Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jae Kyung. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jae Kyung. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 stycznia 2014

Rainbow Blaxx - Cha Cha

Trochę zbierałem się do tego tekstu, ale nic na to nie poradzę - debiut Rainbow Blaxx to kawałek ciastka, który trudno ugryźć. Nie dość, że sam projekt to temat rzeka i studium przynajmniej kilku trendów panujących na kpopowym rynku, to jeszcze samo sedno - muzyka, teledysk i choreografia nie mogą pozostawić widza i słuchacza obojętnym.

Zacznę od nudniejszej(?) części tego wpisu czyli całej tej rynkowej podbudowy. "Cha Cha" to piosenka z jednej strony debiutancka, z drugiej strony śpiewające ją dziewczyny na rynku nie są nowymi twarzami. Jak łatwo się domyślić, Rainbow Blaxx to nic innego jak formacja Rainbow w zawężonym składzie, konkretniej podgrupę tworzą Hyun Young, Jae Kyung, Seung Ah i Woo Ri.

Wydzielanie podgrup jest dosyć dziwnym trendem na kpopowym rynku, który szczególnie "kwitł" w pierwszej połowie minionego roku. Niby manewr wydaje się przemyślany i z biznesowego punktu widzenia logiczny. Bierze się liczną formację i zawęża się jej skład żeby móc bardziej wypromować poszczególne jednostki, przy okazji próbując innego repertuaru. Tak jest w teorii...

W praktyce jedyną naprawdę udaną podgrupą - przynajmniej po żeńskiej stronie sceny - jest Orange Caramel. Już słyszę głosy oburzenia, dlatego śpieszę tłumaczyć. Możliwe, że Orange Caramel swoją popularnością już przebiło macierzystą formację, a z całą pewnością wypromowało trzy dziewczyny, które w momencie tworzenia podgrupy były najmniej znanymi twarzami w After School. Warto też zwrócić uwagę na naprawdę poważną redukcję liczby członkiń - AS liczyło sobie w porywach do 9 osób, a OC to tylko tercet.

Ponadto Orange Caramel wizerunkowo odeszło bardzo daleko od tego, co prezentuje poważne, uwidzicielskie After School, idąc w kierunku... Humorystycznego lateksowego cosplayu? Nieważne jak to nazwę, wizerunek OC jest po prostu oryginalny, tak jak i ich kandyzowana, ale przystępna muzyka. Jednak najważniejsze w tym projekcie jest to, że wytwórnia autentycznie postawiła na tę grupę - dziewczyny promują jako OC przez cały rok i dość regularnie prezentują nowe nagrania.

Tej powtarzalności zdecydowanie brakuje u konkurencji. Przeważnie jest tak, że ktoś wymyśla podgrupę, wypycha ją na scenę, a potem cisza. Podgrupa co najwyżej przypomina o swoim istnieniu przy okazji promocji macierzystej formacji. Takie TTS było bardzo obiecującym projektem - trzy najlepsze wokalistki SNSD w o wiele bardziej wymagającym muzycznie repertuarze niż to, co prezentują jako grupa dziewięcioosobowa. Pomysł świetny, ale niedługo miną dwa lata od debiutu TTS i od tamtej pory nikt nawet nie próbował kontynuować tego projektu.

Sistar19? Niby mają dwa wielkie przeboje na koncie, ale nie wydały nic więcej przez blisko 3 lata istnienia. Dodajmy, że tak naprawdę w tej grupie chodziło przede wszystkim o sprzedanie Hyorin solo pod nazwą Sistar, bo Bora wokalnie robi tam bardziej za "featuring", a nie drugą połowę duetu. Poza tym Sistar19 wizerunkowo nie różni się jakoś wyraźnie od macierzystego Sistar. I to jest drugi szerszy problem podgrup.

Już sam fakt rzadkich promocji utrudnia ustanowienie jakiegoś spójnego wizerunku czy kierunku muzycznego dla podgrupy, ale trzeba też przyznać, że wytwórnie nawet się w tej kwestii nie starają. Biorą nazwę grupy, dorzucają na końcu jakieś "Black" (albo "Blaxx" jak w wypadku Rainbow), ubierają dziewczyny na czarno, dają im taką samą piosenkę jakby dostała macierzysta formacja ubrana na czarno - i już, proces twórczy zakończony.

W wypadku Rainbow jest to o tyle bardziej zabawne, że o ile grupa ostatnio prezentowała raczej wizerunek aegyo - obie zeszłoroczne piosenki "Tell Me, Tell Me" (>>TUTAJ<<) i "Sunshine" (>>TUTAJ<<) należały zdecydowanie do tych cukierkowatych - o tyle Rainbow nie zawsze tak wyglądało. Jedna z pierwszych piosenek grupy - "A" - to czarny, seksowny koncept i - uprzedzę nieco fakty - muzyka pod pewnymi względami podobna do "Cha Cha".

W sumie "A" to na tyle fajny koncept, że pozwolę sobie wrzucić poniżej teledysk, choćby po to, by przerwać ten mój potok słów czymś milszym dla oka. W oczy i uszy rzuca się oczywiste skojarzenie z KARA z najlepszych lat - nic dziwnego, obie grupy należą do tej samej stajni.

UWAGA: to nie jest teledysk do "Cha Cha".



Wracając do tematu. Debiut Rainbow Blaxx, był jak do tej pory chyba najszerzej zapowiadaną premierą w tym roku. Nie w sensie faktycznego zainteresowania odbiorców, a ilości wydanych materiałów przedpremierowych, artykułów prasowych i samej długości okresu, w którym wypuszczano teasery. Wszystko zaczęło się w pierwszym tygodniu nowego roku, a piosenka swoją premierę miała w tygodniu, który właśnie mija - to oznacza przynajmniej kilkanaście dni trzymania fanów w niecierpliwości.

Chociaż nie wiem czy niecierpliwość to właściwe sformułowanie w tej sytuacji, moim zdaniem bardziej pasowałoby słowo zniecierpliwienie. Wytwórnia bardzo szybko ujawniła, że dziewczynom będzie towarzyszył bardzo ostry, bieliźniany koncept, wszystkie kolejne "przecieki" i zapowiedzi wydawały się bardziej draznieniem z odbiorcami niż faktycznym budowaniem rozgłosu. Niewykluczone, że premiera była niejawnie przesuwana przez wydawcę ze względu na udane promocje konkurencji, przede wszystkim Girl's Day z ich "Something" (>>TUTAJ<<), ale także Dal Shabet z "B.B.B." (>>TUTAJ<<).

Wracając do bielizny. Z początku jakoś ten pomysł mnie nie raził, zdjęcia nie wyglądały źle. Jednak kiedy wytwórnia ujawniła filmik pokazujący stylizację dziewczyn podczas sesji zdjęciowej (bodaj na potrzeby albumowej wkładki), zacząłem z jednej strony martwić się o ten projekt, z drugiej zastanawiać się czy branża idzie w dobrym kierunku.



Jeżeli ktoś jest młody albo mniej niedoświadczony, musi uwierzyć mnie - weteranowi internetów - na słowo. Tak wygląda francuskie porno. To samo oświetlenie, te same kadry i ten sam śmieszny efekt rozmycia. Różnica jest jedna, ale zasadnicza - we francuskim porno dziewczyny nie wydają się spłoszone - a w łaśnie ten aspekt tego całego projektu wydaje mi się najpaskudniejszy. Nie widzę, żeby dziewczyny były szczególnie przekonane do tego, co robią. Chyba nie ja jeden to dostrzegłem, bo zaraz po starcie promocji dziewczyny wypytywano o tę sesję. Oczywiście poszły zapewnienia, że wszystko przebiegło w świetnej atmosferze, przy czujnym oku członków rodziny i z zakazem wstępu mężczyzn na plan zdjęciowy... Ale, wybaczcie, ja tego nie kupuję. A jest jeszcze wersja +18, chociaż poza stękaniem w tle i długością niewiele różni się od powyższej.



Zresztą odbiór całego tego projektu wydaje się na tę chwilę słaby, odsetek kciuków w dół na YT jest naprawdę duży szczególnie powyższym filmikiem, oraz pod samym teledyskiem, choć w tym drugim wypadku może iść o różne inne względy. Kończąc wątek kontrowersji, odnotuję, że Rainbow Blaxx dostało się w oko cyklonu ze swoją choreografią, która dla mnie wcale nie była rażąca - na pewno nie gorsza od tego co robiło choćby Miss A przy okazji "Hush" (>>TUTAJ<<) w zeszłym roku.

Tak czy inaczej, na fali cenzury, która dotknęłą żeńskie choreografie w minionym tygodniu, także Rainbow Blaxx musiało pewne rzeczy skorygować, konkretniej usunięto pewną figurę z nogami, którą widać w teledysku - kiedy ją zobaczycie, domyślicie się, że o nią chodzi. Mnie nie przeszkadzała, a jestem w tych kwestiach dosyć pruderyjny.

Dobra, koniec z przemyśleniami i przydługim wstępem, do choreograficznych cięć wrócę w osobnym wpisie, teraz pora na danie główne - teledysk. Jeżeli jeszcze go nie widzieliście, obejrzyjcie całość. Nie powiem, że na pewno warto, że z całą pewnością się Wam spodoba. Natomiast gwarantuję, że kilka razy brwi pójdą Wam w górę z niedowierzania.



Zacznę od słonia w pokoju - od teledysku. Oglądając go po raz pierwszy z początku byłem zniesmaczony, zawiedziony i na dodatek znudzony. Nie chodziło o to, że czułem, że ktoś wykorzystuje te dziewczyny, czy coś w tym stylu. Chodziło o mnie - o to, że czułem się jakby ktoś napluł mi w twarz. Masz, zwierzaku, wiemy czego chcesz, gap się i kupuj. A jednak haczykiem okazała się stara baba, która zwyczajnie mnie zaintrygowała i to dla niej przetrwałem pierwsze wyświetlenie tego teledysku. A kiedy obejrzałem całość, mój osąd nie był już tak surowy i z każdą kolejną odsłoną przekonuję się do tego klipu coraz bardziej.

To dosyć zabawne, ale podoba mi się nie ze względu na to, co pokazuje, a raczej pomimo tego, co pokazuje. Trafia do mnie przede wszystkim wykonanie. Kolorystyka, oświetlenie, kadry i montaż - całość wizualnej kompozycji - to wyróżnia ten teledysk, bo są to elementy wykonane spójnie, pomysłowo i wbrew pozorom oryginalnie.

W dodatku ta cała erotyczna sugestia jest tak oczywista, tak ostentacyjna, a przy tym tak przemyślana, że w pewnym momencie przekracza barierę zniesmaczenia i ląduje po drugiej stronie skali. Komuś zaznajomionemu z informatyką łatwiej będzie pojąć sens tych słów, ale ten klip jest tak zły, że aż dobry i wyjątkowo nie wydaje się to dziełem przypadku. Twórcy świadomie z każdym kolejnym kadrem pogłębiali poczucie mojego zażenowania, aż licznik się przekręcił, a teledysk wylądował w rejonach bardzo pomysłowego pastiszu, czy nawet parodii, który nadal trafia w gusta tych, którzy jednak chcą się tylko gapić.

Piszę parodia, bo z jednej strony mamy teledysk w oczywisty sposób łaszący się do męskiej części publiki, a jednak w swoim podtekście wyśmiewający całą branżę i tego typu klipy w szczególności. Widzimy grupę seksownych dziewczyn pławiących się w luksusie, otoczoną służbą, która zza węgła podgląda swoje idolki. Jednak tak naprawdę dziewczyny są tu tylko dojnymi krowami, a profity zbierają stara baba i karzeł z lornetką. W dodatku dziewczyny, pomimo tych wszystkich zmysłowych scenek i wdzięczenia się do kamery, kiedy przychodzi obcować z szefostwem, wcale nie wyglądają na zachwycone swoim położeniem.

Muszę też przyznać, że w przeciwieństwie do wcześniej podlinkowanych filmików, tutaj dziewczyny wypadają naprawdę dobrze - naturalnie i uwodzicielsko. Oczywiście jest to w dużej mierze zasługa urody, figury i wrodzonego wdzięku, ale musze też odnotować, że w tym wypadku dziewczyny pokazały, że naprawdę wiedzą jak igrać z kamerą i widzem.

Jednak , jak już wspomniałem, teledysk przynajmniej na YT nie cieszy się uznaniem. Co prawda ma całkiem pokaźną liczbę odsłon, ale odbiór klipu jest raczej kiepski. Wiele osób albo nie dostrzega tego, co ja tuaj widzę, albo po prostu tego nie kupuje. I nie mogę ich winić, bo opakowanie tego produktu jest wybitnie krzykliwe i kontrowersyjne.

Jakby mało było ostrej stylizacji, to w parze z nią idzie ta obca dla zachodniego widza słodycz, konkretniej słodycz ciastek. Tu warto odnotować, że akurat w azjatyckiej kulturze porównanie, czy też kojarzenie, młodych dziewczyn i fantazyjnych ciastek zdaje się być całkiem popularnym motywem, pełno tego w mandze i anime spod znaku shounen. Na dokładkę dostajemy momenty "cojapaczę" w postaci całego tego cyrku z babą, karłem i wypkuwanymi kamykami. Przeciętenego Amerykanina czy Europejczyka taka mieszanka może łatwo zrazić, a trzeba pamiętać, że koreańscy odbiorcy oglądają teledyski przeważnie za pośrednicwem innych stron i serwisów, choć oczywiście na YT też zaglądają.

Projektowi nie pomaga też sama piosenka. co prawda, ja jestem nawet skłonny przyznać, że mi się podoba, ale obiektywnie rzecz biorać ma swoje wady i z całą pewnością nie jest dość przebojowa, by uciągnąć natłok kontrowersji teledysku. Główny zarzut tyczy się zwrotek, które są zwyczajnie rozwleczone i przynudzają - za mało się w nich dzieje, szczególnie w stosunku do przyjemnego, żywego i efektownego refrenu, na który niestety czeka się jak na orzeźwiający deszcz w trakcie suszy - doczekają go tylko najbardziej wytrwali.

Innym problemem jest słaby tekst, naładowany nieszczególnie przemyślaną angielszczyzną, choć nie aż tak bezsensowną jak w wypadku zeszłorocznego "Sunshine" (>>TUTAJ<<). Chętni angielskie tłumaczenie znajdą >>TUTAJ<<, chociaż nie wiem, czy jest sens się z nim zapoznawać. To "Sunshine" przypomniało mi o jeszcze jednej rzeczy, o której miałem napisać.

Wspominałem wcześniej, że piosenki "A" i "Cha Cha" są pod pewnymi względami do siebie podobne. Najoczywistszym podobieństwem jest istotna rola gitar w obydwu kompozycjach, ale na sprawę chciałem spojrzeć szerzej. Nie wiem, kto stoi za tymi piosenkami i teledyskami, wiem, że teledysk do "A" był opatrzony logo Zanybros i nie zdziwiłbym się gdyby to studio miało także spory udział przy klipie do "Cha Cha".

Może inaczej, Zanybros macza palce w zatrważającej ilości kpopowych teledysków - tak tych topowych, jak i całkiem przeciętnych, mniejszych i większych wykonawców. Jeżeli wejdziecie na ich stronę internetową, znajdziecie pełen wykaz i myślę, że będziecie zaskoczeni, bo pojawiają się tam takie grupy jak SNSD, T-ara, Davichi czy f(x). Sęk w tym, że rola studia nie zawsze jest taka sama, jednak zauważyłem, że niezmiennie logo tego studia pojawia się bodaj we wszystkich teledyskach TS Entertainment, co sugerowałoby, że w tych wypadkach udział studia jest największy.

Cóż, trop muzyczny też wiedzie w kierunku TS Entertainment. Nie mam pojęcia na czym to polega, ale tak "A" jak i "Cha Cha" brzmią zupełnie jak piosenki napisane dla Secret, szczególnie przypominają "Magic" (>>TUTAJ<<), ale muzyczne podobieństwa na tym się nie kończą, bo wspominane już wcześniej "Sunshine" brzmi jak brat bliźniak zeszłorocznego przeboju Secret "Yoo Hoo" (>>TUTAJ<<). Przy czym nie chodzi o plagiat, po prostu styl muzyczny, klimat, nawet niektóre sample, to wszystko jest bardzo, bardzo podobne i sugeruje, że Rainbow jest związane z tymi samymi źródłami co Secret, tylko możliwe, że jest gorzej traktowane, bo jednak to grupa należąca do TS Enertainment kończy z większymi hitami.

Strasznie opasły wyszedł mi ten wpis, ale jak wspominałem na wstępie - tego się właśnie spodziewałem. Pora to wszystko podsumować. Rainbow Blaxx wygląda na kolejną podgrupę, która teraz robi wokół siebie nieco szumu, ale za chwilę wszyscy, włącznie z wytwórnią, zapomną o jej istnieniu. Sam projekt jest przyczynkiem, by wrzucić kolejny kamyczek do ogródka postępującej erotyzacji kpopu, i choć lubię ciskać kamieniami nie tylko do ogródków, ale i w przypadkowych przechodniów i przejeżdżające samochody, szczególnie kiedy idzie o "obronę moralności", to jednak muszę przyznać, że wbrew mojej pierwszej reakcji, teledysk bardzo mi się spodobał. Piosenka jest niezła, bo brzmi jak stare Secret - a to zawsze dobrze - choć tej konkretnej kompozycji wyraźnie brakuje błysku w zwrotkach.

Wielkiej kariery piosence nie wróżę, chociaż występ jest fajny, szkoda, ze już ocenzurowany. Poniżej, pożegnanie i otarcie lęz zarazem jedno z niewielu wykonań w oryginalnej wersji. Chociaż muszę przyznać, że akurat intro, które do normalnego występu się nie zalicz, faktycznie jest przegięciem.


czwartek, 11 lipca 2013

A-jax - Insane

Na listach przebojów niepodzielnie króluje Dynamic Duo czyli Choiza i Gaeko - i nie chodzi tylko o ich piosenkę promującą najnowsze wydawnictwo - wszystkie listy przebojów, szczególnie te oparte o liczbę ściągnięć, są aktualnie zalane utworami z nowej płyty. Ale dzisiaj nie będzie o Dynamic Duo.

Wczoraj nawiązałem do tematu Primary i jego zeszłorocznego hitu "?" z udziałem wspomnianego Choizy i innego rapera kryjącego się pod pseudonimem Zion.T. Piosence towarzyszy rewelacyjny teledysk i już miałem płodzić o tym wpis, ale nie... Dzisiaj będzie oczymś innym.

Cóż, jestem słabym, łatwym do zmanipulowania samcem. Wystarczy wziąć dwie fajnie wyglądające dziewczyny - w tym wypadku są to Jae Kyung i Hyun Young z grupy Rainbow - przebrać je za seksowne pielęgniarki i wsadzić do teledysku. I już, zrobione - klikam to i oglądam, jak pies Pawłowa. Nieważne, że to piosenka boysbandu, mózg raczył to zarejestrować, ale najwyraźniej nie zrobiło mu to różnicy.

I wiecie co? Uprzedzając nieco fakty zdradzę, że o ile piosenka jest nijaka taka, to teledysk bardzo mi się podoba i to nawet nie ze względu na wyżej wspomniane dziewczyny. Jak dotrwacie do pierwszego refrenu, to myślę, że każdego wciągnie.



Piosenka nawet nie jest zła. Całkiem przyzwoicie zaśpiewana, nie najgorzej skomponowana (no może za wyjątkiem przejścia do refrenu - coś mi tam nie brzmi), muszę nawet przyznać, że noga próbuje tupać do rytmu (przy czym "próbuje" z mojej winy, nie z winy piosenki). Różnica w brzmieniu zwrotek i refrenu jest wyjaśniona jeśli nie tekstem piosenki to przynajmniej teledyskiem, o którym za chwilę.

Co do tekstu piosenki. Właściwie po kilku pierwszych zdaniach nie trzeba go czytać, bo już wiadomo o czym jest reszta. Jakiejś wybitnej zręczności w sposobie przedstawienia tej treści też nie zauważyłem, ale jednocześnie nie będę się pastwił, bo to tylko pop. W żadnym razie nie musiałem załamywać rąk nad głupotą czy prostotą tekstu, więc jest OK.

Dlaczego więc napisałem wcześniej, że piosenka jest nijaka? Bo za mną już trochę przesłuchań, ba - nawet kilka z wybitnie pozytywnym nastawieniem - i wciąż nie jestem w stanie zapamiętać nic poza refrenowym "miczjoga" (transliteruję tak, żeby Polak mógł to przeczytać, oficjalna transliteracja to raczej nie jest). A też trzeba przyznać, że refren nie jest szczególnie śpiewny, ani tym bardziej skomplikowany.

Co innego teledysk. Teledysk zapamiętam raczej na długo. Szczególnie obraz uśmiechniętego lekarza-hipnotyzera. Klip jest po prostu bardzo dobrze pomyślany i chyba nawet lepiej zrealizowany. Kolory, których normalnie nienawidzę, tutaj pasują jak ulał. Plany są zdecydowanie pomysłowe, szczególnie ten z lustrami przypadł mi do gustu, chociaż osobiście wolałbym, aby motyw luster był jakoś dalej pociągnięty w innych scenach, bez tego jest tylko ładnie zrealizowaną ciekawostką bez znaczenia - jedną z wielu w tym klipie.

Dużą rolę odgrywają tutaj kamera i oświetlenie, które w dużej mierze odpowiadają za sprzedanie tego całego szaleństwa. Jednak szczególnie te dwa ostatnie aspekty pracy mogłyby łatwo pójść na marne, gdyby nie wspierał ich element kluczowy dla tego klipu - montaż. Montaż jest rewelacyjny - dynamiczny, sprawia wrażenie przypadkowego, ale nie jest też pociągnięty do jakiegoś ekstremum, które utrudniałoby odbiór teledysku. To jest szaleństwo sprzedane w bardzo przystępnej formie.

Jeżeli miałbym się czegoś czepiać, to tego, że klip z każdym odtworzeniem wywiera na mnie wyraźnie mniejsze wrażenie - ot taka jego specyfika. Choć i tak w kilku momentach nie mogę postrzymać się od uśmiechu (tak, tak - należę do tej koszmarnej rasy podludzi, którzy powstrzymują się od uśmiechu).

Pisząc o tym klipie nie mogę też nie wspomnieć o zeszłorocznym teledysku do piosenki Son Dam Bi "Dripping Tears". Piosenka może sobie być dość prymitywnym i pospolitym kawałkiem popu, ale tamten teledysk to jednak majstersztyk. Klip będąc znacznie bardziej powściągliwym, "ryje beret" sto razy bardziej niż to, co zobaczyliście powyżej. Teledysk znajdziecie >>TUTAJ<<.

sobota, 8 czerwca 2013

Rainbow - Sunshine

Potwory w filmach możemy podzielić na trzy proste kategorie - 1. nieudane eksperymenty; 2. udane eksperymenty; 3. przypadkowy efekt uboczny eksperymentu. Ciekawym tematem, rzadko podejmowanym przez sci-fiowy mainstream, jest ta szara strefa między udanym i nieudanym eksperymentem.

Bo załóżmy przez moment, że jesteśmy szalonymi naukowcami, pragnącymi stworzyć jakąś dziwną bestię na pohybel społeczeństwu. Możemy być szaleni, możemy być nawet genialni, ale mało prawdopodobne, że jesteśmy nieomylni. Jeżeli pokpimy sprawę w sposób znaczący, to potwór wymyka się spod kontroli i zaczyna terroryzować świat, a widz ogląda scenariusz numer jeden.

Ale przecież klapa nie musi być aż tak spektakularna. Możemy stworzyć potwora, który nie będzie pasował do oczekiwanych specyfikacji, ale także nie musi z miejsca dewastować otoczenia. Zresztą testując każdą technologię, rzadko kiedy pierwsze testy przeprowadza się na etapie finalnego produktu. Najpierw testuje się poszczególne rozwiązania, a dopiero potem całość. Co więc z tymi wszystkimi próbnymi potworami? Słoje z formaliną? Oczyszczające objęcia płomieni? Czy też spróbujemy je opchnąć jakiemuś mniej wymagającemu szaleńcowi pragnącemu zawładnąć światem?

O co chodzi w tym wstępie? Ano, nie wiem czy Secret ze swoim "Yoo Hoo" (>>TUTAJ<<) było eksperymentem udanym czy też nie, ale z mojej perpsektywy na pewno było potworne. Natomiast nowa piosenka Rainbow - "Sunshine" - brzmi jak... Nieudana wersja "Yoo Hoo". Tzn. nie tak nieudana, żeby od razu wyłonić się z morza i zacząć burzyć Tokio, ale jednak gorsza od konkurencji.



W sumie, dostrzegam tu pewien paradoks. Wydawało mi się, że "Yoo Hoo" nie podobało mi się ze względu na swoją krzykliwość i pretensjonalność całej koncepcji - przesłodzonej do granic możliwości. Twórcy "Sunshine" byli nieco bardziej wstrzemięźliwi z cukrem, a i tak ich produkt okazał się gorszy, bo nudniejszy i równie słaby muzycznie. To trochę jak naszprycowane prozakiem dziecko z ADHD. Może i jest spokojniejsze, ale wciąż jest z nim coś nie tak.

Nie chce mi się sprawdzać, czy za obiema piosenkami stoi ten sam producent, ale wcale bym się nie zdziwił. Brzmienie, efekty, poszczególne dźwięki - są po prostu bliźniaczo podobne, w piosence Rainbow brakuje tylko tej napędzanej cukrem energii (hm, w sumie to nawet logiczne, że bez cukru jest mniej energii - i znów siły przyrody w służbie człowieka).

Takie młócenie jednego brzmienia przez producenta nie byłoby też niczym nowym. Brave Brothers w zeszłym roku najpierw obsłużył Sistar ich wielkim przebojem "Alone" (>>TUTAJ<<) a kilka miesięcy później, na potrzeby projektu The Color of K-pop, wysmażył "That Guy" (>>TUTAJ<<) dla Dazzling Red. Brzmienie instrumentów w obydwu kawałkach było tak podobne, że nie wierzę, że piosenki powstały od siebie niezależnie.

Wracając do Rainbow. Od strony teledysku, mam wrażenie, że dziewczyny wypadają przystępniej niż Secret. Po prostu ich wygłupy są jakieś bardziej sympatyczne. Raz, że konkurencja nie zawiesiła poprzeczki zbyt wysoko, bo Secret w swoim klipie zachowywało się jakby miało papiery potwierdzające stopień zidiocenia, ale trzeba też oddać, że Rainbow z aegyo radzi sobie zręcznie i większóść pomysłów wykonuje z pewną dozą wdzięku i uroku.

Trochę gorzej z pomysłem na klip. Tak, jest tu trochę fajnych, nieco szalonych momentów - szczególnie przypadły mi do gustu lalki na kijach. Jednak to trochę mało żeby zastąpić w klipie treść, a tej bardzo trudno mi się dopatrzeć. W dodatku od strony filmowego warsztatu też nie jest najlepiej. Plany są zbyt szerokie i chaotycznie dobrane, detale kiepsko wyeksponowane i w ogóle łatwo byłoby się w tym wszystkim pogubić gdyby klip gdziekolwiek zmierzał.

Aha i proszę o jakieś rozsądne wyjaśnienie - dlaczego jedna z dziewczyn na początku klipu najpierw wącha wnętrze swojego buta, a potem wykrzywia twarz w geście obrzydzenia? Czego dokładnie się spodziewała? Fiołków i wanilii?

Co do samej piosenki to niewiele mogę napisać. Choćby z racji tego, że przesłuchałem ją już kilkanascie razy i poza ciekawym intrem nie pamiętam z niej prawie nic. Refren nie jest chwytliwy, most niczemu nie służy, wstawki nie tyle urozmaicają kompozycję, co czynią ją jeszcze mniej zajmującą, a zwrotki są nie dość że przegadane, to jeszcze głosy wydają się sztucznie wypłaszczone w produkcji. Nie wiem poco, nie wiem dlaczego, ale w piosence Secret było coś podobnego.

Niby występ na żywo troszeczkę podciąga tę piosenkę w górę jęsli idzie o dźwięk, bo te gadane partie, bez przetworzenia brzmią nieco bardziej melodyjnie i da się ich posłuchać, ale za to sam występ jest po prostu nudny. "Yoo Hoo" było energetyzujące, miało pokręconą, ale ciekawą choreografię. Tutaj jest po prostu nudno.



Zapomniałbym o tłumaczeniu słów piosenki... W sumie, byłaby to niewielka strata, ale skoro i tak mam otwarte na jakiejś karcie, to czemu nie podlinkować angielskiego tłumaczenia - znajdziecie je >>TUTAJ<<. Swoją drogą, "Go, Jerry, Go" to chyba najbardziej przypadkowa anglojęzyczna wstawka, jaką do tej pory słyszałem. No chyba, że dziewczyny wciąż kibicują Trzeciej Rzeszy. Nie chciałbym "spoilować", ale to chyba przegrana sprawa.

// UWAGA, wyjaśniam "dowcip".
/* Jeśli ktoś nie łapie klimatu moich ostatnich zdań - w trakcie drugiej wojny światowej anglojęzyczni alianci, głównie Brytole, ale podchwycili też Jankesi, na Niemców mówili Jerry/Jerries. */

poniedziałek, 4 marca 2013

Two X - Ring My Bell vs Rainbow - Tell Me Tell Me

Dzisiaj dwa nagrania - naraz niesamowicie podobne, a jednak bardzo różne. Na wstępie osrzegę, że w obydwu przypadkach mamy do czynienia z aegyo i to takim grubymi nićmi szytym, dlatego też przez dłuższy czas zastanawiałem się, czy w ogóle poruszać temat tych piosenek. Ani jedna, ani druga - z osobna - nie zasługują na większą dozę uwagi, a jednak w tandemie, przynajmniej w moich oczach, tworzą ciekawy obraz.

Oba nagrania zostały wydane w podobnym czasie - bodaj w drugim czy też trzecim tygodniu lutego. Oba to mocno dziewczyńskie pioseneczki. Oba odniosły umiarkowany sukces, choć siłą rzeczy Rainbow skupiło więcej uwagi jako grupa występująca na scenie znacznie dłużej (Rainbow debiutowało w 2009, a Two X w 2012). W obydwu klipach jest się do czego przyczepić, ale - co ciekawe - tam gdzie jedna piosenka zawodzi, tam druga błyszczy i na odwrót.

Zacznę od klipu gorszego czyli lepszego - formacji Two X i "Ring My Bell".



Kolorystyczny koszmar. Rozumiem, że to celowo wybrana koncepcja, ale nie zmienia to faktu, że na większą część tego klipu nie mogę spokojnie patrzeć. Stężenie różu na klatkę obrazu jest po prostu nie do przyjęcia dla mojego mózgu. Do tego dochodzi oświetlenie, a w zasadzie jego brak... Oczywiście jestem w stanie zrozumieć, że komuś może podobać się różowa szminka z jakimś białym wzorkiem - kwestia gustu, ale to wydanie aegyo jest po prostu inwazyjne, nie można przejść obok niego obojętnie i sądzę, że wiele osób odbierze je jako nadto pretensjonalne. I to samo można odnieść do muzyki, która jest przeładowana efektami nałożonymi na głosy wokalistek, jakimiś dziwnymi, niespójnymi wstawkami. Estetykę całości chyba najlepiej określić mianem "brutalnego" aegyo.

Tymczasem Rainbow pokazuje inne - okiełznane - oblicze aegyo w swoim "Tell Me Tell Me" czyli nagraniu lepszym, ale gorszym.



Dla przeciętnego zjadacza chleba ta pastelowa stylizacja będzie zdecydowanie bardziej lekkostrawna. Rysunkowe miasto całkiem ładnie się prezentuje (tu muszę zaznaczyć, że wyrastające rysunkowe miasto jest jedną z tych rzeczy, które akurat przypadły mi do gustu także w pierwszym klipie), a i dziewczyny w tej stylizacji wyglądają niczego sobie. Oczywiście wciąż jest to wizerunek mocno przesłodzony, ale łatwiejszy w odbiorze. Także piosenka wydaje się zdecydowanie bardziej przystępna - ot taki całkiem przyjemny smyczkowy akompaniament, kilka ładnie brzmiących linijek tekstu i sympatyczne "u-u-u" z refrenu. Czego chcieć więcej?

No właśnie, sęk w tym, że można chcieć czegoś więcej i tak się składa, że "Ring My Bell" to ma. Przesłuchaliście obie piosenki? To zadajcie sobie pytanie - który utwór lepiej (w sensie silniej) zapamiętaliście? Oba utwory cierpią na dosyć nijakie zwrotki, w których nie za dużo się dzieje, ale to akurat zmora wielu popowych piosenek, bo koniec końców to nie zwrotki decydują o ich sukcesie. O popularności piosenki decyduje przede wszystkim refren i haczyk, a w tym względzie Two X może nie jest lepsze muzycznie, ale z pewnością zdecydowanie bardziej przebojowe. Tytułowa fraza z "Ring My Bell" - czy mi się to podoba, czy nie - z łatwością wryła się w moją pamięć, tymczasem "Tell Me Tell Me" po wielu przesłuchaniach wciąż pozostaje dosyć obłe dla moich uszu. Niby w końcu je zapamiętałem, ale muszę się wysilić, by sobie przypomnieć.

Do tej pory trochę pastwiłem się nad Two X i "Ring My Bell", więc może warto żebym na koniec zaznaczył, że nie uważam, żeby to była zła piosenka. Po prostu stylizacja tam zastosowana jest dla mnie z wielu względów odpychająca i pretensjonalna, dlatego na pierwszy rzut oka to nagranie wydaje mi się gorsze od konkurencyjnego. A jednak, choć Rainbow ze swoją piosenką i klipem mniej mnie razi po oczach i uszach - ba jest tam więcej elementów, które mi się podobają - to w ogólnym rozrachunku muszę przyznać, że to Two X nagrało lepszy kawałek, bo to ich piosenkę jestem w stanie dobrze zapamiętać - nawet pomimo tego, że tak wiele rzeczy mi się w niej nie podoba.