Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kim Jin Won. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kim Jin Won. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 lutego 2014

YB - Cigarette Girl

Koniec lutego miał upływać pod znakiem SNSD i 2NE1... No i poniekąd upływa, ale że tak SM Entertainment, jak i YG Entertainment prowadzą jakiś dziwny korespondencyjny pojedynek na wstrzymywanie się z emisją teledysków, muszę szukać innych bohaterów dla moich wpisów.

Wspomniane powyżej żeńskie supergrupy zawędrowały do tego wstępu nieprzypadkowo. To SNSD i 2NE1 w oczach fanów są globalnymi wizytówkami muzycznej Korei, to im wróży się wielkie kariery także na zachodniej półkuli i to ich anglojęzycznych wydawnictw fani znad Atlantyku wypatrują najbardziej. A jednak to nie dziewczyny z gilrsbandów, a prawdziwy koreański rock band szykuje się do podboju anglojęzycznych rynków.

YB albo inaczej Yoon Do Hyun Band to bodaj najpopularniejsza typowo rockowa formacja w Korei, przynajmniej jeżeli nie będziemy zagłębiali się w ichnią rockową paleontologię. Sylwetkę zespołu z grubsza przybliżyłem >>TUTAJ<< przy okazji ich zeszłorocznej piosenki "Mystery", którą swoją drogo polecam, szczególnie wielbicielom wyspiarsko brzmiącego rocka.

Koreańska formacja niedawno dostała się pod skrzydła Douga Goldsteina - menadżera, który pilotował lot Guns 'N Roses na sam top list przebojów. Teraz ma przyczynić się do sukcesu koreańskiej grupy na rynkach anglojęzycznych. Nadchodzącą kampanię w UK i USA zwiastuje anglojęzyczny singiel YB zatytułowany "Cigarette Girl".



Skoro zrobiło się tak angielsko, to zacznijmy od... Filiżanki herbaty, a potem zajmiemy się omawianiem słonia w pokoju. Angielski... Tak jakoś jest, że każda nieanglojęzyczna grupa, która odniesie sukces w swojej ojczyźnie prędzej, czy później rzuca się na projekt w narzeczu lordów i jankesów. Nawet na naszym rodzimym podwórku Coma i Rogucki szarpali się niedawno z angielskim, a litościwą zasłonę milczenia powinno spuścić się na wczesne próby Kazika Staszewskiego i Kultu.

Jedną rzeczą jest znać język, inną w nim mówić, a jeszcze wyższą szkołą jazdy jest śpiew w obcym języku. Rzecz sprowadza się do dykcji przyzwyczajonej do innych dźwięków - nie wszyscy zwracają na to uwagę, ale z fonetycznego punktu widzenia nawet takie polskie "s" i angielskie "s" to dwa podobne, ale jednak różne dźwięki. Nie będę się pastwił nad tym zagadnieniem, bo sam wokal jest bardzo dobry, ale ja wolałbym usłyszeć tę piosenkę po koreańsku.

Sama kompozycja naprawdę przypadła mi do gustu, choć nie jestem do końca przekonany co do jej marketingowego potencjału. Grupa zawarła w tym nagraniu dosyć oryginalną mieszankę brzmienia i kompozycji, bo o ile sam utwór wydaje się kompozycyjnie kojarzyć z amerykańskim hard rockiem, to różne elementy idą bardziej w kierunku innych nurtów, także tych wyspiarskich. Choćby sam przewodni riff swoim brzmieniem nie jest daleki od tego, co można usłyszeć na albumach Kasabian.. Z kolei piosenka szerzej, pomimo zbyt dużego tempa, swoim klimatem kojarzy mi się ze stoner rockiem.

Dla mnie wszystko, co napisałem w akapicie powyżej, jest komplementem - piosenka naprawdę bardzo mi się podoba. Ale mieszanie jeśli nie niszowych, to na pewno niemainstreamowych inspiracji muzycznych z dosyć mainstreamową treścią i momentami kulejącą wymową, nie jest dobrym prognostykiem przed wojowaniem zagranicy. Jeżeli mnie ta angielszczyzna potrafi zatrzeszczeć w uszach, to trudno mi przewidzieć reakcję osoby władającej angielskim od pierwszego wypowiedzianego słowa.

Samo brzmienie jest dla mnie zdecydowanie na tak, a koniec końców wokal jest naprawdę dobry, nawet jęsli wymowa trzeszcy, więc ja przymykam oko na te niedociągnięcia i na pewno znajdzie się więcej osobników podzielających moją opinię. Jednak czy to wystarczy by skusić słuchaczy odgrodzonych barierą nieufności wobec rocka egzotycznego pochodzenia, który sam w sobie nie jest dość egzotyczny, by wabić wielbicieli muzycznej egzotyki właśnie? Jak zawsze - pokaże czas, choć osobiście ściskam kciuki tak za sukces grupy, jak i jej dalszy progres, bo YB muzycznie interesuje mnie coraz bardziej.

wtorek, 25 czerwca 2013

YB - Mystery

Ten blog z założenia miał być zdominowany przez piosenki w wykonaniu pięknych koreańskich dziewczyn. Jak się jednak okazuje, nawet ja mogę odczuć chwilowy przesyt tematem. Nie zrozumcie mnie źle, profil bloga się nie zmienia, ale po tygodniach zdominowanych przez Lee Hyori i jej album "Monochrome" (>>TUTAJ<<) nadszedł tydzień kręcący się jedynie wokół After School i Sistar (główny wpis >>TUTAJ<<). Zeszły tydzień wydawał się nieco luźniejszy, ale znów zdominowany przez żeńską część sceny, a ten tydzień...

Cóż, w tym tygodniu pazury pokazało już Girl's Day, ale czekam na telewizyjne występy zespołu jako corpus delicti dla moich przemyśleń. Gdzieś tam przez tematyczne powiązanie majaczy też tekst o powrocie Dal Shabet. Do telewizyjnych występów z piosenką "Crazy" (>>TUTAJ<<) wraca Lee Hyori, więc w końcu powinien powstać obiecany zbiorczy tekst o jej promocjach. Pewnie nie podaruję sobie i z końcem miesiąca wrzucę jeszcze coś o występach After School. Gdzieś tam w głowie kołacze się pomysł, by skorzystać z żeńskiej dominacji i dać przekrojową próbkę koreańskich programów muzycznych. A na tym nie koniec.

Przyszły miesiąc to znów dziewczyny, dziewczyny, dziewczyny. After School zamknie koreańskie promocje i znów wyruszy do Japonii, możliwe że towarzyszyć temu będą nowe nagrania. Już na dniach szykuje się comeback 4Minute, które dopiero co - wbrew wszelkiej logice - dominowało listy przebojów z piosenką "What's Your Name?"(>>TUTAJ<<). Na sceny wrócić mają też debiutantki z Ladies' Code, które od początku mocno u mnie punktują. A i tak konkurencję pod dywan najpewniej zamiecie długo wyczekiwany powrót megaformacji 2NE1.

Co tu dużo kryć - z powyższych względów obiecałem sobie, że jak tylko wyskoczy jakiś temat nie będący girls bandem albo solistką, poświęcę mu wpis. Tak się składa, że akurat dzisiaj wyskoczył... Sęk w tym, że jest to temat dla mnie specyficzny - temat, który lubię, ale temat, o którym trudno mi się pisze. Co znajdziecie poniżej? Kawałek rocka, oczywiście w koreańskim wydaniu.



Zacznijmy może od samego zespołu. YB lub Yoon Do Hyun Band to weterani koreańskiej sceny. Grupa założona została wokól wokalisty i muzycznego producenta Yoon Do Hyuna. Debiutowali w 1994 roku, czyli blisko dwie dekady temu. Na przestrzeni tego czasu nie tylko zdobyli olbrzymią popularność w ojczyźnie, ale zyskali także nieco światowego rozgłosu, w ramach swoich tras koncertowych zwiedzili nie tylko Azję, ale także Europę i Amerykę.

Jeżeli idzie o sukces mierzony komercyjną miarą YB najcieplej powinno wspominać Mundial na koreańskich (i japońskich) boiskach. To ich piosenka zagrzewała kibiców i piłkarzy do walki na turnieju, zyskując zespołowi olbrzymią popularność wśród szerokiego i mocno zróżnicowanego grona odbiorców.

YB liczy sobie obecnie pięciu członków, są nimi wokalista i frontsman grupy Yoon Do Hyun, perkusista Kim Jin Won, basista Park Tae Hee oraz dwóch gitarzystów Heo Joon i brytyjczyk Scott Hellowell. Ten ostatni do formacji dołączył niedawno, bo w 2011 roku. Cała piątka pojawia się w teledysku podczas sceny u fryzjera, poza tym Yoon Do Hyun wciela się w głównego bohatera videoklipu.

No właśnie, przejdźmy do teledysku. Oglądam to już chyba nasty raz i wciąż mam problem z dokładnym ogarnięciem, o co w tym wszystkim chodzi. Albo jest tu gdzieś ukryta jakaś specyficzna symbolika, która do mnie nie trafia, albo ten teledysk to tylko dezorientacja kota zakrojona na szeroką skalę. Skłaniam się ku tej drugiej opcji, szczególnie zważywszy na to, że tytuł piosenki to "Tajemnica", a sam klip - nie wiedzieć czemu - uderza we mnie pythonowskim klimatem (ta przebitka na kadr w lesie - zupełnie jak sceny z rozbitkiem).

Słowa piosenki nie niosą tu szczególnej pomocy, przynajmniej dla mnie, bo widzę w nich jedynie męski wariant piosenki rozstaniowej (angielskie tłumaczenie >>TUTAJ<<). Przy czym nie mam zamiaru czepiać się tekstu - fajnie brzmi, jest dobrze zaśpiewany, a nie oszukujmy się - na całym świecie rockowe kapele też śpiewają tego typu teksty i mało kto próbuje strącić je za to z rockowego piedestału. Prawa rynku są bezwzględne, a wiadomo, że taka tematyka będzie się lepiej rozchodzić u masowego odbiorcy.

Od strony brzmienia nie jest to może nic nadzwyczajnego, ale za to zdecydowanie jest to moja bajka. Na poziomie kompozycji i aranżacji wszystko brzmi bardzo brytyjsko, a ja od małego jestem zwolennikiem wyspiarskiego szarpidructwa. Szacun przede wszystkim za bardzo przyjemne gitarki, które zdecydowanie łapią, o co chodzi w angielskim brzmieniu. No i refren niesie.