie w ramach Happy Pledis (>>TUTAJ<<), a Secret... Secret miało promować singiel "Talk That", ale miało wypadek samochodowy i na scenę wróciło dopiero w ostatnich dniach. Skończyło się niegroźnie, ale Zinger wciąż nie może uczestniczyć w występach, bo doznała urazu żeber (więcej na ten temat w >>TUTAJ<<) .
Wobec takiej sytuacji, czasu na przygotowania było niewiele, więc i choreografia musiała być siłą rzeczy minimalistyczna, a i to wiązało się z pewnymi niedopracowaniami. Żywa piosenka Dazzling Red potrzebowała dobrej choreografii, podczas gdy skromne pląsania Mystic White były wystarczające do ich utworu. W dodatku Mystic White mogło salwować się przebitkami na twarze dobrze wystylizowanych wokalistek, podczas gdy w Dazzling Red ta stylizacja wypaliła w stu procentach tylko w wypadku Hyorin.
W dodatku oba zespoły to na dobrą sprawę zlepki indywidualności. Mystic White przypadło w udziale więcej postaci drugoplanowych, przez co nie miało się wrażenia, że wokalistki pogryzą się o miejsce przed kamerą i powodowało, że łatwiej było kupić ten przyjazny wizerunek. W wypadku Dazzling Red Hyorin i HyunA wyraźnie dominują pod względem popularności w swoich macierzystych formacjach, Nana z oczywistych względów skupia dużo uwagi, a Hyosung jest liderką Secret. To tylko potęgowało odczucie bariery między wokalistkami.
Teraz jestem tylko ciekaw, czy na tym projekt zostanie zamknięty, czy jednak ktoś zrobi klipy do tych piosenek? Jeżeli to już koniec, to w moich oczach, pomimo tego, że to Dazzling Red ma lepszą piosenkę, to Mystic White wygrało rywalizację. No tak, są jeszcze grupy męskie, ale one w ogóle mnie nie porwały, choć trzeba przyznać, że show dały przyzwoite. Dla ciekawych.
Dramatic Blue
Dynamic Black
Swoją drogą, wytłumaczy mi ktoś, dlaczego to zawsze Londyn jest w ruinach? To taki nowożytny Rzym. Że Big Ben się wali, to znak końca czasu, upadku człowieka? Amfiteatr Flawiuszów w dwadzieścia wieków od powstania można nazwać ruderą, a jednak ludzkość ma się całkiem nieźle.
czwartek, 8 listopada 2012
Girls' Generation - Flower Power vs KARA - Electric Boy
Korea znów szturmuje Japonię. Girls' Generation 21 listopada wypuści swój szósty japoński singiel. Już przebojowym drugim singlem z piosenką "Gee" (>>TUTAJ<<) dziewczyny z SNSD (jak często skraca się koreańską nazwę grupy) wyrobiły sobie bardzo silną pozycję na japońskim rynku.
Utwór pod tytułem "Flower Power" ma za zadanie przygotować grunt pod prawdziwą inwazję, bo dwa tygodnie po singlu na rynek Kraju Kwitnącej Wiśni ma trafić drugi studyjny album formacji. Oczywiście piosence towarzyszy teledysk, który w internecie pojawił się ze sporym wyprzedzeniem. Tydzień po premierze klip ma już 6 milionów wyświetleń na YT.
Blisko 20 sekund ciszy, a potem... Rozczarowanie. Nie jakieś gigantyczne, nie jest to klapa na całej linii, ale wiele rzeczy, zarówno w samej piosence jak i w klipie, nie zadziałało. Co jest fajne? Na pewno refren jest chwytliwy, a że pada w nim dziwaczne zestawienie słów, tym łatwiej go zapamiętać. Sęk w tym, że piosenka trwa ~3:20. Pojedynczy refren to 25 sekund. Razy trzy - daje nam ~1:30 - przy załóżeniu, że finałowy refren jest dłuższy.
Powołując się na Potęgę Posępnej Matematyki wyliczyłem, że reszta piosenki trwa jakieś 2 minuty. Dwie nudne, niespójne minuty - bardziej przegadane niż wyśpiewane. Zacznijmy od tego, że większość wokali jest obrobiona cyfrowo, co sprawia, że dziewczyny brzmią bardzo podobnie. Jaki jest sens posiadania w zespole dziewięciu wokalistek i rozdzielania im indywidualnych partii, kiedy na koniec i tak ktoś usiądzie za konsoletą i zleje to w jedną nierozpoznawalną papkę?
Zwrotki też mają swoje pozytywne momenty, jednak tym razem to tylko kropla miodu w beczce dziegciu. Cały utwór jest po prostu źle zaprojektowany. Ktoś chciał połączyć dwa różne wizerunki - jeden ostry, drugi słodki. I strasznie spaprał swoją robotę. Zamiast stworzyć spójną, wypośrodkowaną, ale wyrazistą całość, powkładał w teledysk i piosenkę trochę z jednego ekstremum, trochę z drugiego i efekty widzimy.
Dziewczyny w czarnych obcisłych skórach przywołujących na myśl motocyklowe kombinezony robią miny jak małe, upośledzone umysłowo dziewczynki i wypluwają słowa jak landrynki w rytm mocnego dyskotekowego brzmienia. Z drugiej strony ubierając zabarwione fetyszyzmem i bezguściem wdzianka stewardess, usiłują prezentować wcale niebanalną choreografię.
Problemem nie jest sama schizofreniczna wizja. Również wykonanie pozostawia momentami sporo do życzenia. Choreografia jest intensywnie nijaka, a segment, w którym dziewczyny tworzą szereg, to jakiś koszmar. W szeregi to się może bawić After School, bo tam najniższa Raina ma 166 cm wzrostu, a najwyższa Nana 171 cm. Ustawianie mierzącej ~170 cm Sooyoung "głowa-w-głowę" obok kilkanaście centymetrów niższych koleżanek, wygląda pokracznie. Jak już koniecznie mają być w rzędzie, to trzeba było chociaż ułożyć dziewczyny według wzrostu, jak na początku klipu.
Co ciekawe, "Flower Power" miało debiutować w Japonii tydzień wcześniej - 14 listopada. Oficjalnym powodem przesunięcia są problemy produkcyjne. Gdybym wierzył w tę wersję, powiedziałbym, że piosence poświęcono albo zbyt dużo, albo zbyt mało czasu. Wydaje mi się jednak, że prawdziwa przyczyna zmiany terminu wydania singla jest inna.
Ten powód to konkurencja. Miesiąc wcześniej - 17 października - swój siódmy japoński singiel wydała inna koreańska grupa - KARA. Japoński rynek mógłby mieć problemy z przyswojeniem naraz dwóch koreańskich przebojów. W dodatku KARA ze swoim singlem "Electric Boy" miała fory, bo startowała wcześniej i zdążyła już wypracować sobie bardzo silną pozycję.
W ostatnim notowaniu japońskiego Mnetu "Electric Boy" jest pierwszy. Na cotygodniowej liście najlepiej sprzedających się singli wg Oricon płyta dopiero teraz spadła z 2. na 13. miejsce - za sprawą fali nowych, japońskich wydawnictw, które zalały rynek w minionym tygodniu (dotychczasowy lider zanotował identyczny spadek z 1. na 12. miejsce).
Wydawca SNSD zapewne woli upewnić się, że przebój KARA zejdzie z topowych miejsc, zanim singiel Girls' Generation trafi do sprzedaży. Nie chodzi o to, że obie formacje pochodzą z Korei, a rynek japoński faworyzuje lokalnych twórców. Nie chodzi nawet o to, że twórczość obydwu zespołów wycelowana jest w podobną grupę odbiorców. Podstawowy powód jest prosty - obie piosenki pod wieloma względami są bardzo podobne, ale "Electric Boy" wydaje się lepszy.
Jeszcze zanim wrzucę klip, muszę coś zaznaczyć. Rynek japoński od koreańskiego różni się jedną istotną kwestią - podejściem do YT. Koreańczycy wrzucają tam niemal wszystko, włącznie z występami live i materiałami zakulisowymi. Japończycy rzadko kiedy wrzucają cokolwiek - "teaser" piosenki to z ich strony spory ukłon w stronę świata. Kiedy koreańska grupa promuje singiel w Japonii, jej podejście do YT w dużym stopniu zależy od japońskiego wydawcy. "Electric Boy" prezentuje podejście "japońskie". Znalezienie rozsądnej pełnej wersji jest więc nieoczywiste. Nawet tu mam wątpliwości, czy obietnica 1080p jest spełniona.
Może w porównaniu do SNSD brzmienie wydaje się proste, dziecinne, banalne - ale o to chodzi. To ma być przebój, więc jest przebojowo. Nikt nie kombinował, zrobiono prosty, ale wpadający w ucho, naraz rytmiczny i melodyjny refren, który składa się na większość piosenki. Do tego niezwykle prosty, narastający, a potem malejący haczyk piosenki i nienadwyrężające cierpliwości słuchacza zwrotki. No i głosy dziewczyn można odróżnić, nawet jeśli wokalnie niczym nie imponują.
Wizualnie też wszystko jest lepsze. Tak, estetyka jest porównywalnie kiczowata do tych srebrnych kostiumów SNSD, ale przynajmniej jest spójna. Kostiumy pasują do piosenki, pasują do naumyślnie kiczowatego wystroju sceny. Nawet odcień różu zastosowany w strojach wydaje się o niebo bardziej gustowny od tego, co zaproponowało Girls' Generation.
Na jakimś poziomie, chociażby ze względu na dobór kolorów, jest cukierkowo, ale na swój sposób także ostro. Zarówno piosenka, jak i teledysk, mają wmieszaną tę odrobinę pazura, w którą mierzyło SNSD, ale zawiodło. Przy czym słowo klucz to "wmieszaną". Nie doklejoną, nie upchniętą na siłę, a właśnie wmieszaną
Akcentów aegyo jest może nawet więcej niż u konkurencji, ale tutaj nie biją one aż tak po uszach i oczach, bo nie mają z czym kontrastować. No i choreografia działa też poza refrenem, czego o klipie Girls' Generation nie można powiedzieć.
Zbierając to wszystko razem, zwycięzca tego starcia może być tylko jeden - KARA. Sęk w tym, że piosenka SNSD też nie jest zła i choć zarzucam jej nijakość, dłużyzny i niejednorodność, to refren daje radę na tyle, że w głowę wbił mi się chyba nawet intensywniej niż ten z "Electric Boy". KARA zdobyła już to, po co do Japonii przybyła, jej od sukcesu SNSD raczej nie ubędzie. Pytanie - czy dziewczynom z Girls' Generation uda się przetrwać lub nawet uniknąć porównań do rodaczek?
PS
Teledysk do "Electric Boy" w wersji "dance" różni się od oryginału tylko tym, że nie ma blisko minutowego, nieistotnego wstępu z wybieraniem piosenki z szafy grającej, która jest częścią scenografii.
Utwór pod tytułem "Flower Power" ma za zadanie przygotować grunt pod prawdziwą inwazję, bo dwa tygodnie po singlu na rynek Kraju Kwitnącej Wiśni ma trafić drugi studyjny album formacji. Oczywiście piosence towarzyszy teledysk, który w internecie pojawił się ze sporym wyprzedzeniem. Tydzień po premierze klip ma już 6 milionów wyświetleń na YT.
Blisko 20 sekund ciszy, a potem... Rozczarowanie. Nie jakieś gigantyczne, nie jest to klapa na całej linii, ale wiele rzeczy, zarówno w samej piosence jak i w klipie, nie zadziałało. Co jest fajne? Na pewno refren jest chwytliwy, a że pada w nim dziwaczne zestawienie słów, tym łatwiej go zapamiętać. Sęk w tym, że piosenka trwa ~3:20. Pojedynczy refren to 25 sekund. Razy trzy - daje nam ~1:30 - przy załóżeniu, że finałowy refren jest dłuższy.
Powołując się na Potęgę Posępnej Matematyki wyliczyłem, że reszta piosenki trwa jakieś 2 minuty. Dwie nudne, niespójne minuty - bardziej przegadane niż wyśpiewane. Zacznijmy od tego, że większość wokali jest obrobiona cyfrowo, co sprawia, że dziewczyny brzmią bardzo podobnie. Jaki jest sens posiadania w zespole dziewięciu wokalistek i rozdzielania im indywidualnych partii, kiedy na koniec i tak ktoś usiądzie za konsoletą i zleje to w jedną nierozpoznawalną papkę?
Zwrotki też mają swoje pozytywne momenty, jednak tym razem to tylko kropla miodu w beczce dziegciu. Cały utwór jest po prostu źle zaprojektowany. Ktoś chciał połączyć dwa różne wizerunki - jeden ostry, drugi słodki. I strasznie spaprał swoją robotę. Zamiast stworzyć spójną, wypośrodkowaną, ale wyrazistą całość, powkładał w teledysk i piosenkę trochę z jednego ekstremum, trochę z drugiego i efekty widzimy.
Dziewczyny w czarnych obcisłych skórach przywołujących na myśl motocyklowe kombinezony robią miny jak małe, upośledzone umysłowo dziewczynki i wypluwają słowa jak landrynki w rytm mocnego dyskotekowego brzmienia. Z drugiej strony ubierając zabarwione fetyszyzmem i bezguściem wdzianka stewardess, usiłują prezentować wcale niebanalną choreografię.
Problemem nie jest sama schizofreniczna wizja. Również wykonanie pozostawia momentami sporo do życzenia. Choreografia jest intensywnie nijaka, a segment, w którym dziewczyny tworzą szereg, to jakiś koszmar. W szeregi to się może bawić After School, bo tam najniższa Raina ma 166 cm wzrostu, a najwyższa Nana 171 cm. Ustawianie mierzącej ~170 cm Sooyoung "głowa-w-głowę" obok kilkanaście centymetrów niższych koleżanek, wygląda pokracznie. Jak już koniecznie mają być w rzędzie, to trzeba było chociaż ułożyć dziewczyny według wzrostu, jak na początku klipu.
Co ciekawe, "Flower Power" miało debiutować w Japonii tydzień wcześniej - 14 listopada. Oficjalnym powodem przesunięcia są problemy produkcyjne. Gdybym wierzył w tę wersję, powiedziałbym, że piosence poświęcono albo zbyt dużo, albo zbyt mało czasu. Wydaje mi się jednak, że prawdziwa przyczyna zmiany terminu wydania singla jest inna.
Ten powód to konkurencja. Miesiąc wcześniej - 17 października - swój siódmy japoński singiel wydała inna koreańska grupa - KARA. Japoński rynek mógłby mieć problemy z przyswojeniem naraz dwóch koreańskich przebojów. W dodatku KARA ze swoim singlem "Electric Boy" miała fory, bo startowała wcześniej i zdążyła już wypracować sobie bardzo silną pozycję.
W ostatnim notowaniu japońskiego Mnetu "Electric Boy" jest pierwszy. Na cotygodniowej liście najlepiej sprzedających się singli wg Oricon płyta dopiero teraz spadła z 2. na 13. miejsce - za sprawą fali nowych, japońskich wydawnictw, które zalały rynek w minionym tygodniu (dotychczasowy lider zanotował identyczny spadek z 1. na 12. miejsce).
Wydawca SNSD zapewne woli upewnić się, że przebój KARA zejdzie z topowych miejsc, zanim singiel Girls' Generation trafi do sprzedaży. Nie chodzi o to, że obie formacje pochodzą z Korei, a rynek japoński faworyzuje lokalnych twórców. Nie chodzi nawet o to, że twórczość obydwu zespołów wycelowana jest w podobną grupę odbiorców. Podstawowy powód jest prosty - obie piosenki pod wieloma względami są bardzo podobne, ale "Electric Boy" wydaje się lepszy.
Jeszcze zanim wrzucę klip, muszę coś zaznaczyć. Rynek japoński od koreańskiego różni się jedną istotną kwestią - podejściem do YT. Koreańczycy wrzucają tam niemal wszystko, włącznie z występami live i materiałami zakulisowymi. Japończycy rzadko kiedy wrzucają cokolwiek - "teaser" piosenki to z ich strony spory ukłon w stronę świata. Kiedy koreańska grupa promuje singiel w Japonii, jej podejście do YT w dużym stopniu zależy od japońskiego wydawcy. "Electric Boy" prezentuje podejście "japońskie". Znalezienie rozsądnej pełnej wersji jest więc nieoczywiste. Nawet tu mam wątpliwości, czy obietnica 1080p jest spełniona.
Może w porównaniu do SNSD brzmienie wydaje się proste, dziecinne, banalne - ale o to chodzi. To ma być przebój, więc jest przebojowo. Nikt nie kombinował, zrobiono prosty, ale wpadający w ucho, naraz rytmiczny i melodyjny refren, który składa się na większość piosenki. Do tego niezwykle prosty, narastający, a potem malejący haczyk piosenki i nienadwyrężające cierpliwości słuchacza zwrotki. No i głosy dziewczyn można odróżnić, nawet jeśli wokalnie niczym nie imponują.
Wizualnie też wszystko jest lepsze. Tak, estetyka jest porównywalnie kiczowata do tych srebrnych kostiumów SNSD, ale przynajmniej jest spójna. Kostiumy pasują do piosenki, pasują do naumyślnie kiczowatego wystroju sceny. Nawet odcień różu zastosowany w strojach wydaje się o niebo bardziej gustowny od tego, co zaproponowało Girls' Generation.
Na jakimś poziomie, chociażby ze względu na dobór kolorów, jest cukierkowo, ale na swój sposób także ostro. Zarówno piosenka, jak i teledysk, mają wmieszaną tę odrobinę pazura, w którą mierzyło SNSD, ale zawiodło. Przy czym słowo klucz to "wmieszaną". Nie doklejoną, nie upchniętą na siłę, a właśnie wmieszaną
Akcentów aegyo jest może nawet więcej niż u konkurencji, ale tutaj nie biją one aż tak po uszach i oczach, bo nie mają z czym kontrastować. No i choreografia działa też poza refrenem, czego o klipie Girls' Generation nie można powiedzieć.
Zbierając to wszystko razem, zwycięzca tego starcia może być tylko jeden - KARA. Sęk w tym, że piosenka SNSD też nie jest zła i choć zarzucam jej nijakość, dłużyzny i niejednorodność, to refren daje radę na tyle, że w głowę wbił mi się chyba nawet intensywniej niż ten z "Electric Boy". KARA zdobyła już to, po co do Japonii przybyła, jej od sukcesu SNSD raczej nie ubędzie. Pytanie - czy dziewczynom z Girls' Generation uda się przetrwać lub nawet uniknąć porównań do rodaczek?
PS
Teledysk do "Electric Boy" w wersji "dance" różni się od oryginału tylko tym, że nie ma blisko minutowego, nieistotnego wstępu z wybieraniem piosenki z szafy grającej, która jest częścią scenografii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)