niedziela, 30 grudnia 2012

Mystic White - Mermaid vs Dazzling Red - This Person

Okej, powiedziałem A, pora powiedzieć B. W poprzednim wpisie przedstawiłem grupę Dazzling Red i jej kawałek "This Person", kto nie czytał, a ma zamiar przebrnąć przez dzisiejszy tekst, odsyłam >>TUTAJ<<. Teraz pora na konkurencję w postaci Mystic White i porównanie obydwu występów.

Zarówno Mystic White, jak i Dazzling Red, są częścią większego projektu nazwanego "The Color Of K-Pop", który z grubsza wyjaśniłem właśnie przy okazji poprzedniego wpisu. W skład Mystic White wchodzą Jiyoung (KARA), Bora (Sistar), Lizzy (After School / Orange Caramel), Sunhwa (Secret) oraz Gayoon (4Minute). W porównaniu do Dazzling Red, zestawienie grupy wydaje się nieco bardziej drugoplanowe, co nie oznacza, że wylądowały tu anonimy czy złe wokalistki. Paradoksalnie przemówi to na korzyść grupy, ale o tym później.

Zacznijmy od samej piosenki. Nie wiem kto jest jej producentem i nie chce mi się tej informacji szukać. Z pewnością jest to jakaś tuza koreańskiego rynku, marką nie ustępująca Brave Brothers czy Shinsadongowi Tigerowi (może to nawet on, ale raczej nie), którzy także brali udział w tym projekcie. Kto by to nie był, podołał zadaniu, bo pomimo kilku zastrzeżeń, piosenka wyszła niezła, szczególnie chwytliwy jest refren. Niestety momentami atakują mnie połączone siły koreańskiego-angielskiego i aegyo, ale czego innego spodziewać się po piosence zatytułowanej "Syrenka" (albo nawet "Królewna syrenek").



Zaskakująco, piosenka nie jest o syrence. Syrenka to tylko niezłe porównanie powtarzające się w refrenie "przyjdź po mnie, zanim jak królewna syrenek stanę się falami". Niestety tekst ten ląduje gdzieś pomiędzy "kiss me, oh kiss me" i "I know you know love me you know I know kiss me", które to słowa, nawet po zaaplikowaniu rozsądnej interpunkcji, brzmią jak brednie kogoś tuż przed, tuż po albo będącego właśnie w trakcie lobotomii.

Co gorsza, głupie słowa są dodatkowo akcentowane przez bardziej banalne brzmienie tych segmentów. Cóż - aegyo. Ale jeżeli przecierpieć azjatycką, wielkooką słodycz, piosenka jest naprawdę niezła. Całość już od pierwszych dźwięków pachnie morzem, świetna jest wstawka na saksofonie pod koniec piosenki i poprzedzające ją przejście, a refren może nie nazbyt skomplikowany, ale szalenie chwytliwy, nie pozwala piosence utonąć, nieważne jak zła byłaby jej reszta.

Ale te nagrania to dopiero połowa historii. Podczas tegorocznego "SBS Gayo Daejun" grupy zaprezentowały się na żywo i cóż, w moim odczuciu Mystic White wypadło zdecydowanie najlepiej. Dynamic Black dało chyba nieco lepsze show, ale zdecydowanie gorzej mi się ich słuchało. Tymczasem u Mystic White zadziałało niemal wszystko.



Wejście dziewczyny miały spektakularne, do tego w trakcie piosenki też fajnie wykorzystano system platform. Całość wykończyło przejście na frontową część sceny, a prosta piosenka brzmiała bardzo podobnie do wersji studyjnej. Do tego dochodzi sympatyczny, naładowany pozytywną energią wizerunek grupy, z Lizzy na czele, który pozwalał przymknąć oko na wszelkie drobne nieporadności. Połączenie uroku i subtelnej zmysłowości, dodatkowo zaakcentowane bardzo dobrymi, dopasowanymi kostiumami, które dość wyraźnie różniły się między sobą detalami, jednak utrzymane były w jednorodnej stylizacji. Wszystko zlewało się w spójną, może nie porywającą, ale pozytywną całość.

A jak poradziło sobie Dazzling Red, które w moim odczuciu piosenkę ma zdecydowanie lepszą? No cóż, może nie kiepsko, ale zdecydowanie poniżej oczekiwań.



Zacznijmy od intra. Segment wideo jest dobry - fajnie pomyślany, klimatycznie zrealizowany i co najwyżej ciutek za długi. No i realizatorzy nie podarowali sobie przyjemności wyeksponowania nóg Nany, które to nogi są zresztą źródłem pewnych kłopotów, o czym dalej. Sęk w tym, że intro sceniczne tak dobre już nie jest. Mało zajmujące, za długie i zwiastujące największy problem całego występu - absolutny brak scenicznej chemii pomiędzy wokalistkami.

Ten utwór to energetyczna bomba, ale żeby ją detonować na scenie, trzeba najpierw zebrać sporo energii w jednym miejscu. Tymczasem cały występ został przeprowadzony tak, że tę energię tłumił i rozpraszał. Coś szwankowało z audio, prawdopodobnie playback, i w piosenkę wdzierał się wyraźny metaliczny pogłos. Przez sporą część występu dziewczyny były rozproszone po scenie, zamiast stać jak najbliżej siebie. Zamiast ze sobą współdziałąć, co narzuca sam sposób podziału wersów między wokalistki, każda stała gdzieś tam sama, klepiąc swoją partię, nie patrząc na resztę.

Rozumiem, że to był jeden z powodów, dla których wokalistki tak chętnie rozdzielano.

Kadr z materiałów zakulisowych via allkpop.com

Wspominałem przed chwilą o nogach Nany. Ona, oprócz bycia piosenkarką, jest także modelką - koleżanki nie. W After School i Orange Caramel nie ma z tym problemu, bo tam celowo dobrano wysokie dziewczyny, ale w Dazzling Red większość ma do niej 7 cm straty, a Hyosung z dobre 10, jak nie więcej. Na scenie było to strasznie widać, szczególnie że w przeciwieństwie do Mystic White, Dazzling Red wystąpiło w takich samych sukienkach, które różnie leżały na poszczególnych wokalistkach.

Następna sprawa to choreografia. Tutaj bym nie winił nikogo, bo "The Color Of K-Pop" to projekt poboczny, składy zespołów ustalono miesiąc temu, a przecież to nie wyglądało tak, że grupy spędziły cały miniony miesiąc na wspólnych treningach. KARA aktualnie wciąż promuje album "KARA's solo collection" (więcej o nim >>TUTAJ<<), Orange Caramel promowało drugi japoński singiel (>>TUTAJ<<) i przedświąteczne nagranie w ramach Happy Pledis (>>TUTAJ<<), a Secret... Secret miało promować singiel "Talk That", ale miało wypadek samochodowy i na scenę wróciło dopiero w ostatnich dniach. Skończyło się niegroźnie, ale Zinger wciąż nie może uczestniczyć w występach, bo doznała urazu żeber (więcej na ten temat w >>TUTAJ<<) .

Wobec takiej sytuacji, czasu na przygotowania było niewiele, więc i choreografia musiała być siłą rzeczy minimalistyczna, a i to wiązało się z pewnymi niedopracowaniami. Żywa piosenka Dazzling Red potrzebowała dobrej choreografii, podczas gdy skromne pląsania Mystic White były wystarczające do ich utworu. W dodatku Mystic White mogło salwować się przebitkami na twarze dobrze wystylizowanych wokalistek, podczas gdy w Dazzling Red ta stylizacja wypaliła w stu procentach tylko w wypadku Hyorin.

W dodatku oba zespoły to na dobrą sprawę zlepki indywidualności. Mystic White przypadło w udziale więcej postaci drugoplanowych, przez co nie miało się wrażenia, że wokalistki pogryzą się o miejsce przed kamerą i powodowało, że łatwiej było kupić ten przyjazny wizerunek. W wypadku Dazzling Red Hyorin i HyunA wyraźnie dominują pod względem popularności w swoich macierzystych formacjach, Nana z oczywistych względów skupia dużo uwagi, a Hyosung jest liderką Secret. To tylko potęgowało odczucie bariery między wokalistkami.

Teraz jestem tylko ciekaw, czy na tym projekt zostanie zamknięty, czy jednak ktoś zrobi klipy do tych piosenek? Jeżeli to już koniec, to w moich oczach, pomimo tego, że to Dazzling Red ma lepszą piosenkę, to Mystic White wygrało rywalizację. No tak, są jeszcze grupy męskie, ale one w ogóle mnie nie porwały, choć trzeba przyznać, że show dały przyzwoite. Dla ciekawych.

Dramatic Blue



Dynamic Black



Swoją drogą, wytłumaczy mi ktoś, dlaczego to zawsze Londyn jest w ruinach? To taki nowożytny Rzym. Że Big Ben się wali, to znak końca czasu, upadku człowieka? Amfiteatr Flawiuszów w dwadzieścia wieków od powstania można nazwać ruderą, a jednak ludzkość ma się całkiem nieźle.


piątek, 28 grudnia 2012

Dazzling Red - This Person

Okej, wytrzymałem jeden dzień. Miałem o tej piosence napisać dopiero, kiedy będzie towarzyszyło jej jakieś wideo, ale - jak widać - cierpliwość nie jest moją mocną stroną. O projekcie Dazzling Red wspominałem już przy okazji >>TEGO TEKSTU<< i choć większość informacji pewnie powtórzę, to z wielu względów, które ujawnię dalej, zachęcam do zapoznania się chociaż z klipami z podlinkowanego tekstu, w szczególności z utworem "Alone" grupy Sistar.

Zacznijmy od początku. Zbliża się koniec roku i także w Korei z tej okazji będą emitowane specjalne programy rozrywkowe. Na antenie stacji SBS od wielu lat 29 grudnia emitowany jest specjalny show muzyczny "SBS Gayo Daejeon". W tym roku głównym punktem programu będzie projekt pod nazwą "The Color Of K-Pop".

W ramach projektu utworzono cztery nowe formacje, po pięć osób każda. Dramatic Blue i Dynamic Black to formacje męskie, Dazzling Red i Mystic White to formacje żeńskie. W skład każdej wchodzą gwiazdy koreańskiej sceny muzycznej. W wypadku Dazzling Red są to Hyorin z Sistar, Hyosung z Secret, HyunA z 4Minute, Nicole z KARA i Nana z After School/Orange Caramel.

Początkowo do projektu przyciągnął mnie sam pomysł i osoba Nany, która wokalnie jest dla mnie zagadką. W kilku utworach pokazała, że śpiew idzie jej nawet-nawet. W dodatku ma ciekawą, charakterystyczną barwę, ale niezmiennie większe partie dostaje tylko w b-side'ach czy projektach w stylu Happy Pledis. Byłem ciekaw, jak się zaprezentuje w innym gronie.

Jednak potem odkryłem osobę Hyorin, która wokalnie wymiata. Ma barwę, ma siłę, ma technikę i odnajduje się właściwie we wszystkim, co każą jej zaspiewać, z rapem włącznie. Jeżeli jeszcze nie zajrzeliście do tekstu podlinkowanego na początku tego wpisu, teraz jest dobry moment.

Utwory "Alone" i "This Person" (spotkałem się też z lepiej brzmiącym "This Guy", ale pewnie oficjalne tłumaczenie będzie brzmiało właśnie "This Person") łączy coś więcej niż osoba Hyorin i czerwone stroje piosenkarek. Obie piosenki wyprodukował Brave Brothers i to słychać. Tak, użyłem liczby pojedynczej, bo Brave Brothers to pseudonim jednego gościa, który naprawdę nazywa się Kang Dong Chul. Pseudonimem bije na głowę nawet Shinsadonga Tigera.

Brave Brothers ma na koncie wiele hitów i współpracę z całą gamą artystów, w tym z Hyorin, Naną i Hyuną z Dazzling Red, jednak w ostatnim czasie to właśnie współpraca z Hyorin i jej formacją Sistar jest najściślejsza. Brave Brothers stoi za lwią częścią piosenek grupy. Jego udział w projekcie był dla mnie z jednej strony gwarantem jakości, z drugiej strony powodem do obaw. Przyznam, że wyszło nawet lepiej niż się spodziewałem.



"This Person" brzmi jak kolejna piosenka napisana dla Sistar, jak "Alone" w wersji 2.0. Oczywiście słychać pewne różnice, chociażby ze względu na to, że Brave Brothers tym razem dysponował nieco innym zestawem głosów. Jednak wątpię, żeby narzekał z tego powodu, wręcz przeciwnie, myślę że w jakimś stopniu miał wpływ na dobór wokalistek - jeśli nie bezpośrednio do jego projektu, to do grona kandydatek.

Wszystkie dziewczyny mają podobne głosy, więc utwór jest równy i spójny, choć piosenkarki zmieniają się co wers. Zresztą gdyby nie głos był czynnikiem decydującym, wątpię by trafiła tu Nicole. Nie mam nic przeciwko niej samej, ani tym bardziej jej śpiewaniu, ale z KARA wizerunkowo zdecydowanie bardziej pasowała tu Gyuri czy nawet Hara, natomiast ich wokale z pewnością nie wkomponowałyby się równie dobrze w piosenkę.

O "jednogłośności" utworu świadczyć może też fakt, że nie zawsze można rozszyfrować po samym dźwięku, która z artystek aktualnie śpiewa. Są fragmenty oczywiste, ale niektóre pozostają zagadką, na której rozszyfrowanie trzeba poczekać do występu na żywo. Np. rap wydaje się domeną Hyuny, ale w drugim segmencie rapu jest fragment, który brzmi jakby wykonywała go Nana.

Jedyne obawy jakie miałem, to o rozdział partii pomiędzy wokalistki. No i tu też nie zawiodło mnie przeczucie, podobnie jak w "Alone", w "This Person" dominuje głos Hyorin, która ma zdecydowanie najwięcej partii. Inna sprawa, że części prawdopodobnie nie należy liczyć, bo w wykonaniu live zostaną wysamplowane, tzn. nikt nie będzie nawet udawał, że je śpiewa. Chodzi mi konkretnie o powtarzające się słowa "I Don't Know Why".

Gdyby opuścić wersy podejrzane o wysamplowanie, rozkład wciąż wychodziłby na korzyść Hyorin i Hyosung, ale po pierwsze to zrozumiałe, bo obie są liderkami swoich formacji, a po drugie taki rozkład jest już bardzo zbliżony do równego i raczej żadna z wokalistek nie może narzekać. Inna sprawa, że 5 głosów to po prostu dużo jak na niespełna trzy i pół minuty. Mam dziwne wrażenie, że Hyorin uciągnęłaby tę piosenkę przy wsparciu tylko jednej z koleżanek.

Nie zmienia to faktu, że piosenka w obecnym kształcie jest po prostu bardzo dobra. Więcej, mam wrażenie że sam utwór zyskuje na tym, że wykonuje go aż tyle wokalistek. Przez to, choć spójny, jest zróżnicowany i żywy. Wsłuchuję się w niego już drugi dzień i jeszcze mi się nie znudził. Jest to podobny kaliber przeboju, co "Alone", który, gdyby nie "Gangnam Style", zdominowałby tegoroczne podsumowania.

Naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem, bo przeważnie podobne kolaboracje wychodzą co najwyżej przeciętnie, tymczasem Dazzling Red wespół z Brave Brothers wyprodukowało kawał piosenki i kto wie, czy nie będzie to w nadchodzących tygodniach najpoważniejsza konkurencja dla powracjącego z nowym albumem Girls' Generation. Szczerze trzymam kciuki za sukces tej piosenki, bo to chyba jedyna droga, by Dazzling Red nie umarło jako jednorazowy projekt.

POSTSCRIPTUM
Wykonanie live i porównanie z występem Mystic White znajdziecie >>TUTAJ<<. Niestety Dazzling Red ograniczyło swoją działalność do jednorazowego występu telewizyjnego, jednak sama piosenka odniosła umiarkowany sukces, szczególnie biorąc pod uwagę brak dodatkowych promocji i ścisłe powiązanie z jedną stacją telewizyjną. Przez kilka tygodni "This Person" nie wypadało poza górną połowę notowania TOP100 koreańskiego Billboardu, notując nawet 6. miejsce na tej liście. Formacja zagościła także jednorazowo w pierwszej dziesiątce listy Instiz, grupującej notowania ze wszystkich najważniejszych list przebojów i zamieniając je na punkty, które potem decydują o pozycji piosenki w danym tygodniu. Piosenka zmieściła się także w pierwszej dziesiątce jednego z notowań listy Gaon (koreański odpowiednik japońskiego Oricon'u i amerykańskiego Billboardu) w kategorii cyfrowy singiel.

czwartek, 27 grudnia 2012

TaeTiSeo - Twinkle

Czasami bywa tak, że skecz boli jeszcze zanim coś ujrzy światło dzienne, już wiadomo, że stanie się wydarzeniem. Może być absolutnie fatalne, może być nieprawdopodobnie genialne, może też zająć pozycję w dowolnym miejscu między tymi dwoma ekstremami lub zwyczajnie być nijakie, jednak bez względu na końcowy rezultat, będzie w centrum zainteresowania.

Aktualnie takim wydarzeniem jest kinowy "Hobbit", którego ludzie już kochają albo nienawidzą, nie widziawszy go jeszcze na oczy. Podobnie było w tym roku w Korei z debiutem formacji nazywanej w skrócie TaeTiSeo lub TTS, a formalnie debiutującej pod nazwą Sonyeo Shidae TaeTiSeo. Tak, TTS to podgrupa szalenie popularnego w Korei (i nie tylko) Girls' Generation.

TaeTiSeo, czy też TTS, to nic innego jak skrót utworzony od imion wokalistek - Taeyeon, Tiffany i Seohyun. Pod koniec lutego cała trójka zaczęła wspólnie prowadzić telewizyjny program muzyczny "Show! Music Core" na antenie stacji MBC, a w kwietniu ogłoszono, że dziewczyny razem stworzą pierwszą podgrupę w historii SNSD. Reszta potoczyła się zgodnie z przewidywaniami.

EP-ka "Twinkle" trafiła do sprzedaży w ostatnich dniach kwietnia, a teledysk na YT w tydzień po premierze miał 10 mln odsłon. Dziewczyny szybko zawojowały także listy przebojów, w maju niepodzielnie królując we wszystkich najważniejszych notowaniach. Jednak patrząc przez pryzmat popularności macierzystej formacji, liczby wcale nie powalają, choć złe oczywiście też nie są.



Moje odczucia? Pod wieloma względami lepsze niż większość twórczości SNSD. Przede wszystkim do TTS trafiły dobre wokalistki i postarano się, by ten potencjał nie został zmarnowany. Przynajmniej w kilku miejscach dziewczyny dostają pole do popisu, a i brzmienie całej piosenki jest jakieś takie bardziej składne wokalnie, podczas gdy w kawałkach Girls' Generation piosenkarki nieustannie są tłamszone przez konwencję i podział partii na 9 głosów.

Z drugiej strony fajnie, że piosenka ma trochę więcej pazura w brzmieniu, że wizerunek to kilka kroczków w dobrym kierunku, ale jak dla mnie aegyo jest wciąż aż za bardzo widoczne. Kto wie, może wytwórnia nie chciała ryzykować przy debiucie i z czasem TTS dostanie większą swobodę wizerunkową, bo na teraz to wciąż wygląda jak SNSD w przebraniu. Słodkie minki, oczojebne kolory i... dobrzy bogowie, czy to naprawdę są panterki? Na plus tańczący fotoreporterzy.

Do piosenki nic nie mam, jest całkiem niezła - i od strony podkładu, i od strony wokali. Bardzo fajnie brzmi krótki segment przy fortepianie w drugiej połowie klipu. Ogólnie podoba mi się lekki posmak retro przemieszany ze zręcznie wplecioną elektroniką. Słucha mi się tego zdecydowanie lepiej niż ogląda teledysk. Nie jest to może piosenka, która przyprawiłaby mnie o syndrom jeszcze jednego przesłuchania, ale po wielu odtworzeniach nie próbuję też przed nią uciekać.

środa, 26 grudnia 2012

After School - Flashback + Rip Off

Święta, święta i po świętach, czy jakoś tak. Temat się wyczerpał, ale że jeszcze przez kilka godzin święta trwają, więc za klamrę dla dzisiejszego wpisu posłuży formacja After School, która pojawiała się także w dwóch ostatnich wpisach. Od razu zaznaczę, że zdecydowanie warto zjechać na koniec tekstu i obejrzeć ostatni klip.

Tak się złożyło, że After School nie było w tym roku szczególnie aktywne w ojczyźnie. Pierwsze półrocze dziewczyny spędziły kontynuując promocję w Japonii, wydając dwa kolejne single i pierwszy album. Druga połowa roku należała z kolei do podgrupy After School - Orange Caramel, która wydała swój pierwszy koreański album i dwa debiutanckie single na rynku japońskim.

Pomiędzy tymi dwoma okresami, After School zdołało wydać w Korei maxi-singiel zatytułowany "Flashback", promowany przez piosenkę pod tym samym tytułem. W historii grupy to wydawnictwo jest o tyle ważne, że jest pierwszym bez udziału założycielki i dotychczasowej liderki formacji - Kahi. Więcej na ten temat napisałem >>TUTAJ<<. "Flashback" to także debiut Kaeun - nowego nabytku grupy.

Wraz z informacją o odejściu Kahi pojawiło się sporo spekulacji co do tego, kto przejmie jej funkcję w zespole. Po teaserowym zdjęciu promującym "Flashback", w internecie pojawiły się głosy, że nową liderką będzie Nana, która na zdjęciu jako jedyna miała szpilki w innym kolorze i zajmowała centralną pozycję. Ostatecznie jednak okazało się, że funckję objęła najbardziej doświadczona członkini zespołu - Jungah.



Ha trudno mi napisać coś o piosence z jednej prostej przyczyny - widziałem teledysk już tak wiele razy, że wryła mi się w głowę i nie jestem w stanie spojrzeć na nią okiem kogoś, kto widzi ją pierwszy raz. Na pewno nie rani uszu, powiem więcej słucha się jej nawet przyjemnie, choć popisów wokalnych tu raczej nie uświadczymy, a i podkład, choć dobrze zrobiony, niczym szczególnym nie zaskakuje.

Mimo to piosenka i singiel odniosły umiarkowany sukces. Zarówno elektronicznie, jak i fizycznie, nagranie sprzedawało się bardzo dobrze, ale po raz kolejny grupie nie udało się zająć pierwszego miejsca na żadnej z istotnych list przebojów i list sprzedaży. Mimo to, w ukazujących się aktualnie podsumowaniach roku, piosenka niezmiennie łapie się do czołówki, nierzadko mieszcząc się nawet w pierwszej dziesiątce, co na tak bogatym rynku jest jednak sukcesem.

Jeżeli miałbym się do czegoś doczepić, to do liczby angielskich zwrotów w piosence. Jest ich nieprzyzwoicie dużo, choć sporej części, ze względu na kiepską wymowę, można przy pierwszym przesłuchaniu nie wychwycić. Nie oszukujmy się jednak. W tym konkretnym przypadku chwytliwa, ale tylko niezła piosenka jest dodatkiem do teledysku.

Teledysk od strony ściśle filmowej to tylko rzemiosło. Nie ma w nim ani szcególnie istotnej akcji, czy fabuły, nie ma też zabiegów artystycznych czy plastycznych. A jednak męska część populacji pewnie obejrzy go sobie wielokrotnie z niemalejącą przyjemnością. Dla męskiego oka jest jak kłębek wełny dla kota. Gdyby ktoś na koniec dolepił logo producenta rajstop, wyszłaby najlepsza reklama w branży.

Oprócz kluczowego i oczywistego aspektu figury i urody wokalistek, na sukces teledysku składają się jeszcze dwa elementy. Jeden rzuca się w oczy od samego początku. To nowy, podostrzony wizerunek formacji, lekko zalatujący burleską. Czy jest to zmiana na dłużej? Trudno powiedzieć.

Z jednej strony występom na żywo towarzyszyły różne stylizacje. Samą piosenkę grupa wykonywała przeważnie w ofrędzlowanych kostiumach różniących się od tych z teledysku jedynie kolorystyką, jednak na potrzeby większych występów zestaw kostiumów był już bardziej różnorodny. Z drugiej strony "Flashback" nierzadko pojawiał się w parze z inną piosenką z tego wydawnictwa - "Rip Off". A integralną częścią występu jest tam taka stylizacja:



Stylizacja to jedno, ale dla mnie ważniejsza we "Flashback" jest choreografia. Naraz skomplikowana i różnorodna, a przy tym niesamowicie widowiskowa. Żeby wychwycić wszystkie detale, klip trzeba obejrzeć bardzo wnikliwie i to nie raz. Niestety ruchliwa kamera, liczne przebitki i migające światło stanowczo nie pomagają. Występy telewizyjne również cierpią ze względu na nadpobudliwych operatorów. Na szczęście wytwórnia wyszła naprzeciw oczekiwaniom publiki i umieściła w sieci to oto nagranie:

BONUS
Najlepsza choreografia tego roku :)


wtorek, 25 grudnia 2012

Happy Pledis - Love Letter + Dashing Through The Snow in Highheels

Dzisiaj druga część światecznych piosenek od Pledis Entertainment. Niestety gorsza. Nie mówię, że jakoś wybitnie zła, ale w porównaniu dobardzo udanych nagrań z 2010 roku (>>TUTAJ<<), zjazd jakościowy jest wyraźny. Wciąż jest świątecznie, wciąż jest całkiem przyjemnie, ale czuć w tym zdecydowanie więcej okolicznościowej chałtury.

Zaczniemy piosenką z roku 2011 - "Love Letter". Znów lwia część wykonania przypadła w udziale dziewczynom z After School, jednak tym razem dostały one wsparcie w postaci Son Dam Bi, co akurat nie jest złym pomysłem, ponieważ grupa współpracowała już z nią przy wielu okazjach i ich wizerunki są spójne. Niestety wytwórnia postanowiła także podpromować swoje nadchodzące projekty. W klipie i piosence pojawia się więc Yoo Ara, która w momencie nagrania była zupełnie anonimowa. Dopiero wiosną następnego roku zadebiutowała wraz z nową żeńską formacją wytwórni - Hello Venus.

W klipie, a podobno także w piosence, uczestniczą wokaliści grupy Nu'est, która podobnie jak Happy Venus, w grudniu 2011 nie była jeszcze nikomu znana. Przyznam otwarcie, że grupa zupełnie mnie nie interesuje, tym samym nie wiem, czy wszyscy migający na ekranie faceci należą do tej formacji. Rok temu awizowano ich jako Pledis Boys i nie wiem czy była to tylko robocza nazwa dla powstającej formacji, czy też zupełnie inny twór, mający innych członków.

Nieważne, w tej piosence i tak robią za statystów. A propos statystów, w klipie pojawia się też nieślubne dziecko wodza Azteków, nikt do końca nie wie kim tak naprawdę jest ta dziewczynka, ale od pewnego czasu miga w wielu klipach wytwórni.



Okej... Od strony wizualnej wygląda to jak przedświąteczna zajawka z TVP2, a więc w moim mózgu natychmiast pobudzony zostaje ośrodek hejtu. Na szczęście na ekranie miga Kahi, Nana, Jungah i w ogóle After School poparte na dokładkę wspomnianą Son Dam Bi. Jestem więc nawet w stanie przecierpieć tłum anonimów dookoła. Powiedzmy, że od tej strony wychodzą na płaskie, nieinwazyjne zero.

Piosenka, będąc słuchana w klimacie świątecznym, nieco zyskuje, bo poza nim jest już mniej strawna. Wokale są fajne, sama koncepcja kompozycji też daje radę, ale podkład w tej nieznośnej cyfrowej aranżacji po prostu drażni mi uszy. Mógłbym to przemilczeć, ale niestety w niektórych momentach jest aż nazbyt dobrze słyszalny. Nie to żebym chciał wyrzucić głośniki przez okno, ale efekt końcowy jest po prostu co najwyżej poprawny i mało zajmujący.

Zastanawiałem się, czy nie rozbić tego na dwa teksty, ale summa summarum nie uważam by któraś z tych piosenek na to zasługiwała. Tak więc bez ceregieli przejdźmy do tegorocznej edycji Happy Pledis. Tym razem w wykonaniu podgrupy After School - Orange Caramel, ale także przy nieznośnym wizualnym udziale Nu'est i skąpym współudziale wokalnym tejże formacji.



Okej, żeby nie było. Cały ten Nu'est nie robi mi jakiejś kolosalnej różnicy, po prostu w tym klipie oni przez większość czasu robią za dodatkowe pluszowe zwierzęta, których jest już i tak za dużo. Tym razem wizualnie jest zwyczajnie źle. Wizerunek Orange Caramel opiera się na szaleństwie, ale jest to szaleństwo pisane przez całkiem pokaźne "sz". W wypadku tego klipu jest to niskobudżetowe szaleństwo na pół gwizdka i wychodzi to kiepsko.

Od strony muzycznej ogólne odczucia jak w przypadku piosenki wyżej - nie odrzuca, ale zasłuchiwać się nie będę. Różnic w szczegółach jest kilka. Przede wszystkim wykonawców jest mniej, to i utwór sprawia nieco mniej chaotyczne wrażenie. Podkład po prostu jest. Coś tam świątecznie brzęczy, ale żeby zajmowało, to nie powiem. Wokalnie jest wciąż przyjemnie, ale zdecydowanie nie powalająco i choć wciąż nie jest źle, to odbieram to jako najsłabszy utwór z całego cyklu.

Hm, co tu zrobić, żeby zakończyć pozytywnie? Jakiś bonusik z After School? "When I Fall"? Taki sympatyczny b-side, który wlecze się za grupą przez kilka kompaktów.

BONUS
After School - "When I Fall"


poniedziałek, 24 grudnia 2012

Happy Pledis - Love Love Love + Someone Is You

W 2010 roku wytwórnia Pledis Entertainment wystartowała z inicjatywą Happy Pledis - specjalnym przedświątecznym krążkiem, z którego dochód przekazywany jest na cele charytatywne. Z trzech dotychczasowych edycji, w moim odczuciu, najbardziej udana jest właśnie pierwsza.

Na płytce z 2010 roku znalazły się dwa utwory w wykonaniu grupy After School (bez Bekah, która przez dłuższy czas przebywała wtedy poza Koreą). Może właśnie przekazanie całego projektu w ręce jednej formacji jest kluczem do muzycznego sukcesu, bo w wypadku nagrań z następnych lat wytwórnia stawiała na kolaboracje swoich artystów.

Płytę promował utwór "Love Love Love", który doczekał się nawet dwóch teledysków. Pierwszy to prosta historyjka z pozytywną pointą, drugi to montaż materiałów zakulisowych. Oba klipy są bardzo przyjemne i w połączeniu z piosenką świetnie wpasowują się w okołoświąteczny klimat, bez uciekania się do wszędobylskich choinek, Mikołajów i reniferów.



Prawda, że przyjemny, zgrabny kawałek? Jedyne, co można zarzucić tej wersji, to pewien kontrast między brzmieniem utworu a początkiem teledysku. Piosenka to od samego początku ładunek pozytywnych emocji sączących się zarówno z wyraźnie wystylizowanego podkładu, jak i z pozytywnie nastrojonych głosów wokalistek. Tymczasem przydługi początek klipu jest smutny. Jeżeli komuś to przeszkadza, jest klip alternatywny.



Nie ukrywam, że podoba mi się to nagranie, ale mam wrażenie, że "Someone Is You" - inny utwór pochodzący z tego wydawnictwa - jest piosenką nawet lepszą. "Świąteczne" brzmienie podkładu nie jest w tym wypadku aż tak oczywiste, więc pozytywna balladka z silnym finałem zagościła w repertuarze After School na dłużej i była wykonywana chociażby podczas pierwszego japońskiego tournee formacji.



Niby banał, a prawda, że ładuje pozytywną energią? No to tym zakończę ten szybki wigilijny wpis.
Wesołych Świąt!

niedziela, 23 grudnia 2012

Girls' Generation - Dancing Queen

Pierwszego stycznia Girls' Generation wyda swój czwarty album pt. "I Got A Boy". Mnie to szczególnie nie grzeje, bo choć uważam, że w formacji tkwi spory potencjał, chociażby ze względu na umiejętności wokalne przynajmniej części dziewczyn, to jednak nijak nie mogę się przebić przez ścianę aegyo, którą grupa się obwarowała.

Piosenka i teledysk, które mają być przedsmakiem nowego albumu, zrobiły niewiele, by zmienić mój punkt widzenia. Moja pierwsza reakcja na ten klip? "PO CO?" Pierwsze przesłuchanie z mojej strony to mieszanka niezrozumienia i "hejtu". Dałem piosence poleżeć i teraz patrzę na nią trochę inaczej i choć jestem w stanie pogodzić się z jej istnieniem i nawet nie wrzucać na nią bez przyczyny, to wciąż nie rozumiem "PO CO?"

Żeby nie było, piosenka sama w sobie jest dobra, nawet bardzo dobra. Ale trudno żeby było inaczej, to w końcu "Mercy" Duffy. Nie nazwałbym tego nawet coverem, a raczej koreańskim wykonaniem, bo poza tekstem i rozpisaniem na 9 partii głosowych, różnice w aranżacji są w zasadzie znikome. Oryginał i wersję SNSD różni tylko jeden zasadniczy czynnik. To cholerne aegyo.



Może się rozpędzam, bo jak się uspokoję, to muszę przyznać, że nawet przyjemnie się na to patrzy, szczególnie na "reklamę jeansów". Jest w tym jakaś pozytywna energia i chociaż wszystko trąci disneyowskim fałszem, to jest to ta sama formuła, która sprawiła, że szalone "Gee" się sprawdziło.

Właściwie chyba zaczynam podejrzewać, po co ten klip powstał. On jest aż za bardzo podobny do flagowego dla grupy "Gee", żeby to był przypadek. Mam wrażenie, że SNSD próbuje sprzedać się na zachodzie godząc znaną zachodnią piosenkę ze swoją stylizacją.

Tylko wciąż nie widzę w tym sensu.

Ta wersja jest po koreańsku, ale ma w różnych miejscach wtrącone angielskie słowa, które jednoznacznie wskazują, że od strony lirycznej mamy do czynienia z czymś nowym. Co więcej, żyjemy w dobie internetu. Nie ma problemu, żeby znaleźć przetłumaczoną wersję klipu z napisami i potwierdzić swoje obawy. Od strony tekstu jest po prostu słabiutko.

I znów pytam się po co to powstało? Muzycznie to wykonanie stara się być bliskie oryginałowi, ale jednocześnie wszystkim innym - słowami, teledyskiem, wizerunkiem grupy - usilnie próbuje zabić klimat oryginalnego utworu. Jeszcze żeby to była naprawdę stara piosenka. Ja wiem, że czas leci, że to już dobre 5 lat, ale ta piosenka wciąż przemyka w radiostacjach w oryginalnym wykonaniu. Jaki jest sens wykonywania jej w tak zbliżonej do oryginału wersji?

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, bo na koreańskich "instant listach" (cogodzinne internetowe notowania)  utwór wdziera się na pierwsze miejsca.