Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jungah. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jungah. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 grudnia 2013

After School - Shh

Jeżeli kpop śledzicie od niedawna albo nieszczególnie wnikliwie, możecie nie zdawać sobie sprawy, że istnieje taka żeńska formacja jak After School. Nie piszę tego złośliwie, bo sam jestem fanem grupy, to ona wciągnęła mnie w to wszystko, jednak jej losy są dosyć dziwne i nie chodzi nawet o system absolwencki, który powoduje nieomal nieustanne roszady w składzie.

After School to w znacznym stopniu dzieło Kahi, pierwszej liderki formacji, która namówiła znajomych z Pledis Enertainment, by pozwolili jej sformować girlsband zorientowany na taniec i dość silny, nieco szponiasty wizerunek. Dziewczyny zaczynały w piątkę, przez krótki okres występowały nawet w dziewiątkę, ale od dłuższego czasu grupa liczy sobie osiem osób.

W pewnym momencie wydawało się, że powoli, ale zdecydowanie zmierzają na sam szczyt - stały się naprawdę rozpoznawalną marką, choć nie tak wielką jak SNSD, 2NE1, Miss A, T-ara, czy nawet KARA. Pomimo kilku niezłych piosenek nigdy nie miały aż tak dużego przeboju jak konkurencja. Dziś w ojczyźnie wyprzedziło je i Sistar, i 4Minute, chyba nawet Girl's Day, wkrótce pewnie także A Pink i 9MUSES. Wszystko za sprawą dość dziwnej polityki wytwórni.

Najpierw wymyślono podgrupę Orange Caramel, która z początku była ciekawym urozmaiceniem, jednak z czasem stała się problemem macierzystej formacji. OC wydaje się być znacznie bardziej popularne w Korei niż AS. Nie dość, że dziś trudno wyobrazić sobie AS bez dziewczyn z OC z racji ich popularności, to na dodatek Raina i Nana stały się kłami AS - pierwsza jest główną wokalistką, druga... Wyrasta na centralną postać, szczególnie w Japonii. Jako modelka jest przede wszystkim twarzą grupy, ale jest też czołową tancerką i jednym z głównych głosów.

Trzecia członkini tercetu OC - Lizzy - też cieszy się sporą popularnością, o czym świadczą choćby indywidualne kontrakty reklamowe. Ma też na koncie trochę mniejszych i większych ról telewizyjnych. Jak widać AS bez tercetu OC to produkt znacznie słabszy marketingowo, więc rozdzielne promocje byłyby problemem. Dodajmy do tego niezwykle popularną Uee, która wiecznie nie może uczestniczyć w promocjach After School ze względu na swój napięty grafik pierwszoplanowej aktorki koreańskich dram (seriali, raczej wysokobudżetowych) i widzimy grupę, która rzadko kiedy może zebrać się w komplecie.

Jednak sednem koreańskiego problemu AS jest... Japonia. W drugiej połowie roku 2011 grupa zaczęła promować w Kraju Kwitnącej Wiśni i od tamtej pory koncentruje swoje wysiłki właśnie na tamtym rynku. Symboliczny niech będzie fakt, że kiedy w zeszłym roku Kahi opuszczała After School, jej pożegnanie odbyło się podczas japońskiego koncertu, a w Korei grupa występowała już bez niej.

Innym obrazowym przykładem jest liczba wydawnictw. Tegoroczne "First Love" (>>TUTAJ<<) było szóstym koreańskim singlem grupy w blisko pięcioletniej historii istnienia (debiut z "Ah!" [>>TUTAJ<<] w styczniu 2009). "Shh", który na sklepowe półki trafi 29.01.14, a do którego teledysk ujawniono 17.12.13, będzie szóstym japońskim singlem AS na przestrzeni 2,5 roku.

Jeszcze zanim przejdę do "Shh", domknę temat After School i Korei. Choć grupa planuje jakieś promocje w ojczyźnie na pierwszą połowę przyszłego roku, to trend zagraniczny raczej nie wygaśnie. W zeszłym roku Orange Caramel zaczęło podbój Japonii i odniosło tam spory sukces, więc powrót tercetu na wyspy wydaje się nieunikniony. Do tego Pledis Entertainment niedawno nawiązało ścisłą współpracę z chińskim wydawcą i w najbliższym czasie planuje przypuścić ofensywę także na tamtym rynku. Za forpocztę natarcia mają robić NU'EST i After School.

A teraz "Shh", pora na teledysk. Ze względu na dużą liczbę szerokich ujęć, polecam oglądać na pełnym ekranie.



Mam mieszane uczucia, więc postaram się najpierw rzucić pewną ogólną myśl, a dopiero potem zabrać się za konkrety. Mój proplem sprowadza się się do samego pomysłu na ten projekt, który mam wrażenie, że dobrze prezentował się na papierze, ale wcielony w życie został bezlitośnie zweryfikowany. Jak bardzo bym nie chciał, nie mogę nie zauważyć oczywistych podobieństw do "Hush" (>>TUTAJ<<) Miss A, a ponieważ tamta produkcja nie przypadła mi do gustu z pewnych fundamentalnych względów, także "Shh" nie może być w moich uszach rewelacyjne.

Chodzi o minimalizm. Obie piosenki mają "ciche" tytuły, ale same w sobie są raczej puste niż wyciszone. To gryzie się z moim wyobrażeniem popu, od którego wymagam pewnej dozy przebojowości, a którą takie podejście wyraźnie ogranicza. Szczerze powiedziawszy nie wiem, czy to kwestia faktów, mojej osobistej opinii czy też zwykłej stronniczości moich sądów, ale mimo wszystko uważam "Shh" za propozycję nieco bardziej udaną.

Rzecz w moich oczach sprowadza się do konsekwencji i spójności, którą u After School widzę, a której u Miss A brakowało. Pomimo wyciszenia, pomimo małej ilości dźwięków, "Hush" starało się być dynamiczne, momentami głośne i drapieżne - od strony wizerunku może nawet trochę za bardzo. To było nie do pogodzenia z cichą naturą nagrania. "Shh" jest konsekwentnie ciche, poprowadzone na jednym poziomie mocy, swoją intensywność wyraża zmianami w melodii a nie próbami dociśnięcia gazu na prostej refrenu.

Właśnie refren wydaje się tym punktem, w którym After School wyraźnie triumfuje nad koreańskimi koleżankami. Ta część "Shh" po prostu jest bardzo dobra. Zapada w pamięć, kontrapunktuje zwrotki, przynosi ożywienie, zmianę w muzyce i na dokładkę podjęto świetną decyzję, by fragment ten śpiewały Nana i Raina, bo ta partia wydaje się skrojona na miarę pod ich barwy. Refren ma w zasadzie wszystko, czego od refrenu można wymagać.

Niestety to jedyny element tej kompozycji, do którego nie mogę mieć zastrzeżeń. Największy problem mam z haczykiem, który na mnie po prostu nie działa. Może to bariera językowa, ale dla mnie to całe "Shh, shh, shh, secret love" brzmi pieruńsko nienaturalnie i niezgrabnie. nie trafia do mnie pomysł, nie trafia do mnie brzmienie, nie trafia do mnie wykonanie.

Zwrotki to osobna para kaloszy. Widać w nich wyeksponowaną rolę Kaeun, która jest wyraźnie lansowana przed japońską publicznością z racji znajomości języka, ale wciąż postarano się, by każda z dziewczyn miała coś do powiedzenia. I to niestety musi rzutować na nagranie. Dziewczyn jest osiem, tempo niezbyt żwawe, więc piosenka rośnie w pasie jak ten gość na początku "Siedem" z Bradem Pittem. A na dodatek nie poskąpiono pustych, powolnych przejść między refrenami a zwrotkami. To wszystko składa się na piosenkę trwającą ponad pięć minut (osadzony powyżej teledysk jest nieznacznie obcięty na końcu, ale pochodzi z oficjalnego źródła, więc przynajmniej nikt go nie zdejmie), a która nie tylko nie jest bardziej urozmaicona od przeciętnego popwego kawałka w swojej budowie, ale także z racji samego swojego charakteru jest dosyć monotonna.

Tak długiej piosenki nie uratowałby nawet najlepszy refren, ale ja słyszę tu jeszcze coś dobrego. To nagranie ma swój klimat i swój charakter - poprowadzony na całej długości projektu - muzyka, taniec, teledysk, nawet słowa. To nie jest naśladownictwo, to nie jest dopasowywanie się do mody - wręcz przeciwnie to dość ryzykowna decyzja podjęta w imię zrobienia czegoś fajnego. Nie twierdzę w żadnym razie, że pomysł w stu procentach wypalił, ale widzę w co mierzono i dla mnie jest bliżej niż dalej sukcesu. Główne problemy to długość piosenki i momentami japoński dziewczyn, który nie współgra z moim wyobrażeniem tego języka popartym latami oglądania anime.

Gdyby obejść te kwestie, myślę, że piosenka z automatu zyskałaby jedną gwiazdkę. Tym bardziej, że podoba mi się jej tekst - taki miękki erotyk, bez śmiesznych prób ugrzecznienia, ale także bez przesadnie pretensjonalnych sformułowań, które brałyby słuchacza z zaskoczenia jak w wypadku poprzedniego nagrania grupy - "Heaven" (>>TUTAJ<<) - i słów "tańcz we mnie aż do rana". Tekst "Shh" znajdziecie >>TUTAJ<<.

Na deser zostawiłem sobie teledysk, który mógł być bardzo dobry, ale z kilku względów jest tylko dobry. Pomysł wydaje się świetny, znacząca większość elementów jest bardzo dobrze wykonana, ale sama natura projektu powoduje, że każdą niedoróbkę widzę jak na dłoni. After School to jedna z topowych grup jeśli idzie o taniec, także ze względu na zbliżony wzrost i podobne sylwetki, długie, zgrabne nogi. Sęk w tym, że pomysł z cieniami sprawia, że "podobne" to trochę za mało. Celowo wydłużone cienie przy okazji wyolbrzymiają wszystkie różnice między dziewczynami, sprawiając choćby, że te kilka centymetrów różnicy pomiędzy najniższą Rainą i najwyższą Uee staje się bardzo wyraźne.

Jeszcze większy problem mam z tańcem. To normalne w kpopie, że w momencie kręcenia teledysku układ jeszcze nie jest perfekcyjnie wykonywany. Trening czyni mistrza, więc najlepsze występy przychodzą z czasem, kiedy grupa wczuje się w występ i wyeliminuje wszystkie niedociągnięcia. I normalnie w niczym to nikomu nie przeszkadza - filmowcy od tego mają ujęcia, przebitki i możliwość nakręcenia powtórek, by większość z tego zamaskować. Niestety przyjęta koncepcja z szerokimi kadrami nie tylko to utrudnia, ale na dodatek sprowadzenie dziewczyn do postaci sylwetek eksponuje każdą, nawet najdrobniejszą, niedoskonałość - drgnięcie nogi, poprawienie włosów czy powtórzenie kroku.

Poza tymi mankamentami teledysk jest naprawdę dobry. Z jednej strony jego minimalizm pasuje do piosenki, z drugiej strony tak dużo jest tu zabawy cieniami, odbiciami i przebitek na pojedyncze dziewczyny, że obraz nie tyle potęguje monotonię utworu, co jego specyficzny klimat. Ponadto nie mogę przemilczeć rewelacyjnego oświetlenia, które w połączeniu z sepią obrazu czyni kadry pokazujące dziewczyny z osobna godnymi umieszczenia w jakimś albumie, albo przynajmniej porządnym kalendarzu. Do tego dochodzą oczywiście stylowe ciuchy dziewczyn, dobra charakteryzacja i przede wszystkim umiejętne pozowanie samych wokalistek. Jeżeli dołożymy do tego ciekawy, ale aż zaskakująco przyzwoity, układ taneczny dostajemy obraz, który ma w sobie klasę, ale przede wszystkim taki, na który przyjemnie się patrzy.

Ponieważ tekst kończę nieomal w dwa tygodnie od tego, kiedy go zacząłęm, skorzystam z okazji i poruszę jeszcze dwie kwestie. Od 24 lat Independent Critics w okolicach świąt publikuje listę 100 najpiękniejszych twarzy mijającego roku. Nazwa plebiscytu jest nieco myląca, bo chodzi jedynie o żeńskie twarze, a patrząc na przekrój nominowanych dziewczyn i kobiet, trudno nie zauważyć, że w grę wchodzi tak reszta fizycznego jestestwa danej osoby, jak i jej inne walory jak osobowość czy osiągnięcia, choć nie jest to też w zadnym razie ranking popularności. Tegoroczną listę zalały skośnookie piękności rodem z Korei, których w zestawieniu jest przynajmniej kilkanaście, w tym 3 dziewczyny z After School.

Na 82. miejscu znalazła się E-Young, o której więcej napisałem już >>TUTAJ<<. 63. jest Lizzy, której kilka słów poświęciłem na wstępie tego tekstu. Jednak zdecydowanie największe wrażenie zrobiła Nana, która debiutuje na liście na miejscu 2. To najwyżej notowany debiut w rankingu od 1999 roku, a w krótkim komentarzu do wyboru, autorzy listy wskazują Nanę jako faworytkę do przyszłorocznego triumfu. Całą listę znajdziecie >>TUTAJ<<. Ja natomiast zastanawiam się, czy skłoni to Pledis Entertainment do wypchnięcia Nany solo na scenę?

Druga kwestia to tegoroczne SBS Gayo Daejun, podczas którego After School wystąpiło z piosenką "First Love". Był to jeden z ciekawszych tegorocznych występów, po pierwsze dlatego, że tak występ, jak i piosenka zostały nieco zmienione, choćby z racji odpuszczenia sobie tańca na rurach. Po drugie ze względu na lateksowe spodnie, których wynalazca zamruczał z aprobatą widząc After School. Wreszcie spore zainteresowanie wzbudziła nieobecność Uee podczas nagrania, która najprawdopodobniej była spowodowana zdjęciami do "Golden Rainbow". Aha, no i druga najpiękniejsza kobieta mijającego roku w stylizacji wampa po prostu zabija z zimną krwią.




Nie uważam, żeby mijający rok był dla After School wybitnie udany, to raczej utrzymanie status quo na rynku rodzimym i delikatny progres w Japonii, bo jednak "Heaven" sprzedawało się naprawdę nieźle. "Shh" raczej nie zapewni grupie rewelacyjnego wejścia w nowy, 2014 rok, a jednak widzę coś dobrego w tym nagraniu i klapy w żadnym razie nie przewiduję. Mimo to liczę, że nadchodzące 12 miesięcy będzie należało do dziewczyn z właśnie tej grupy. Widać, że wytwórni udało się znaleźć nowy pomysł na formację, w czym na pewno pomógł brak dalszych przetasowań w składzie.

Ponadto dziewczyny raczej nie zmarnują znów 6 miesięcy ucząc się czegoś na potrzeby jednego występu, tak jak to miało miejsce w mijającym roku. To powinno dać więcej czasu na promocje nowych nagrań, tak jako AS, jak i Orange Caramel, czy nawet solo. Ciekawi mnie także ekspansja na rynek chiński, która może przynieść jeśli nie premiery, to ciekawe przeróbki dotychczasowych przebojów jak "Bang!" (>>TUTAJ<<) czy "Shampoo".

sobota, 24 sierpnia 2013

After School - Heaven

Ach, słodkie lenistwo. Od kilkunastu dni nie chciało mi się absolutnie nic, z pisaniem na czele. W dodatku na koreańskim rynku chwilowo brak było jakichś istotniejszych muzycznych tematów, więc nie czułem żadnej dodatkowej motywacji. Z tego stanu błogiego leżakowania wyrwała mnie jednak Japonia, bo choć premiera nowego singla After School dopiero 2 października, to już dziś ujawniono nowy teledysk do title-tracku "Heaven".

To, co mnie bardziej zaskoczyło to, że teledysk w całości jest dostępny na youtube'owym koncie japońskiego wydawcy - Avex Network. Do tej pory standardem były wycinki trwające do dwóch minut, a tym razem Japończycy sami podali całość. Jeszcze dziwniejsze jest to, że teledysku nie można oceniać ani komentować... Czyżby wydawca bał się tego, co sam wydaje?



Ech... Chyba widzę o co chodzi. Niby podoba mi się i teledysk, i piosenka - może nie są to strzały w dziesiątkę, ale całkiem solidne, przyjemne dla oka i ucha produkcje. A jednak trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś sam się prosi, żeby rzucono kamieniem. I to nie jednym. O ile w Japonii pewnie dziewczyny burzy nie wywołają, o tyle w Korei może im się trochę oberwać.

Zacznijmy od rzeczy całkiem niepotrzebnej czyli tańca na rurach. Tak, dziewczyny poświęciły pół roku, żeby się go nauczyć. Tak, moim zdaniem w wypadku "First Love"(>>TUTAJ<<) pomysł wypalił. Jednak to jest już nowa piosenka, która z rurami nie łączy się już tak... pozytywnie. Szczególnie patrząc na dalszy ciąg teledysku, ale o tym za chwilę.

Teraz jeszcze ponarzekam na same rury, bo nie dość, że wepchnięte zostały tutaj nieco na siłę, to jeszcze... Z tego, co czytałem, na krążku z "Heaven" znajdzie się nowa, japońska wersja "First Love" a towarzyszyć jej będzie nowa choreografia na 8 osób (uwzględniająca Lizzy, która wypadła z koreańskiej wersji ze względu na uraz nogi).

Co więcej, do piosenki ma też zostać nagrany nowy teledysk, więc kompletnie nie rozumiem po co te rury tutaj. Tym bardziej, że wyłączywszy figurę z czterema dziewczynami na jednej rurze - która z początku wygląda pokracznie, ale w pełnej krasie robi wrażenie - dziewczyny nie prezentują niczego, czego nie pokazałyby przy okazji koreańskiego "First Love".

Istnieje opcja, że ma to być jakiś łącznik z japońską wersją "First Love", ale... Jakoś kiepsko to widzę, chodzi przede wszystkim o stylizację. Koreańska wersja była subtelna i nieco dziwna, ale przez to nie miała w sobie tego pokładu "brudnej" seksualności zazwyczaj kojarzonej z tańcem na rurze. Tutaj... Tutaj niestety, nawet bez tych rur, brudnej seksualności wydaje się być aż za dużo.

To nawet na swój sposób iponujące. Poza tym nieszczęsnym wstępem, dziewczyny nie robią niczego szczególnie kontrowersyjnego. Nie ma jakiegoś prężenia pup, eksponowania dekoltów, nie ma nawet żadnego poważnego innuendo... A jednak cała ta stylizacja, otoczka, pomysł na kamerę i liczba dziewczyn. To wszystko buduje niepokojący obraz kojarzący się z burdelem. Luksusowym burdelem, ale wciąż burdelem.

I tak się zastanawiam, czy to jest celowy zabieg, czy ktoś po prostu nie pomyślał, co robi. Jeżeli to przypadek, to autor jest kretynem - i im więcej razy oglądam ten teledysk, tym głębsze żywię przekonanie, że to jednak jest efekt czyjejś głupoty. Podtekstu burdelowego nie miało tutaj być, ale jest - rodzi się nie ze względu na jakiś jeden konkretny element, a ze względu na kombinację pewnych pomysłów, a w szczególności sposobów ich wdrożenia.

Intymnie wygaszone światła, fajny filtr obrazu, dziewczyny adorujące kamerę, która w dodatku okazuje się być upersonifikowana - ma ręce i wchodzi w interakcje z dziewczynami. To wszystko jest w porządku, można z tego zrobić dobry teledysk. Kilka dość luźno powiązanych planów, teatralnie zainscenizowanych na jednej, otwartej przestrzeni - bez wprowadzania ścian - w połączeniu z dziewczynami przechodzącymi płynnie z jednej sekcji do drugiej to ciekawy zabieg wizualny, można w ten sposób dość oryginalnie coś przedstawić.

Także połączenie tych pomysłów wciąż może zadziałać. Ale nie można tego zrobić tak, jak w tym konkretnym wypadku. Nie można pokazać dziewczyny, która najpierw kusi faceta w gabinecie, a potem idzie do łóżka, w którym leży inna dziewczyna, by obie zaczęły najpierw bawić się między sobą, a potem zaprosić kamerę do zabawy z nimi. Nie można też pokazać dziewczyny, która podnosi faceta z podłogi, ciągnie go za krawat, by za chwilę siedzieć z koleżanką przy stole i znów zapraszać faceta do zabawy.

Sednem problemu tego teledysku jest to, że dziewczyn w After School jest aż osiem i ktoś pomyślał, że nie stanie się nic złego, jeżeli włoży po dwie dziewczyny w scenę, która po prostu nie może mieć więcej niż jednej dziewczyny. Rachunek jest prosty - jedna dziewczyna kusząca i prowokująca mężczyznę w intymnej scenerii - całkowicie dopuszczalne. Dwie dziewczyny wspólnie kuszące i prowokujące mężczyznę w intymnej scenerii - dziewczyny wyglądają jak dziwki.

Oczywiście są w tym teledysku sceny, gdzie obecność więcej niż jednej dziewczyny nie razi. Szczególnie kiedy kolejne wokalistki przemykają przed kamerą, próbując zwrócić na siebie uwagę widza - niby są w jednym kadrze, a jednak działają osobno. Ale te sceny wspólne wypadają po prostu niezręcznie. I jeżeli ja na to zwróciłem uwagę, to tym bardziej zwróci na to uwagę koreańska opinia publiczna.

Gdyby nie to, teledysk byłby bardzo dobry, bo same pomysły od strony stricte wizualnej, jak i tworzonej atmosfery, wypadają bardzo pozytywnie, świetnie dopasowując się do cichego, ale seksownego brzmienia utworu. Ponadto stylizacje poszczególnych dziewczyn są po prostu bardzo dobre. E-Young i Raina zostają przy bardzo udanych konceptach z "First Love". Pozostałe dziewczyny mają delikatne zmiany wizerunkowe, które sprowadzają się do lepszego dopasowania ich do tej stylizacji. Jedyną większą zmianę przechodzi tutaj Nana.

Właśnie, Nana... Ona jest trochę przerażająca - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. After School to z założenia gromadka bardzo ładnych i bardzo zgrabnych dziewczyn, ale Nana i jej nogi trochę... psują ten efekt. Po prostu każda dziewczyna postawiona obok niej wypada gorzej. Nawet Uee, a to przecież jedna z bardziej rączych gazeli hasających po kpopowej sawannie.

Nana wyrasta aktualnie na postać numer jeden tej formacji, szczególnie na rynku japońskim. Jungah może być liderką, ale jej w tym teledysku prawie nie ma, podczas gdy Nany jest pełno. Wokalnie Jungah wespół z Rainą to wciąż podpory tego zespołu, a jednak w tej piosence znów bardzo dużo partii (chyba najwięcej) ma Nana. To może też być kwestią języka japońskiego. Po prostu słychać, że Raina i Nana radzą sobie z nim wyraźnie lepiej niż większośc koleżanek.

Co ciekawe, postacią numer cztery w tej grupie jest teraz... Kaeun. Już w "First Love" zauważyłem, że jest eksponowana, a w "Heaven" jest to zauważalne nawet bardziej. Możliwe, że to chwyt marketingowy, dziewczyna jeszcze nie promowała w Japonii, więc Pledis Entertainment może chcieć ją rozreklamować. Inna sprawa, że Kaeun przez pewien czas mieszkała i uczyła się w Japonii, więc teoretycznie powinna sobie najlepiej radzić z językiem.

Od strony muzycznej słychać, że po odejściu Kahi, grupie brakuje charyzmy i wytwórnia stawia na bardziej miękko brzmiące dźwięki. Zyskuje na tym - po raz kolejny - Nana, która nie ma w głosie wielkiej mocy, ale ma bardzo przyjemną, seksowną barwę, która w tym konkretnym nagraniu robi różnicę i wyraźnie odcina się na tle koleżanek. No i jak już wspomniałem, słychać, że zna język - jej japoński brzmi jak japoński.

Co do podkładu to - cóż, ostatnie miesiące na kpopowych scenach wydają się przebiegać pod hasłem "Disco, disco, to dla mnie wszystko". Właściwie każda żeńska grupa musi nagrać coś w tym stylu - jeśli nie jako title-track to jako b-side. Patrząc po ostatnich tygodniach można wspomnieć choćby o F-ve Dolls i ich "1st Soulmate" (>>TUTAJ<<) czy Brown Eyed Girls i ich "Recipe" (>>TUTAJ<<), zresztą o "KILL BILL" (>>TUTAJ<<) w sumie też. Na dobrą sprawę, cały nowy album BEG to samo disco (i bodaj jedna obowiązkowa ballada na doczepkę). Głębiej wstecz sięgał nie będę, bo za dużo by tego było.

Ale to tyczy się Korei, a ta piosenka idzie przecież na rynek japoński, w dodatku stoi za nim japoński producent, więc należałoby traktować to jako nowe rozdanie. Ale nawet mając świadomośc koreańskiego zalewu disco, to nagranie jest całkiem udane. Znowu nie jest to 10 na 10, ale słucham go z przyjemnością i muszę też przyznać, że z każdym przesłuchaniem wcale mnie nie nuży, za to coraz bardziej wkręca mi się w głowę.

I tylko mam nadzieję, że ta piosenka nie okaże się plagiatem, że jej podobieństwo do innego nagrania to po prostu efekt intensywnego eksploatowania muzycznego tematu, który - powiedzmy sobie szczerze - nie jest szczególnie bogaty. O czym mówię? Puśćcie sobie "Heaven" jeszcze raz, zwracając szczególną uwagę na refren - nie tyle w warstwie wokalu, co w podkładzie. A potem porównajcie z przebojem Dynamic Duo - "BAAAM".


niedziela, 16 czerwca 2013

Starcie czerwca: Sistar vs After School [pojedynek]

Może trwało to dłużej niż bym się spodziewał, ale poukładałem sobie nareszcie to wszystko w głowie i jestem gotów spisać swoje przemyślenia. Zapraszam więc na najgorętszy pojedynek czerwca, a może i w ogóle tego lata!

W czerwonym narożniku cztery zmysłowe panie - Bora, Dasom, Soyou i Hyorin. Powitajcie zeszłoroczne mistrzynie letniego grania, sceniczne czempionki minionego roku - grupę Sistar! Do tego starcia przygotowywali ich ludzie ze studia Double Kick - ci sami, którzy stali za zeszłorocznym triumfem z piosenką "Loving U" (>>TUTAJ<<).

W niebieskim narożniku z chęcią stanąłbym sam, bo aż roi się w nim od pięknych kobiet. To Jungah, Jooyeon, Uee, Nana, Raina, Lizzy, E-young i Kaeun - znane jako roztańczona, wygimnastykowana formacja After School. Dziewczyny mają chyba zamiar okraść rywalki ze wszystkich bereł i koron jakie znajdą, bo przed walką wyglądały dość bojowo. Ale co się dziwić, jeszcze nie tak dawno temu to one uchodziły za najseksowniejszą grupę z najciekawszymi choreografiami. W zemście pomóc ma im hitowy producent - Brave Brothers, niedawno zdradzony przez Sistar na rzecz Double Kick.

Na ringu już zaczyna iskrzyć i chyba dłużej nie da się wstrzymywać tej konfrontacji. Zainteresowanych kulisami przygotowań odsyłam do meczowego programu (>>TUTAJ<<), a my przystępujemy do walki.

Sistar - "Give It To Me", więcej o piosence i teledysku >>TUTAJ<<



After School - "First Love", więcej o piosence i teledysku >>TUTAJ<<



Runda I - piosenka
Sistar zaczęło bardzo żywo, z dużą energią, After School wydaje się znacznie bardziej pasywne. A jednak dziewczyny z niebieskiego narożnika nie ustępują pola konkurentkom i bardzo zgrabnie się bronią. To pojedynek na bardzo wysokim poziomie, choć muszę też przyznać, że obie strony widziałem już w lepszej formie. Widać, że trenerzy świetnie przygotowali obie strony do walki wzmacniając atuty i zakrywając słabości. Jeżeli runda potrwałaby trochę dłużej, Sistar z pewnością opadłoby z sił, podczas gdy wydaje się, że After School mogłoby bronić się w nieskończoność. A jednak na koniec rundy zwycięstwo na punkty musi paść łupem Sistar.

Obie piosenki to dwie różne bajki. "Give It To Me" to dynamiczny kawałek, w którym pobrzmiewają lekkie inspiracje disco, choć bez charakterystycznego beatu. "First Love" to wolniejsze nagranie, które można podciągnąć pod balladę, choć jego tempo nie jest do końca rozwleczone i piosenka ta też ma trochę życia. Jest po prostu znacznie bardziej wyciszona. Obie grupy miały już lepsze single, co nie oznacza, że te piosenki nie są materiałem na duże przeboje - wręcz przeciwnie. Na dłuższą metę mam wrażenie, że przyjemniejsze jest nagranie After School, ale przy pierwszych przesłuchaniach triumfować musi żywiołowe, popisowe  Sistar. No i trzeba docenić to, że Sistar dysponuje lepszymi głosami, co po prostu słychać.

Pierwsza runda na korzyść Sistar.
Sistar             1
After School    0

Runda II - teledysk
Poziom pojedynku nieco się opuścił, choć wciąż mamy do czynienia ze świetnym widowiskiem. W tej rundzie role się odwróciły. Sistar stawia na technikę i uniki, cały czas jest jednak w defensywie. After School może nie ma zbyt wielu pomysłów, ale zadaje szybkie, silne ciosy. Sistar próbuje uciekać, uchylać się i choć nie robi niczego źle, za każdym razem kiedy napatoczy się na pięść AS, jest blisko knock downu. Próby kontry w wykonaniu Sistar wydają się przekombinowane i wysoce nieskuteczne. Na koniec rundy obie strony są w stanie stać na własnych nogach, ale Sistar wygląda jakby oberwało po głowie o jeden raz za dużo.

Choć w zamyśle oba teledyski mają ociekać seksapilem, zwycięzca może być tylko jeden - After School. Paradoks polega na tym, że klip AS wygląda na znacznie... tańszy. Inaczej rzecz ujmując - jest po prostu bardzo prosty. Ale wygrywa, bo klip Sistar próbuje być wyszukany wizualnie, choć tak naprawdę też jest prosty i mało pomysłowy. W dodatku w klipie Sistar nie ma w zasadzie nic ciekawego poza samym Sistar - poszatkowanym diabelnie szybkimi zmianami kadrów. Teledysk AS też koncentruje się na dziewczynach, ale znacznie lepiej radzi sobie z ekspozycją. No i ze względu na choreografię po prostu musi być efektowny.

Druga runda na korzyść After School.
Sistar             1
After School    1

Runda III - stylizacja
To chyba najlepsza runda tego starcia. Wydawało się, że Sistar trzyma się dobrze i w tej rundzie znów przejdzie do ofensywy, tym bardziej, że AS zaczęło chyba nadmiernie podekscytowane poprzednią rundą i dość łatwo wystawiało się na drobne uderzenia. Ale wystarczył jeden moment nieuwagi Sistar, jeden celny cios After School, by aktualne czempionki poleciały na deski. Sistar wstało, otrzepało się i nadal jest w walce, ale to był poważny knock down.

Jeszcze przed właściwymi powrotami napisałem, że After School wizerunkowo stawia wszystko na jedną kartę. Golizna, taniec na rurach i brytyjskie flagi w niewłaściwych miejscach. Z drugiej strony burleskowe Sistar, które z jednej strony jest seksowne, z drugiej strony raczej nie narazi się na nadmiar krytyki. A jednak Sistar koniec końców wypada znacznie bardziej ordynarnie niż After School. Dlaczego?

Bo w wypadku AS ta golizna, te rury - wszystko zostało bardzo umiejętnie wplecione w występ, w teledysk i w piosenkę. Rury bardzo pasują do muzycznego klimatu, tego specyficznego beatu, są spójne z utworem. Z kolei teledyskowa golizna trafia w subtelną intymną naturę piosenki, a przy tym jest na tyle dobrze zrealizowana, że nie razi.

A co z Sistar? Niby wszystko jest fajnie, dobrze wygląda. Ale jak ma się ta burleska do treści i brzmienia piosenki? Nijak. Gdyby nie to, że montaż teledysku został dopasowany do tempa piosenki, klip w ogóle nie kleiłby się z muzyką. W efekcie cała stylizacja Sistar wygląda jak tani, niczym nie uzasadniony wabik na męską publikę. Tak, taniec na rurze to też wabik, ale wymagający olbrzymiego nakładu pracy od samego zespołu. No i jak już zaznaczyłem, jest wkomponowany w utwór.

Od strony samego wyglądu obie grupy prezentują się świetnie. Może z drobnymi zastrzeżeniami. W AS kompletnie nie wypaliły dla mnie tatuaże, w Sistar kostiumy ciutek zbyt ostentacyjnie zaznaczają gdzie zaczyna się biust. Co do samych dziewczyn znów górą jest jednak After School.

Już wiele osób to wytknęło, wytknę i ja. Ktoś w Starship Entertainment uznał, że dobrym pomysłem będzie rozróżnić dziewczyny na scenie... kolorem skóry. O ile Bora i Soyou mają całkiem normalne tonacje, o tyle Dasom jest blada jak zjawa, a Hyorin dała się spalić na skwarek.

Z kolei w AS rewelacyjnie wyglądają nawet dziewczyny, które do tej pory nie przekonywały (przynajmniej mnie). Powiem więcej - to chyba właśnie Raina i E-young wypadają najlepiej z całej ekipy. Tym bardziej, że Uee zawsze wygląda jak Uee, a dla Nany ta ostra stylizacja nie jest pierwszym wyborem.

Trzecia runda na korzyść After School.
Sistar              1
After School   2

Runda IV - występy
Z dotychczasowych występów dostępnych w internecie, postarałem się wybrać te, które wypadły najkorzystniej.

Sistar - "Give It To Me" @ MCountdown 13.06.13



After School - "First Love" @ Music Core 15.06.13



Sistar wzięło się w garść i wróciło do ofensywnej taktyki, która przyniosła mu zwycięstwo w pierwszej rundzie. Jednak After School wcale nie ma zamiaru się bronić - naciera tak jak w dwóch poprzednich rundach. Cios za cios, prawie zero obrony. Praca nóg After School jest dziś znakomita, ale technika Hyorin i Soyou daje się mu we znaki. A jednak ciosy zadane przez AS w poprzednich rundach wydają się doskwierać Sistar, które wydaje się słabnąć. Piękna, widowiskowa runda dobiega końca. Sędziowie nieznacznie wskazują na After School.

Siłą występu Sistar jest piosenka. Nawet jeżeli jest tu sporo playbacku, to tam gdzie trzeba głosy Hyorin i Soyou błyszczą. Gorzej z widowiskiem. W gruncie rzeczy choreografia jest raczej uboga, choć nie brakuje w niej ciekawych ruchów i figur. Sęk w tym, że całość w zbyt małym stopniu opiera się na tańcu Sistar. Dziewczyny albo zostają zdominowane przez tłum wspierających tancerek i tancerzy, który w sumie niewiele robi, albo same niewiele tańczą. Dużo jest w tym wszystkim jakichś tanich chwytów. Dasom z laską i cylindrem, Bora z jakimś konfetti, Soyou ciągnięta przez tancerza i Hyorin... w sumie nie wiem, co robi Hyorin poza śpiewaniem. Nie dość, że te sztuczki są raczej mało efektowne i słabo uzasadnione w występie, to jeszcze wkład pracy dziewczyn w to musiał być raczej skromny. Dzień intensywnego treningu i każdy to powtórzy.

Naturalnie After School zdecydowanie lepiej wypada w tańcu niż w śpiewaniu, choćby z racji mniej efektownej piosenki i mniejszych możliwości wokalnych. Ale numerem tanecznym miażdży konkurencję. Raz, że samo przygotowanie do tańca na rurze musiało kosztować dziewczyny strasznie dużo pracy, trudu i wyrzeczeń. Ale dwa, że efekt końcowy jest widowiskowy, a i "naziemna" część choreografii, choć może nie nadmiernie skomplikowana, też wygląda bardzo dobrze. No i ku mojemu zaskoczeniu, albo dziewczyny mają nagrany rewelacyjny playback, albo starają się choć częściowo śpiewać na żywo i to z całkiem korzystnym rezultatem - szczególnie Jungah.

Koniec końców Sistar traci strasznie dużo do After School jeśli idzie o taniec i aspekt wizualny, a AS nie pozwala aż tak znacznie odskoczyć Sistar pod względem muzycznym, tym bardziej, że piosenki są jednak porównywalnie przebojowe, choć utrzymane w różnym stylu.

Czwarta runda na korzyść After School.
Sistar              1
After School   3

Runda V - wydawnictwa
Recenzję albumu Sistar "Give It To Me" znajdziecie >>TUTAJ<<.
Recenzję maxi-singla After School "First Love" znajdziecie >>TUTAJ<<.

Bardzo jednostronna runda. Zanim Sistar zdążyło wejść w walkę, już zebrało solidny oklep. Nie padło na deski, bo kilka tricków zachowało na sam koniec starcia, kiedy rywalki powtarzały już zaprezentowane wcześniej kombinacje. Jednak przewaga After School wydaje się i tak miażdząca.

Na obydwu wydawnictwach znalazła się zbliżona liczba interesujących nagrań, choć i tu więcej do zaoferowania wydaje się mieć After School. Sęk w tym, że te kilka udanych piosenek w wypadku After School oznacza, że maxi-singiel jest wypchany po brzegi udanymi utworami, podczas gdy ta sama liczba dobrych piosenek u Sistar to co najwyżej połowa albumu. Gdyby Sistar też wydało maxi-singiel, można by mówić o w miarę wyrównanej walce, a tak After School wygrywa bezdyskusyjnie.

Piąta runda na korzyść After School.
Sistar              1
After School   4

Runda VI - promocje
After School - "First Love" występ na konferencji prasowej



Sistar - Comeback Showcase ("Loving U", "Crying", "Give It To Me", "Hey You", wypowiedzi)




After School w programie "Star King" via allkpop.com >>LINK<< (dużo krótkich klipów)


Sistar - "Miss Sistar" @ MCountdown 13.06.13



Sistar - "Hey You" @ MCountdown 13.06.13



After School chyba zanadto zaufało taktyce obranej w poprzednich, wygranych rundach. Sistar również powtórzyło taktykę z pierwszej rundy, jednak zaatakowało z jeszcze większą zawziętością i prezentując jeszcze szersze spectrum ciosów. After School próbowało odpowiedzieć swoimi sprawdzonymi zagraniami, ale nie wystarczyło to nawet by dobić do punktowego remisu.

Póki co promocje After School opierają się na jednej piosence i jednym występie. Rozumiem, że dziewczyny promują tylko otyły singiel, podczas gdy Sistar musi uciągnąć wypromowanie całego albumu, ale jeżeli AS nie odwróci jakoś uwagi od tematu tańca rurze, publika szybko się znudzi. Tymczasem Sistar opiera swoje promocje na najlepszych piosenkach ze swojego nowego albumu i siłą rzeczy będzie przykuwało znacznie więcej uwagi odbiorców bardziej zorientowanych na muzyczną stronę projektów. A to paradoks, bo przecież wcześniej wytknąłem, że wydawnictwo Sistar jest wyraźnie słabsze.

Szósta runda na korzyść Sistar.
Sistar              2
After School   4

Nie mam zamiaru wymyślać większej liczby rund, bo te następne musiałyby być mocno naciągane. Na dziś wydaje się, że powrót After School pod większością względów jest wyraźnie bardziej udany. A jednak Sistar zatriumfowało w dwóch kluczowych kategoriach - piosenka i promocje. Sytuacja jest dosyć ciekawa. Wydaje się, że mimo wszystko większą popularność zdobędzie nagranie Sistar, choćby z racji tego, że startuje z uprzywilejowanej pozycji znacznie bardziej modnej formacji.

A jednak patrząc przez pryzmat celów stawianych przed sobą przez poszczególne formacje, to raczej AS odnosi sukces. Sistar ze swoją piosenką i występem chciało wskoczyć do samej elity show-biznesu. Po tym teledysku i występie nie widzę takiej możliwości. Sistar takimi tanimi chwytami nie przekona do siebie słuchaczy i widzów, którzy wcześniej nie śledzili losów tej grupy. Sistar może nawet umocni swoją pozycję na rynku, ale na pewno nie pójdzie w górę.

After School miało przed sobą nieco inne zadania. Tak naprawdę ostatnim udanym koreańskim wydawnictwem formacji była piosenka "Shampoo" promująca album Virgin. Wtedy w grupie była jeszcze Bekah, czyli były to zamierzchłe czasy (pierwsza połowa 2011 roku). Od tamtej pory nie dość, że AS nie było szczególnie aktywne w ojczyźnie, to nie wypromowało żadnego naprawdę dużego przeboju, a odejście Kahi okazało się dodatkowym ciosem dla popularności formacji. After School chciało się przede wszystkim przypomnieć publiczności i odbudować choćby część swojej popularności.

Nowy numer został przyjęty raczej pozytywnie, zyskał uwagę publiczności i na pewno przyczyni się do zrealizowania założonego celu. Jednak jeżeli Pledis Entertainment wciąż życzy sobie, by After School było ich flagowym produktem, dziewczyny muszą wrócić na scenę z nowym nagraniem jeszcze w tym roku. W przeciwnym razie cały ten trud włożony w przygotowania do "First Love" da tylko tyle, że grupa nie zniknie ze świadomości publiczności i nie osunie się w dół drabiny popularności. Może nawet na chwilę wskoczy szczebel wyżej, ale aby się tam utrzymać koniecznie musi iść za ciosem.

piątek, 14 czerwca 2013

Starcie czerwca: After School - First Love [maxi-single]

Przyznam, że czekałem na to wydawnictwo nie mniej niż na numer je promujący. After School to specyficzna grupa, która nie słynie ze zbyt dobrych wokali. Dziewczyny są piękne, niezwykle zgrabne, popisują się świetnymi układami tanecznymi, ale w większości śpiewają bardzo przeciętnie i pochwalić mogą się co najwyżej ciekawymi barwami głosów. Z wyłączeniem Rainy chyba wszyskie cierpią na niedostatek mocy. A mimo to, a może nawet własnie dlatego, dla mnie AS to królowe b-side'ów.

Mam wrażenie, że te dosyć przeciętne umiejętności wokalne kładą większy ciężar na producentach stojących za ich wydawnictwami. Po prostu wytwórnia nie może sobie pozwolić na wypuszczanie słabo wyprodukowanych piosenek i kiepskich kompozycji, bo same wokale są niewystarczające do przykucia uwagi. Przez to nawet b-side'y, które u konkurencji przeważnie są mocno zaniedbane, w After School mają doskonałą wartość produkcyjną i wydają się dopieszczone do ostatniego dźwięku.

A trzeba też przyznać, że nie jest tak, że After School swoimi głosami kaleczy uszy. Nic z tych rzeczy, od strony barwy są bardzo ciekawe i przyjemne dla receptorów słuchowych. W dodatku jest ich aż 8 i każda ma nieco inny głos. To sprawia, że producenci mają duże pole do manewru wkomponowując je w swoje utwory.

Ponadto do tej pory AS wydało tylko jeden album. Pozostałe wydawnictwa to mniejsze i większe single. To całkiem istotna sprawa, jeśli idzie o jakość b-side'ów. Na maxi-singlach raczej nie ma piosenek przypadkowych, bo nie ma ciśnienia na sztuczne pompowanie objętości albumu. Pełnoprawne albumy mają ten problem, że wiele nagrań ląduje na nich tylko po to, żeby ilość piosenek była większa.

Co najbardziej podoba mi się w b-side'ach After School? Klimat. Większość tych piosenek jest od niego aż gęsta. Te utwory prawdopodobnie kiepsko sprawdzałyby się jako title-tracki, bo nie są dostatecznie przebojowe, chwytliwe, lub są zbyt niszowe. Ale muzycznie przeważnie są bardzo dobre. Dominują nowoczesne, elektroniczne brzmienia, ale na tyle ciekawie i zręcznie zaaranżowane, że nawet taki zwolennik instrumentalnego grania jak ja, musi je pochwalić. Do tego dołóżmy ani pretensjonalne, ani nazbyt sztampowe kompozycje i całkiem dojrzałe brzmienie i mamy AS w pigułce.

No dobra, tyle teorii, a jak nowy singiel After School wypada w praniu? Świetnie! Chyba nawet lepiej niż się spodziewałem. Wśród piątki piosenek nie ma ani jednej, którą nazwałbym słabą, a większość, jeśli nie wszystkie, z przyjemnością dodam do playlisty.

01. 8 Hot Girls
Zaczynamy intrem. Brzmi może nie wybitnie, ale całkiem sympatycznie i nastrojowo, ale przede wszystkim sprawdza się jako wejście nie tylko do tego albumu, ale przede wszystkim do title-tracku, który jest pierwszą właściwą piosenką na kompakcie. Warto nadmienić, że męskie głosy w tym kawałku to Maboos i Chakun z Electroboyz, formacji bezpośrednio pod skrzydłami Brave Brothers, który wyprodukował intro i title-track.



02. First Love
Normalnie w swoich albumowych zestawieniach pomijam title-tracki, jednak dzisiaj odstąpię od tej reguły. Po prostu zauważyłem, że bez teledysku zacząłem znacznie bardziej doceniać piosenkę. A jednocześnie wiem jak trudno jest zrezygnować z oglądania tego videoklipu.

Co do samej piosenki, to sporo napisałem już wczoraj >>TUTAJ<<. Dodam jeszcze, że bardzo podoba mi się zestawienie subtelnego instrumentalnego podkładu z mocnym, wyraźnie wybrzmiewającym beatem. Wokale też świetnie wpasowują się w konwencję, dobrze trzymając klimat, sprawiając, że utwór naraz jest smutny, ale i kojący, stonowany, ale nie usypiający. To jest materiał na przebój. Angielskie tłumaczenie >>TUTAJ<<.

Jakby tak się zastanowić, ta piosenka wcale nie brzmi tak różnie od innej tegorocznej kompozycji Brave Brothers - "Gone Not Around Any Longer"(>>TUTAJ<<) napisanej dla Sistar19. Tylko w kawałku AS o wiele zręczniej wpleciony został saksofon.



03. Dressing Room
O tym właśnie mówiłem we wstępie. Kwintesencja AS-owych b-side'ów. Trudno byłoby z tej piosenki zrobić główny element wydawnictwa, ale sama piosenka jest doskonała - klimatyczna, ciekawa brzmieniowo - tak od strony wokali, jak i od strony podkładu. Strasznie podoba mi się to elektroniczne przejście przed finałem, które brzmi trochę jak jakiś ciężki sprzęt przecinający się przez amazońską dżunglę. Innym fajnym elementem jest zróżnicowanie wersów na te rozciągnięte brzmieniowo i te, gdzie poszczególne zgłoski niemal na siebie wskakują. No i Raina w tym kawałku błyszczy, dając mu tak potrzebnego kopa siłą swojego głosu. Angielskie tłumaczenie >>TUTAJ<<, momentami wydaje się zgrzytać, ale myślę, że duża w tym zasługa angielskich wtrąceń w samej piosence, które chyba nie są najzgrabniejsze. Ale cóż, taki urok k-popu ;)



04. Time's Up
Hm. Nie mogę zaprzeczyć, że jak da się tej piosence szansę, to niesie. A jednak jest w niej coś dziwnego. Z pozoru brzmi, sczególnie na początku, jak jedna z wielu wakacyjnych piosenek. A jednak to nie jest typowy reprezentant tego gatunku. Może sam przebieg melodii się zgadza, ale podkład jest dziwną mieszanką mocno instrumentalnego brzmienia i elektroniki. Chyba najdziwniejszy w tej całej układance jest bardzo wyraźny bas, wyjęty jakby z trochę innej bajki. No i te przejścia ze smyczkami. A jest też przecież miejsce na rap z mocno elektronicznym podkładem. Ba, znalazło się nawet miejsce na bongo. Ten utwór jest za bardzo zróżnicowany, żeby móc go wrzucić do jakiegoś worka. Naprawdę dziwna piosenka, ale w gruncie rzeczy ją lubię, właśnie za tę różnorodną dziwność. Angielski tekst >>TUTAJ<<.



05. Love Beat
Kolejny bardzo dobry kawałek. Ośmielę się nawet stwierdzić, że poradziłby sobie jako samodzielny singiel, chociaż niekoniecznie w Korei. Typowo klubowe brzmienie, które doskonale sprzedałoby się w Europie. Jednak utwór nie męczy uszu  także słuchany w innych okolicznościach przyrody. W dodatku rozrzut brzmienia wokali i produkcyjnych zabiegów sprawia, że to nie jest zwykła monotonna "umcawa" tylko pełnoprawna piosenka z wewnętrznym muzycznym życiem. No i bardzo podoba mi się linia melodyczna refrenu. Angielskie tłumaczenie >>TUTAJ<<.



06. Make Up & Tears
A teraz coś z zupełnie innej beczki. Ta piosenka kompletnie nie pasuje do brzmienia reszty wydawnictwa, a szczególnie do ostatniego utworu. Co nie oznacza, że jest zła. Wypada zaznaczyć, że nie wykonuje jej całe After School - to duet dwóch najlepszych wokalistek tej formacji - Jungah i Rainy. Podkładu nie kupuję aż do finału - dopiero tam robi się w miarę interesujący. Wcześniej nie brzmi źle, ale mocno sztampowo. Fortepian brzmi nawet ładnie, ale gitara wydaje mi się niepotrzebnym dodatkiem. Doceniam to, że podkład jest dosyć wyciszony i ładnie zestrojony, a jednak ma dla mnie za małą wartość.

Co innego wokale. Szczególnie Jungah robi tu na mnie duże wrażenie. Jej barwa idealnie pasuje do tej piosenki i po raz kolejny pokazuje, że jest jedną z lepiej brzmiących wokalistek jesli idzie o dolne partie. Ale i Raina pozytywnie zaskoczyła mnie nieco niższą tonacją, bo zazwyczaj ma tendencję do uciekania bardzo wysoko, aż uszy świdruje. Słowa średnio do mnie trafiły, chociaż podoba mi się mocne, bezkompromisowe zakończenie refrenu. Angielskie tłumaczenie >>TUTAJ<<.



Gorący, czerwcowy tydzień po mału dobiega końca. Z jednej strony żałuję, bo chciałbym jeszcze trochę popisać o tych dwóch formacjach. Z dugiej strony sporo ciekawego wydarzyło się w międzyczasie i jest już sporo zaległości do nadrobienia. A w przyszłym tygodniu też ma być sporo premier. Prawdopodobnie będę się trzymał założonego na początku terminarza i jutro zakończę wątek porównaniem powrotów Sistar i After School, ewentualnie dalej w tym miesiącu w wolnej chwili skrobnę jakieś dodatkowe wpisy o występach poszczególnych grup. Teraz chyba nie ma to sensu, bo za nami dopiero kilka występów.

Jeżeli ominęły Was poprzednie wpisy, zapodaję małą ściągawkę.
10.06.13 - ważenie, czyli zbiór teaserów i przedpremierowych domysłów (poniedziałek) [>>TUTAJ<<]
11.06.13 - Sistar "Give it to me" recenzja teledysku i title-tracku (wtorek) [>>TUTAJ<<]
12.06.13 - Sistar "Give it to me" recenzja albumu (środa) [>>TUTAJ<<]
13.06.13 - After School "First Love" recenzja teledysku i title-tracku (czwartek) [>>TUTAJ<<]
14.06.13 - After School "First Love" recenzja maxi-singla (piątek) [dzisiaj]
15.06.13 - pojedynek, czyli porównanie obydwu piosenek, klipów i występów (sobota) [>>TUTAJ<<]

czwartek, 13 czerwca 2013

Starcie czerwca: After School - First Love [MV]

Wczoraj nie mogłem zabrać się za pisanie, bo choć wiedziałem, co chcę napisać, to temat wydawał mi się mniej interesujący niż pierwotnie zakładałem. Dziś znów nie mogę wziąć się w garść, choć z dokładnie odwrotnych powodów. Bardzo chciałbym przelać przez klawiaturę cały ocean słów... Sęk w tym, że nie wiem, co napisać. Nowy kawałek After School jest bardzo specyficzny...

Zacznijmy od tego, co normalnie znalazłoby się na końcu tekstu. O drobnej prognozie co do odbioru piosenki przez rynek. Mogę sobie pozwolić na taką prognozę już tutaj - z jednego prostego powodu. Moja prognoza brzmi - nie mam zielonego pojęcia. Co więcej, wątpię aby ktokolwiek był w stanie przewidzieć odbiór tej piosenki, tego teledysku i tego występu. Właściwie w każdym elemencie podjęto gigantyczne ryzyko i każdy z elementów publika może pokochać jak i znienawidzić. I wcale nie przesadzam z użytymi słowami.



Zacznijmy od słonia w pokoju, jak mawiają Brytyjczycy. Już od pewnego czasu wiadomo było, że nowym numerem After School będzie taniec na rurze. Pomimo tego, że oczywiście w sieci pojawiły się uszczypliwości, odbiór samego pomysłu wcale nie był jakoś skrajnie negatywny. Wydaje się, że wiele osób z werdyktem wstrzymało się do zobaczenia ostatecznych efektów.

Po mojemu pomysł wypalił, choć mam pewne zastrzeżenie, od którego zacznę, bo bazując na nim, można obalić wszystko, co dalej napiszę. Taniec na rurze w zasadzie nie ma żadnego związku z treścią piosenki - jest po prostu bajerem dodanym do występu.

Z drugiej strony taniec na rurze trudno nazwać bajerem. Oczywiście - ma rzucać się w oczy, ma uatrakcyjniać widowisko... Ale to nie jest coś, czego można nauczyć się przez noc. After School spędziło sześć miesięcy przygotowując się do tego występu - ucząc się tańca na rurze od podstaw. Pledis Entertainment pokazało kilka zakulisowych nagrań z sali treningowej, ale żadne z nich nie mówi tyle o poświęceniu włożonym w ten występ przez dziewczyny z AS, co zdjęcie, które znajdziecie >>TUTAJ<<.

Abstrahując na moment od samej natury i jakości występu, mam wrażenie, że wiele uwagi poświęcać się będzie właśnie trudowi włożonemu w jego przygotowanie i kto wie, czy ten czynnik nie zaważy na skali popularności piosenki. Może mam mylne wyobrażenie o tamtym zakątku świata, ale sądzę, że Koreańczycy docenią pracę wykonaną przez zespół. Bo jednak trudno porównywać wkład AS w ten układ z wkładem włożonym w tradycyjną k-popową choreografię, nawet najbardziej wymyślną.

A jaki jest sam występ? Na razie będę starał się ograniczać, do tego, co widać w teledysku, choć występ telewizyjny też już widziałem - po prostu chowam go na później. A jednak muszę przemycić kilka słów. Teledysk jak to teledysk - nie w pełni ukazuje złożoność tego numeru i na dobrą sprawę trzeba będzie poczekać na kilka telewizyjnych nagrań, by w pełni móc docenić tę choreografię. Chodzi o detale, od których w układzie się roi, i których nie sposób w całości wychwycić. Na scenie są cztery rury i przy każdej coś się dzieje - w dodatku nie zawsze to samo. W każdym razie na żywo rzecz wypada na pewno jeszcze lepiej.

Jeszcze lepiej oznacza naturalnie, że uważam, że w teledysku też jest bardzo dobrze. Miałem spore oczekiwania w stosunku do AS i tego układu. Nie będę pisał, że dziewczyny te oczekiwania przebiły, ale na pewno mnie nie zawiodły. Myślę, że dla osoby, która nie śledziła teaserów, lub nie wypatrywała powrotu After School, ten numer będzie jeszcze atrakcyjniejszy i bardziej widowiskowy.

Co ważne, AS udało się zrobić rzecz absolutnie kluczową, bez której może i zyskałyby nieco więcej męskiego poklasku, ale spadłyby też na nie gromy opinii publicznej. Chodzi naturalnie o erotyczną proweniencję tańca na rurze, którą After School udało się stłamsić. Gdyby dziewczyny zaprezentowały taniec rodem z baru ze stripteasem, momentalnie zostałyby zeżarte - nie tylko przez męskie oczy, ale także przez czujną i wrażliwą na tym punkcie opinię publiczną. Na szczęście rura w ich wydaniu jest tylko przyrządem gimnastycznym. Mam nawet wrażenie, że to odseksualnienie tanća jest tu nawet ciutek zbyt daleko posunięte.

Tym bardziej, że część choreografii jest wykonywana bez rur i... Cóż, wypada ona seksowniej, niż te wszystkie akrobatyczne wygibasy. Choć trzeba też powiedzieć, że nie jest to w żadnym razie obraz ociekający seksem. Pląsy dziewczyn nazwałbym raczej zmysłowymi. W tym momencie wytknę też, że w ogóle w całym układzie tanecznym niewiele jest gwałtowności, siły, czy narzucania wysokiego tempa. Piosenka jest bardzo spokojna, toteż i taniec musi pozostawać w podobnym nastroju.

Pozostanę jeszcze przy stronie wizualnej powrotu i rzucę kilka słów o teledysku. Oprócz tańca na rurze, jest tu jeszcze jedna kontrowersja - golizna. Część dziewczyn złapana jest w kadr topless i choć wszystko znów podpada tu bardziej pod zmysłowość i zgrabne nęcenie męskiej wyobraźni kobiecą subtelnością, to myślę, że akurat z tym wątkiem After School może miec więcej problemów. Jestem przekonany, że sporo osób zareaguje negatywnie i chyba nawet nie zamierzam ich krytykować.

Nie to żebym narzekał na te widoki, nie mam też zamiaru protestować, ale widzę, że jest to kroczek przesuwający granicę w niewłaściwym kierunku. Za chwilę pojawią się naśladowcy nieobdarzeni wyczuciem dobrego smaku, a za nimi przyjdzie ktoś jeszcze inny i przesunie granicę jeszcze dalej, żeby znów wyróżnić się czymś na tle konkurencji. Nie warto robić wyścigów w tym kierunku. Tak, choćby nęcenie dekoltem przez Hyunę (dla zainteresowanych, nęcenie >>TUTAJ<<) jest zdecydowanie mniej gustowne, niż to, co prezentują dziewczyny z AS, ale wciąż nie jest to uzasadnienie dla decyzji podjętych w wytwórni.

Od strony stylizacji przy okazji teaserów pisałem już, że bardzo podoba mi się, co zrobiono z dziewczynami. Właściwie do wyglądu żadnej nie mogę się przyczepić. Sceny również wydają się dosyć oryginalne, choćby ze względu na dobraną kolorystykę. O ile zestawienie barwy pomarańczowej z niebieską, czy fioletowej z białą, w żadnym razie nie jest niczym oryginalnym, to jednak są to barwy rzadko spotykane w tego typu scenografiach, co czyni ten wybór ciekawym i możliwie oryginalnym. Bo już sama konstrukcja scen nie jest szczególnie ciekawa, wręcz nazwałbym ją pospolitą i sztampową.

Co do strojów, to czarne i białe komplety akceptuję bez słowa szemrania - no może z dyspensą na tę paskudną czapkę Nany. Trochę więcej znaków zapytania mam przy kompletach "brytyjskich". Nie mam nic do kolorystyki i pomysłu, który znów wydaje się dosyć oryginalny. Bardziej martwi mnie, że noszenie brytyjskiej flagi centralnie na tyłku przez dziewczynę tańczącą na rurze, może być kolejnym przyczynkiem do wywoływania całkiem zbędnych kontrowersji.

Zauważę jeszcze jedną rzecz. W przeciwieństwie do wielu poprzednich teledysków After School, wszystkie dziewczyny dostają możliwie porównywalny czas na ekranie. Wcześniej normą było, że niektórych członkiń trzeba było się specjalnie doszukiwać nawet na planach grupowych. Tym razem nie tylko nie ma tego problemu, ale podział wydaje się dosyć sprawiedliwy. Tak, Nana jest nieco bardziej wyeksponowana poprzez umieszczenie jej na otwarciu i samym zakończeniu piosenki, no i E-young dostaje sporo czasu, ale inne dziewczyny nie mogą narzekać, że coś przez to tracą. No może Jungah, która jest nominalną liderką formacji, a wcale tego nie widać.

Co ciekawe, podobną sprawiedliwość spróbowano zastosować także przy dzieleniu piosenki. Do niedawna lwią część partii wokalnych dzieliły między siebie Raina i Jungah, no i Kahi, kiedy jeszcze była w zespole. Nawet ostatnie nagranie - "Flashback" (>>TUTAJ<<), zostało przygotowane pod dyktando owej dwójki. "First Love" daje szansę wszystkim dziewczynom i w zasadzie żadnej nie faworyzuje. Niestety, jest to może plusem dla fanów i ludzi zarzucających, że ktoś w AS jest zbędny, ale dla przeciętnego odbiorcy wiąże się z jednym poważnym problemem...

Część dziewczyn w AS nie radzi sobie ze śpiewaniem, a w tej piosence dostają porównywalną ilośc partii do koleżanek. Jedynym sposobem, by te braki zamaskować, jest zaniżenie poziomu wokalnego całego utworu. I to własnie się stało. Większośc wokali jest przeprodukowana, nawet gdy nie jest to potrzebne, a lepsze wokalistki muszą trzymać swoje głosy na wodzy, by za bardzo nie błysnąć lub nie ujawnić się z mocą w głosie. Co ciekawe, pomimo masowego playbacku, w wersji telewizyjnej całość wydaje się wypadać lepiej. W teledysku jednak to celowe zaniżanie poziomu jest słyszalne.

Oczywiście wytwórnia i After School ma przykrywkę w postaci tematyki utworu. Jeżeli zajrzycie >>TUTAJ<< i przeczytacie angielskie tłumaczenie, z pewnością zauważycie, że piosenka jest bardzo smutna, nawet bardziej niż sugerowałby to stonowany podkład. To sztuczne tłumienie głosów i wystrzeganie się wokalnych popisów ktoś nieobeznany z tematem mógłby może nawet przyjąć za zabieg artystyczny. Niestety, każdy kto zetknął się w świadomy sposób z jakąś poważniejszą próbką nagrań After School, musi zdawać sobie sprawę, że taka Jooyeon nie umie śpiewać i basta. Nawet z playbackiem. Obcinanie mocy nagrania w imię chwytu, na który mało kto się nabierze? Nie wiem czy to dobry pomysł.

A jednak utwór sam w sobie się broni. Nie jest to może najbardziej uzależniająca piosenka jaką słyszałem, ale całkiem chwytliwa, zdecydowanie przemyślana od strony kompozycji, aranżacji i produkcji, a przez to tworząca specyficzny klimat. Piosenka jest smutna, jest nostalgiczna, ale nie jest drętwa ani rozwleczona. Jest tempo, jest beat, jest melodia, w dźwiękach coś się dzieje. To wbrew pozorom jest materiał na przebój. After School i Pledis Entertainment raczej powinny martwić się o otoczkę utworu, a nie samą piosenkę. Jeżeli publika kupi opakowanie, to Sistar może mieć godnego konkurenta.

Prawie bym zapomniał odnieść się do jeszcze jednej rzeczy. Tak bardzo chciałem ładnie przejść od teledysku do piosenki, że zupełnie pominąłem temat Lizzy, której w teledysku prawie nie ma. Jeżeli ktoś czytał mój pierwszy wpis z tegotygodniowego cyklu, to wie, że Lizzy doznała urazu w trakcie treningu i siedzie teraz z nogą w gipsie (uszkodzone wiązadło). Sprawa wydarzyła się relatywnie niedawno, blisko końca przygotowań, a przecież odbiła się nie tylko na teledysku. Występ i cały układ musiały zostać zmienione, bo siedem dziewczyn nie dzieli się przez cztery rury równie dobrze co dziewczyn sztuk osiem.

Tu rodzi się jeszcze jedno pytanie. Czy po zakończeniu bieżących promocji, na jakichś koncertach w bliższej i dalszej przyszłości, AS wciąż będzie wykonywało ten numer, czy też nie będą już ryzykowały swoim zdrowiem i piosence będzie towarzyszył bardziej konwencjonalny układ? Jeżeli stanie na tej drugiej opcji, to Lizzy z grubsza właśnie zmarnowała pół roku własnego życia trenując do układu, którego możliwe, że nigdy nie wykona.

Ufff, trochę się rozpisałem. Pewnie jest bez liku błędów i literówek, ale nie chce mi się tego wszystkiego teraz ogarniać, bo konam nad klawiaturą. Jeśli ktoś czyta te słowa jeszcze przed tym jak zabiorę się za korektę, to z góry przepraszam, ale nie mam nawet siły niczego olinkować. Jutro, a właściwie dzisiaj, recenzja maxi singla After School. I może coś jeszcze.

To jeszcze dorzucę rozpiskę pozostałych tekstów.

10.06.13 - ważenie, czyli zbiór teaserów i przedpremierowych domysłów (poniedziałek) [>>TUTAJ<<]
11.06.13 - Sistar "Give it to me" recenzja teledysku i title-tracku (wtorek) [>>TUTAJ<<]
12.06.13 - Sistar "Give it to me" recenzja albumu (środa) [>>TUTAJ<<]
13.06.13 - After School "First Love" recenzja teledysku i title-tracku (czwartek) [dzisiaj]
14.06.13 - After School "Time's up!"(?) recenzja maxi-singla (piątek) [>>TUTAJ<<]
15.06.13 - pojedynek, czyli porównanie obydwu piosenek, klipów i występów (sobota) [>>TUTAJ<<]

POSTSCRIPTUM
Niemiła wiadomość dotarła dzisiaj (19.06) z Korei. Podczas kręcenia programu "Show Champion", schodząc ze sceny Nana potknęłą się i runęłą z wysokości ponad metra. Pierwsze badania nie wskazywały na nic istotnego, ale bóle nie ustąpowały i po powtórnych badaniach zdecydowano się zatrzymać ją w szpitalu. Podobno doszło do urazu okolic miednicy, na całe szczęście bez uszkodzenia kości. Wytwórnia zapewnia, że uraz nie jest poważny, ale mimo to Nana dostanie czas na dojście do zdrowia, a wszystkie jej działalności sceniczne itp. zostały zawieszone. Oznacza to, że w najbliższym czasie After School będzie występowało w szóstkę.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Starcie czerwca: Sistar vs After School [ważenie]

Okej, nie planuję robić stałej pozycji tego typu na tym blogu, więc nie oczekujcie starć lipca, sierpnia itd. Po prostu akurat tak się złożyło, że dwie duże żeńskie formacje ogłosiły swoje powroty nie tylko na czerwiec, ale nawet na ten sam tydzień czerwca. Drugi album Sistar i szósty maxi-singiel After School rozdzielają raptem 2 dni czasu. Przy tym obie grupy mierzą w tę samą demografię, więc porównania są nie do uniknięcia.

W dodatku tak się składa, że obie formacje należą do moich ulubionych w k-popowym światku, a przynajmniej mają w swoich składach kilka dziewczyn, które przykuwają moją uwagę. Czy bym nazwał to starciem czerwca, czy też nie - i tak ten tydzień zdominowałyby wpisy o tych dwóch formacjach. Nie to żeby nie było innych tematów - co to, to nie. Już dzisiaj na półeczkę wędruje bardzo ciekawy teledysk, do którego wrócę w wolnej chwili.

A wszystko po to, żeby zrobić miejsce na ten tekst, który tak naprawdę jest tylko garścią informacji, komentarzy i moich domysłów spisanych jeszcze przed premierą obydwu krążków. Czekałem z tym tekstem do ostatniej chwili, licząc, że After School zdąży ujawnić video-teaser dla swojej głównej piosenki i zdecydowanie dobrze zrobiłem.

Jeszcze zanim przejdę do meritum, sypnę króciutkim terminarzem na ten tydzień, który i tak pewnie weźmie w łeb z jakiegoś powodu.
10.06.13 - ważenie, czyli zapowiedź właściwego starcia (poniedziałek) [dzisiaj]
11.06.13 - Sistar "Give it to me" recenzja teledysku i title-tracku (wtorek) [>>TUTAJ<<]
12.06.13 - Sistar "Give it to me" recenzja albumu (środa) [>>TUTAJ<<]
13.06.13 - After School "First Love" recenzja teledysku i title-tracku (czwartek) [>>TUTAJ<<]
14.06.13 - After School "First Love" recenzja maxi-singla (piątek) [>>TUTAJ<<]
15.06.13 - pojedynek, czyli porównanie obydwu piosenek, klipów i występów (sobota) [>>TUTAJ<<]

Od czego by tu zacząć? Chyba od After School, które pierwsze zaczęło sypać konkretami, choć ich mniejsze wydawnictwo pojawi się kilka dni później od konkurencji. Czerwcowy comeback jest zdecydowanie ważniejszy właśnie dla tej formacji, która przez blisko rok nie pojawiała się na scenie. W dodatku grupa jest po licznych przetasowaniach w składzie (więcej >>TUTAJ<<), rok temu z formacji odeszła jej założycielka i dotychczasowa liderka - Kahi (więcej o niej >>TUTAJ<<). W dodatku ostatnie nagranie grupy - "Flashback" (>>TUTAJ<<) - nie było też tym, czego spodziewali się fani, choć sama piosenka została nawet ciepło odebrana i dobrze się sprzedawała.

Ogólnie rzecz biorąc, zdaniem wielu, problemem grupy jest zbyt szeroki skład, a dokładniej to, że wiele spośród dziewczyn niewiele wnosi do występów i piosenek. After School jest znane ze świetnych tanecznych występów, ale większości dziewczyn nieco brakuje charyzmy i talentu wokalnego, dlatego odejście Kahi było takim ciosem dla formacji. Teraz After School potrzebuje dużego przeboju, być może największego w swojej historii - nie tylko by pójść w górę drabiny popularności, ale także by nie osunąć się w dół.


Pierwszy teaser - grupowa fotka - wywołał mieszane reakcje. Dziewczyny jak zwykle wyglądają świetnie, stylizacja też jest niczego sobie, jednak wśród fanów AS i miłośników koreańskiej sceny pojawiła się jedna obawa - że After School postanowi wpisać się w tegoroczny nurt "Bad Girls" czyli pewnej mieszanki, która w ostatnich miesiącach dominuje na koreańskich scenach. Ladies' Code debiutowało z piosenką "Bad Girls" (>>TUTAJ<<), Lee Hyori powróciła z piosenką "Bad Girls" (>>TUTAJ<<), a w strachu przed konkurencją solowy debiut CL z 2NE1 na szybko przemianowano na "The Baddest Female" (>>TUTAJ<<). No i jeszcze w zeszłym tygodniu Bumkey wypuścił piosenkę zatytułowaną - a jakże - "Bad Girl". A to tylko przykłady nawiązań poprzez same tytuły, wizerunkowych odchyłów w tym kierunku było znacznie więcej. Trochę hip-hopu do swojego stylu w tym roku próbowało przemycić nawet Girls' Generation ze swoim "I Got A Boy" (>>TUTAJ<<).

Na pewno po części podzielałem te obawy, ale moją uwagę zwróciło co innego. Do tej pory Pledis Entertainment, a w szczególności After School, słynęło z pomysłów na występy/teledyski. Dziewczyny z AS do tej pory wcielały się w mażoretki na potrzeby promocji "Bang!" (>>TUTAJ<<), na potrzeby promocji do "Shampoo" opracowały numer ze stepowaniem, a "Flashback" towarzyszyła piosenka "Rip Off" (link już gdzieś wyżej) i lekko kabaretowy występ z machaniem laskami. Przy okazji ujawnienia powyższej fotki, Pledis - w dość enigmatyczny sposób - zapowiedziało numer, który miałby być dłuższy od poprzednich i bić je na głowę od strony widowiskowości. Padły słowa porównujące całość do występów w Las Vegas, choc do końca nie wiadomo, czy chodziło tylko o pewien wyznacznik jakości, czy było to jakieś odwołanie co do samej natury występu?


Co do samego wizerunku to mnie dziewczyny kupiły natychmiast. Stylizacja jest zdecydowanie bardziej pomysłowa, niż u konkurencji. Widzę też, że Pledis ogarnęło nieco temat Rainy (z prawej), która zaczęła być zdecydowanie korzystniej stylizowana. Widać to było we "Flashback", widać to było w zeszłorocznych nagraniach Orange Caramel, widać to też teraz. Druga dobra wiadomość to odnalezienie sposobu na E-Young (więcej o tej utalentowanej dziewczynie >>TUTAJ<<). Do tej pory w niemal każdym klipie i nagraniu wyglądała jak podlotek - zdecydowanie mniej korzystnie niż podczas zwykłych występów przed kamerami. Ktoś w wytwórni postanowił pociągnąć jej wizerunek w stronę ostentacyjnej i nieco trącącej fałszem niewinności. W dotychczas ujawnionych materiałach sprawdza się to rewelacyjnie.



Jednak niekwestionowaną królową teaserów została Nana. Już przy okazji jej gościnnego występu w piosence "Ma Boy 3" (>>TUTAJ<<) przewidywałem, że jej rola w grupie zyska na znaczeniu. Nie wiadomo jeszcze jak to będzie od strony wokalnej, ale na pewno teasery kreują ją na twarz i liderkę formacji. Choć nominalnie grupą wciąż zawiaduje Jungah. A propos Jungah...



Chcę wierzyć, że oni w Korei nie do końca pojmują wydźwięk takiego gestu.

Dobra, zmieńmy narożnik. Teraz trochę o Sistar. Dla nich czerwcowy comeback również jest ważny, choć nie ma tego ciężaru "życia i śmierci". Sistar w zeszłym roku wypromowało dwa wielkie przeboje, które miejsca na listach przebojów ustępowały tylko PSY'owi i jego "Gangnam Style". Wyprodukowane przez Brave Brothers "Alone" (>>TUTAJ<<) było także transformacją nieco szmatławego, pstrokatego wizerunku grupy. Sistar - tak od strony muzycznej, jak i wizerunkowej, zyskały na klasie i prawdziwym seksapilu, co natychmiast wyniosło grupę wyżej na drabinie sławy.

Drugi hit - wakacyjne "Loving U" (>>TUTAJ<<) umocniło formację tuż za plecami takich potentatów jak 2NE1 z YG Entertainment i Girls' Generation z SM Entertainment (dwóch największych wytwórni na rynku). Co więcej, Sistar stało się tak mocne, że nawet w okrojonym do dwóch osób składzie tzw. Sistar19 i z nierewelacyjną piosenką "Gone Not Around Any Longer" (>>TUTAJ<<), grupa w tym roku nie tylko sięgnęła już po pierwsze miejsce na listach przebojów, ale także przez wiele tygodni nikomu tego miejsca nie oddawała. "Gone Not Around Any Longer" to póki co największy przebój tego roku.


Sistar zaczęło przecieki od ciekawej i seksownej fotki Bory - głównej tancerki grupy. Już wcześniej wytwórnia chwaliła się m.in. nagraniami Bory tańczącej na rurze, ale taniec na obręczy? To zdecydowanie zapowiada się ciekawie. No i pierwszy teaser z miejsca potwierdzał, że Sistar na dobre zrezygnowało z wizerunku bardziej pasującego do przydrożnych panienek. Jednak sama natura nadchodzącego występu wciąż wydawała się niejasna.



Zdecydowanie więcej wyjaśnił następny kontrolowany przeciek. Sistar poszło w kierunku burleski i muszę przyznać, że to zdecydowanie dobry pomysł. Taka stylizacja zdecydowanie pasuje do seksownej natury grupy i pełniejszych kształtów dziewczyn. A jednocześnie widać, że sporo pracy włożono w to, by całość była przygotowana ze smakiem i możliwie oryginalnie. Bardzo podoba mi się kolorystyka wykorzystująca dużo odcieni granatu i beżu/złota.



Jednak jeszcze ciekawszy okazał się teaser ujawniający listę nagrań na nowym krążku grupy. Chodzi nie tyle o tytuły czy liczbę nagrań, a o pseudonim kryjący się obok większości kompozycji. Za płytą w lwiej części stoi Double Kick (często spotkacie się z wariantem Duble Sidekick albo jakąś mieszanką obydwu). To o tyle ciekawe, że przez lata Sistar nieomal nierozerwalnie związane było z Brave Brothers, który stał choćby za "Alone". Jednak współpraca z Double Kick też nie może być zaskoczeniem. Grupa ta już w zeszłym roku podrzuciła Sistar "Loving U", poza tym odniosła też wiele sukcesów z innymi piosenkami oraz wykonawcami i zaskakująco stała się najlepszym producenckim teamem zeszłego roku. W tym roku też idzie im bardzo dobrze, to własnie Duble Sidekick stoi choćby za debiutem T-ara N4 z piosenką "Jeon Won Diary" (>>TUTAJ<<).

Wracamy do obozu After School, a tam...



Zaskakująca zmiana wizerunku. Druga seria zdjęciowych teaserów jest zdecydowanie subtelniejsza, a w opisach zdjęć pojawiły się pytania o pierwszą miłość. Z całego setu wybieram Lizzy z dwóch względów. Po pierwsze, żeby pokazać, że nie ścięła włosów - wbrew temu, co mogłoby się wydawać po pierwszej serii zdjęć. Dwa, by napisać, że najprawdopodobniej ominą ją wszystkie promocje związane z piosenką, a wydaje mi się także, że jej udział w teledysku będzie symboliczny. Naruszone wiązadło w kostce i noga w gipsie - efekt treningów. Wszystkie osiem fotek z seta >>TUTAJ<<. Nie chce mi się kombinować z wydostawaniem linków do osadzenia, ale przynajmniej na kilka zdjęć bardzo miło popatrzeć.

Jednak najciekawszy zdjęciowy teaser, nieco oderwany od całości, wypłynął później



Nie wiem, co mnie bardziej zastanawia. To, że Pledis zdecydowało się na tak śmiałą promocję, czy to, że w zasadzie uszło im to na sucho? Koreańska opinia publiczna jest mocno wyczulona na temat golizny, szczególnie jeśli idzie o celebrytów, a właściwie celebrytki. Uważam, że całkiem słusznie. A jednak najgorsze, co można było przeczytać pod tym zdjęciem na koreańskich stronach to to, że Nana i tak jest "płaska". Nie mówiąc o zagranicznych komentarzach, które były raczej zlepkiem pochlebstw. Najwyraźniej to, że Nana jest przy okazji także modelką jakoś daje jej specjalną dyspensę na tego typu sesje zdjęciowe. Inna rzecz, że na dobrą sprawę nie ma tu nic gorszącego - ot odsłonięte plecy.

No dobra, ale późno się robi, trzeba po mału zmierzać do clou programu. Jedna fotka, która bardzo dużo wytłumaczyła w temacie After School...



Już wiadomo, dlaczego powrót tak się przesuwał, już wiadomo, dlaczego mówiło się, że nad nowym numerem grupa pracuje w pocie czoła od sześciu miesięcy. Wyjaśniły się siniaki na nogach dziewczyn i zauważalny choćby na pierwszej fotce przyrost masy mięśniowej. Wyjaśniła się w końcu też kontuzja Lizzy, której brakuje na powyższym zdjęciu. After School będzie tańczyło na rurach.

Co do samego pomysłu mam mieszane uczucia. Tak, taniec na rurze w ostatnich latach przestał być łączony jednoznacznie z seks-biznesem, także w Korei. Ponadto dobrze wykonany taniec może być pokazem siły, zręczności i wygimnastykowania - wcale nie musi w ordynarny sposób kipieć od seksualnych sugestii. A jednak nie mam żadnej gwarancji, że ktoś to w zręczny sposób poprowadzi. Tym bardziej, że sam nowy wizerunek na tym zdjęciu raczej średnio przypadł mi do gustu. Stroje są okej - nawet bardzo okej, wyłączywszy czapkę na głowie Nany. Kolorystyka sceny? Już zdecydowanie gorzej. No i te nieszczęsne tatuaże. Tutaj słabo je widać, ale uwierzcie mi na słowo, że z bliska wypadają kiepsko. W dodatku wydają się być rozsiane po ciałach dziewczyn bez żadnego ładu i składu. Powrót After School zaczyna w tym momencie trącić aktem desperacji i stawianiem wszystkiego na jedną kartę.

Na tamtą chwilę teledysk Sistar zapowiadał się zdecydowanie ciekawiej, bo...



No właśnie. Całość tutaj zdecydowanie trzyma się kupy. Bardzo podoba mi się wystrój sceny, a wsparcie kilku czy nawet kilkunastu tancerek zdaje się kierować występ bardziej w kierunku rewii w stylu Moulin Rouge, a przynajmniej doda kilku kadrom nieco spektakularności. Od strony muzycznej na razie niewiele można powiedzieć.



Drugi video teaser zyskał nieco sensu od kiedy dodano do niego angielskie napisy. Ale i tak jest nieco porąbany.

A co w obozie After School? Wspominałem przecież na wstępie, że czekałem na ich teaser. No cóż... Jeżeli do dzisiaj próbowałem tonować nastroje i nie obiecywać sobie zbyt wiele to...



Tak, to po prostu musi być zajebiste. Nawet jeżeli piosenka produkcji Brave Brothers zawiedzie, a chyba jednak nie zawiedzie, nawet jeżeli teledysk zawiedzie, a prawie na pewno nie zawiedzie, to ja po prostu chcę zobaczyć występy na żywo. Nie mam pojęcia jak dziewczyny mają zamiar łączyć śpiewanie z tańcem na rurze, czy będzie to jakaś przeplatanka, czy osobny występ tak jak w wypadku numerów ze stepowaniem i werblami. Ale i tak to po prostu musi być zajebiste. Nie ma innej opcji.

W gębie przez długi czas mocniejsze wydawało się Sistar - uderzając rzadziej, ale celniej, nawet na moment nie spuszcając werbalnej gardy, nie pokazując słabości, nie narażając się na żadne docinki. Jednak kiedy przyszła pora stanąć na wadze, nagle ośmioosobowy skład After School zrobił swoje i to właśnie one na teraz wydają się moimi faworytkami. Jeżeli ich numer wypali, to mają duże szanse w starciu z Sistar, bo trzeba jednak pamiętać, że na ten moment Sistar startuje z uprzywilejowanej pozycji.

niedziela, 19 maja 2013

After School - Bang!

Wczoraj znowu zahaczyłem o temat After School i tak pomyślałem, że dawno nic tu o nich nie pisałem. A że dziewczyny nie śpieszą się z powrotem na scenę, to trzeba sięgnąć nieco do historii formacji. Dzisiaj jedna z fajniejszych piosenek, a zarazem jeden z większych przebojów grupy. Będzie dużo fajnego video.

"Bang!" to jedna z piosenek After School, która doczekała się dwóch wersji językowych - koreańskiej i japońskiej. Zaczniemy koreańskim oryginałem, który w swoim czasie miejsca na listach przebojów musiał ustąpić jedynie Girls' Generation. "Bang!" oryginalnie miał zostać zamieszczony na drugim singlu grupy, ale ponieważ prace nad piosenką się przeciągały, najpierw wypadła z wydawnictwa, a potem dorobiła się własnego krążka.

Wypuszczony 25 marca 2010 roku utwór był także pierwszym nagraniem w ośmioosobowym składzie i debiutem Lizzy. Oprócz niej poniższą wersję wykonują także Kahi, Bekah, Jungah, Jooyeon, Uee, Nana (bodaj jedyne nagranie w ciemnych włosach, musiałem to dopisać ;) ) i Raina.



Osobiście wolę wersję japońską, chociaż jedyne konkretne zarzuty pod adresem wersji koreańskiej to bezsensowne, bełkoczące intro, które chyba jest po angielsku i absolutnie zbędny pomysł, żeby na początku teledysku umieścić dzieci, w dodatku ubrane w te same seksowne wdzianka, co zespół.

Co tu dużo kryć, After School to dla mnie zdecydowanie najlepiej wyglądająca koreańska formacja i ten klip to pokazuje. Jest seksownie, ale bez jakiegoś nieobyczajnego przegięcia. Od strony brzmienia podkład jest rytmiczny i mocny dzięki charakterystycznym bębnom, ale także obfituje w intrygującą mieszankę orkiestry i elektroniki. Do tego dochodzą trochę recytowane, trochę wykrzykiwane wokale, które dobrze wpasowują się w klimat energetycznej bomby, którą umiejętnie kontrapunktuje subtelniejszy, bardziej melodyjny most przed finałem.

Warto zwrócić uwagę na samą koncepcję "marching band", która wyjątkowo nie była wymysłem kogoś w wytwórni, a liderki formacji - Kahi. Wokalistka i tancerka uparła się, że jej zespół musi wykonać taki numer, więc jej koleżanki przez 5 miesięcy pociły się ćwicząc występ zatytułowany "Let's do It". Na dobrą sprawę w teledysku jedynie widzimy kostiumy i krótkie przebitki, ale dziewczyny wykonywały ten numer na koncertach i powstały także dwa osobne klipy prezentujące występ dziewczyn z bębnami, który na płytce służy za intro. Poniżej wersja japońska, bo łatwiej znaleźć, a różnica jest tylko w kostiumach.



Jak zapewne zauważyliście, na klipie jest założony jakiś dziwny filtr audio, który sprawia, że całość brzmi bardziej jak telewizyjna reklama niż teledysk. Nie wiem, czy to kwestia japońskiej specyfiki, czy też jakiś feler podczas wrzucania na YT. Niestety japoński teledysk do "Bang!" ma ten sam problem, ale o dziwo wersja taneczna jest już od niego wolna. Wrzucę obie, ale zacznę od pełnego teledysku, bo choć audio brzmi głucho, to patrzy się na niego świetnie.



Wersja japońska była pierwszym singlem grupy na tym rynku, wydanym 17 kwietnia 2011. Tak się składa, że jest to także najlepiej odebrana przez japońską publikę piosenka After School. Choć dziewczyny nagrały kilka naprawdę fajnych kawałków z wyłącznością dla Japonii, to tylko "Bang!" udało się wedrzeć do pierwszej dziesiątki list sprzedaży.

Piosenka właściwie niewiele rózni się od oryginału. Jedyna istotna zmiana to rozkład poszczególnych partii pomiędzy wokalistki. Część została wymuszona poprzez odejście Bekah i włączenie do grupy E-Young, ale jest też kilka roszad w partiach dziewczyn wykonujących obie wersje. Więcej o samej naturze i chronologii zmian składu After School >>TUTAJ<<.

Wizerunkowo wciąż widzimy koncepcję "marching band", ale zmienia się trochę klimat. Wersja koreańska jest bardziej błyszcząca i pogodna, wersja japońska ma być nieco mroczniejsza i bardziej uwodzicielska. Na obie wersje patrzy się z dużą przyjemnością, ale mnie najbardziej do gustu przypadają czarne, inspirowane azjatycką tradycją kostiumy, w których dziewczyny wykonują wersję taneczną.



Fajne kostiumy, działające audio i pełny przegląd efektownej choreografii - czego chcieć więcej? Może tego, żeby przy tym ostatnim aspekcie nie unosiło się nieco smrodu. Już po ujawnieniu koreańskiej wersji, jakiś facet z Europy rzucił oskarżenie, że choreografia po części jest plagiatem jego układu do piosenki, której nigdy nie słyszałem, wykonawcy, o którym nie wiem nawet czy istnieje.

Bagatelizuję sprawę nie dlatego, że w k-popowym światku nie słyszy się o plagiatach, bo jest wręcz przeciwnie. Robię to raczej dlatego, że sprawa nie miała żadnego ciągu dalszego poza tym, że ktoś powiedział, że jego zdaniem ktoś skopiował jego pracę, a wytwórnia stwierdziła w oficjalnym piśmie, że nie. Gdyby sprawa faktycznie była poważna, raczej nie rozeszłaby się po kościach tak łatwo.

Hm, miałem jeszcze w ten tekst wpleść kilka słów o E-Young, jej debiucie i sporym muzycznym talencie, ale chyba odłożę to na następny tekst, choćby dlatego, że wpis miałby nieprzyzwoicie dużo filmików.

środa, 26 grudnia 2012

After School - Flashback + Rip Off

Święta, święta i po świętach, czy jakoś tak. Temat się wyczerpał, ale że jeszcze przez kilka godzin święta trwają, więc za klamrę dla dzisiejszego wpisu posłuży formacja After School, która pojawiała się także w dwóch ostatnich wpisach. Od razu zaznaczę, że zdecydowanie warto zjechać na koniec tekstu i obejrzeć ostatni klip.

Tak się złożyło, że After School nie było w tym roku szczególnie aktywne w ojczyźnie. Pierwsze półrocze dziewczyny spędziły kontynuując promocję w Japonii, wydając dwa kolejne single i pierwszy album. Druga połowa roku należała z kolei do podgrupy After School - Orange Caramel, która wydała swój pierwszy koreański album i dwa debiutanckie single na rynku japońskim.

Pomiędzy tymi dwoma okresami, After School zdołało wydać w Korei maxi-singiel zatytułowany "Flashback", promowany przez piosenkę pod tym samym tytułem. W historii grupy to wydawnictwo jest o tyle ważne, że jest pierwszym bez udziału założycielki i dotychczasowej liderki formacji - Kahi. Więcej na ten temat napisałem >>TUTAJ<<. "Flashback" to także debiut Kaeun - nowego nabytku grupy.

Wraz z informacją o odejściu Kahi pojawiło się sporo spekulacji co do tego, kto przejmie jej funkcję w zespole. Po teaserowym zdjęciu promującym "Flashback", w internecie pojawiły się głosy, że nową liderką będzie Nana, która na zdjęciu jako jedyna miała szpilki w innym kolorze i zajmowała centralną pozycję. Ostatecznie jednak okazało się, że funckję objęła najbardziej doświadczona członkini zespołu - Jungah.



Ha trudno mi napisać coś o piosence z jednej prostej przyczyny - widziałem teledysk już tak wiele razy, że wryła mi się w głowę i nie jestem w stanie spojrzeć na nią okiem kogoś, kto widzi ją pierwszy raz. Na pewno nie rani uszu, powiem więcej słucha się jej nawet przyjemnie, choć popisów wokalnych tu raczej nie uświadczymy, a i podkład, choć dobrze zrobiony, niczym szczególnym nie zaskakuje.

Mimo to piosenka i singiel odniosły umiarkowany sukces. Zarówno elektronicznie, jak i fizycznie, nagranie sprzedawało się bardzo dobrze, ale po raz kolejny grupie nie udało się zająć pierwszego miejsca na żadnej z istotnych list przebojów i list sprzedaży. Mimo to, w ukazujących się aktualnie podsumowaniach roku, piosenka niezmiennie łapie się do czołówki, nierzadko mieszcząc się nawet w pierwszej dziesiątce, co na tak bogatym rynku jest jednak sukcesem.

Jeżeli miałbym się do czegoś doczepić, to do liczby angielskich zwrotów w piosence. Jest ich nieprzyzwoicie dużo, choć sporej części, ze względu na kiepską wymowę, można przy pierwszym przesłuchaniu nie wychwycić. Nie oszukujmy się jednak. W tym konkretnym przypadku chwytliwa, ale tylko niezła piosenka jest dodatkiem do teledysku.

Teledysk od strony ściśle filmowej to tylko rzemiosło. Nie ma w nim ani szcególnie istotnej akcji, czy fabuły, nie ma też zabiegów artystycznych czy plastycznych. A jednak męska część populacji pewnie obejrzy go sobie wielokrotnie z niemalejącą przyjemnością. Dla męskiego oka jest jak kłębek wełny dla kota. Gdyby ktoś na koniec dolepił logo producenta rajstop, wyszłaby najlepsza reklama w branży.

Oprócz kluczowego i oczywistego aspektu figury i urody wokalistek, na sukces teledysku składają się jeszcze dwa elementy. Jeden rzuca się w oczy od samego początku. To nowy, podostrzony wizerunek formacji, lekko zalatujący burleską. Czy jest to zmiana na dłużej? Trudno powiedzieć.

Z jednej strony występom na żywo towarzyszyły różne stylizacje. Samą piosenkę grupa wykonywała przeważnie w ofrędzlowanych kostiumach różniących się od tych z teledysku jedynie kolorystyką, jednak na potrzeby większych występów zestaw kostiumów był już bardziej różnorodny. Z drugiej strony "Flashback" nierzadko pojawiał się w parze z inną piosenką z tego wydawnictwa - "Rip Off". A integralną częścią występu jest tam taka stylizacja:



Stylizacja to jedno, ale dla mnie ważniejsza we "Flashback" jest choreografia. Naraz skomplikowana i różnorodna, a przy tym niesamowicie widowiskowa. Żeby wychwycić wszystkie detale, klip trzeba obejrzeć bardzo wnikliwie i to nie raz. Niestety ruchliwa kamera, liczne przebitki i migające światło stanowczo nie pomagają. Występy telewizyjne również cierpią ze względu na nadpobudliwych operatorów. Na szczęście wytwórnia wyszła naprzeciw oczekiwaniom publiki i umieściła w sieci to oto nagranie:

BONUS
Najlepsza choreografia tego roku :)