Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soyou. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soyou. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 września 2013

Soyou & Mad Clown - Stupid In Love

Nawet nie wiem jak zacząć ten tekst. Chyba dlatego, że sam w stu procentach nie jestem przekonany do swoich odczuć względem tego nagrania, a do tego kilka decyzji podjętych przez osoby zarządzające projektem wciąż nie daje mi spokoju. W pierwszej chwili chciałem nazwać to nagranie godnym polecenia, ale przypomniałem sobie jak mocno odbiłem się od niego przy pierwszym podejściu i jak wiele wątpliwości wciąż we mnie budzi.

Chyba najprościej będzie wyłożyć kawę na ławę, a potem bawić się w detale. Mój problem leży u samych podstaw tego projektu. Wokalistka plus raper. Sztampa. Właściwie od kiedy tylko hip-hop zaczął oddziaływać na muzyczny mainstream, na całym świecie pojawiały się takie projekty. Na dodatek przeważnie zaangażowany w ten proceder raper nie jest undergroundową gwiazdą szukającą trochę sławy "na powierzchni", a raczej rozmemłanym pozerem, który chciałby śpiewać o miłości, ale natura poskąpiła wokalu, więc zamiast śpiewać gada.

I to chyba dostatecznie tłumaczy sedno mojego uprzedzenia do tego nagrania. Przy czym jest to uprzedzenie, którego dorobiłem się po pierwszym kontakcie z utworem, nie przed. Przed pierwszym przesłuchaniem - wręcz przeciwnie, byłem nastawiony dość entuzjastycznie.

Soyou to kawał dobrego głosu "uwięziony" w wysokiej, zgrabnej i ogólnie apetycznie prezentującej się dziewczynie. Ale Soyou ma jeden zasadniczy problem - występuje w jednej grupie (Sistar) z Hyorin - rewelacyjną wokalistką (jedną z najlepszych na koreańskich scenach), która w dodatku jest sceniczną bestią - rusza się jak krzyżówka kota z kobrą, co przy jej pełnej sylwetce rozbija męskie szczęki o posadzki.

Inaczej rzecz ujmując, ucieszyło mnie, że Soyou dostała solową szansę, na którą zasłużyła, szczególnie biorąc pod uwagę sukces całego Sistar. Nie byłem też z góry uprzedzony do jej scenicznego mariażu z raperem, bo Mad Clowna nie kojarzyłem, za to miałem w pamięci współpracę Jieun z Secret z Bang Yong Gukiem przy okazji piosenki "Going Crazy" (>>TUTAJ<<). Raz, że utarta formuła współpracy rapera i wokalistki jest tak naprawdę dość prostą receptą na sukces - mierzony wpływami ze sprzedaży i miejscami na listach. Dwa, że wymieniona przed chwilą dwójka ze stajni TS Entertainment pokazała, że nawet podążając tą ubitą ścieżką można zawędrować w ciekawe miejsca.

Do projektu podchodziłem nastawiony dość pozytywnie, choć bez olbrzymich oczekiwań. Jednak od pierwszego kontaktu zaczęły piętrzyć się problemy, które... No właśnie, nie mogę napisać, że całkiem odrzuciły mnie od tej piosenki, ale wyraźnie wpłynęły na mój jej odbiór.

Zacznijmy od tego, że do tej pory koreańskie single mogłem podzielić między innymi według bardzo prostego kryterium - te które teledysk mają i te, które videoklipu się nie dorobiły. "Stupid In Love" to pionierskie przedsięwzięcie, które próbuje wpasować się gdzieś pomiędzy te dwie kategorie...



Oczywiście, sam dopisek "short ver." sugeruje, że istnieje pełna wersja tego klipu. Sęk w tym, że w anglojęzycznym internecie wciąż nie została upubliczniona, co jest dość nietypowe dla koreańskiego rynku. Co więcej, dopiero dzisiaj dokopałem się do pełnej wersji tego klipu wrzuconej na YT przez jakiegoś "partyzanta". Wersji wrzuconej właśnie dzisiaj, z kilkunastoma wyświetleniami na koncie. To dosyć dziwne zważywszy na fakt, że piosenka - a co, uchylę rąbka tajemnicy - wyrasta na duży przebój.

Jednak pełną wersję teledysku zachowam na później, tym bardziej, że nie dzieje się w nim zbyt wiele, a chciałbym najpierw zająć się samą piosenką, do czego będą mi potrzebne inne klipy. W pierwszej kolejności płytowa wersja piosenki z dodanym tłumaczeniem. Wybieram wariant polski, choć to tłumaczenie tłumaczenia. Porównując wersję polską i angielską, dochodzę do wniosku, że jeżeli coś ze znaczenia zagubiło się w przekładzie, to stało się to już na etapie przekładu z koreańskiego na angielski, ba, mam wrażenie, że polski tekst miejscami lepiej oddaje ducha utworu.



Nie dziwię się, że jest to przebój, bo pomimo rozlicznych zarzutów, które za chwilę wyciągnę, liczba niezbijalnych atutów jest po prostu za duża. Samo brzmienie, nastrojowość kompozycji - to w zasadzie dość, by piosenka dobrze sobie radziła. Na to nakłada się bardzo dobrze wkomponowany wokal Soyou, który dodatkowo zagęszcza atmosferę i sprawia, że kawałek - przy całej swojej sztampie - staje się łatwo rozpoznawalny.

Sam muzyczny motyw podkładu jest dosyć banalny, jednak sposób wyprodukowania nagrania nadaje całości dużo więcej głębi i smaku. Choć sama struktura utworu jest prosta jak konstrukcja cepa, to sposób w jaki wybrzmiewają instrumenty - w szczególności klawisze i smyczki - sprawia, że brzmi to jak utwór z klasą. Ponadto muszę pochwalić urozmaicenie podkładu w trakcie zwrotki, to co dzieje się około 1:55 bardzo przyjemnie łaskocze moje uszy.

Z negatywów wskazałbym nietrafiony most - jego brzmienie, wykorzystanie gitar... Widzę, co autor chciał osiągnąć, ale zabieg zwyczajnie mu nie wyszedł. Miało być epicko, miała być kulminacja napięcia, a wyszło trochę jazgotliwie i niespójnie. Przy czym w żadnym razie nie jest to jakaś muzyczna katastrofa, po prostu nieudany zabieg.

Jednak mój prawdziwy problem tyczy się przede wszystkim warstwy lirycznej. Bang Yong Guk w "Going Crazy" swoim rapem zaserwował kawał nieprzyjemnego, niepokojącego obrazu, a potem jeszcze przepraszał, że jego tekst był nie dość plastyczny i że mógł się bardziej postarać. Ja rozumiem, że ze słowami do "Stupid In Love" zdecydowanie łatwiej się identyfikować i pewnie stąd też bierze się popularność tej piosenki, ale nawet patrząc na czystą formę - jest słabo. "Niebo pociemniało"? Poważnie? Co to jest, konkurs poetycki pierwszoklasistów? Rozumiem - miało być prosto i dosadnie, ale nawet przy takich kryteriach ten tekst jest po prostu miałki. Wystarczy porównać sobie jak to zrobił Choiza w swoim "Going Down" (>>TUTAJ<<), nota bene kawałek ma fantastyczny podkład, który sam w sobie snuje opowieść.

Ale napisałem, że z początku odbiłem się od tego nagrania, a póki co jeszcze tego dobrze nie wytłumaczyłem. Otóż wobec braku teledysku pod ręką, sięgnąłem po wykonanie w jednym z programów telewizyjnych i zostałem pozbawiony jakichkolwiek złudzeń co do osoby rapera.



W studiu chłop ma brzmienie płaskie jak niemiecka autostrada, ale przynajmniej daje radę ze sprzedawaniem emocji. Jest w tym jego głosie jakiś gniew, złość, da się to kupić. Niestety - jak wielu pop-raperów - na scenie okazuje się, że nie daje rady. A że ten konkretny okaz rapera nie ma nawet żadnej cechy charakterystycznej w głosie, to jego występ na żywo jest po prostu słabiutki. Ot przeciętny gość z ulicy, który na kogoś złorzeczy...

Co gorsza, jak tak zestawić ten jego mikry głos z drewnianymi próbami sprzedania emocji i jeszcze opakujemy to w wizerunek sceniczny, to dostaniemy coś więcej niż zwykłego gościa z ulicy. Czasami się takich widuje - czapka z daszkiem, dziwne okulary i jakaś obciachowa odzież wierzchnia - idą i drą ryja nie wiedzieć na kogo. Kiedy na murach kamienic pojawiają się jakieś "przemyślenia" na temat władzy, kościoła i obyczajów, są pierwszymi podejrzanymi. Nic nie poradzę, tym rapem Mad Clown bawi mnie zamiast mnie poruszyć. Na dokładkę Soyou jest wepchnięta na gruby playback, który nie zawsze jest w stanie zagłuszyć.

Tydzień później było ciutek lepiej, szczególnie jeżeli idzie o wypoziomowanie playbacku czy też wokalnych zwielokrotnień, ale Mad Clown nadal jest daleki od przekonania mnie do siebie i swojego rapu.



Jestem Wam jeszcze winien teledysk, choć bardzo możliwe, że wkrótce go zdejmą - skoro sami go nie upubliczniają.



Ogólnie rzecz biorąc bardzo profesjonalnie i nastrojowo zrobiony teledysk. Szczególnie "ptasie" kadry z Soyou są niezwykle plastyczne. Sama koncepcja sceny z tronem - to jak Mad Clown spala się czy też, uwaga trudne słowo ;) , dezintegruje - robi wrażenie, a raczej robiłaby, gdyby nie wizerunek rapera. Okej, ja rozumiem, że w Korei taki sweter może nie uchodzić za obciachowy, ale w moich oczach kombinacja czapka z daszkiem, sweter i druciane okulary jest po prostu ko(s)miczna, a już szczytem absurdu jest posadzenie tak ubranego faceta na tronie. Może w Korei to nikogo nie razi, ale dla mnie to estetyczny strzał w stopę.

Podsumowanie? Pomimo fali czepialstwa, która przelała się przez powyższe akapity, nie potrafię nie ulec przebojowej naturze tego kawałka. Niby prosty muzycznie pomysł, ale - głównie dzięki doskonałej produkcji - zyskuje na muzycznej głębi i nie można nie przyznać, że jest nastrojowy. Choć lirycznie utwór rozczarowuje, to nie mogę też nazwać go złym, co najwyżej przystosowanym do potrzeb mas, a przecież o to w popie chodzi. Najwięcej zastrzeżeń mam do rapu, jednak tyczą się one głównie wykonań na żywo, bo wersja płytowa potrafi braki w walorach samego głosu przykryć przyzwoitą ekspresją.

niedziela, 16 czerwca 2013

Starcie czerwca: Sistar vs After School [pojedynek]

Może trwało to dłużej niż bym się spodziewał, ale poukładałem sobie nareszcie to wszystko w głowie i jestem gotów spisać swoje przemyślenia. Zapraszam więc na najgorętszy pojedynek czerwca, a może i w ogóle tego lata!

W czerwonym narożniku cztery zmysłowe panie - Bora, Dasom, Soyou i Hyorin. Powitajcie zeszłoroczne mistrzynie letniego grania, sceniczne czempionki minionego roku - grupę Sistar! Do tego starcia przygotowywali ich ludzie ze studia Double Kick - ci sami, którzy stali za zeszłorocznym triumfem z piosenką "Loving U" (>>TUTAJ<<).

W niebieskim narożniku z chęcią stanąłbym sam, bo aż roi się w nim od pięknych kobiet. To Jungah, Jooyeon, Uee, Nana, Raina, Lizzy, E-young i Kaeun - znane jako roztańczona, wygimnastykowana formacja After School. Dziewczyny mają chyba zamiar okraść rywalki ze wszystkich bereł i koron jakie znajdą, bo przed walką wyglądały dość bojowo. Ale co się dziwić, jeszcze nie tak dawno temu to one uchodziły za najseksowniejszą grupę z najciekawszymi choreografiami. W zemście pomóc ma im hitowy producent - Brave Brothers, niedawno zdradzony przez Sistar na rzecz Double Kick.

Na ringu już zaczyna iskrzyć i chyba dłużej nie da się wstrzymywać tej konfrontacji. Zainteresowanych kulisami przygotowań odsyłam do meczowego programu (>>TUTAJ<<), a my przystępujemy do walki.

Sistar - "Give It To Me", więcej o piosence i teledysku >>TUTAJ<<



After School - "First Love", więcej o piosence i teledysku >>TUTAJ<<



Runda I - piosenka
Sistar zaczęło bardzo żywo, z dużą energią, After School wydaje się znacznie bardziej pasywne. A jednak dziewczyny z niebieskiego narożnika nie ustępują pola konkurentkom i bardzo zgrabnie się bronią. To pojedynek na bardzo wysokim poziomie, choć muszę też przyznać, że obie strony widziałem już w lepszej formie. Widać, że trenerzy świetnie przygotowali obie strony do walki wzmacniając atuty i zakrywając słabości. Jeżeli runda potrwałaby trochę dłużej, Sistar z pewnością opadłoby z sił, podczas gdy wydaje się, że After School mogłoby bronić się w nieskończoność. A jednak na koniec rundy zwycięstwo na punkty musi paść łupem Sistar.

Obie piosenki to dwie różne bajki. "Give It To Me" to dynamiczny kawałek, w którym pobrzmiewają lekkie inspiracje disco, choć bez charakterystycznego beatu. "First Love" to wolniejsze nagranie, które można podciągnąć pod balladę, choć jego tempo nie jest do końca rozwleczone i piosenka ta też ma trochę życia. Jest po prostu znacznie bardziej wyciszona. Obie grupy miały już lepsze single, co nie oznacza, że te piosenki nie są materiałem na duże przeboje - wręcz przeciwnie. Na dłuższą metę mam wrażenie, że przyjemniejsze jest nagranie After School, ale przy pierwszych przesłuchaniach triumfować musi żywiołowe, popisowe  Sistar. No i trzeba docenić to, że Sistar dysponuje lepszymi głosami, co po prostu słychać.

Pierwsza runda na korzyść Sistar.
Sistar             1
After School    0

Runda II - teledysk
Poziom pojedynku nieco się opuścił, choć wciąż mamy do czynienia ze świetnym widowiskiem. W tej rundzie role się odwróciły. Sistar stawia na technikę i uniki, cały czas jest jednak w defensywie. After School może nie ma zbyt wielu pomysłów, ale zadaje szybkie, silne ciosy. Sistar próbuje uciekać, uchylać się i choć nie robi niczego źle, za każdym razem kiedy napatoczy się na pięść AS, jest blisko knock downu. Próby kontry w wykonaniu Sistar wydają się przekombinowane i wysoce nieskuteczne. Na koniec rundy obie strony są w stanie stać na własnych nogach, ale Sistar wygląda jakby oberwało po głowie o jeden raz za dużo.

Choć w zamyśle oba teledyski mają ociekać seksapilem, zwycięzca może być tylko jeden - After School. Paradoks polega na tym, że klip AS wygląda na znacznie... tańszy. Inaczej rzecz ujmując - jest po prostu bardzo prosty. Ale wygrywa, bo klip Sistar próbuje być wyszukany wizualnie, choć tak naprawdę też jest prosty i mało pomysłowy. W dodatku w klipie Sistar nie ma w zasadzie nic ciekawego poza samym Sistar - poszatkowanym diabelnie szybkimi zmianami kadrów. Teledysk AS też koncentruje się na dziewczynach, ale znacznie lepiej radzi sobie z ekspozycją. No i ze względu na choreografię po prostu musi być efektowny.

Druga runda na korzyść After School.
Sistar             1
After School    1

Runda III - stylizacja
To chyba najlepsza runda tego starcia. Wydawało się, że Sistar trzyma się dobrze i w tej rundzie znów przejdzie do ofensywy, tym bardziej, że AS zaczęło chyba nadmiernie podekscytowane poprzednią rundą i dość łatwo wystawiało się na drobne uderzenia. Ale wystarczył jeden moment nieuwagi Sistar, jeden celny cios After School, by aktualne czempionki poleciały na deski. Sistar wstało, otrzepało się i nadal jest w walce, ale to był poważny knock down.

Jeszcze przed właściwymi powrotami napisałem, że After School wizerunkowo stawia wszystko na jedną kartę. Golizna, taniec na rurach i brytyjskie flagi w niewłaściwych miejscach. Z drugiej strony burleskowe Sistar, które z jednej strony jest seksowne, z drugiej strony raczej nie narazi się na nadmiar krytyki. A jednak Sistar koniec końców wypada znacznie bardziej ordynarnie niż After School. Dlaczego?

Bo w wypadku AS ta golizna, te rury - wszystko zostało bardzo umiejętnie wplecione w występ, w teledysk i w piosenkę. Rury bardzo pasują do muzycznego klimatu, tego specyficznego beatu, są spójne z utworem. Z kolei teledyskowa golizna trafia w subtelną intymną naturę piosenki, a przy tym jest na tyle dobrze zrealizowana, że nie razi.

A co z Sistar? Niby wszystko jest fajnie, dobrze wygląda. Ale jak ma się ta burleska do treści i brzmienia piosenki? Nijak. Gdyby nie to, że montaż teledysku został dopasowany do tempa piosenki, klip w ogóle nie kleiłby się z muzyką. W efekcie cała stylizacja Sistar wygląda jak tani, niczym nie uzasadniony wabik na męską publikę. Tak, taniec na rurze to też wabik, ale wymagający olbrzymiego nakładu pracy od samego zespołu. No i jak już zaznaczyłem, jest wkomponowany w utwór.

Od strony samego wyglądu obie grupy prezentują się świetnie. Może z drobnymi zastrzeżeniami. W AS kompletnie nie wypaliły dla mnie tatuaże, w Sistar kostiumy ciutek zbyt ostentacyjnie zaznaczają gdzie zaczyna się biust. Co do samych dziewczyn znów górą jest jednak After School.

Już wiele osób to wytknęło, wytknę i ja. Ktoś w Starship Entertainment uznał, że dobrym pomysłem będzie rozróżnić dziewczyny na scenie... kolorem skóry. O ile Bora i Soyou mają całkiem normalne tonacje, o tyle Dasom jest blada jak zjawa, a Hyorin dała się spalić na skwarek.

Z kolei w AS rewelacyjnie wyglądają nawet dziewczyny, które do tej pory nie przekonywały (przynajmniej mnie). Powiem więcej - to chyba właśnie Raina i E-young wypadają najlepiej z całej ekipy. Tym bardziej, że Uee zawsze wygląda jak Uee, a dla Nany ta ostra stylizacja nie jest pierwszym wyborem.

Trzecia runda na korzyść After School.
Sistar              1
After School   2

Runda IV - występy
Z dotychczasowych występów dostępnych w internecie, postarałem się wybrać te, które wypadły najkorzystniej.

Sistar - "Give It To Me" @ MCountdown 13.06.13



After School - "First Love" @ Music Core 15.06.13



Sistar wzięło się w garść i wróciło do ofensywnej taktyki, która przyniosła mu zwycięstwo w pierwszej rundzie. Jednak After School wcale nie ma zamiaru się bronić - naciera tak jak w dwóch poprzednich rundach. Cios za cios, prawie zero obrony. Praca nóg After School jest dziś znakomita, ale technika Hyorin i Soyou daje się mu we znaki. A jednak ciosy zadane przez AS w poprzednich rundach wydają się doskwierać Sistar, które wydaje się słabnąć. Piękna, widowiskowa runda dobiega końca. Sędziowie nieznacznie wskazują na After School.

Siłą występu Sistar jest piosenka. Nawet jeżeli jest tu sporo playbacku, to tam gdzie trzeba głosy Hyorin i Soyou błyszczą. Gorzej z widowiskiem. W gruncie rzeczy choreografia jest raczej uboga, choć nie brakuje w niej ciekawych ruchów i figur. Sęk w tym, że całość w zbyt małym stopniu opiera się na tańcu Sistar. Dziewczyny albo zostają zdominowane przez tłum wspierających tancerek i tancerzy, który w sumie niewiele robi, albo same niewiele tańczą. Dużo jest w tym wszystkim jakichś tanich chwytów. Dasom z laską i cylindrem, Bora z jakimś konfetti, Soyou ciągnięta przez tancerza i Hyorin... w sumie nie wiem, co robi Hyorin poza śpiewaniem. Nie dość, że te sztuczki są raczej mało efektowne i słabo uzasadnione w występie, to jeszcze wkład pracy dziewczyn w to musiał być raczej skromny. Dzień intensywnego treningu i każdy to powtórzy.

Naturalnie After School zdecydowanie lepiej wypada w tańcu niż w śpiewaniu, choćby z racji mniej efektownej piosenki i mniejszych możliwości wokalnych. Ale numerem tanecznym miażdży konkurencję. Raz, że samo przygotowanie do tańca na rurze musiało kosztować dziewczyny strasznie dużo pracy, trudu i wyrzeczeń. Ale dwa, że efekt końcowy jest widowiskowy, a i "naziemna" część choreografii, choć może nie nadmiernie skomplikowana, też wygląda bardzo dobrze. No i ku mojemu zaskoczeniu, albo dziewczyny mają nagrany rewelacyjny playback, albo starają się choć częściowo śpiewać na żywo i to z całkiem korzystnym rezultatem - szczególnie Jungah.

Koniec końców Sistar traci strasznie dużo do After School jeśli idzie o taniec i aspekt wizualny, a AS nie pozwala aż tak znacznie odskoczyć Sistar pod względem muzycznym, tym bardziej, że piosenki są jednak porównywalnie przebojowe, choć utrzymane w różnym stylu.

Czwarta runda na korzyść After School.
Sistar              1
After School   3

Runda V - wydawnictwa
Recenzję albumu Sistar "Give It To Me" znajdziecie >>TUTAJ<<.
Recenzję maxi-singla After School "First Love" znajdziecie >>TUTAJ<<.

Bardzo jednostronna runda. Zanim Sistar zdążyło wejść w walkę, już zebrało solidny oklep. Nie padło na deski, bo kilka tricków zachowało na sam koniec starcia, kiedy rywalki powtarzały już zaprezentowane wcześniej kombinacje. Jednak przewaga After School wydaje się i tak miażdząca.

Na obydwu wydawnictwach znalazła się zbliżona liczba interesujących nagrań, choć i tu więcej do zaoferowania wydaje się mieć After School. Sęk w tym, że te kilka udanych piosenek w wypadku After School oznacza, że maxi-singiel jest wypchany po brzegi udanymi utworami, podczas gdy ta sama liczba dobrych piosenek u Sistar to co najwyżej połowa albumu. Gdyby Sistar też wydało maxi-singiel, można by mówić o w miarę wyrównanej walce, a tak After School wygrywa bezdyskusyjnie.

Piąta runda na korzyść After School.
Sistar              1
After School   4

Runda VI - promocje
After School - "First Love" występ na konferencji prasowej



Sistar - Comeback Showcase ("Loving U", "Crying", "Give It To Me", "Hey You", wypowiedzi)




After School w programie "Star King" via allkpop.com >>LINK<< (dużo krótkich klipów)


Sistar - "Miss Sistar" @ MCountdown 13.06.13



Sistar - "Hey You" @ MCountdown 13.06.13



After School chyba zanadto zaufało taktyce obranej w poprzednich, wygranych rundach. Sistar również powtórzyło taktykę z pierwszej rundy, jednak zaatakowało z jeszcze większą zawziętością i prezentując jeszcze szersze spectrum ciosów. After School próbowało odpowiedzieć swoimi sprawdzonymi zagraniami, ale nie wystarczyło to nawet by dobić do punktowego remisu.

Póki co promocje After School opierają się na jednej piosence i jednym występie. Rozumiem, że dziewczyny promują tylko otyły singiel, podczas gdy Sistar musi uciągnąć wypromowanie całego albumu, ale jeżeli AS nie odwróci jakoś uwagi od tematu tańca rurze, publika szybko się znudzi. Tymczasem Sistar opiera swoje promocje na najlepszych piosenkach ze swojego nowego albumu i siłą rzeczy będzie przykuwało znacznie więcej uwagi odbiorców bardziej zorientowanych na muzyczną stronę projektów. A to paradoks, bo przecież wcześniej wytknąłem, że wydawnictwo Sistar jest wyraźnie słabsze.

Szósta runda na korzyść Sistar.
Sistar              2
After School   4

Nie mam zamiaru wymyślać większej liczby rund, bo te następne musiałyby być mocno naciągane. Na dziś wydaje się, że powrót After School pod większością względów jest wyraźnie bardziej udany. A jednak Sistar zatriumfowało w dwóch kluczowych kategoriach - piosenka i promocje. Sytuacja jest dosyć ciekawa. Wydaje się, że mimo wszystko większą popularność zdobędzie nagranie Sistar, choćby z racji tego, że startuje z uprzywilejowanej pozycji znacznie bardziej modnej formacji.

A jednak patrząc przez pryzmat celów stawianych przed sobą przez poszczególne formacje, to raczej AS odnosi sukces. Sistar ze swoją piosenką i występem chciało wskoczyć do samej elity show-biznesu. Po tym teledysku i występie nie widzę takiej możliwości. Sistar takimi tanimi chwytami nie przekona do siebie słuchaczy i widzów, którzy wcześniej nie śledzili losów tej grupy. Sistar może nawet umocni swoją pozycję na rynku, ale na pewno nie pójdzie w górę.

After School miało przed sobą nieco inne zadania. Tak naprawdę ostatnim udanym koreańskim wydawnictwem formacji była piosenka "Shampoo" promująca album Virgin. Wtedy w grupie była jeszcze Bekah, czyli były to zamierzchłe czasy (pierwsza połowa 2011 roku). Od tamtej pory nie dość, że AS nie było szczególnie aktywne w ojczyźnie, to nie wypromowało żadnego naprawdę dużego przeboju, a odejście Kahi okazało się dodatkowym ciosem dla popularności formacji. After School chciało się przede wszystkim przypomnieć publiczności i odbudować choćby część swojej popularności.

Nowy numer został przyjęty raczej pozytywnie, zyskał uwagę publiczności i na pewno przyczyni się do zrealizowania założonego celu. Jednak jeżeli Pledis Entertainment wciąż życzy sobie, by After School było ich flagowym produktem, dziewczyny muszą wrócić na scenę z nowym nagraniem jeszcze w tym roku. W przeciwnym razie cały ten trud włożony w przygotowania do "First Love" da tylko tyle, że grupa nie zniknie ze świadomości publiczności i nie osunie się w dół drabiny popularności. Może nawet na chwilę wskoczy szczebel wyżej, ale aby się tam utrzymać koniecznie musi iść za ciosem.

środa, 12 czerwca 2013

Starcie czerwca: Sistar - Give It To Me [album]

Eh, spodziewałem się tego, ale postanowienie to postanowienie. Strasznie nie chce mi się pisać o nowym albumie Sistar i już teraz mam kilkugodzinną obsuwkę, która niechybnie sprawi, że tekst wskoczy z nową datą. Powód jest prosty - drugie pełne wydawnictwo tej rosnącej w popularność formacji jest po prostu nieciekawe. Nie nudne, nie złe - nieciekawe. Gdyby było naprawdę złe albo chociaż nudne, to mógłbym się nad nim poznęcać, a tak... Przesłuchałem je już z 5 razy, mózg mi się jeszcze nie rozpuścił, uszy nie zwinęły do środka i nie będę miał problemu jeśli przyjdzie mi przesłuchać je jeszcze raz. Tylko nie mam po temu żadnej motywacji i to jest prawdziwy problem.

No i jeszcze rozprasza mnie zajawka debiutu grupy Odd Eye. Dziewczyny mają zaprezentować się światu w piątek i teraz kombinuję jak tu zręcznie wepchnąć o nich wpis, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będzie warto. Ale to taka dygresja.

Jeżeli ktoś zastanawia się o co chodzi z pierwszym członem tytułu dzisiejszego wpisu, to na szybko przypomnę, że postanowiłem zadedykować ten tydzień dwóm powrotom znaczących żeńskich formacji - Sistar i After School. Wszystko wskazuje na to, że obie grupy będą ze sobą konkurowały o pierwsze miejsca na listach przebojów, a że obie grupy darzę sympatią, to postanowiłem poświęcić im nieco więcej miejsca. Po części zaczynam tego żałować, bo w tym i następnym tygodniu szykuje się natłok innych mniej i bardziej ciekawych nagrań, którym też wypadałoby poświęcić kilka zdań.

Dla przypomnienia założony przeze mnie kalendarz wpisów, który właśnie doczekał się pierwszej obsuwy.

10.06.13 - ważenie, czyli zbiór teaserów i przedpremierowych domysłów (poniedziałek) [>>TUTAJ<<]
11.06.13 - Sistar "Give it to me" recenzja teledysku i title-tracku (wtorek) [>>TUTAJ<<]
12.06.13 - Sistar "Give it to me" recenzja albumu (środa) [dzisiaj]
13.06.13 - After School "First Love" recenzja teledysku i title-tracku (czwartek) [>>TUTAJ<<]
14.06.13 - After School "Time's up!"(?) recenzja maxi-singla (piątek) [>>TUTAJ<<]
15.06.13 - pojedynek, czyli porównanie obydwu piosenek, klipów i występów (sobota) [>>TUTAJ<<]

Kluczę i kluczę, byle tylko nie pisać o meritum. Prawda jest taka, że mnie - osobiście - album rozczarował, jednak rozumiem też, że sporej części odbiorców może się spodobać. Problem z nim mam taki, że styl pozostałych piosenek na kompakcie ma się nijak do title-tracku. Piosenka "Give It To Me" to dynamiczny kawałek o lekkim posmaku disco, pełen dojrzałego, instrumentalnego brzmienia i celujący raczej w odbiorców w wieku 20-30. Album "Give It To Me" to zlepek mocno elektronicznych, nieco hałaśliwych piosenek pachnących gumą do żucia i celujących w różową demografię nastolatków.

Przy czym nie mogę powiedzieć, że piosenki na płycie są złe - wręcz przeciwnie, jak da im się szansę, potrafią wkręcić się w ucho, większość jest dosyć przebojowa. Ale nagrań autentycznie ciekawych, czy choćby oryginalnych, nie ma na płytce prawie wcale. Po zwalczeniu pierwszych oporów, nie miałem problemu z przesłuchaniem całego wydawnictwa, ale nie widzę sensu we wracaniu do tych nagrań - może z jednym czy dwoma wyjątkami.

Mam wrażenie, że ktoś w wytwórni porwał się z motyką na słońce. Powszechną praktyką wśród girls-bandów jest albo wydawanie mniejszych albumów - do sześciu, siedmiu piosenek - albo zapychanie pełnego albumu już sprawdzonymi singlowymi piosenkami, które wcześniej nie były częścią żadnego większego wydawnictwa. Sistar wydało kompakt z dziesięcioma nowymi nagraniami i mam wrażenie, że przyczyniło się to do miałkości całokształtu.

Jeżeli nie chce Wam się przebrnąć wraz ze mną przez cały album, to odsyłam Was do przesłuchania albumowej siódemki - "Crying" to obok tytułowego "Give It To Me" piosenka, którą bez zawahania mogę polecić do przesłuchania i z pewnością trafi na moją playlistę. Z pozostałych nagrań można zwrócić uwagę na szóstkę, ósemkę i dziesiątkę. No i intro jest świetne.

01. Miss Sistar feat. Double Kick, Joo Heon
Paradoksalnie, album zaczyna się nadspodziewanie ciekawie, atrakcyjnie i obiecująco.  Minutowe intro z udziałem samych producentów samo w sobie jest warte posłuchania. Obok męskiej narracji stanowiącej sedno całego pomysłu i świetnie zagospodarowanych głosów dziewczyn z Sistar (głównie Hyorin), muszę zwrócić uwagę na przesympatyczny, funkowy, podparty instrumentalnymi akcentami, podkład, który swoją estetyką disco zapewnia całkiem zgrabne przejście do pierwszej pełnoprawnej piosenki na płycie.



02. Give It To Me
Tej piosence chyba nawet aż za dużo miejsca poświęciłem wczoraj przy okazji premiery teledysku. Zainteresowanych odsyłam >>TUTAJ<<. W telegraficznym skrócie - bardzo dobra, przebojowa piosenka, choć możliwe, że nieco zbyt szybka i zbyt głośna, by  okupować pierwsze miejsca list przebojów całymi tygodniami. Jednak w pierwszym tygodniu promocji konkurencja będzie miała duży problem by przeskoczyć Sistar. Już w dwie godziny po premierze dziewczyny zanotowały z nową piosenką all-kill (symultaniczne pierwsze miejsce na listach Melon, Mnet, Olleh Music, Bugs, Soribada, Monkey3, Naver Music, Cyworld Music i Daum Music)

03. The Way You Make Me Melt feat. Geeks
Z jednej strony podoba mi się, że piosenkę o takim tytule Hyorin śpiewa swoją cieplutką barwą. Z drugiej strony ta piosenka jak dla mnie na dłuższą metę jest po prostu zanadto przesłodzona. Męskie głosy nie są tu żadnym poważnym kontrapunktem, a nie dość, że Hyorin jest tu aż za dużo, to głosy jej koleżanek zostały obrobione, by brzmieć podobnie. W ogóle nie uważam by gościnny występ Geeks służył tu czemukolwiek innemu jak nabijaniu popularności, ich partie nie są szczególnie ciekawie skomponowane ani atrakcyjnie wykonane. Natomiast melodia refrenu jest całkiem przyjemna. Niestety podkład ma za dużo elektronicznych szmerów-bajerów, które popychają całość w kierunku nielubianego przeze mnie wakacyjnego grania. Choć jak z większością piosenek na tym albumie, kiedy uszy się z nią osłuchają, to wydaje się nawet przyjemna. Angielskie tłumaczenie słów >>TUTAJ<<.



04. Bad Boy
Kwintesencja tego, czego nie lubię w tym albumie. To prosta, ale bardzo dobra i chwytliwa kompozycja. Niestety koszmarnie zaaranżowana. Rozumiem, że to również jest próba popchnięcia piosenki w stronę wakacyjnych klimatów, ale wyszedł z tego ohydnie tandetny, gumożujny pop. Pomimo tego, że całość jest zróżnicowana i bogata w dźwięki, to pozbawiona gustu. Tylko solidne wokale ratują tę piosenkę przed upadkiem w otchłań beznadziejnej tandety. Dla zainteresowanych tłumaczenie słów >>TUTAJ<<.



05. Summer Time
Znów letnie brzmienie, które w pierwszej chwili nawet kupuję. Otwarcie piosenki zapowiada zastrzyk pozytywnej adrenaliny na wakacyjny wieczór - prymitywny, ale efektowny elektroniczny podkład i niosący tę piosenkę, silny wokal Hyorin. Niestety gdzieś pomiędzy refreny wkradają się bardzo nudne i brnące donikąd zwrotki. Skreśl to, inaczej - w tej piosence wszystko poza refrenami, i wiodącymi do nich mostami Hyorin, jest słabe. Rap Bory jest skrajnie beznadziejny, a aranżacja, kiedy tylko opuszcza utartą ścieżkę z refrenu, znów staje się tandetnie przekombinowana. Słowa >>TUTAJ<<.



06. A Week
Znów letnie klimaty, ale tym razem podlane bardziej instrumentalnymi klimatami, przez co jestem w stanie nawet znieść te elektroniczne bajerki, które nawet nie rzucają się aż tak bardzo w uszy. Mocnym punktem kompozycji jest silny, nisko zawieszony beat i umiejętnie wpleciony bas. No i dla odmiany tutaj muszę pochwalić rap Bory. Trochę w tym zasługi zręcznej produkcji, ale nie mogę też odmówić samej raperce zręcznego wykonania swojej partii. Czuć i rytm, i charakter, a że Bora od strony barwy ma ciekawy głos, całość ładnie się klei. Słowa >>TUTAJ<<.



07. Crying
Pierwsza piosenka na płycie, która swoim klimatem nie odcina się od title-tracku. Jest to też zdecydowanie najlepsze nagranie obok tytułowego "Give It To Me". Przyjemna kompozycja z dobrym beatem, ciekawie wplecioną gitarą i bardzo zgrabnym przepływem, szczególnie w okolicach refrenu. Znów rap Bory nie jest zły, choć nie tak dobry jak piosenkę wcześniej. Podobnie jak w title-tracku, bardzo mocno punktuje tutaj Soyou.

Jednak ten utwór to przede wszystkim Hyorin. Pokaz możliwości tej dziewczyny, próbka jej fantastycznej barwy i ekspresji. Miód na uszy. W dodatku wygląda na to, że jest to też badanie terenu przez wytwórnię przed ewentualnym solowym debiutem liderki Sistar. "Crying" to jej pierwsze podejście do pisania słów piosenki. Wyszło całkiem nieźle, chociaż jeżeli porównanie do wymiotowania nie jest inwencją tłumacza, to trzeba odhaczyć drobny minusik. Angielskie tłumaczenie >>TUTAJ<<.



08. Hey You
Całkiem pomysłowe nagranie, które niestety zostaje zepsute przez aranżacyjną nadgorliwość w refrenie. Cały urok zwrotek sprowadza się do klimatycznego, elektronicznego minimalizmu, który ma w sobie nieco ładunku retro i coś z muzycznego żartu. Całość brzmi po prostu intrygująco i nawet oryginalnie. Niestety refren zostaje zapchany tandetnymi efektami, a ostatnie dźwięki refrenu w ogóle zalatują polskim weselem. Mimo to stawiałbym tę piosenkę po jasnej stronie mocy dlatego, bo jest czymś względnie świeżym i powiewem muzycznego życia na tej dość monotonnej płycie. Słowa >>TUTAJ<<.



09. If U Want
Piosenka, o której zapomniałem, że w ogóle jest na płycie. Z założenia miała chyba być pokazówką dla głosów Hyorin i Soyou. Od tej strony się sprawdza, zresztą w ogóle wokale są mocnym punktem tej kompozycji. Niestet wszystko oprócz nich jest niesamowicie sztampowe i nijakie. Nie dość, że takich nagrań jest na tony, to jeszcze znów aranżacja momentami zawodzi, czyniąc całość jeszcze łatwiejszą do zapomnienia. Ale winienie tylko aranżacji w tym wypadku byłoby błędem. Równą winę ponosi nawet efektowna, ale niezwykle pospolicie brzmiąca linia melodyczna refrenu. Słowa >>TUTAJ<<.



10. Up and Down
Słychać, że to kompozycja z importu, zupełnie inne brzmienie niż reszty płyty, pomimo zachowania letniego klimatu. Właśnie gdyby nie ten leciutki, letni klimat zwrotek, powiedziałbym, że melodycznie bardziej pasuje na jeden z b-side'ów After School. Ale muszę też przyznać, że Sistar bardzo dobrze odnalazło się w tej estetyce, szczególnie przyjemnie brzmi część refrenu śpiewana w niższej tonacji. Mój numer trzy na tym wydawnictwie. Słowa >>TUTAJ<<.



Płytę domyka instrumentalna wersja title-tracku, którą pozwolę sobie pominąć.

A już za chwilkę powrót After School.

wtorek, 11 czerwca 2013

Starcie czerwca: Sistar - Give It To Me [MV]

Gorąca batalia, która elektryzuje przynajmniej męską część k-popowej widowni, właśnie nabrała dodatkowych rumieńców. Sistar ujawniło swój title-track wraz z teledyskiem i... Hm. Na pewno współczuję wszystkim płotkom i średniakom branży, którzy zaplanowali jakąś działalność na najbliższe tygodnie. Przebić Sistar, przy ich aktualnej popularności, z tą piosenką - będzie niezwykle trudno. A jednak ostateczny sukces kwartetu nie jest jeszcze przesądzony, bo w całej układance widać słabsze ogniwa.

Jeżeli chcecie jakiejś większej przedmowy przed tym klipem, odsyłam do wczorajszego wpisu >>TUTAJ<<. Na szybko przypomnę tylko, że "Give It To Me" to title-track drugiego albumu grupy Sistar, o którym więcej jutro. Za kompozycją znów stoi grupa Double Kick, która wyprodukowała także poprzedni przebój Sistar - "Loving U" (>>TUTAJ<<). Wygląda to także na trwalszy rozbrat z producentem kryjącym się pod pseudonimem Brave Brothers, który wcześniej ściśle współpracował z formacją i stał za jej innym zeszłorocznym hitem - "Alone" (>>TUTAJ<<).

Do wątku zmiany producenta jeszcze wrócę, ale najpierw teledysk. Warto podbić jakość, bo standardowe 360p bardzo lubi się z pikselami.



Wokół Sistar od niedawna kręci się jedno istotne pytanie. Pytanie proste, ale także fundamentalne i dla części fanów na pewno kontrowersyjne. Czy Sistar ma w ogóle rację bytu? Nie chodzi o to, że grupie brakuje fanów - wręcz przeciwnie, formacja jest na dobrej drodze na sam szczyt i dociera tam bez wsparcia żadnego z rynkowych potentatów. A jednak pytanie jest zasadne, bo wszystko, co dobre dla Sistar, do tej pory zaczynało się i kończyło na osobie Hyorin.

Kamieniem milowym dla formacji była pierwsza piosenka jej podgrupy - Sistar19, złożonej z Bory i właśnie Hyorin. Bora to ładna buzia, zgrabne ciałko i całkiem niezła tancerka, ale nie tylko śpiew, ale nawet rap idzie jej raczej mizernie (ma jeden czy dwa sposoby artykulacji, które tłucze we wszystkich nagraniach). Można dorabiać różne wizerunkowe teorie co do tego, dlaczego przyklejono ją w duecie do Hyorin, ale nie ma to większego znaczenia. W Sistar19 od początku chodziło o danie większego pola do popisu dla Hyorin i z pomocą jej talentu wokalnego i scenicznego, wyciągnięcie w górę całej głównej formacji. Pomysł chwycił i od "Ma Boy" (>>TUTAJ<<) zaczęła się wędrówka Sistar w górę drabiny popularności.

Jednak widać, że łby, które zmajstrowały tamten chwyt marketingowy, wciąż głowią się nad Sistar. I dobrze, bo bardzo zręcznie i w samą porę zareagowali na powstający problem. Brave Brothers nieco zbyt bardzo rozkochał się w głosie Hyorin. Jakoś go nie winię, bo uważam ją za świetną wokalistkę, ale jednak nie szło to w parze z interesami wytwórni. Już "Alone" (link gdzieś wyżej) było wokalnie zdominowane przez Hyorin. Ale tegoroczny przebój Sistar19 "Gone Not Around Any longer" (>>TUTAJ<<) to było już przegięcie. Niby duet, a w całej piosence Hyorin nie śpiewa bodaj czterech linijek.

To siłą rzeczy zaczęło rodzić pytania o zasadność istnienia formacji, której jedyną wartościową przedstawicielką jest, a przynajmniej wydaje się być, Hyorin. Wytwórni było to wybitnie nie w smak, bo koncepcja Sistar jeszcze nie została do końca wyeksploatowana, a odcięcie koleżanek od Hyorin mogłoby się dla całej trójki skończyć fatalnie. W dodatku Hyorin też nie wyszłaby korzystnie na zostaniu solistką. Wokalnie jest już gotowa, ale jako osoba wydaje się zwyczajnie za młoda na działanie solo. Na tak bogatym rynku nawet dla tak utalentowanej dziewczyny jest to dużym wyzwaniem. Nie wystarczy wyróżniać się na scenie, trzeba też umieć sprzedać się poza nią, a w tym względzie nie zauważyłem żeby Hyorin potrafiła zaistnieć. Jej czas jeszcze nadejdzie, może nawet wkrótce, a spadochron w postaci Sistar z pewnością okaże się pomocny.

Więc co takiego dokładnie stało się, że piszę jakby racja bytu Sistar została podtrzymana, a pytania o solową karierę Hyorin przestały być ważkie? Bora dalej wygląda, być może dalej tańczy i z całą pewnością nadal rapuje tak jak w każdej innej piosence z jej udziałem. Dasom wizualnie przekształciła się w jasnoskórego klona Hyorin, który wciąż ma problemy ze śpiewaniem bez wsparcia elektroniki, ale to i tak nie ma większego znaczenia, bo dziewczyna wśród internautów nosi piętno iljin* i nie wygląda na to, by miała się od niego uwolnić.

Hyorin to też nadal Hyorin - seksowna, przykuwająca męskie oko, ale przede wszystkim zachwycająca barwą i wokalnymi możliwościami. Chrypka, dołki, górki, falsety, rozpiętość skali, podparcie i wielka swoboda śpiewania. Dla mnie dziewczyna jest niesamowita.

No dobra, ale to nie są argumenty "za", raczej "przeciw". Więc jaki jest argument "za"? Soyou. Jest w tej piosence świetna. Na tyle na ile dostała na to szansę, pokazała kawał talentu. Z Hyorin trudno ją porównywać o tyle, że Hyorin jako powerhouse grupy, jej liderka i frontsmanka ma siłą rzeczy więcej miejsca dla siebie i dla swoich popisów. Ale Soyou nareszcie słychać, a słucha się jej z przyjemnością.

Przy czym to nie jest tak, że Soyou nagle przez noc wyrósł talent na strunach głosowych. Soyou potrafiła śpiewać już wcześniej tylko... Nie było tego słychać, bo ma bardzo podobną barwę głosu do Hyorin, ale nieco niżej zawieszoną. Dwa podobne matowe głosy, ale u Hyorin coś tam ćwierka, coś świdruje i kiedy zaczynają śpiewać razem, głos Hyorin natychmiast okazuje się dominujący i lepiej słyszalny, podczas gdy Soyou wypełnia tło.

Kwestia produkcji. Wcześniej Soyou często robiła za tło dla Hyorin, w nowej piosence została wyeksponowana, otwiera pierwszą zwrotkę i natychmiast rzuca się w oczy i uszy. A trzeba przyznać, że przy okazji bycia ciekawym głosem, jest to też kawałek zgrabnej, nawet wysokiej (jak na Azjatkę) dziewczyny. A na potrzeby nowych promocji jeszcze bardziej zadbała o sylwetkę, która teraz wygląda naprawdę imponująco. Nie będę osadzał w tekście, ale rzucę linkiem do ciekawego zdjęcia >>LINK<<.

Co do samego utworu to ogólnie rzecz biorąc jestem na tak, i to bardzo. Choć mam pewne zastrzeżenia. Bardzo podobają mi się smyczkowe inspiracje disco i zręcznie zbudowana na nich, bardzo dynamiczna i dość nowocześnie brzmiąca piosenka. Z jednej strony główna część refrenu jest szalenie prosta, z drugiej jest to olbrzymi atut, bo ten fragment można oczywiście zaśpiewać, ale nie ma też problemu, kiedy ktoś mniej utalentowany go sobie wykrzyczy w tłumie. To jest ten fragment piosenki, który wszyscy słuchający będą wykonywali razem z piosenkarkami.

W dodatku refren wydaje się składać na lwią część piosenki, choć jest to raczej zasługą bardzo dużej dynamiki nagrania niż faktycznej dysproporcji pomiędzy segmentami. Jeżeli mówimy o masowych przebojach, dominująca rola refrenu zawsze jest czymś pożądanym. Ale trzeba też pamiętać, że oprócz prostego, chwytliwego refrenu, piosenka ma też dużo popisowych wokalnie, bardzo zgrabnie zaśpiewanych wersów.

Jednak tutaj kończy się wystawianie laurki, bo - jak już wspomniałem - mam do tego kawałka pewne zastrzeżenia. O ile pierwsze przesłuchania były rewelacyjne, o tyle z czasem mój entuzjazm oklapł. Poprzednie nagrania grupy były przebojami między innymi dlatego, że zostały utrzymane w średnim tempie, które świetnie sprawdza się w radiu, nie przeszkadza w pracy - ogólnie rzecz biorąc, kiedy słuchacz przywyknie do piosenki, średnie tempo nie absorbuje. Ta piosenka jest bardzo dynamiczna i poza refrenem dość mocno zróżnicowana w brzmieniu. Jest głośna, a nie jest szczególnie taneczna. Dążę do tego, że na dłuższą metę, pomimo tego, że teraz słucha mi się jej przyjemnie, ta piosenka może słuchacza zmęczyć.

Co do teledysku mam znacznie bardziej mieszane uczucia. W żadnym razie nie jest zły, na dziewczyny patrzy się bardzo przyjemnie. Estetyka też jest miła dla oka. Montaż pasuje do tempa i natury piosenki. Tylko... Nie widzę związku pomiędzy brzmieniem i wyglądem. Wygląd jest zainpirowany rewią, burleską. Brzmienie to raczej disco, piosenka jest za szybka i "śliska" w brzmieniu na duży rewiowy numer...

Inna sprawa, że wideoklip mówi bardzo, bardzo niewiele o choreografii, która będzie towarzyszyła utworowi. Żeby wizuualnie oddać naturę utworu, korzystano z bardzo licznych przebitek, a to nie służy pokazywaniu układów tanecznych. Dlatego też realizatorzy nawet niespecjalnie próbowali pokazywać taniec, raczej koncentrując się na przebitkach na dziewczyny w różnych stylizacjach. Podejrzewam, że do piosenki przygotowano jakiś solidny kawał układu, bo Sistar od pewnego czasu z tym właśnie się kojarzy. Możliwe też, że obręcz na której siedzi Bora okaże się czymś więcej niż tylko rekwizytem. Ale to tylko domysły, a na dziś w rewiowym teledysku tańca i innych popisów jest raczej niewiele.

Do tematu na pewno jeszcze wrócę w tym tygodniu w taki czy inny sposób. Na razie temat tej piosenki zamykam. Jutro rozprawię się z resztą nowego albumu grupy, choć co napiszę - sam jeszcze nie wiem, bo celowo przesłuchanie wydawnictwa odłożyłem na później. A w czwartek i piątek After School. Na dziś zakładam, że całą serię zamknę w sobotę bezpośrednim pojedynkiem na punkty, ale wciąż zastanawiam się, czy występom nie poświęcić odrębnego wpisu. Wtedy temat przeciągnąłby się do niedzieli. Na ten moment plan działania wygląda tak:

10.06.13 - ważenie, czyli zbiór teaserów i przedpremierowych domysłów (poniedziałek) [>>TUTAJ<<]
11.06.13 - Sistar "Give it to me" recenzja teledysku i title-tracku (wtorek) [dzisiaj]
12.06.13 - Sistar "Give it to me" recenzja albumu (środa) [>>TUTAJ<<]
13.06.13 - After School "First Love" recenzja teledysku i title-tracku (czwartek) [>>TUTAJ<<]
14.06.13 - After School "Time's up!"(?) recenzja maxi-singla (piątek) [>>TUTAJ<<]
15.06.13 - pojedynek, czyli porównanie obydwu piosenek, klipów i występów (sobota) [>>TUTAJ<<]

* Aha, miałem wyjaśnić co to ten nieszczęsny iljin. Pierwotnie określenie stosowało się do ludzi mafii, szeregowych żołnierzy przestępczego półświatka. Dziś to na wpół slangowe określenie na młodzież, która w szkole zamiast uczyć się, koncentruje się na imprezach, ciuchach i popalaniu fajek. Patrząc na to od tej strony, Polska to kraj iljinów. Jednak, sądząc po internetowej nienawiści w stosunku do zjawiska, istnieją takie miejsca na świecie, gdzie wciąż takie podejście do życia i nauki spotyka się z poważną presją otoczenia. I dobrze.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Starcie czerwca: Sistar vs After School [ważenie]

Okej, nie planuję robić stałej pozycji tego typu na tym blogu, więc nie oczekujcie starć lipca, sierpnia itd. Po prostu akurat tak się złożyło, że dwie duże żeńskie formacje ogłosiły swoje powroty nie tylko na czerwiec, ale nawet na ten sam tydzień czerwca. Drugi album Sistar i szósty maxi-singiel After School rozdzielają raptem 2 dni czasu. Przy tym obie grupy mierzą w tę samą demografię, więc porównania są nie do uniknięcia.

W dodatku tak się składa, że obie formacje należą do moich ulubionych w k-popowym światku, a przynajmniej mają w swoich składach kilka dziewczyn, które przykuwają moją uwagę. Czy bym nazwał to starciem czerwca, czy też nie - i tak ten tydzień zdominowałyby wpisy o tych dwóch formacjach. Nie to żeby nie było innych tematów - co to, to nie. Już dzisiaj na półeczkę wędruje bardzo ciekawy teledysk, do którego wrócę w wolnej chwili.

A wszystko po to, żeby zrobić miejsce na ten tekst, który tak naprawdę jest tylko garścią informacji, komentarzy i moich domysłów spisanych jeszcze przed premierą obydwu krążków. Czekałem z tym tekstem do ostatniej chwili, licząc, że After School zdąży ujawnić video-teaser dla swojej głównej piosenki i zdecydowanie dobrze zrobiłem.

Jeszcze zanim przejdę do meritum, sypnę króciutkim terminarzem na ten tydzień, który i tak pewnie weźmie w łeb z jakiegoś powodu.
10.06.13 - ważenie, czyli zapowiedź właściwego starcia (poniedziałek) [dzisiaj]
11.06.13 - Sistar "Give it to me" recenzja teledysku i title-tracku (wtorek) [>>TUTAJ<<]
12.06.13 - Sistar "Give it to me" recenzja albumu (środa) [>>TUTAJ<<]
13.06.13 - After School "First Love" recenzja teledysku i title-tracku (czwartek) [>>TUTAJ<<]
14.06.13 - After School "First Love" recenzja maxi-singla (piątek) [>>TUTAJ<<]
15.06.13 - pojedynek, czyli porównanie obydwu piosenek, klipów i występów (sobota) [>>TUTAJ<<]

Od czego by tu zacząć? Chyba od After School, które pierwsze zaczęło sypać konkretami, choć ich mniejsze wydawnictwo pojawi się kilka dni później od konkurencji. Czerwcowy comeback jest zdecydowanie ważniejszy właśnie dla tej formacji, która przez blisko rok nie pojawiała się na scenie. W dodatku grupa jest po licznych przetasowaniach w składzie (więcej >>TUTAJ<<), rok temu z formacji odeszła jej założycielka i dotychczasowa liderka - Kahi (więcej o niej >>TUTAJ<<). W dodatku ostatnie nagranie grupy - "Flashback" (>>TUTAJ<<) - nie było też tym, czego spodziewali się fani, choć sama piosenka została nawet ciepło odebrana i dobrze się sprzedawała.

Ogólnie rzecz biorąc, zdaniem wielu, problemem grupy jest zbyt szeroki skład, a dokładniej to, że wiele spośród dziewczyn niewiele wnosi do występów i piosenek. After School jest znane ze świetnych tanecznych występów, ale większości dziewczyn nieco brakuje charyzmy i talentu wokalnego, dlatego odejście Kahi było takim ciosem dla formacji. Teraz After School potrzebuje dużego przeboju, być może największego w swojej historii - nie tylko by pójść w górę drabiny popularności, ale także by nie osunąć się w dół.


Pierwszy teaser - grupowa fotka - wywołał mieszane reakcje. Dziewczyny jak zwykle wyglądają świetnie, stylizacja też jest niczego sobie, jednak wśród fanów AS i miłośników koreańskiej sceny pojawiła się jedna obawa - że After School postanowi wpisać się w tegoroczny nurt "Bad Girls" czyli pewnej mieszanki, która w ostatnich miesiącach dominuje na koreańskich scenach. Ladies' Code debiutowało z piosenką "Bad Girls" (>>TUTAJ<<), Lee Hyori powróciła z piosenką "Bad Girls" (>>TUTAJ<<), a w strachu przed konkurencją solowy debiut CL z 2NE1 na szybko przemianowano na "The Baddest Female" (>>TUTAJ<<). No i jeszcze w zeszłym tygodniu Bumkey wypuścił piosenkę zatytułowaną - a jakże - "Bad Girl". A to tylko przykłady nawiązań poprzez same tytuły, wizerunkowych odchyłów w tym kierunku było znacznie więcej. Trochę hip-hopu do swojego stylu w tym roku próbowało przemycić nawet Girls' Generation ze swoim "I Got A Boy" (>>TUTAJ<<).

Na pewno po części podzielałem te obawy, ale moją uwagę zwróciło co innego. Do tej pory Pledis Entertainment, a w szczególności After School, słynęło z pomysłów na występy/teledyski. Dziewczyny z AS do tej pory wcielały się w mażoretki na potrzeby promocji "Bang!" (>>TUTAJ<<), na potrzeby promocji do "Shampoo" opracowały numer ze stepowaniem, a "Flashback" towarzyszyła piosenka "Rip Off" (link już gdzieś wyżej) i lekko kabaretowy występ z machaniem laskami. Przy okazji ujawnienia powyższej fotki, Pledis - w dość enigmatyczny sposób - zapowiedziało numer, który miałby być dłuższy od poprzednich i bić je na głowę od strony widowiskowości. Padły słowa porównujące całość do występów w Las Vegas, choc do końca nie wiadomo, czy chodziło tylko o pewien wyznacznik jakości, czy było to jakieś odwołanie co do samej natury występu?


Co do samego wizerunku to mnie dziewczyny kupiły natychmiast. Stylizacja jest zdecydowanie bardziej pomysłowa, niż u konkurencji. Widzę też, że Pledis ogarnęło nieco temat Rainy (z prawej), która zaczęła być zdecydowanie korzystniej stylizowana. Widać to było we "Flashback", widać to było w zeszłorocznych nagraniach Orange Caramel, widać to też teraz. Druga dobra wiadomość to odnalezienie sposobu na E-Young (więcej o tej utalentowanej dziewczynie >>TUTAJ<<). Do tej pory w niemal każdym klipie i nagraniu wyglądała jak podlotek - zdecydowanie mniej korzystnie niż podczas zwykłych występów przed kamerami. Ktoś w wytwórni postanowił pociągnąć jej wizerunek w stronę ostentacyjnej i nieco trącącej fałszem niewinności. W dotychczas ujawnionych materiałach sprawdza się to rewelacyjnie.



Jednak niekwestionowaną królową teaserów została Nana. Już przy okazji jej gościnnego występu w piosence "Ma Boy 3" (>>TUTAJ<<) przewidywałem, że jej rola w grupie zyska na znaczeniu. Nie wiadomo jeszcze jak to będzie od strony wokalnej, ale na pewno teasery kreują ją na twarz i liderkę formacji. Choć nominalnie grupą wciąż zawiaduje Jungah. A propos Jungah...



Chcę wierzyć, że oni w Korei nie do końca pojmują wydźwięk takiego gestu.

Dobra, zmieńmy narożnik. Teraz trochę o Sistar. Dla nich czerwcowy comeback również jest ważny, choć nie ma tego ciężaru "życia i śmierci". Sistar w zeszłym roku wypromowało dwa wielkie przeboje, które miejsca na listach przebojów ustępowały tylko PSY'owi i jego "Gangnam Style". Wyprodukowane przez Brave Brothers "Alone" (>>TUTAJ<<) było także transformacją nieco szmatławego, pstrokatego wizerunku grupy. Sistar - tak od strony muzycznej, jak i wizerunkowej, zyskały na klasie i prawdziwym seksapilu, co natychmiast wyniosło grupę wyżej na drabinie sławy.

Drugi hit - wakacyjne "Loving U" (>>TUTAJ<<) umocniło formację tuż za plecami takich potentatów jak 2NE1 z YG Entertainment i Girls' Generation z SM Entertainment (dwóch największych wytwórni na rynku). Co więcej, Sistar stało się tak mocne, że nawet w okrojonym do dwóch osób składzie tzw. Sistar19 i z nierewelacyjną piosenką "Gone Not Around Any Longer" (>>TUTAJ<<), grupa w tym roku nie tylko sięgnęła już po pierwsze miejsce na listach przebojów, ale także przez wiele tygodni nikomu tego miejsca nie oddawała. "Gone Not Around Any Longer" to póki co największy przebój tego roku.


Sistar zaczęło przecieki od ciekawej i seksownej fotki Bory - głównej tancerki grupy. Już wcześniej wytwórnia chwaliła się m.in. nagraniami Bory tańczącej na rurze, ale taniec na obręczy? To zdecydowanie zapowiada się ciekawie. No i pierwszy teaser z miejsca potwierdzał, że Sistar na dobre zrezygnowało z wizerunku bardziej pasującego do przydrożnych panienek. Jednak sama natura nadchodzącego występu wciąż wydawała się niejasna.



Zdecydowanie więcej wyjaśnił następny kontrolowany przeciek. Sistar poszło w kierunku burleski i muszę przyznać, że to zdecydowanie dobry pomysł. Taka stylizacja zdecydowanie pasuje do seksownej natury grupy i pełniejszych kształtów dziewczyn. A jednocześnie widać, że sporo pracy włożono w to, by całość była przygotowana ze smakiem i możliwie oryginalnie. Bardzo podoba mi się kolorystyka wykorzystująca dużo odcieni granatu i beżu/złota.



Jednak jeszcze ciekawszy okazał się teaser ujawniający listę nagrań na nowym krążku grupy. Chodzi nie tyle o tytuły czy liczbę nagrań, a o pseudonim kryjący się obok większości kompozycji. Za płytą w lwiej części stoi Double Kick (często spotkacie się z wariantem Duble Sidekick albo jakąś mieszanką obydwu). To o tyle ciekawe, że przez lata Sistar nieomal nierozerwalnie związane było z Brave Brothers, który stał choćby za "Alone". Jednak współpraca z Double Kick też nie może być zaskoczeniem. Grupa ta już w zeszłym roku podrzuciła Sistar "Loving U", poza tym odniosła też wiele sukcesów z innymi piosenkami oraz wykonawcami i zaskakująco stała się najlepszym producenckim teamem zeszłego roku. W tym roku też idzie im bardzo dobrze, to własnie Duble Sidekick stoi choćby za debiutem T-ara N4 z piosenką "Jeon Won Diary" (>>TUTAJ<<).

Wracamy do obozu After School, a tam...



Zaskakująca zmiana wizerunku. Druga seria zdjęciowych teaserów jest zdecydowanie subtelniejsza, a w opisach zdjęć pojawiły się pytania o pierwszą miłość. Z całego setu wybieram Lizzy z dwóch względów. Po pierwsze, żeby pokazać, że nie ścięła włosów - wbrew temu, co mogłoby się wydawać po pierwszej serii zdjęć. Dwa, by napisać, że najprawdopodobniej ominą ją wszystkie promocje związane z piosenką, a wydaje mi się także, że jej udział w teledysku będzie symboliczny. Naruszone wiązadło w kostce i noga w gipsie - efekt treningów. Wszystkie osiem fotek z seta >>TUTAJ<<. Nie chce mi się kombinować z wydostawaniem linków do osadzenia, ale przynajmniej na kilka zdjęć bardzo miło popatrzeć.

Jednak najciekawszy zdjęciowy teaser, nieco oderwany od całości, wypłynął później



Nie wiem, co mnie bardziej zastanawia. To, że Pledis zdecydowało się na tak śmiałą promocję, czy to, że w zasadzie uszło im to na sucho? Koreańska opinia publiczna jest mocno wyczulona na temat golizny, szczególnie jeśli idzie o celebrytów, a właściwie celebrytki. Uważam, że całkiem słusznie. A jednak najgorsze, co można było przeczytać pod tym zdjęciem na koreańskich stronach to to, że Nana i tak jest "płaska". Nie mówiąc o zagranicznych komentarzach, które były raczej zlepkiem pochlebstw. Najwyraźniej to, że Nana jest przy okazji także modelką jakoś daje jej specjalną dyspensę na tego typu sesje zdjęciowe. Inna rzecz, że na dobrą sprawę nie ma tu nic gorszącego - ot odsłonięte plecy.

No dobra, ale późno się robi, trzeba po mału zmierzać do clou programu. Jedna fotka, która bardzo dużo wytłumaczyła w temacie After School...



Już wiadomo, dlaczego powrót tak się przesuwał, już wiadomo, dlaczego mówiło się, że nad nowym numerem grupa pracuje w pocie czoła od sześciu miesięcy. Wyjaśniły się siniaki na nogach dziewczyn i zauważalny choćby na pierwszej fotce przyrost masy mięśniowej. Wyjaśniła się w końcu też kontuzja Lizzy, której brakuje na powyższym zdjęciu. After School będzie tańczyło na rurach.

Co do samego pomysłu mam mieszane uczucia. Tak, taniec na rurze w ostatnich latach przestał być łączony jednoznacznie z seks-biznesem, także w Korei. Ponadto dobrze wykonany taniec może być pokazem siły, zręczności i wygimnastykowania - wcale nie musi w ordynarny sposób kipieć od seksualnych sugestii. A jednak nie mam żadnej gwarancji, że ktoś to w zręczny sposób poprowadzi. Tym bardziej, że sam nowy wizerunek na tym zdjęciu raczej średnio przypadł mi do gustu. Stroje są okej - nawet bardzo okej, wyłączywszy czapkę na głowie Nany. Kolorystyka sceny? Już zdecydowanie gorzej. No i te nieszczęsne tatuaże. Tutaj słabo je widać, ale uwierzcie mi na słowo, że z bliska wypadają kiepsko. W dodatku wydają się być rozsiane po ciałach dziewczyn bez żadnego ładu i składu. Powrót After School zaczyna w tym momencie trącić aktem desperacji i stawianiem wszystkiego na jedną kartę.

Na tamtą chwilę teledysk Sistar zapowiadał się zdecydowanie ciekawiej, bo...



No właśnie. Całość tutaj zdecydowanie trzyma się kupy. Bardzo podoba mi się wystrój sceny, a wsparcie kilku czy nawet kilkunastu tancerek zdaje się kierować występ bardziej w kierunku rewii w stylu Moulin Rouge, a przynajmniej doda kilku kadrom nieco spektakularności. Od strony muzycznej na razie niewiele można powiedzieć.



Drugi video teaser zyskał nieco sensu od kiedy dodano do niego angielskie napisy. Ale i tak jest nieco porąbany.

A co w obozie After School? Wspominałem przecież na wstępie, że czekałem na ich teaser. No cóż... Jeżeli do dzisiaj próbowałem tonować nastroje i nie obiecywać sobie zbyt wiele to...



Tak, to po prostu musi być zajebiste. Nawet jeżeli piosenka produkcji Brave Brothers zawiedzie, a chyba jednak nie zawiedzie, nawet jeżeli teledysk zawiedzie, a prawie na pewno nie zawiedzie, to ja po prostu chcę zobaczyć występy na żywo. Nie mam pojęcia jak dziewczyny mają zamiar łączyć śpiewanie z tańcem na rurze, czy będzie to jakaś przeplatanka, czy osobny występ tak jak w wypadku numerów ze stepowaniem i werblami. Ale i tak to po prostu musi być zajebiste. Nie ma innej opcji.

W gębie przez długi czas mocniejsze wydawało się Sistar - uderzając rzadziej, ale celniej, nawet na moment nie spuszcając werbalnej gardy, nie pokazując słabości, nie narażając się na żadne docinki. Jednak kiedy przyszła pora stanąć na wadze, nagle ośmioosobowy skład After School zrobił swoje i to właśnie one na teraz wydają się moimi faworytkami. Jeżeli ich numer wypali, to mają duże szanse w starciu z Sistar, bo trzeba jednak pamiętać, że na ten moment Sistar startuje z uprzywilejowanej pozycji.

środa, 23 stycznia 2013

Sistar - Loving U

Śnieg, mróz, śnieg, mróz, śnieg, mróz. Wiecie o czym mówię. Skoro taki osobnik jak ja ma już dość takiej pogody, to strach pomyśleć, co dzieje się w głowach ludzi spędzających za oknem więcej czasu, np. podróżując po mieście. Dlatego postanowiłem się ( i Was) trochę muzycznie ogrzać.

Jest taki parszywy rodzaj utworu, którego do tej pory nie pojmowałem, a teraz, w tych jakże pięknych okolicznościach przyrody, zaczynam doceniać. Mowa o wakacyjnych piosenkach. Rokrocznie powstają tego dziesiątki i za bardzo nie rozumiem mechanizmu za nimi stojącego. Jeżeli sam mam wakacje i dobrze się bawię, to po co mi słuchać piosenki o tym, jak ktoś inny się bawi i oglądać jakieś egzotyczne plaże na teledyskach? A jeżeli nie bawię się dobrze, to tym bardziej nie chcę się dodatkowo irytować tego typu nagraniami. A one jednak powstają.

Bez sensu. Ale kiedy te same nagrania odtworzymy w realiach zimowych, kiedy ogólnie rzecz biorąc wszyscy jesteśmy udupieni poprzez mróz, śnieg i deficyt światła słonecznego, nagle zyskują one na wartości. Można przyłożyć ręce do monitora i się ogrzać, można popatrzeć na skąpo odziane panienki, można posłuchać czegoś radosnego w ramach odtrutki na mordujące psychikę combo metal-śnieg-mpk.



Tak, na dziewczyny z Sistar zawsze się miło patrzyło, a w zeszłym roku także miło się ich słuchało. Nie to, żeby wcześniej gorzej śpiewały. Hyorin zawsze słucha się z przyjemnością, jako wokalistka jest niesamowita, ale Soyou też sporo umie. Problemem grupy w poprzednich latach były chwytliwe, ale prymitywne piosenki. Tegoroczne nagrania są znacznie bardziej udane i natychmiast wypchnęły grupę do ścisłego koreańskiego topu.

O "Loving U" nie mogę napisać za dużo, bo - jak już stwierdziłem we wstępie - takie utwory to nie moja para kaloszy. W odmęty wakacyjnego szaleństwa popchnęło mnie jedynie inne - zimowe - szaleństwo. Ale nie byłbym sobą, gdybym nie zwrócił uwagi na Hyorin, która prezentuje w tej piosence cieplutką barwę z przyjemną chrypką. Letnim słońcem piosenka przygrzewa szczególnie w refrenie z charakterystycznym "uuu-uuu-uuu".

Wizualnie, jak dla mnie, jest trochę za dużo różu. Chyba ktoś próbował wepchnąć Sistar w aegyo, ale przy ich ruchu scenicznym i... parametrach - że się tak wyrażę - aegyo zaczyna intensywnie pachnieć jakimś cosplayem i to erotycznie podszytym. Cóż, mimo wszystko zbyt głośno protestował nie będę.

Może nawet bardziej rozdarty jestem, kiedy widzę jak dziewczyny wchodzą na samochody. I patrzę jak te dachy i klapy się wgniatają, wyobrażam sobie te wszystkie rysy po butach i chciałbym krzyknąć - Złaź stamtąd głupia babo! Trochę szacunku dla historii motoryzacji! - ale mniej więcej w tym momencie zaczyna tańczyć i jakoś tracę wenę.

Cóż, ja się na chwilę oderwałem od zimy, a Wy? Swoją drogą, uważajcie - koreański pop jest zaraźliwy. Właśnie słyszę z pokoju obok Ailee - "Heaven". Dobra piosenka, jeśli jeszcze nie słyszeliście, zapraszam >>TUTAJ<<.

środa, 2 stycznia 2013

Sistar - Alone @ Gayo Daejun 2012 (KBS, SBS, MBC)

Wczoraj zobaczyłem w internecie biedną zagubioną Marylę, która niemrawo podryguje z "Gangnam Style" w tle i tak sobie pomyślałem, że Girls' Generation jeszcze chwilę poczeka, a w zamian pokażę jak Koreańczycy muzycznie żegnają stary rok. Wszystko na przykładzie jednej piosenki i nie będzie to "Gangnam Style".

Przy okazji tekstów o projekcie "The Color Of K-Pop" >>TUTAJ<< i >>TUTAJ<< wspominałem o gali "SBS Gayo Daejun", której to częścią był owy projekt. Konkurencyjne sieci KBS i MBC organizują swoje odpowiedniki tej audycji, które wprawdzie delikatnie różnią się tytułami, ale i tak wszyscy nazywają je Gayo Daejun.

Co ciekawe, audycje odbywają się w różne dni, tak aby wszyscy najważniejsi artyści mogli wystąpić na antenie każdej ze stacji, a przy okazji by tak kosztowne przedsięwzięcia nie musiały konkurować ze sobą bezpośrednio o widzów. Najciekawsze jest jednak to, że choć na scenie lądują ci sami wykonawcy z tymi samymi utworami, a całość dzieje się na przestrzeni zaledwie kilku dni, o wtórności nie może być mowy, czego doskonałym przykładem są tegoroczne występy Sistar.

Na antenie wszystkich trzech stacji dziewczyny wykonały piosenkę "Alone". Zaczniemy od SBS, gdzie wykonanie jest najbardziej standardowe i nie odbiega od oryginału ani pod względem wokali ani pod względem choreografii. Dobry moment na zapoznanie się z piosenką, jeśli ktoś jej jeszcze nie słyszał. A po dwóch minutach utwór się urywa i...



Bora daje czadu. Co tu dużo kryć, nogami też trzeba umieć się popisać. W ogóle "Alone" to zmysłowy kawałek, któremu towarzyszy nawet bardziej zmysłowa choreografia. Ale poprzeczka jest od tego, żeby zawieszać ją wyżej i stąd zrodziło się wykonanie "Alone" na antenie KBS.



Jeszcze inaczej do piosenki formacja podeszła w MBC, przerabiając podkład na rockowy. Jeśli idzie o stylizację, znów jest świetnie. Od strony piosenki początkowo nieco gryzie się ona z podkładem, ale kiedy w refrenie Soyou i Hyorin dostają więcej pola do manewrowania wokalem, od razu jest lepiej. No i cały występ to po prostu świetne widowisko w wykonaniu grupy. A w pakiecie również przerobiona wersja "Pandory" w wykonaniu KARA.



Do występów z tegorocznych "Gayo Daejun" pewnie będę jeszcze wracał, kiedy sam to na spokojnie sobie poprzeglądam, a na zakończenie Maryla... Dobra, nie, rozmyśliłem się... Maryla jest tak okropna, że lepiej jej nie oglądać. Zamiast tego Hyorin wykonująca "Sway" w KBS. Przy jej głosie jestem w stanie wybaczyć nawet marny angielski.


środa, 19 grudnia 2012

Sistar - Alone + Hyorin - Heeya

Dzisiaj 2 w 1. Tekst miał być o piosence "Alone" formacji Sistar, jednym z fajniejszych kawałków wydanych w tym roku. Pewnie mógłbym się zmusić i napisać to tak, by nie przerodziło się w opiewanie talentu wokalnego liderki grupy - Hyorin (효린 - romanizacja nie jest jednoznaczna, więc równie często spotkacie się z zapisem Hyolyn). Mógłbym, ale nie chcę i dlatego na dokładkę dołożę jeszcze jej popisowe wykonanie rockowej ballady pt. "Heeya" i przez znakomitą większość tego tekstu będę się zachwycał genialnym wokalem 21-latki.

Przy pierwszym przesłuchaniu "Alone" w uszy rzucają się silne i wyraziste wokale. Jednak dla mnie utwór ten był pierwszym kontaktem z twórczością tej grupy, więc specjalnie nie zagłębiałem się w to, która dziewczyna śpiewa którą partię. Z przyjemnością słuchałem sobie piosenki raz za razem, nie przejmując się tą kwestią. Do czasu...



Na chwilę zajmijmy się samą piosenką, żebym miał to z głowy. Podkład jest wyraźnie rytmiczny, podczas gdy wokale raczej melodyjne, chociaż tak akcentowane, by także podkreślać rytm. W efekcie wyrazistość piosenki ma dwa źródła - rytm i akcenty wokalne, które zlane w jeden utwór świetnie się komponują i uzupełniają. W ramach dosyć minimalistycznej i monotonnej estetyki udaje się stworzyć ciekawą i różnorodną piosenkę.

Dużym atutem są również głosy wokalistek, które są silne, bardzo wyraźne na tle muzyki. Przy tym dobrze zgrane między sobą, a poszczególne partie są doskonale rozdzielone między piosenkarki. Jeżeli ktoś nie będzie się wsłuchiwał, zapewne nie zorientuje się nawet, że większość piosenki śpiewa Hyorin, a koleżanki przez sporą część utworu jedynie ją wspierają.

Nie chcę umniejszać pozostałej trójce, która śpiewa zwyczajnie dobrze - szczególnie Soyou. Nie ma tu ich winy, po prostu taka jest kompozycja utworu, że Hyorin ma po połowie każdej ze zwrotek, podczas gdy koleżanki mają po połowie jednej zwrotki każda. W dodatku w refrenach śpiewanych grupowo to właśnie partie Hyorin są najbardziej zauważalne.

Tak piszę - Hyorin to, Hyorin tamto - a pewnie zastanawiacie się - która to jest ta Hyorin?



Jednak to nie dzięki tej piosence zwróciłem uwagę na Hyorin.

Od pewnego czasu toczą się prace nad ciekawym projektem muzycznym - "The Color of K-pop". Dla mnie szczególnie ciekawa jest grupa pod nazwą Dazzling Red, w której skład wchodzi właśnie Hyorin. Sama koncepcja projektu jest interesująca - cztery zespoły sformowane z członków i członkiń popularnych grup muzycznych. Mnie pierwotnie przyciągnęła przede wszystkim osoba Nany, która moim zdaniem w After School i Orange Caramel pozostaje wokalnie niezagospodarowana.

UZUPEŁNIENIE: Więcej o Dazzling Red i projekcie "The Color Of K-Pop" >>TUTAJ<< i >>TUTAJ<<.

Powód mojego zainteresowania grupą zmienił się, kiedy zobaczyłem materiał z pierwszych dni projektu i usłyszałem głos Hyorin. Ona nawet nie śpiewała - ona tylko mówiła, ale zrobiła na mnie tak kolosalne wrażenie, że natychmiast zacząłem szukać jej solowych występów.

Często bywa tak, że dobre wokalistki mówią w specyficzny sposób. Czasem mają głęboki, donośny, tubalny głos, czasem, kończąc słowa, w charakterystyczny sposób "ćwierkają", a czasem mają chrypę, jakby odpalały papierosa od papierosa, a popiół strzepywały do puszek po piwie. Otóż Hyorin ma to wszystko naraz.

Ze znalezieniem występów solo nie było większych problemów. Hyorin przez pewien czas występowała w programie Immortal Song 2, gdzie aktualnie topowi wykonawcy śpiewali nowe wersje klasycznych piosenek innych artystów z minionych lat. W jednym z odcinków Hyorin rozprawiła się z rockową balladą, a efekt tego był taki.



Dziewczyna ma po prostu niesamowite możliwości. Moc głosu to jedno, ale ona ma także podparcie. Bez niego wysokie dźwięki zamieniałyby się w pisk, tymczasem Hyorin idzie w górę i w górę i cały czas ten dźwięk trzyma głębię i barwę. Finał piosenki od około 2:30 do 3:40 to miód na moje uszy - w tym pozytywnym znaczeniu.

Jakby tego było mało, tę fantastyczną, czystą emisję raz po raz swiadomie zanieczyszcza pięknymi przegłosami, od których aż chce się mruczeć z zadowolenia. Gdyby każdy wers kończyła takimi efektami, byłoby to nieznośną manierą, ale ona w genialny sposób panuje nad swoim głosem i stosuje te zabiegi jako bardzo efektowne ozdobniki.

Jeżeli miałbym przyczepić się do czegoś w tym wykonaniu, to do jednej rzeczy. Ta piosenka w oryginale jest smutna i raczej stonowana, czego popisującej się możliwościami wokalnymi piosenkarce nie wszędzie udawało się sprzedawać. Dla zainteresowanych wrzucam oryginał z przetłumaczonymi na angielski słowami.



POSTSCRIPTUM

Więcej "Alone" i więcej Hyorin znajdziecie >>TUTAJ<<.

BONUS
Nic nie napisałem o teledysku i zmysłowej choreografi do "Alone", więc - w ramach rekompensaty - taneczny cover w wykonaniu Black Queen. Dziewczyny są niewiarygodnie zgrane.



A tu jeszcze krótki klip prezentujący, jak dziewczyny z Sistar męczyły się z wymagającą choreografią.